Ogłoszenia parafialne (sekty pod wezwaniem Sexty)

OGŁOSZENIA PARAFIALNE (sekty pod wezwaniem Sexty):

Wstyd mi. Ale znów dużo się działo. Wyszłam za mąż, takie tam.

Kochani autostopowicze, przedstawiam ostatni rozdział Drogi.

INFO_NUMBER_2:

ZAPRASZAM NA NOWĄ WILCZĄ HISTORIĘ,
ZAPRASZAM NA TAGGED# MONSTERES

sobota, 26 lipca 2014

7. SZEŚĆ UCZUĆ:I’m the one that you loathe (cz.2)

Rozdział pisany na współę prze wilki i feniksy!
_____________________________________



Minako wściekłym, szybkim marszem wracała do swojego oddziału. Myślała tylko o tym co zrobi, jak dorwie Espadę. On widocznie też nie mógł się tego doczekać, bo gdy tylko zobaczył, że przemierza bojowym krokiem dziedziniec, kierując się w jego stronę, wyszedł jej na spotkanie z uśmiechem.
– Yo, masz może jakieś…
– GDZIE TY ŻEŚ SIĘ SZLAJAŁ, GRIMMJOW, I JAKIM PRAWEM, DARMOZJADZIE?! – zaczęła na niego krzyczeć, popychając go, ale Espada nie cofnął się nawet o pół kroku. – Twój kontrakt zabrania ci opuszczać tereny dziesiątego oddziału!
– Gówno prawda. Mówi tylko o tym, że nie jesteście w stanie zagwarantować mi nietykalności poza waszym oddziałem.
– OTÓŻ TO! Rusz się stąd jeszcze raz, a twój pusty czerep w tajemniczych okolicznościach oddzieli się od reszty twojego tułowia, ty trepie! – zagroziła, znacząco zaciskając dłoń na rękojeści Zabójcy.
– Tch… Obiecanki-cacanki.
– JA NIE ŻARTUJĘ!
– Dobra! – Espada uniósł otwarte dłonie, uspokajając ją. – Wyluzuj.
Nie mógł sobie wybrać lepszej kontry. Kurosaki opadły ręce. Serio? Arrancar uspokajał? Espada? Szósty? Jaegerjaquez? I co jeszcze? Czym jeszcze ją zaskoczy? Jak skończy się jego wizyta?
Bo zaczęła się dziwnie. Od jego deklaracji uczestnictwa w grze zespołowej. ZESPOŁOWEJ. Grimmjow i „zespołowej”? A czy destrukcja może cokolwiek tworzyć? Jednak wyglądało na to, że naprawdę zagra on w koszykówkę. Wciąż nie mogła w to uwierzyć, chociaż już od kilku dni widziała jak Arrancar popierdala po boisku w drużynowym stroju. Na kilometr waliło to jakimś przekrętem… A jednak grał. Tamtego dnia Grimmjow był tak poważny jak nigdy, choć jak zwykle uśmiechał się szyderczo.




