Ogłoszenia parafialne (sekty pod wezwaniem Sexty)

OGŁOSZENIA PARAFIALNE (sekty pod wezwaniem Sexty):

Wstyd mi. Ale znów dużo się działo. Wyszłam za mąż, takie tam.

Kochani autostopowicze, przedstawiam ostatni rozdział Drogi.

INFO_NUMBER_2:

ZAPRASZAM NA NOWĄ WILCZĄ HISTORIĘ,
ZAPRASZAM NA TAGGED# MONSTERES

sobota, 3 maja 2014

2.NIE OGLĄDAJ SIĘ ZA SIEBIE: I'll bleed out for you. (cz.3)

Zdecydowałam się rozbić Dwójkę na jeszcze  dwie części, bo tego cholerstwa w wordzie jeszcze 13 stron zostało ;) Czy chaos w związku z tym rozwalaniem jest umiarkowany?

Czy grafika (obraz w tle) jako tako trzyma się kupy?

Także przed ostatnia część drugiego rozdziału wygląda tak:

- Chwilę... *Szósty pociąga Wilczemu z łokcia, żeby dopchać się do klawiatury* Rrrhan...? Jesteś tam? *uśmiech nr 6 (pacz lewy górny róg)*  Wpadnę dzisiaj do ciebie... Kup dużo mleka do kawy. *zaciera dłonie* Dobra, Wilczy, dawaj ten szajs.

Ech. Tak to jest jak się ego Grimmjowa publicznie połechce. Ja bym radziła Ci, Boleyn, kupić co innego niż mleko, ale dobra... I nie, nie myślę o alkoholu. Chociaż pewno też by się przydał.

huehuehuehue...

Dodałam w Gargancie  garść linków, jak kogoś nie ma, a wie, że czytam, to proszę nierozgarniętemu Wilczemu linka podrzucić! :)
_____________________________________________________




ARRANCAR

Nie spodziewałem się, że od razu zaatakuje. Ta ofensywa nie zaskoczyła mnie jednak na tyle, by mogła mi w realny sposób zagrozić. Osłoniłem się dłonią i złapałem w garść ostrze, nim dosięgło mojej twarzy. Zdumienie na twarzy dziewczyny tylko mnie rozśmieszyło.
Co ona sobie, u diabła, myślała? Że z kim ma do czynienia?
Podniosłem ją w górę, uwieszoną rękojeści swojej broni.
– Coś nie tak, Shinigami? – Uniosłem ją na taką wysokość, że teraz nasze oczy znalazły się na jednym poziomie.
Och, spojrzenie miała wyrąbiste. Nafaszerowane nienawiścią. Cyjanowa, płynna wściekłość. Poczułem jak mój żołądek kurczy się z głodu, a pragnienie krwi pali przełyk.


SHINIGAMI

Trzymał moje zanpakuto w powietrzu, patrząc na mnie wygłodniałym wzrokiem. Jak mógł zablokować Zabójcę gołą ręką? Czułam się mega głupio, zupełnie jakbym rzuciła się na niego z plastikowym nożem.
Puścił mój nadgarstek, który zdążył już ścierpnąć od jego uchwytu i jego długie palce wystartowały w stronę mojej szyi.
Złapałam oburącz za rękojeść. Zdołałam podźwignąć się na niej, jak na drążku, aż moje kolana znalazły się tuż pod jego brodą. Ułamek sekundy zastanawiałam się, czy nie wyjebać mu w szczękę właśnie teraz. Ale zmieniłam zdanie. Podciągnęłam kolana jeszcze wyżej, aż podeszwy moich buciorów znalazły się w pozycji równoległej do jego klatki piersiowej.
Kiedy jego palce już muskały moje gardło, wyprężyłam z krzykiem ciało, kopiąc obunóż z całych sił i w tym samym momencie puściłam zanpakuto.


