Ogłoszenia parafialne (sekty pod wezwaniem Sexty)

OGŁOSZENIA PARAFIALNE (sekty pod wezwaniem Sexty):

Wstyd mi. Ale znów dużo się działo. Wyszłam za mąż, takie tam.

Kochani autostopowicze, przedstawiam ostatni rozdział Drogi.

INFO_NUMBER_2:

ZAPRASZAM NA NOWĄ WILCZĄ HISTORIĘ,
ZAPRASZAM NA TAGGED# MONSTERES

niedziela, 3 sierpnia 2014

8. BLIZNY PO PANTERZE: Sane abandoned me.





 Dzisiaj krótko, sorry. Większość pisała Phoenix. Wilczy tylko darła ryja i korygowała. 
Zapowiedź następnego rozdziału:


"– Draniu… Już prawie doszłam – wydyszała ,leżąc teraz pod nim, znosząc z cichymi pojękiwaniem jego ciężar.

Jego uśmiech przybrał swoją prawdziwą, szelmowską postać.

– Doszłaś już dwa razy, oszustko… – mruknął, zapadając się w figlarnych błyskach, jakie igrały w jej oczach. – Teraz moja kolej."


____________________
Ktoś klepnął ją w ramię, zostawiając na nim ciężar dłoni. Zadarła głowę, nadal trzymając w garści zaskoczonego Arrancara.
– Co ty wyprawiasz, Ikari? – Minako stała nad nią z założonymi rękami. Jej dolna warga drżała lekko od powstrzymywanego gniewu. A może obawy. Ikari tylko się uśmiechnęła. Identycznie, jak leżący na łopatkach Grimmjow.
– Bratam się z wrogiem– warknęła, a uśmiech nie zabarwił jej głosu. – Przecież taki mieliście plan, no nie?
– A nie mogłabyś nam oszczędzić takich widoków? – warknął ktoś jeszcze i Ikari została gwałtownie podniesiona do góry za swoje haori i postawiona na nogi. – Nie interesuje mnie oglądanie, na jakie sposoby się „bratacie”.
– Puść mnie, ty zawszony ananasie!
– Przecież cię nie trzymam.
– No spróbowałbyś tylko…
Grimmjow potrzebował tylko ułamka sekundy, by jak sprężyna zerwać się z ziemi i stanąć naprzeciw Renjiego. Teraz oboje mierzyli się spojrzeniami i z tymi nastroszonymi fryzurami naprawdę mogli budzić skojarzenie z „walkami kogutów”. Różnica wzrostu między nimi wynosiła tylko dwa centymetry na korzyść Abaraia i dlatego to czerwonowłosy miał tą przewagę patrzenia na Arrancara z góry. Jeszcze chwile i niechybnie doszłoby do rękoczynów, gdyby nie interwencja dziewczyn. Ikari odciągnęła Renjiego, a Minako Grimmjowa, choć ta pierwsza rzucała wściekłe spojrzenia nie tylko na Abaraia, ale także na przyjaciółkę.
– Możecie się, do jasnej cholery, wszyscy uspokoić?! – wrzasnęła rudowłosa, stając przed Arrancarem i rozkładając ramiona. – Oszaleć można z waszymi seksistowskimi zagrywkami…
– Zaraz, a kto tu robi seksistowskie zagrywki? – Ikari zmrużyła oczy, a jej uśmiech nabrał bardzo cynicznego wyrazu.
– Czy ty coś sugerujesz? – Minako wzięła się pod boki, patrząc na nią nie do końca ze zrozumieniem.
The sharpest lives are the deadliest to lead
Teraz to one mierzyły się na spojrzenia, ale nim się na siebie rzuciły, Szósty złapał Jaggerjack, a Renji Kurosaki, by jedna drugiej nie powyrywała włosów i nie wydrapała oczu. Oczywiście Arracnar nie omieszkał przesunąć dłoni po piersiach Ikari, ale zrobił to tak szybko i niezauważalnie, że dziewczyna nawet tego nie spostrzegła, zbyt zajęta ciskaniem gromu z oczu w stronę Kurosaki.
– Puszczaj mnie, ty szmato, Abarai! – Rudowłosa wytrwale wyrywała się z żelaznego uścisku Renji'ego. – Ja im dam… Na terenie mojego oddziału…!
– Przecież sama przetrzymujesz U SIEBIE Espadę!
– Myślisz, że chcę go tu trzymać!? To nie JA podpisywałam z nim kontrakt! To ONI mi kazali być jego prywatnym trenerem!
– CO?! KIM, KURWA?! – Ikari wyglądała jak obłąkana i to chyba z zazdrości, co musiało podobać się Grimmjowowi, bo tylko szczerzył zęby i chichotał radośnie. – Jak się nie odpierdolisz od MOJEGO Arrancara to wezmę się za TWOJEGO braciszka!
Teraz już cały oddział dziesiąty zgromadził się wokół boiska i z ogromną uwagą przyglądał się kłótni, rozgrywającej się na boisku. Nawet Kapitan Hitsugaya usiadł na trybunie obok Matsumoto, która razem z oficerami układała w kartonach pompony.