Nikogo na Dworze Czystych Dusz nie dziwiły krzyki dochodzące z kwater oficerskich oddziału dziesiątego.
– Ty chyba żartujesz!
Minako siedziała za swoim biurkiem i po raz kolejny czytała spisany na papierze  i  podpisany przez obie zainteresowane strony pakt z Espadą, podczas gdy jej brat przemierzał gabinet w te i z powrotem.
– Nie wierzę, że Grimmjow to podpisał. – Porucznik rzuciła papiery na biurko i opadła na oparcie fotela.
– A nie widzisz na końcu jego parafki?
– I jeszcze dobrowolnie wszedł na teren Rukongai… Ba, zamierzacie przetrzymywać go tutaj! W Seireitei!
– Na terenie oddziału dziesiątego, siostrzyczko.
Spojrzała z niedowierzaniem na Ichigo, który wskazał na okno. Wyjrzała przez nie i nie musiała długo szukać tego, na co pokazywał rudowłosy. Niebieska czupryna za bardzo rzucała się w oczy, kiedy na głównym placu Matsumoto odganiała od niego zaciekawionych Shinigamich.
– Nie wierzę! – krzyknęła, machając rękami nad głową. Wróciła za biurko i usiadła za nim z założonymi rękoma.
Ichigo tylko westchnął i podrapał się po rudym łbie.
– Nie czytałaś całej umowy, prawda?
– Nie, po pierwszej stronie wystarczająco mnie mdli.
– Bo na trzeciej stronie… W punkcie dziesiątym, podpunkt b, bodajże…
Nie dała mu skończyć. Porwała papiery z biurka i nerwowo przerzuciła na trzecią stronę. Jej oczy szybko przesuwały się po linijkach.
„10.
b) Kurosaki Minako zostanie trenerem drużyny Karakury...”
– No i co to ma być?
– Czytaj dalej.
„ …i zobowiązuje się przyjąć funkcję trenera osobistego Grimmjowa Jaegerjaqueza, przez wzgląd na jego wyjątkowe zdolności.”
W gabinecie zapadła długa cisza.
Wyjątkowe zdolności? Bardzo, kurwa, dyplomatycznie. Pod tym hasłem kryją się zapewni jego przerażające, destruktywne zapędy. Świetnie. Wygląda na to, że posyłają mnie na pierwszy ogień.”
– Nie wiem, kogo to był pomysł, ale przysięgam, że straci tą swoją tlenioną głowę. A kapelusz wezmę sobie jako trofeum.
Tylko Urahara mógł wymyślić coś równie niedorzecznego i tylko on był równie bezczelny.
– Ależ przecież doskonale sobie poradzisz – odezwał się Toshiro, wychylając się zza sterty wczorajszych raportów, za którymi ukrywał się do tek pory.
– A jak sądzisz, czy Twój smok poradzi sobie na księżycu jak go tam wykopię?!
– Minako, uspokój się. – Ichigo stanął przed kapitanem w obawie, że wzrok siostry uśmierci kapitana dziesiątki. Toshiro tylko pokręcił głową i wrócił do raportów. – Cóż, prawdę mówiąc to Urahara tylko podsunął mi ten pomysł i pomógł sporządzić umowę… Ale to ja przestawiłem ten pomysł Głównodowodzącemu, a on stwierdził, że trochę rozrywki jeszcze nigdy nikomu…
– ROZRYWKI?! – Minako oddychała ciężko. – TY ZDRAJCO!
Well it rains and it pours
When you're out on your own
– Ale to Kisuke ma przymierze z Grimmjowem, nie ja! – krzyczał Zastępczy, zasłaniając się przed ciosami siostry.
Nagle drzwi gabinetu rozsunęły się z hukiem i stanął w nich uśmiechnięty Szósty Espada. Jak zwykle sprawiał wrażenie kogoś, kto wierzy, że wszyscy dookoła uważają, iż ocieka zajebistością, a gloria, chwała i pełne zachwytu nad nim westchnienia należą mu się odgórnie.
– Chciałaś mnie widzieć… trenerze? – Ostatnie słowo wypowiedział tak sarkastycznie, że aż przewróciło jej się w żołądku. Zagryzła tylko wargi, przełykając mężnie tą kpinę.
– Siadaj. – Wskazała mu krzesło przed swoim biurkiem.
Usiadł, kładąc nogi na blacie, tuż przed twarzą Minako, która poczuła, że mdli ją coraz bardziej, a rozciągnięty na jego twarzy cyniczny uśmiech w niczym nie pomagał.
– Powiem ci, jak to będzie. – W końcu zmusiła się, by spojrzeć mu w oczy. – Będę waszym trenerem. Będziesz robił, co mówię i nie będę musiała cię o wszystko prosić dwa razy. Zaczniemy od tego, że zdejmiesz nogi z mojego biurka. – Kiedy chciała, potrafiła być bardzo przekonująca.  Zwłaszcza Shizuka Chou w formie Shikai na jej kolanach mógł przemawiać do opornych wyobraźni.
Grimmjow zaśmiał się krótko, ale usłuchał, choć nadal ostrzegawczo wpatrywał się w nią tymi swoimi dzikimi ślepiami.
– To teraz ty mnie posłuchaj. Beze mnie nie macie szans. To ja ci powiem, jak to będzie: będę grać w ataku, sam, a ty znajdujesz mi frajerów od podawania piłek. Gram, kiedy chcę, siadam, kiedy chcę. – Zastanowił się sekundę i dodał jeszcze: – I fauluję też, kiedy chcę. Stoi?
– Stoi. A teraz wynocha z mojego biura.
Nadal uśmiechając się w charakterystyczny dla siebie sposób, opuścił kwatery oficerskie, a Ichigo wybiegł za nim. Wtedy dopiero Minako zapieczętowała swoje zanpakuto i schowała do pochwy.
– „Wynocha z mojego biura”? – Toshiro wysunął się na krześle zza biurka, a jego porucznik usiadła mu na kolanach.
– Och, myślę, że kwestię tego, kto tu rządzi, możemy rozstrzygnąć inaczej. – Rozchyliła jego kosode, wsuwając pod nie dłoń.
– Fiu-fiu, a co jak braciszek wróci? – rozległ się sarkastyczny głos tuż przy drzwiach.
Minako odskoczyła od kapitana jak oparzona.
– Kapitanie Ichimaru, od kiedy kapitan tam stoi?!
– Od kiedy wyszli twoi goście, Minako-chan. – Gin uśmiechał się od ucha do ucha.
Czerwonawy na twarzy Hitsugaya wstał i podszedł do okna, otwierając je na oścież.
– Matsumoto! Twój strach na wróble się przypałętał! Zrób z nim coś! ­– Zatrzasnął okno, rzucając jeszcze przerażone spojrzenie na Grimmjowa, któremu chyba nie podobała się aranżacja otoczenia, bo ciachał Panterą rosnące wokół dywizji dziesiątej choinki. – A ty, Minako… Zabierz Espadę z naszego trawnika, zanim wykarczuje nam podwórko…
Gdy tylko porucznik zaprowadziła Szóstego do jego tymczasowej siedziby i rozsunęła przed nim podwójne drzwi, ten od razu padł na łóżko, nie fatygując się nawet, by ściągnąć choćby buty.
If I crash on the couch
Can I sleep in my clothes?
 