ARRANCAR

Cholerna łotrzyca.
Jej kopniak pozbawił mnie tchu i reszty cierpliwości. Kto by pomyślał, że ma suka tyle siły, żeby takie akrobacje mi tu odstawiać?
Klapłem ciężko na tyłek jak ostatnia niedojda, patrząc jak Shinigami wykonuje w powietrzu półsalto i z wdziękiem ląduje na ugiętych nogach. Dziwne uczucie na pograniczu wkurwienia i uznania wypełniło mój umysł. Ale jej pewny siebie uśmiech, tak podobny do mojego, przechylił szale tych uczuć na korzyść szału. Porwałem jej katanę i cisnąłem nią w stronę dziewczyny.
Nie, nie będzie zabawy jak zdechnie tak szybko.
W ostatniej sekundzie zmieniłem odrobinę tor jej lotu, tak, by nie odrąbać Shinigami głowy.
Zanpakuto zawadziło o jej policzek i ucho, ścinając przy okazji trochę niebieskich kłaków. Na jej twarzy zastygła jakaś dziwna mieszanina uczuć. Czyżby wreszcie pojęła, w jak niebezpiecznym znajduje się położeniu? Że jej życie jest w moich rękach, a zdrowie na łasce mojego widzimisię? Czy zrozumiała, jak nierozsądnie jest mnie drażnić?
– Ty gnoju...
 Nie, jednak nic do niej nie dotarło.
Przyłożyła dłoń do policzka i spojrzała na mnie spod zmrużonych powiek. Liczyłem, że zobaczę chociaż cień strachu w jej oczach, ale one patrzyły na mnie z dziką furią i żądzą mordu.

When the eyes are red

Musiała być obłąkana. Musiała być naprawdę szalona, jeśli sądziła, że ma ze mną jakieś szanse.
– Ty skończony łajdaku. – Obmacała swój profil, rozmazując krew na twarzy, po czym wzięła w palce skrócone kosmyki, zezując na nie wściekle. – Ty bydlaku… JAK JA TERAZ WYGLĄDAM?!
Psychopatka. Rzuciła się na mnie z gołymi pięściami! Te jej idiotyczne zagrania były na tyle nieprzewidywalne, że prawie trafiła mnie w nos, zanim zorientowałem się, co jest grane. Nie zdążyłem się nawet podnieść z podłogi i teraz rozwścieczona Shinigami siedziała na mnie, wznosząc w górę drugą pięść. Tą też zdążyłem złapać, zanim mnie dosięgła. Pozostało jej już tylko piorunowanie mnie wzrokiem.
Konsternacja. Znałem te dziwne słówko, ale dopiero dzisiaj przekonałem się, co ono znaczy. Z jednej strony miałem ochotę ją zabić, wypruć flaki i patrzeć, jak się wykrwawia. Bezczelna dziewczyna już dawno przekroczyła granice mojego opanowania. Przez chwilę nawet chciałem dać się ponieść złości i skończyć to tu i teraz, ale jej potok przekleństw, złorzeczeń i gróźb w połączeniu z beznadziejnością sytuacji, w jakiej się znajdowała, był absolutnie przekomiczny. Rozkurwiła mnie. Próbowałem, ale nie mogłem się wściekać na siłę. Ryknąłem szyderczym śmiechem, miażdżąc jej piąstki w kleszczowym uścisku.
Pierdolę, nie pamiętam kiedy ostatnio tak dobrze się bawiłem.
Patrząc przez łzy rozbawienia na jej wykrzywioną grymasem bólu twarz, poczułem coś jeszcze. Coś oprócz gniewu i radości. Yhym, czułem to zwłaszcza, gdy tak się na mnie wierciła, próbując się wyrwać. Spływająca między jej piersi strużka krwi tylko podsycała te uczucie.

So I count my sins

Ona chyba też to poczuła, bo nagle zamarła i w jej oczach wreszcie pojawił się lęk.
– Oj… – pisnęła. – Jednak jesteś bardziej pojebany, niż obstawiałam.
Zachichotałem złośliwie, napierając na nią biodrami i zmuszając, by do mnie przylgnęła. Poczułem na torsie ciepło jej piersi, od których dzielił mnie tylko materiał damskiej bluzeczki.
– Trzeba mnie było nie wkurwiać… – mruknąłem, dmuchając na chabrowy kosmyk, który opadł na moją twarz.
– Ciekawe, co by było, jakbym cię próbowała uwieść … – Usłyszałem jej zmysłowy szept.
– Co ty odpierdalasz, Ikari, kretynko?! – Rozległ się głos zza krat, gdzie więziona Shinigami obserwowała zajście między nami. – Przestań urządzać sobie jakieś chore gierki, tylko skop mu dupę albo spieprzaj, póki żyjesz! To nie jest jakiś bezmózgi Menos Grande! To Szósty Espada!
– Ale możesz mnie tytułować swoim królem – uściśliłem, badając uważnie, czy wiadomość, że ma do czynienia z Espadą, zrobiła na niej jakieś wrażenie. Ale nawet jej powieka nie drgnęła. Delikatny uśmiech naznaczył wyraźnie wyrojone usta, które zbliżyły się szybko i znów mnie zaskoczyła, całując łapczywie.