Grimmjow nigdy nie przypuszczał, że ta cała szopka będzie aż tak go bawić. Przecież jako Arrancar brzydził się wręcz wszystkim, co Shinigamowskie, a jednak teraz leżał w przydzielonej mu na czas treningów kwaterze, do której przyprowadziła go ta ryża menda. Jego pokój było wyposażony najprościej jak tylko się dało ­– po prawej krzesło, po lewej stoliczek, łóżko pod oknem. Czy oni se, kuźwa, wyobrażali, ze Arrancarzy to jacyś pieprzeni asceci? Mogli mu tu chociaż wstawić mały, czarno-biały telewizorek, przecież nie domagał się od razu telewizji satelitarnej. Albo chociaż jakieś radyjko. Czy te zacofane Shinigamy żyją tu bez odrobiny technologii? Nawet Aizen miał staroświecki gramofon.
– Ej, mogę cię o coś zapytać? – Jaegerjaquez włożył ręce pod głowę i wlepił w wychodzącą Minako zaciekawione spojrzenie.
– Byle szybko.
– Dlaczego mieszkam u was, a nie u Ikari?
Od momentu kiedy przybył na Dwór Czystych Dusz, jeszcze nie widział się ze swoją już-nie-siostrą. Kiedyś ktoś w Las Noches wspominał, że przejście na pieszo ze wschodu na zachód Seireitei zajmuje dwa dni, ale nawet jeśli było do niej tak daleko, nie tłumaczyło to, czemu wszyscy zachowywali się tak, jakby nie mieli żadnego kontaktu z kapitan ósemki. I nikt nie chciał mu powiedzieć, gdzie jest jej oddział, choć Szósty nie uruchomił jeszcze swoich mniej sympatycznych metod w sprawie przesłuchań.
Rudowłosa odwróciła się powoli i spojrzała na Grimmjowa.
– Tknij ją tylko, a utnę ci łeb, nasadzę na pal i postawię przy Senkaimonie.
I wyszła, zasuwając z hukiem drzwi pokoju. Grimmjow zaśmiał się krótko, kręcąc głową.
If it looks like I'm laughing
I'm really just asking to leave
 Szósty był naprawdę uciążliwym lokatorem dla kapitana dziesiątego oddziału, który czuł wyraźnie, że jego prywatność została znacząco naruszona. Ichigo i Sad, którzy na czas treningu również przenieśli się do Soul Society, padali wyczerpani po całym dniu i spali tak kamiennym snem,  że nawet rano ciężko ich było dobudzić, ale ten błękitnowłosy przychlast miał niespożytą energię. Wciąż gdzieś się kręcił, pałętał pod nogami i czegoś szukał, niczym jakaś niezmordowana machina. Skończyło się to tego dnia, gdy skończyła się cierpliwość Toshiro i Espada wreszcie znalazł w swoim pokoju mapę do kwater ósemki, narysowaną życzliwą ręką Hitsugayi.
Od tej pory Toshiro mógł spokojnie próbować zakradać się do łóżka Kurosaki. Bez obawy, że jakieś gumowe ucho usłyszy za dużo. „Próbować” było całkiem adekwatnym określeniem jego działań, bo gdy pierwszej nocy wślizgnął się pod jej kołdrę w samym haori, tylko ją przestraszył i Minako zaczęła krzyczeć, zanim kapitan zdążył zasłonić dziewczynie usta. Zaraz potem zmuszony był uciekać z własnego oddziału, słysząc na korytarzu pośpieszne kroki Ichigo i jego niespokojne nawoływania siostry.
W noc po tym incydencie Minako czekała na swojego kapitana, próbując nie zasnąć. Jej też treningi dawały w kość, ale dzielnie próbowała teraz nie zasypiać, żeby znów nie narobić hałasu. Udało jej się dotrwać do czasu, aż kapitan się pojawił, jednak kiedy tylko znalazła się w bezpiecznych ramionach Toshiro, zasnęła w nich, wykończona. Kolejnym razem padła zanim Hitsugaya się zjawił, ale tej nocy udało mu się obudzić ją delikatniej i Minako nie postawiła na nogi całego oddziału.
Kurosaki zaskakiwał ten nagły wzrost aktywności seksualnej kapitana, ale podejrzewała, że ma to związek z nowym rozporządzeniem. Wiadomo przecież, że zakazany owoc smakuje najlepiej, więc prawdopodobnie teraz stanowiła dla niego jeszcze większe wyzwanie i jeszcze większą pokusę, niż do tej pory. Nie mogła go za to winić, ale mogła obwiniać go o to, że przez niedobór snu zdarzało jej się zasnąć na ławce w ciągu dnia podczas treningu, co wykorzystywała skwapliwie cała drużyna, zwłaszcza ich silny skrzydłowy, urządzając sobie wolną amerykankę, po której trzeba było zmywać parkiet, bo zawodnicy poślizgiwali się na krwi własnej i kolegów z zespołu.
'Cause I love all the poison
Away with the boys in the band



Ryża po raz kolejny zagroziła mu, że ma trzymać łapy i inne takie rzeczy przy sobie, bo mu to i owo obetnie, po czym zapowiedziała, że prawdopodobnie nie przetrwa jutrzejszego treningu, tak bardzo da mu popalić.
Grimmjow obdarzył ją swoim najbardziej pogardliwym z uśmiechów i patrzył, jak wściekła Kurosaki znika w swoim oddziale.     
Zastanawiał się, co ze sobą zrobić przez resztę dnia. Po reakcji ryżej wnosił, że prowokacja Ikari przebiegła według jego planu. Teraz należało czekać na jej ruch. Grimmjow nie zamierzał się przecież narzucać. Nie znowu. Taktyka z porywaniem nie wypaliła, dlatego teraz musi rozegrać to inaczej. Sama musi do niego przyjść. A wtedy będzie miał ją w garści.
You're the one that I need

I’m the one that you loathe
Póki co, mógł zaczekać. Stąd już nie miała przecież gdzie uciekać.
Ale to nie rozwiązywało jego problemu związanego z zorganizowaniem sobie czasu wolnego. W zasadzie, to miał teraz ochotę na jedno. Zasłużył sobie na porządnego drinka.
Szczęśliwie wylądował w oddziale, który miał na pęczki tego, czego teraz potrzebował. Skupił się na moment, wyczuwając reiatsu szefa dywizji kilka baraków dalej i zatarł ręce z uciechy. Droga do barku z trunkami stała przed nim otworem, więc szybko ukrył swoją moc duchową i ruszył do gabinetu kapitańskiego. Przecież nie zabronili mu zwiedzać oddziału, miał prawo chodzić sobie, gdzie chciał, taka była umowa.
Gdy dotarł do celu, przywitała go martwa cisza. Mimo otwartego okna, żadna kartka, żaden świstek się nie poruszał, zupełnie jakby ktoś rzucił zaklęcie całkowitego bezruchu. Najpierw stanął w progu, przygarbiony, węsząc i rozglądając się wokół, czy ktoś nie czai się przypadkiem w jakimś kącie, żeby go przegonić. Gdy nie wyczuł zagrożenia, już dumnie wyprostowany przemierzył biuro i dopadł do najniższej szafki w biurku kapitana Hitsugayi. Gdy ją otworzył, jego oczom ukazał się barek z najróżnorodniejszymi alkoholami. Nie wiedział, jak Cycadella upchnęła tyle butelek w takiej niepozornej szafeczce i w tym momencie nie za bardzo go to obchodziło, bo złapał za zamkniętą jeszcze butelkę Jacka Danielsa i podniósł się, ściskając swoją zdobycz. Obrócił się do wyjścia i zahaczył o stos papierów połą swojej niezniszczalnej kurtki. Na podłogę posypały się kartki. Zlękł się, że teraz jego kradzież, czy jak on wolał o tym myśleć – pożyczka, wyjdzie na jaw, bo kapitalny, idealny kurdupel pewno miał tu wszystko poukładane według jakiś swoich chorych schematów i zaraz orientuje się, że ktoś tu myszkował. Wszystko szybko pozbierał i odłożył, jego zdaniem, na miejsce, a wtedy uwagę Arrancara przyciągnęło zdjęcie, leżące na kupce świstków tuż obok. Wziął je do ręki i przyjrzał się mu dokładnie.
Zdarzyło mu się na żywo widzieć to, co przedstawiało. Paskudna sprawa, ale ruda Shinigami nie wydawała się obarczona jakimś zespołem stresu pourazowego… No, chyba, że jej mechanizm wyparł większość z bolesnych wspomnień, to by dużo tłumaczyło. A może i jej wyczyścili pamięć? Mimo, że Grimmjow grał kiedyś z Szayelapporem w jednej drużynie, zawsze uważał, że jest z niego kawał chuja. Za to Grimmjow nie uważał się za chuja i mimo niechęci, jaką żywił do ryżej mendy, postanowił wybadać tą sprawę. Zwłaszcza, iż nie wierzył, że takie zdjęcie w zasadzie przedawnionej już sprawy, leżało na wierzchu zupełnie bez powodu. Widocznie ktoś odgrzewał starocie. A skoro było to biurko Toshiro…
Wyskoczył przez otwarte okno i podążył do Centrum Rozwoju i Technologii, gdzie wyczuwał reiatsu małego gówniarza. Przed wejściem pociągnął zdrowo z butelki, po czym cichcem wkradł się na teren oddziału dwunastego, który także pogrążony był w ciszy. W sumie chyba nawet gdyby oficjalnie przeszedł pod samymi nosami tych pieprzonych naukowców, to i tak by go nie zauważyli, zajęci swoimi eksperymentami. Podążał śladem lodowego reiatsu, a kiedy znalazł się wystarczająco blisko, schował się za wyłomem jednej ze ścian ogromnej hali z ogromnym komputerem, przy którym siedział szef naukowych popierdoleńców. Obok niego, oparty o konsolę, z rękami założonymi na piersi, stał białowłosy gówniarz. Oboje pogrążeni byli w rozmowie, a może raczej jakiś negocjacjach.
– Gdybym nie miał powodu, nie prosiłbym cię o to, Kurotsuchi.
– Ależ kapitanie Hitsugaya, nie przecież ci nie odmówiłem. Ja nigdy nie odmawiam eksperymentom.
You can take off your skin in the cannibal glow
– Nie masz na niej eksperymentował, masz ją tylko zbadać!
– Dobrze, dobrze…
– Ona się już zbyt wiele wycierpiała w laboratorium Grantza. Chcę się tylko dowiedzieć, skąd ma takie blizny i co jej robili.
– Zdajesz sobie sprawę, kapitanie, że to nie będzie tania transakcja.
Szósty skorzystał z chwili ciszy i znowu się napił, ale gdy usłyszał kolejne zdanie dowódcy dziesiątki, prawie zakrztusił się trunkiem.
– Jeśli dostarczysz mi odpowiedzi na moje pytania, wystawię ci Espadę.
Jaegerjaquez miał wielką ochotę ujawnić w tym momencie swoją obecność i to wcale nie poprzez wybuch arrancarskiego reiatsu. Wolałby raczej wyskoczyć i wyrzeźbić sobie tulipana o najbliższy z komputerów, ale żal mu było Jacka. Dlatego napił się jeszcze i jego manifestacja gniewu skończyła się na zgrzytaniu zębami.
Ale nie, nie zamierzał udawać, że nic tu dzisiaj nie usłyszał.
O ty sprzedawczyku pierdolony. Jednym słowem masz przesrane.