And I bare my skin

Puściłem jej ręce, by spożytkować energię na coś przyjemniejszego, niż łamanie dziewczynie kolejnych palców. Szybko tego pożałowałem. Nawet nie zdążyłem złapać ją za tyłek. Kiedy oswobodziłem jej dłonie, chwyciła mnie oburącz za szczękę i wgryzła się w moje wargi. Wgryzła cholernie mocno.
Krzyk uwiąz mi w gardle, a krew wypełniła usta. Bałem się ją gwałtownie odepchnąć od siebie, żeby nie wyrwała zębami kawałka mojej twarzy. Zrzuciłem ją, gdy tylko oderwała ode mnie kły.
– Ty dziwko… – Splunąłem krwią. – Zabiję cię. Kurwa, wypatroszę i przybiję na ganku…
Shinigami szybko się pozbierała, stojąc przede mną w gotowości z mieczem w garści.
– Nie, najpierw ja cię zabiję, wasza zasrana wysokość. – Otarła usta przegubem, odsłaniając rząd zaczerwienionych spiczastych ząbków. – Skowycz, Shiraion!
Jej zanpakuto rozproszyło się, owijając czterema wstęgami dłonie dziewczyny. Każda ze wstęg osiadła na jednej kostce i zaraz wystrzeliły z nich długie stalowe pazury.
         Żarty się skończyły. Chciałem tej walki. Z pasją sięgnąłem po Panterę.


SHINIGAMI

Instynktownie czułam, że mój zapas szczęścia się kurczy. Nawet jeśli do tej pory udało mi się go zaskakiwać, to były to jednorazowe triki. Fakt, że w ogóle pogrywałam z Espadą w taki sposób, był czymś, za co wręczyłabym sobie nagrodę, najlepiej kilka litrów drogiego alkoholu. Prawie się zakrztusiłam powietrzem, kiedy Minako wrzasnęła do mnie, kim on jest. Moje umiejętności aktorskie nie zawiodły mnie jednak, za co byłam im wdzięczna, bo rzadko kiedy udaje mi tak nad sobą zapanować. Pozornie dużo tym nie zyskałam. Nałykałam się trochę krwi, a przed tym mogłam się przekonać, jak smakuje Arrancar.
Straszne, że samą siebie tak trudno oszukać. Był taki moment, w którym chciałam… Kontynuować ten obłęd. Było coś w tym Espadzie, czego nie spodziewałam się znaleźć. Dzikość, brak ograniczeń, siła… Na szczęście w porę przypomniało mi się, że z tą samą siłą i błyskiem w oku, który tak mnie zafascynował, rozerwałby mnie na strzępy, gdy już skończyłby się bawić. I to nie było dziwne, to był Arrancar, Espada. Dziwne było to, że ja rozważałam uczestnictwo w tej zabawie.
Teraz, odpierając jego zaciekłe ataki, próbowałam wymyślić jeszcze jakąś sztuczkę, zanim przyprze mnie do ściany i ze mną skończy. Nie przyszłam tu po to, żeby przegrać. Ryzykowałam życiem nie po to, żeby jakiś łotr miał frajdę.
Tylko na chwilę oderwałam od niego wzrok, zerkając na Minako. Nim pierwszy pomysł, jak ją stamtąd wydostać, zaświtał w mojej głowie, leżałam już na podłodze, licząc gwiazdy przed oczami.
– Tch. – Espada strzepnął dłoń, której grzbietem wymierzył mi cios w twarz. – Skoncentruj się, Shinigami.
Zimno podłoża było takie kojące.