I've really been on a bender and it shows
Nadal czuła w ustach gorzki smak kaca, mieszający się z niedawno wypitą herbatą. Chciała myśleć, że to tylko kac, bo nie lubiła się przyznawać do porażki, a tą niewątpliwie był fakt, że znów się wystraszyła.
Nie… Ja się wcale nie boję. Wcale nie zemdlałam ze strachu, tylko z przepicia, które spowodowało… No dobra, może i się spłoszyłam, ale już mi przeszło.
Nabrała w płuca powietrza, próbując nabrać w ten sposób również pewności siebie. Przecież już raz go wygnała, więc może to powtórzyć. Ale co mogła poradzić, że Jaegerjaquez miał w sobie ten cholerny pierwiastek, który napawał ją lękiem.
NIE OSZUKUJ SIĘ, IKUŚ. TY SIĘ NIE BOISZ JEGO, TYLKO SAMEJ SIEBIE…
A, i jeszcze to…
Co mogło być gorszym posunięciem? Pakt z Hollowem, czy pakt z Espadą, jaki powinna wreszcie z nim wypracować? Co była w stanie zaoferować niebieskowłosemu demonowi, żeby się raz na zawsze odczepił?
ALE CZY TY ABY NA PEWNO CHCESZ SIĘ GO POZBYĆ?
– Pani kapitan, proszę zaczekać!
No tak, zapomniała o swoim nowym przydupasie. Może rzeczywiście nie ma się czego bać?
– Powiedz mi, Asuka... – zaczęła, gdy porucznik wreszcie ją dogonił. – Ogarnąłeś już bankaia?
Jeszcze nie widziała, żeby Asuka Katakura (który przypominał jej poważnego kapitana Kuchiki, tylko młodszego o milion lat i po stokroć pogodniejszego) wyglądał kiedyś na zbitego z tropu. Do teraz, kiedy przez pytanie swojej kapitan prawie zderzył się z kolumną.
– Pani kapitan się znowu gdzieś wybiera?
– Na razie nie. Ale kto wie, co przyniesie dzień – odrzekła filozoficznie i zmarszczyła brwi.
Musze się napić, bo zaczynam pierdolić.
– Tak czy inaczej, Katakura, musisz mi obiecać, że w razie jakiś… komplikacji… albo mojej dłużej nieobecności… Będziesz się opiekował ósemką. – Spojrzała na niego poważnie, a Asuka tym razem prawie naprawdę się przewrócił.
– Pani kapitan! Proszę tak nie mówić… To brzmi jak pożegnanie!
– As… Będziesz mi tak bez przerwy kapitanował, nawet jak jesteśmy sami?
Porucznik zatrzymał się, przytrzymując ją za haori.
– Ikari, jeśli coś się dzieje… – Patrzył na nią uważnie. – Wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć.
Hagane to wiedziała. Katakura był naprawdę lojalnym Shinigami, dowiódł tego jeszcze zanim został jej vice kapitanem.
– Wiem. – Położyła na mgnienie oka dłoń na jego policzku, próbując przegnać obawę z jego morskich oczu. – Po prostu mi obiecaj, że jakby co… Nie dasz się stąd wygryźć. Tylko w twoich rękach mogłabym zostawić swój oddział.
Asuka pokręcił gwałtownie głową.
– Ikari, nie mam pojęcia, co ty wygadujesz…
– Po prostu obiecaj.
– Obiecuję.
Pomimo jej obaw, kiedy dotarli do kwater ósemki, żołnierze witali ją uśmiechami ulgi. Hagane, tknięta nagłym przeczuciem, udała się natychmiast do swoich podziemi, nim jej porucznik zdążył wymyśleć jakiś sensowny powód, by tego nie robiła. Co tam jakieś Espady, czy Hollowy. Jaggerjack najbardziej drżała o swoje cenne zapasy, których uwielbiała doglądać, dlatego też prędko rozsunęła wielkie dębowe drzwi piwnicznych komnat. Gdy tylko zapaliła światło, myślała, że drugi raz tego dnia trafi ją szlag. Teraz zrozumiała, co czuł Ichigo po utracie mocy Shinigami.
– Zniknęły – wymamrotała. – Ktoś się włamał do mojego oddziału!!!
– Ik…
– Gdzie one są?! – złapała Asukę za poły shihakushou. – GDZIE?!
– Porucznik Abarai kazał wszystko zabrać!
Długo mierzyła porucznika wzrokiem, jakby chciała przeniknąć do jego umysłu i dowiedzieć się, dokąd wyniesiono jej skarb.
– Jak to: Abarai… – zawarczała. – Jak to: kazał…? Ten łajdak… JAKIM PRAWEM PANOSZY SIĘ W MOIM ODDZIALE?!
– Pani kapitan. – Asuka wolał znowu przejść na oficjalny ton. – Nie mogłem nic poradzić… Ale w sumie… Porucznik Abarai chciał dobrze
Asuka musiał być nieśmiertelny, skoro nie zginął od spojrzenia, jakie go przeszyło.
– Kurwy i złodzieje – mruknęła Ikari, puszczając swojego vice i wychodząc z piwnic na zalany słońcem dziedziniec.
Zamknęła oczy i westchnęła. Tak. Czuła czerwonowłosego łotra. Jego triumfujące reiatsu. A obok niego… To musiał być on. Nienawidziła tego arrancarskiego, dusznego, cedrowego zapachu i dobrze wiedziała, że to nie jego ubrania nim pachną, tylko on sam. Mają czelność ukrywać go dwa baraki dalej i myśleć, że się nie zorientuje.
Ja wam pokażę. Jutro się z wami policzę.
Wróciła do gabinetu, gdzie na czarną godzinę schowaną miała pod deską w podłodze flaszeczkę wiśniowej wódki.
'Cause I've spent the night dancing
I'm drunk, I suppose
Cichutko, bezszelestnie. Zwinnie, niezauważalnie...
– Przecież wiem, że tu jesteś. – Na dźwięk głosu przyjaciółki Ikari huknęła głową o ławkę, pod którą starała się ukryć. Zdemaskowana, urażona i wściekła, usiadła obok Minako, wpatrzonej w jakąś kartkę z milionami strzałeczek, która była rozpiską ustawienia drużyny na nadchodzący powoli mecz z Touou i którą Minako zawzięcie studiowała.
– Co tam robisz? – Ikari zaglądnęła rudowłosej przez ramię, siląc się na spokojny ton głosu. Musi się powstrzymać jeszcze chwilę, bo kiedy od razu zacznie na nią krzyczeć, niczego się nie dowie.
– Próbuję poskromić panterę.
Ja ci, kurwa, zrobię poskromienie pantery.
– A chłopaki to gdzie…? – wycedziła przez zęby Ikari, rozglądając się dookoła. Boisko było puste, a liczyła przecież na to, że wpieprzy przynajmniej dwójce z zawodników.
Kurosaki westchnęła i oderwała się wreszcie od kartki, spoglądając na przyjaciółkę z ukosa.
– Słońce, jest siódma rano. W ogóle to się dziwię, co tu robisz.
Ja ci, kurwa, zrobię Słońce.
– Chciałam się tylko przywitać… – Kiedy chciała, Ikari potrafiła przybrać tak bardzo niewinną minę, że nawet Aizen by zmiękł.
– Nie jestem za tym, byście się widzieli. Przynajmniej nie teraz.
Tch, czekaj, bo akurat Ty mi będziesz mówić, z kim, kiedy i po co mam się widywać.
– Chyba nie odważy się zaatakować w obecności całego Gotei, nie? – parsknęła Hagane, ale nie zdołała już ukryć wściekłości, jaka zaczęła trawić jej cyjanowe oczy.