And I close my eyes

Usłyszałam kolejne gniewne prychnięcie, świst broni, którą zamachnął się żeby, mnie dobić i wściekły ryk Espady, gdy jego katana z głośnym brzdękiem zderzyła się z podłogą, na której już mnie było.
Może i był silniejszy, ten błękitnowłosy koleś, ale miałam szanse równać się z nim w innej kategorii. Mogłam spróbować dorównać mu w szybkości. Odepchnęłam się stopami od ściany i prześlizgnęłam się między jego nogami, gdy uniósł zanpakuto. Gdy je opuszczał, stałam już za nim, unosząc Shiraiona. Zaciskając zęby, z rozmachem cięłam w jego plecy, najpierw z lewa, potem z prawa. Stalowe pazury rozdarły białą kurtkę Espady, brudząc ją czerwienią. Ale tylko pierwszy atak go sięgnął. Drugi zdołał odparować, wyszczerzając się do mnie przez ramię.
– W plecy, kurwa? – wycedził i natarł na mnie serią pchnięć, które z ledwością parowałam, przepłacając to mniej lub bardziej dotkliwymi skaleczeniami. Ratowała mnie moja zwinność. Dzięki temu, że byłam mniejsza, skakałam swobodnie wokół niego, odczytując jego kolejne ruchy z dużą trafnością. On też był w tym dobry. Zupełnie jakbyśmy nawzajem czytali sobie w myślach.
Korzystając z tego, że nasz taniec śmierci przeniósł się blisko „celi”, blokując jednym tekagi zanpakuto Arrancara, spróbowałam drugim sieknąć kraty, ale Shiraion wzniecił tylko parę iskier i nie wyrządził im większej szkody.
– Głupia, myślałaś, że z czego są? Z plastiku? – Uniósł broń, ale znowu nie zdążył.
– Wszystkiego trzeba spróbować. – Posłałam mu słodki uśmiech, a jego ciężkie powieki uniosły się nieco, odsłaniając kobaltowe zdziwienie. Skorzystałam z tej darmowej sekundy i z całej siły nadepnęłam mu ciężkim buciorem na stopę.
No cóż, wynik łatwy do przewidzenia: Glany vs. Zori, 1 : 0.
Krzywiąc się, odskoczył ode mnie, dając mi trochę przestrzeni, która była mi potrzebna, by jeszcze bardziej go rozsierdzić. Wiedziałam, że muszę to zrobić, żeby pomógł mi uwolnić Minako.

And I take it in

– Droga zniszczenia numer osiemdziesiąt osiem!
Zebrałam sporo niebieskiej energii w jednej dłoni, żeby bystre, arrancarskie ślepia mogły się temu dobrze przyjrzeć. Specjalnie chybiłam, wypuszczając zaklęcie tak, że ledwo musnęło jego błękitną grzywę. Widoczne na twarzy Espady zakłopotanie znikło, pod naporem szerokiego uśmiechu.
– Co to, kurwa, miało być, Shinigami? To gówno? Chodziło ci może o coś takiego?
Wyrzucił przed siebie lewą dłoń, zginając smukłe palce, między którymi zaczęła gromadzić się czerwień.
– Minako, padnij – syknęłam, stając w odległości kilku kroków od prętów. Wiedziałam, że czasu było niewiele. Nie mogłam zacząć zaklęcia, póki Arrancar nie odpali swojego cero. Jeśli zdążę… to szanse na to, że jeszcze uniknę ataku, były bardzo małe. – Jak już pierdolnie, to uciekaj. Nie patrz na to, co się stało, tylko spierdalaj.
– Co ty chcesz zrobić?!
– Nikt nie wyczuje twojego reiatsu, wiesz, że tylko ja mam taki gówniany skill. Na pustyni jest otwarta garganta. Podążaj moim śladem.
– Ale…
– Powiedziałam! Nie oglądaj się za siebie. Biegnij.
– Hagane, kurwa…
– Możesz to dla mnie zrobić?! – rzuciłam jej szybkie, wściekłe spojrzenie. – Po prostu biegnij, dobra?
Byłam spokojna. Miałam plan i przeczucie, że to może się udać. W zasadzie podejrzewałam, że to tak się skończy, gdy tylko wyczułam go na pustyni. Wiedziałam, co mam robić. Muszę się podłożyć, żeby go pokonać.

If the last thing that I do is bring you down

Tak to jest, no nie? Że nie zawsze trzeba wygrać, żeby zwyciężyć. Czasami wystarczy, że to inni przegrają.*

I'll bleed out for you

Najpierw uderzyła mnie trzeszcząca, dźwiękowa fala. Wyciągnęłam ręce na boki, a potem złączyłam ze sobą dwa palce.
– Droga wiązania numer dziewięćdziesiąt dziewięć – zdążyłam gorączkowo wyszeptać, nim czerwona gorąca energia cero otuliła moją twarz. Krzyknęłam, odwracając głowę i wyginając całe ciało maksymalnie do tyłu, aż upadłam na podłogę, drąc się z bólu.

…and wolves all cry.


ARRANCAR

Dziwka! Co za dziwka! Zrobiła to specjalnie, mogłem się, kurwa, założyć. Sprowokowała mnie, żebym użył cero. Poczekała, aż czerwona poświata zasłoni mi widok i wtedy opaliła to zasrane kidou. Shinigami jebana! Jak ją teraz dorwę, nie daruję suce, od razu urwę jej ten cholerny łeb!
O ile coś z niej zostało po cero.
Przestałem się szarpać pod czarnymi pasami, które trzymały mnie mocno przy ziemi. Udało mi się podnieść podbródek i rzucić okiem, na to co się dzieje.
Pył powoli opadał, odsłaniając zniszczenia, które spowodowałem. Największe uderzenie przyjęły kraty, które się rozleciały i ściana za nimi. Czułem jak nozdrza drżą mi z gniewu. Czyli o to jej chodziło… Wykorzystał mnie. Przez te kilka chwil, podczas których mierzyliśmy się ze sobą, przejrzała mnie na wylot. I bezczelnie wykorzystała. Nie dość, że mnie uziemiła jakimś cholerstwem, to jeszcze się jej przysłużyłem, wysadzając w powietrze połowę laboratorium Szayela. W zamian za to leżałem teraz pyskiem w dół, nie mogąc się ruszyć.
Ale nie byłem jedyny, który podziwia podłogę. Miałem nadzieję, że cholera przeżyła, bo chciałem ją zabić jeszcze raz.
Dostrzegłem jej nieruchomą sylwetkę, zaledwie kilkanaście metrów ode mnie. Druga Shinigami, zamiast brać nogi za pas i zwiewać, pochylała się nad nią. Ze złością coś do niej cicho mówiła, a w odpowiedzi usłyszałem słaby głos niebieskowłosej. Czyli żyła. I bardzo, kurwa, dobrze.

Oh, you tell me to hold on…

Tamta druga pobiegła znowu za kraty, po chwili wróciła, zwijając w dłoniach białe prześcieradło. Podarła tkaninę na kilka długich pasów i pomogła usiąść dziewczynie.
Cero nieźle ją musnęło. Przez jej brzuch biegła otwarta, dymiąca rana, przechodząc przez odsłonięte piersi, szyję, znacząc prawy policzek.
– Moje cycki… – Stęknęła, drżącą ręką odklejając strzęp bluzki, który wtopił się w jej skórę. – Zamordujeeę… – zawyła, szybkim szarpnięciem odrywając materiał.
– Zamknij się, Ikari. – Ruda zauważyła, że je obserwuje i teraz kucnęła przy niebieskowłosej, zasłaniając mi ten interesujący widok. – Nie ruszaj się.
– Miałaś spierdalać, do chuja pa…
– Powiedziałam, żebyś zamknęła pysk.
Przez kilka minut słyszałem tylko jęki i groźby rudej. Napiąłem mięśnie, próbując się z wiążącymi mnie pasami. Jeśli mi uciekną i ktoś znajdzie mnie tutaj w takim stanie, będę musiał wszystkich pozabijać. Skupiłem więc całe siły na tym, by się uwolnić. Mogłem poruszać tylko dłońmi. Udało mi się oplątać wokół nich pasy i zaciskając zęby próbowałem je zerwać, gdy padł na mnie czyjś cień.
Uniosłem powieki, wciąż naprężając mięśnie ramion. Z góry patrzyły na mnie z pogardą cyjanowe oczy. Shinigami dyszała ciężko, ale nie chciała przyjąć pomocy od ryżej, która próbowała wziąć ją pod ramię.  Przez biały materiał, którym była opatrzona, już zaczęła przesączać się krew. Podparła się ciężko pod bok i z wysiłkiem lekko się pochyliła.
– Daruj sobie – syknęła. Oparła podeszwę glana na mojej masce, przekrzywiając mi głowę. – I to ma być Espada? Błagam. To są chyba jakieś kpiny.
– Hagane, daj już spokój. – Ruda złapała ją za rękę i pociągnęła za sobą. – Zmywajmy się stąd, zanim zleci się tu reszta brygady.
– Jeśli to takie same koksy, jak ten – niebieskowłosa odwróciła się przed ramię, rzucając mi jeszcze jedno, pełne odrazy spojrzenie, – to dam sobie radę.
– Ech. Ktoś ci kiedyś naprawdę wpierdoli za te twoje głupie gadki.
Kiedyś? Nie, nie kiedyś. Dzisiaj. Za chwilę. Zaraz.
Dałem im jeszcze chwilę przewagi, słysząc ich oddalające się spiesznie kroki. Wymacałem leżącą obok mnie rękojeść zanpakuto i zacisnąłem na niej z lubością dłoń.
– Miażdż, Pantera.
Uciekajcie, Shinigami. Uciekajcie…