– No, on może nie, bo ma założony limit. Ale nie wiem, co tobie wpadnie do głowy.
 Ikari podniosła się z ławki.
– Wpadnę tu jeszcze później – zapowiedziała. Czuła, że jak zaraz stąd nie odejdzie, to nie zapanuje nad gniewem.
IKARI, IKARI… TY SIĘ NAZYWAĆ POWINNAŚ „NETAMI”!
– Tylko wiesz, że wujek ShunShun nie wydał rozkazu, by kapitanowie i porucznicy nosili przy sobie Zanpakuto…?
Hagane tylko się uśmiechnęła, jakoś inaczej niż zwykle, jakoś bardziej… Jaegerjaquezowo. Już miała sobie pójść, ale jeszcze się odwróciła przez ramię.
– Ty naprawdę myślałaś, że ja się nie dowiem, co? – syknęła i przy użyciu Shunpo zniknęła z koszar dziesiątki.
There's a place in the dark where the animals go
Dopiero wtedy Kurosaki zdała sobie sprawę, że Ikari naprawdę jest wściekła, a przed momentem tylko udawała, że tak nie jest, żeby wybadać, jak bardzo Grimmjowowi wolno rozrabiać w Soul Society.
Minako westchnęła i poczuła lęk. Jeśli Jaggerjack znowu coś wywinie… I tak już Rada była na nią cięta. Ale tak to właśnie z nią było. Mogli Ikari chronić, zabrać jej używki, wynajdywać nowe zajęcia, ale te ograniczenia na nic się nie zdawały. Nikt nie mógł zabronić jej spotkania z tym, co niebieskowłose i nieuniknione. Prędzej czy później i tak doszłoby do konfrontacji, choć Minako wolałaby to później i nie na terenie jej oddziału.
– Wcześnie przyszłaś. – Podskoczyła, kiedy za jej plecami pojawił się Kapitan Hitsugaya i zamknął ją w objęciach.
– Czy możesz przestać to robić?
– Co?
– Pojawiać się tak nagle! Za mną!
W odpowiedzi zatopił tylko twarz w jej włosach. Uwielbiał ich kokosowy zapach.
– Nie możemy! – Ostry ton Minako sprowadził go brutalnie za ziemię. Odsunęła się od niego, a jej twarz płonęła jak dojrzała piwonia.
– Przecież nikogo tu nie ma… A nawet jakby, to co?
So why don't you blow me a kiss before she goes?
– No jak to co! Nowe przepisy! Poza tym idą tu… Ichigo zaraz tu będzie!
– Tak wcześnie? Ich nawet atomowy wybuch by nie obudził.
I zanim Minako zdążyła zripostować, zajął jej usta swoimi. Trzymał ją mocno w objęciach, więc nie miała szans mu uciec, ale ku jego zadowoleniu nawet nie próbowała. Oddała pocałunek i zaczęła chichotać.
– Co…?
– Głupi jesteś i tyle. – Użyła migoczącego kroku i pojawiła się za plecami kapitana. Szybkim ruchem zdjęła z niego haori i narzuciła sobie na ramiona.
– Co ty robisz?
– Muszę jakoś wyglądać! Żeby wzbudzać respekt!
Toushirou wybuchnął śmiechem, kiedy jego porucznik wlazła na ławkę i z założonymi rękami omiotła wzrokiem boisko.
– Róbcie zdjęcia! Toushirou się śmieje!
– Kapitan Hitsugaya, baranie. – Lodowy Shinigami natychmiast wrócił do swojej chłodnej postawy, kiedy za jego plecami pojawił się Ichigo razem z Sado i Renjim.
Rudowłosy obrzucił siostrę krytycznym spojrzeniem.
– Ale żal – skomentował. – Może jeszcze kosode z mojego bankaia chcesz?
– A może moją kurteczkę do tego? – Cyniczny głos rozległ się gdzieś z prawej i na boisko zsonidował Grimmjow.
Poziom irytacji Minako podniósł się znacząco i porucznik zaczęła się zastanawiać, któremu z nich pierwszemu przywalić.
– Mendy i gnoje! Ja tu respekt chcę wyrobić, a wy mi tu… – Dla większego efektu swojej wypowiedzi dmuchnęła w gwizdek, aż właśnie materializujący się obok niej Shuuhei, podskoczył na metr i złapał się za uszy.
– Samobójstwo. TERAZ!
Ale żaden z „zawodników” nie przejmował się jej poleceniem. Może Hisagi i Sado mieli chęci do pracy, ale nie za bardzo wiedzieli, jak te chęci spożytkować.
– Ekhem… – Toshiro pociągnął Minako delikatnie za rękaw, ale i tak został zgromiony wściekłym wzrokiem.
– Czego?!
– Bo oni nie wiedzą, co to te twoje „samobójstwo”.
Rudowłosa przejechała dłonią po twarzy. Po dwóch głębokich oddechach zeskoczyła z ławki.
– To. – Wskazała na najdalej umieszczoną linię boiska. – Jest linia startowa. To… – Pokazała na linię po przeciwległej stronie. – Linia końcowa. Samobójstwo polega na tym, aby w ciągu trzech minut sześćdziesiąt razy dotknąć obu linii.
Głośny jęk zawodu, a nawet głośniejsze sprzeciwy rozległy się na boisku, ale Minako tylko machnęła ręką, a drużyna, bardzo niechętnie, ale usłuchała polecenia. Jednak po chwili Kurosaki musiała znów pofatygować gwizdek, żeby przywołać do porządku Espadę, który próbował wycwanić się z ćwiczenia.
– No co?! Jeśli ukucnę i dotknę od razu trzydzieści razy jednej linii, a potem wstanę i pójdę do drugiej…
– NIE NA TYM TO POLEGA, ĆWOKU!
– A tak można?
I zaczął wykonywać zadanie przy użyciu sonido.
– NIE, NIE MOŻNA!
– Ale to durne… Męczyć się za darmo, nie wiadomo po co…
– Koszykówka to nie tylko umiejętność posługiwania się piłką! Bez odpowiedniego przygotowania motorycznego możemy się pożegnać z Pucharem Zimowym. – Porucznik z powrotem wskoczyła na ławkę i dmuchnęła w gwizdek.
Nie widząc sensu w dalszej dyskusji, pięciu przyszłych gwiazdorów szkolnej koszykówki zaczęło biegać jak szaleni, nie chcąc narażać się na unicestwienie ze strony pani trener. Minako sama się sobie dziwiła, ale czuła się w tej roli bardzo dobrze z tym gwizdkiem i stoperem w ręce. Jak karpie koi w stawiku Kuchikich.
Juliet loves the beat and the lust it commands
– Szybciej, gamonie!
Tylko Ichigo potrafił wytrzymać narzucone tempo z racji swojego małego, bo małego, ale w końcu doświadczenia, jakie nabył w szkolnej drużynie. Reszta biegała jak potłuczona po boisku, stworzonym specjalnie na tą okazję na placu dziesiątki. Minako zastanawiała się, dlaczego Seireitei w ogóle przejęło się kwalifikacją Karakura High School do Pucharu Zimowego. Wyczuwała w tym jakiś podstęp, ale z doświadczenia wiedziała, że wszystko w końcu zapewne wyjdzie na jaw. Przerażał ją tylko entuzjazm Rangiku i jej zaskakująco zwycięskie próby namówienia Stowarzyszenia Kobiet Shinigami na udział w jej cheerleaderskim projekcie. W gabinecie kapitanatu oddziału dziesiątego pojawiły się wielkie kartony z pomponami i miniówkami w kolorach srebrno-kremowo-czerwonym.