__________________
* Sparafrazowany cytat z Jakuba Ćwieka (bijcie mnie, ale tytuł mi uciekł...)

10 komentarzy:

  1. No dobrze, przyznaję bez bicia, Serek jest leniwą cholerą i trochę jej zajęło zebranie się do skomentowania...
    Hiyakuma: Była kiedyś taka chwila w twoim życiu kiedy byłaś energiczna?
    No ba, jak był wyścig o paczkę żelek xD Dopiero po pół godzinie zorientowałam się, że żelki są przywiązane na kijku przede mną...

    No dobrze wracając na właściwe tory: Ponieważ nie komentowałam dotąd, muszę najpierw podziękować za skomentowanie u mnie :) ありがとう
    W sumie jesteś chyba pierwszą osobą (pomijając Yaku-nii), która pisze naprawdę ciekawie [etto... wstyd się przyznać, nie mam pewności co do płci, będę więc pisać bezosobowo] i bez wkurwiających błędów xD
    A odpowiadając na pytanie na początku: grafika trzyma się kupy, chociaż lepsza była poprzednia (można prosić o nakierowanie na poprzednie tło czy cuś w ten deseń?)

    A jeśli chciałbyś/chciałabyś pogadać to zapraszam na gg :) 12222496

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem w Gargancie! O lol,, to takie prze uczucie! :D
    Jestem, mrrrr, i jakże się jaram tym rozdziałem! A posłuchałam Cię, Wilczy, posłuchałam! Nie z mlekiem tylko... tego... no z alko. A cieszyłam się do komputera jak wariatka czytając ten rozdział! I wgl co to za gadka, że Twój komentarz zaginie na moim blogu? Weź się ogarnij, a nie mi tu takie rzeczy wypisujesz. Zdanie zony/kochanki Grimmjowa nigdy nie zaginie w morzu innych, bez jaj.

    Grafa wymiata, bo Grimm <6 Uch, nic więcej na ten temat nie powiem, bo to jego spojrzenie...

    I nie spodziewałam się, że tak szybko będę mogła przeczytać kolejne cudeńko spod Twojej łapki! Wchodzę sobie, paczam, o! Jadę z koksem i czytam.
    Sytuacja w pierwszym fragmencie, jak Ikari biedna, w powietrzu się gimnastykowała... majstersztyk. Czekaj!
    "Kto by pomyślał, że ma suka tyle siły, żeby takie akrobacje mi tu odstawiać?
    Klapłem ciężko na tyłek jak ostatnia niedojda, patrząc jak Shinigami wykonuje w powietrzu półsalto i z wdziękiem ląduje na ugiętych nogach. Dziwne uczucie na pograniczu wkurwienia i uznania wypełniło mój umysł." - maj fejwryt part! Grimmjow, wypisz, wymaluj!