Powołani do zawodów zostali Renji i Shuuhei jako zawodnicy, Izuru i Hanatarou jako medycy i Minako jako trener. A ten jeden mały, malutki, aczkolwiek burzący całą koncepcję gry, problem, jakim był brak silnego skrzydłowego, również został szybko rozwiązany. Został wręcz, ten problem, ZNISZCZONY. Tak jak Toutou miało swojego potwora (którego Minako poznała podczas pobytu w Kalifornii i przekonała się, że nie tylko Hollowy to monstery tego świata), tak i Karakura znalazła swoją bestię w ich środowisku naturalnym, czyli w Hueco Mundo.
You can watch me corrode like a beast in repose
Naprawdę nie wiedziała, czym sobie na to zasłużyła, ale dla zwycięstwa postanowiła wytrzymać codzienny widok wrednego Jaegerjaquezowego pyska, choćby potem lata miała spędzić na sesjach wsparcia psychologicznego w barakach dywizji czwartej. Bo weź tu współpracuj z samozwańczym królem. Zmuś go do gry zespołowej. Wytłumacz mu, że koszykówka to sport praktycznie bezkontaktowy i nie można ciachać przeciwników Panterą.
Tyle, że Minako też była uparta, a cierpliwości uczyła się od mistrza – swojego kapitana, dlatego stojąc na ławce, przytrzymując na ramionach kapitańskie haori i pokrzykując na swoich podopiecznych, mimo wszystko czuła, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Oczywiście jej brat skromnie ją opierdolił za noszenie cząsteczek reishi nie należących do niej, za co zgromiła go wzrokiem i kazała biegać trzy razy dłużej niż innym. Bardzo się cieszyła, że Ichigo nawet nie podejrzewa ją o jakiekolwiek bliższe kontakty z Toushirou i wolała by tak zostało.
Jedyne co ją zastanawiało, to dzisiejsza potulność Arrancara. Od początku treningu nikomu nie odpyskował, a wszystkie rozkazy i ćwiczenia, prócz tego pierwszego, wykonywał bez szemrania. Wydawał się trochę jakby nieobecny i zamyślony, choć Minako nie była pewna, czy w jego przypadku można być zamyślonym. Ale musiała przyznać, miał smykałkę do koszykówki. Tak jak ona, nigdy wcześniej nie miał do czynienia z tym sportem, ale od pierwszego kontaktu z piłką wykazywał niesamowite zdolności.
Po trzech minutach zagwizdała, kończąc pierwszy rozruch.
– Okay, słoneczka, gwiazdeczki i szmaty. Urządzimy sobie mały meczyk. – Zeskoczyła na tartan, a kapitańskie haori załopotało za nią jak skrzydła. Ściągnęła je z ramion i zabrała piłkę bratu. – Wiecie co to Streetball?
Oczywiście wszyscy przecząco pokręcili głowami.
– Trzech na trzech. Ja biorę Ichigo i Sado. Wasza piłka. – Podała po koźle do Arrancara.
Myślała, że będą protestować, ale nie. Bez najmniejszego sprzeciwu stanęli naprzeciw siebie, co wzbudziło w Minako szczery podziw. Grimmjow zaczynał, ale jego pierwsza szarża została zablokowana przez Sado, który natychmiast odrzucił piłkę do Ichigo. Kurosaki, było nie było, miał czegoś się nauczył w szkolnej drużynie koszykarskiej i z łatwością obiegł zwodem Renjiego. Pod koszem czekała na niego Minako i gdy tylko dostała piłkę, zdobyła punkt z dwutaktu. Zasadą Streetballu ponownie byli w posiadaniu piłki i teraz rudowłosa wyprowadzała atak. Powolnym kozłem szła po boisku, aż stanęła naprzeciw Grimmjowa, któremu wrócił na usta kurwikowy uśmieszek.
– Muszę z tobą pogadać – szepnął, gdy rzuciła piłkę za siebie do Ichigo. Jej brat oczywiście rzucił za trzy, ale ona tego nie widziała tego. Wpatrywała się w Arrancara, jakby słowa, które powiedział, znaczyły coś obleśnego.
Gra stawała się coraz bardziej zacięta, aż w końcu przy powiększającej się widowni zaciekawionych Shinigami mecz zakończył się remisem. Minako cały czas przyglądała się uśmiechniętemu cynicznie Grimmjowowi, od którego aż zionęło jakąś skrywaną tajemnicą.
– Możemy już skończyć na dzisiaj? – sapnął Renji, kładąc się na tartanie. Wszyscy wyglądali na zmęczonych, i choć nie powinna im popuszczać, kiwnęła głową i uśmiechnęła się szeroko.
– Myślałam, że będzie gorzej.
Grimmjow wciąż obracał piłkę w dłoniach. Nie czuł zmęczenia w przeciwieństwie do kolegów z drużyny. Zarejestrował, że prawie cały oddział dziesiąty zebrał się wokół boiska i przyglądał się ich zmaganiom, więc mógł się trochę popisać. Podbiegł do kosza, podskoczył i wpakował piłkę przez obręcz. Tym razem urwał kosz, robiąc ten… Jak to się nazywa? Wsad? Nieważne. Ważne było, że pierwszy raz fakt, że coś zniszczył, wywołał czyjś szczery podziw. Starał się tego po sobie nie pokazywać, ale rozpierała go…
– Duma – Usłyszał znajomy głos za plecami.
This alone, you're in time for the show
Drgnął, zaskoczony i szybko się odwrócił. Pierwsze co zobaczył, to była nadlatująca pięść, której nie zdążył zatrzymać.
– Ból.
– Co jest, do kurwy nędzy…!? – Kobaltowe oczy rozszerzyło zdziwienie. – Ikari? –   Wąskie, arrancarskie usta rozciągnęły się w szerokim, powitalnym uśmiechu. – Czyżbyś się wreszcie stęskniła?
– Radość – odpowiedziała tylko kapitan, po czym z zamaszystym rozmachem klepnęła w tyłek przebiegającego obok Hisagiego, który czując, że coś się święci, spieprzał prędko na drugi koniec boiska.
– Zazdrość – dodała, odwracając się do Grimmjowa. Szósty nie zdążył jeszcze pozbyć się grymasu niezadowolenia z twarzy.
– Gniew – wyliczała dalej i popchnęła niespodziewającego się kolejnego ataku mężczyznę, który zachwiał się i przewrócił na plecy. Zanim zdążył zrobić coś oprócz wydania z siebie pełnych złości przekleństw, wskoczyła na niego, przygwoździła jego nadgarstki do tartanu i wpiła się w jego usta. Długo i zapalczywie. Uwolniła jedną rękę Arrancara, by móc wsunąć dłoń w jego spodenki. Palce Espady wplątały się w  jej włosy. I wtedy oderwała się od niego i cofnęła dłoń, patrząc mu w oczy z wyższością.
– A to jest „pożądanie”, do którego podobno też nie jesteś zdolny – warknęła. – Widzisz? Nie jest tak źle, jak na kogoś, kto nie ma uczuć. Co prawda to tylko sześć najbardziej prymitywnych emocji, ale… Dla ciebie chyba w sam raz, co?
A kiss and I will surrender
The sharpest lives are the deadliest to lead 