    Wgl wielbię Twój styl! Amen. Nie znam tylu słów, żeby to dobrze napisać, ale po prostu jak czytam każde kolejne zdanie, to mnie rozpiera zazdrość. F*ck, coś jest nie tak, Wilczy. Coś jest bardzo nie tak, ja wiem, że Ty się z Szóstym kumasz i wgl... ale żeby to było takie prawdziwe?!
    Wilczy bogiem!

    "Ale nie byłem jedyny, który podziwia podłogę." mmmmaleńki <3 Ja chętnie będę ją podziwiać z Tobą, nie ważne w jakiej pozycji.
    Jak zawsze cytaty mistrzowskie. brrr... ciary mam, Wilczy, jak to robisz? Awwww! :D Standardowo już chyba jestem wypełniona wielką, pozytywną energia po przeczytaniu Twego rozdziału. Nie wem, dlaczego, ale poprzednio też tak było i miało to na mnie tak wielki wpływ, że zaczęłam pisać u siebie z wielkim uśmiechem na mordzie, mówiąc sobie "o cholera, blogi to żaden sirius biznes, ale jak Wilczy może tak pisać, to muszę się też postarać, bo to parszywie wysoki poziom". Uwielbiam i dzięki, że tworzysz. Stawiasz poprzeczkę i dajesz klasę, dobrzy autorzy z zajawką na coś poważnego nie wyginęli wśród bloggerów, amen! :D

    I to ostatnie "Uciekajcie, Shinigami. Uciekajcie..." Bożena, autentycznie mnie dreszcz przeszedł. Grimm zaczyna zabawę, będzie ostro, krwawo i mistrzowsko! Wilczy, znów, nauczaj, mistrzu! <3 yyy... wróć, <6 ^^
    Dużo weny? Nie, nie potrzeba Ci.I tak napiszesz coś przezajebistego. Buźka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to pierdolę, Rhan, mam takiega banana na ryju, że mi, kurwa, w zyciu nie zniknie już i będę wyglądać jak gupi co się ciesz oool de tajm!!! :D

      Mój Bo... Moja Bożeno! Twoje komentarze to tak, tak, tak zajebista terapia na nie-koniecznie-dużą pisarską pewność siebie Wilczego (yyy, chyba coś pojabałam w szyku tegoż zdania, bat aj bilif dat ju noł łot aj min), że powinnam Ci za nią płacić! Masz u mnie krate browców i co tylko kcesz! A nie, Grimma Ci na własność nie oddam, sorry :D :*

      "F*ck, coś jest nie tak, Wilczy. Coś jest bardzo nie tak, ja wiem, że Ty się z Szóstym kumasz i wgl... ale żeby to było takie prawdziwe?! " <---- idę se to wydziarać na klacie <3 jutro <3 :D aaaa, sorry! słuszna, kurwa uwaga! <6 a nie... :D:D:D

      Po zastanawianiu wgl dochodzę do wniosku, że cały komentarz se zrobie. jes szansa, że mi starczy na cyckach miejsca.

      Po dłuższym zastanowieniu, zmieniam wniosek: wytargam se wszystko, co napisałaś. Komentarze, opowiadanie, all, kupione. <6

      A teraz przepraszam, idę się ze szczęścia wykrwawić do kąta :D

      Usuń
    2. Wilczy! Obrazić mnie Twoją zacną odpowiedzią? Yhhh... no nie, tego jeszcze nie grali!
      Jo też siem cieszem żeśmy na się trafiły and aj noł łot ju min, olłejs end ewer! <6
      Tak, musimy mieć trochę nie teges ze łbami, bo Grimm... tego, no, ale za niego wyjdziemy, w sumie chyba nie będzie narzekał na bigamię, nie? Najwyżej się za Arabów podamy.
      Nie dziaraj se komenta, dziaraj 6! Jest lepszy, ładniejszy i ma więcej przekazu niż moje komentarze, o opku nie wspominając, o lol... :D

      Masz banana na ryjku? Awww! A Ty wiesz, że ja tesh? :D

      Nie masz pisarskiej-tak-bardzo-pewności-siebie? Ależ!! Ja Ci ją zbuduję, łit SEXta, oł jes! Tylko łejtuj trochę, a zobaczysz, co się będzie działo :D
      Ja i Grimm Cię uwielbiamy, choć on się do tego nie przyzna, ale ja o tym wiem i mówię na forum. A teraz lepiej spadnę, bo mnie chłop obierze ze skóry. Wilczy, do boju! :D Piszesz dalej! :D I nie krwaw w kącie, no chyba, że musisz, to dobra :D

      Usuń
  3. Kompletnie nie wiem co powiedzieć. Uśmiałam się jak nigdy. Najlepsze było rozsierdzanie Grimma przez Ikari, GLAN vs ZORI XD Współczuję niebieskowłosemu. Jak ty opisujesz walkę to wydaje mi się że tam jestem i w ogóle. Czekam z niecierpliwością na next'a :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ślę swą miłość po wieki, o Wilczy! <3
    Tak bardzo kocham twojego Grimma! Jego cudowne teksty nacechowane emocjami, kulturalne obycie, szacunek do dam. No kurczę! Gentelman jakich mało! Jajujujeujeujeujujej! Powoli się w nim zakochuję, no naprawdę. Biedny Mustang, za niedługo będzie musiał pójść w odstawkę. Taki peszek.
    Poza tym, powiedzmy sobie szczerze - glany zawsze wymiatają.

    I tło gra, nawet bardzo. Cudny art, pragnę mieć talent artystyczny!


    "Czyli żyła. I bardzo, kurwa, dobrze."

    OdpowiedzUsuń
  5. Naprawdę musiałaś zakończyć w takim momencie? ;p Najlepiej chciałabym od razu kilka następnych rozdziałów! Muszę przyznać, że pisanie akcji wychodzi ci naprawdę znakomicie. Wszystko jest płynne, zdania nie wydają się pourywane i nieskładne, a czytelnik nie ma problemu z odróżnieniem, o kim właśnie jest mowa. Muszę się przyznać, że to jednak Arrancar podbił moje serce i do końca kibicowałam mu w walce. No cóż... moje błogosławieństwo na dużo mu się nie zdało, ale i tak razem z nim leżę tam obok niego i paznokciami rozrywam więzy. ;p i nic nie możesz na to poradzić!
    Nie wiem dlaczego, ale nie przepadam za Ikari. Nie, nie przepadam to złe słowo. Jest mi po prostu obojętna, aczkolwiek nie zmienia to faktu, że naprawdę podziwiam za gotowość śmierci, by tylko ocalić przyjaciółkę. To naprawdę mnie rozczuliło. Jestem ciekawa, czy pościg Arrancara wciąż będzie trwał no i już nie mogę się doczekać następnego rozdziału. ;)
    Pozdrawiam, Arachne

    http://szamanska-przepowiednia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. walka ma swój finish w jutrzejszym nexcie, takze Twoje kciuki duuużo dały :D

      Usuń
    2. Jeśli chodzi o Ikari, to oczywiste, że wzbudza emocje! Po prostu jak dotąd nie znalazłam w niej tego czegoś, co kocham w Arrancarze. Ale to przecież dopiero drugi rozdział, a w obydwóch można znaleźć masę walk (no, dobra, może przesadziłam), dlatego właściwe poznanie bohatera zajmie nieco więcej czasu. Jeśli coś się zmieni, pamiętaj, że dowiesz się jako pierwsza. No, może druga, bo Arrancar ma do tego większe prawo :p
      Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że moje badziewne komentarze tyle dla Ciebie znaczą! Naprawdę miło się na duszy robi!
      A rozdział będzie dzisiaj lub jutro, ale raczej dzisiaj.

      PS: zapomniałam dodać, że art za rozdziałami przepiękny!

      Pozdrawiam, Arachne

      Usuń
  6. Przyzwyczaiłam się już do tego, że Minako nie robi tego co każe jej Ikari. I vice versa. ;*
    "- Ale możesz mnie tytułować swoim królem" a w radiu akurat leciało "Hail to the king" od Avenged Sevenfold. Nigdy nie wierzyłam w coś takiego jak przypadki. :D
    Shiraion! <3 lubię go bardziej do tego ... no. Mówiłam, że nie będę spojlerować, ale tak się nie daaa! :D Bo przecież kotki lubią być drapane, szczególnie za uszami :D
    I tak, nigdy nie przestanę porównywać Grimma do kotka. Kotuś. :D
    ;*

    OdpowiedzUsuń