6 komentarzy:

  1. Hejunia... chciałam ci tylko powiedzieć, że przeczytałam rozdział... zajebioza rozdział. A końcówka już mnie zaskoczyła totalnie. Ikari, która pokazała mu sześć jak to określiła "prymitywnych" i prostych uczuć. Genialne.
    Sorka za tak krótki komentarz, ale jestem trochę zajęta i mam napięty grafik.
    Mam nadzieje, że nie jesteś zła.

    P.S.
    W rekompensacie mam coś w prezenciku. Może to ci się spodoba (O ile znasz Black Lagoon).
    Ode mnie w prezenciku, kolejne klipy muzyczne.
    1) https://www.youtube.com/watch?v=W0jx1j6V86w
    2) https://www.youtube.com/watch?v=k5YsyttcEns (Wykonawca i Tytuł utworu nr.1)
    3) https://www.youtube.com/watch?v=b1B_pZC8aWU (Wykonawca i Tytuł utworu nr.2)

    POZDRAWIAM!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nyaaaaa, Serowa wyobraźnia pracuje na pełnych obrotach... Aż widzę Ikari jak z takim poker fejsem godnym Bakusia Robi to wszystko Grimmowi ^^.

    Nie przeczytałaś i skomentowałaś Serowego hota, Serek będzie płakać *ryczy jak fontanna*
    Ponieważ przygotowania do mojego wylotu ruszyły pełną parą, przy kompie jestem zbyt rzadko, żeby zostawić dłuższy komentarz, wybacz...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ble, ble, ble - przepraszam, że tak dawno nie czytałam - brak czasu mnie dopadł, muszę nadrobić zaległości, ale to dopiero jak wrócę do domu, bo teraz nie za bardzo mam czas :( ale obiecuję, że przeczytam, Wilczku! Nie złość się na mnie przez tą nieobecność, ok? :D
    A ja tu nie po to, aby się rozżalać :)
    U mnie nowy:
    http://this-is-love-30stm.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. ...
    ŁOKURWAJAPIERDOLETWOJAMAĆ, ZAJEBISTE :D
    Szkoda że nie widziałaś mojej miny gdy spostrzegłam że nie ma kolejnego posta ;c xD
    " po czym z zamaszystym rozmachem klepnęła w tyłek przebiegającego obok Hisagiego, który czując, że coś się święci, spieprzał prędko na drugi koniec boiska."
    Niby takie prymitywne zdanie a rozśmieszyło mnie tak że wbiłam się w podłogę, a z podłogi spadłam do piwnicy. Ogólnie na Bleachu się nie znam, (ba! nawet go nie oglądałam/czytałam) ale niektóre postacie kojarzę i czuję iż zostanę trwałą czytelniczką :)
    ~Pozdrawiam i ściskam mocno ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  5. Wilczy, tak mi wybacz, wstawię rozdział jak go dokończę, a dokończ w niedzielę jak wrócę do chałupy z wakacji. Przepraszam po sto i tysiąc razy, przepraszam, przepraszam, ale od 3 tyg mnie w domu nie było, bez internetu, bez niczego, i nawet nie mogłam dokończyć komentowania u Ciebie, wybacz, wybacz, wybacz ;(

    OdpowiedzUsuń