– I jeszcze alkohol mi zabrali, moje ukochane…! – pomstowała dalej Hagane.
– To akurat nie byłam ja!
Minako wskazała palcem na Renji'ego, a wtedy Ikari wyrwała się Grimmjowowi i podniosła rękę na porucznika szóstki. Minako przemknęła pod jej ramieniem, a Renji uchylił się przed ciosem, jednocześnie łapiąc Ikari za nadgarstek.
– NIE MIAŁEŚ PRAWA! To jest kradzież! Podam cię do sądu!
– Typowe objawy odstawienia. – Abarai pokręcił głową ze zrezygnowaniem. – Ktoś to w końcu powinien zrobić dla twojego dobra, ale widocznie tylko ja się ciebie nie boję.
– Dla własnego dobra lepiej natychmiast mi wszystko oddaj, bo przysięgam ci, Abarai, już nigdy nie zaznasz spokojnego snu!
– Zapraszam. W nocy zawsze znajdę czas dla uroczych pań kapitan – zaśmiał się Renji, zerkając na Arrancara, którego Kurosaki profilaktycznie przytrzymywała za rękaw.
– NIE PIERDOL, tylko masz trzy sekundy, żeby mi powiedzieć, gdzie to wszystko ukryłeś!
– Dobra. – Przez jedno uderzenie serca Hagane miała tak bardzo głupi wyraz twarzy, że Abarai aż przygryzł język, żeby nie wybuchnąć jej śmiechem prosto w nos. – Oddam ci wszystko, jeśli ze mną zagrasz o swoje skarby… i wygrasz.
 – Dobra!
Ikari natychmiast zabrała piłkę z rąk Ichigo i zaczęła kozłować, ale nie robiła tego zbyt zręcznie i tym razem Grimmjow zaśmiał się ironicznie.
– Chcę to widzieć – mruknął.
Minako posłała mu pełne irytacji spojrzenie, po czym zwróciła się do Renjiego.
– Renji, nie. To jest głupi pomysł.
– A co, boisz się, że wygra?
– Nie, myślę, że przegra. Ona nienawidzi przegrywać.
Na szczęście Ikari tego nie słyszała, bo właśnie próbowała wykonać coś na wzór dwutaktu, ale rzuciła piłkę zbyt mocno i w ostatnim momencie uchyliła się, by nie dostać w głowę.
– Hej, Hagane. Traf raz, a oddam ci cały alkohol – zawołał roześmiany Renji, widząc jej nieudolne próby.
– Let the madness Begin… – mruknęła Minako, schodząc na trybuny. Pociągnęła za sobą Jaegerjaqueza, który patrzył zmrużonymi oczami na Abaraia, osłaniając oczy przed słonecznym światłem.
A light to burn all the empires  
– Do jedenastu. – Renji uśmiechnął się niewinnie i podał Ikari piłkę.
Kapitan zakozłowała dwa razy i próbowała wykonać rzut, ale zatrzymał go jedną ręką i sam umieścił piłkę w koszu. Ikari prychnęła lekceważąco, ale w jej oczach pojawił się cień obawy.
Więcej nie miała już okazji nawet zbliżyć się do kosza. Abarai raz po raz łaskawie oddawał jej rzut, ale jej próby rzutu paliły na panewce już w środku pola. Coraz bardziej zirytowana dziewczyna w końcu trzasnęła piłką o tartan.
– Mam cię dosyć, Abarai! Was wszystkich! – wrzasnęła i szybkim krokiem oddaliła
się w stronę szatni, przepychając się przez żołnierzy.
Pierwszy zareagował Grimmjow, podnosząc się z trybun.
– Gratulacje – rzucił w stronę Renjiego i podążył za Ikari. – Jesteś beznadziejny, bohaterze na pół etatu.
– Właściwie… – Hagane zawróciła, omal nie zderzając się z Espadą, który wszedł na boisko. Cała aż trzęsła się ze złości i publicznego upokorzenia. – Może i jest, jak to określiłeś, bohaterem na pół etatu, ale to właśnie on – wskazała na Renjiego palcem, patrząc Grimmjowowi prosto w oczy – był pierwszy.
Jeśli nie mogę już zrobić nic innego… Mogę ich chociaż na siebie napuścić. Jeśli Abarai złamie zakazy, może go stąd wypierdolą, a jeśli Grimmjow przesadzi, wyjebią go stąd na pewno, a jak dobrze pójdzie, to przed tym się nawzajem pozabijają i będzie spokój.
– Co masz na myśli…?
– Ikari, przestań. – Na boisko z powrotem wpadła Minako, a za nią jak cień, szedł kapitan Hitsugaya. Szefom dziesiątki coraz mniej podobała się ta ostra scena.
– Nie, poczekaj… Zaczyna się robić ciekawie.
Brwi Grimmjowa zbiegły się jeszcze bliżej siebie. Był to znak, że nad czymś intensywnie myślał, a było to zjawisko, o jakie nikt nie śmiał go podejrzewać, więc w sumie dobrze, że tylu ludzi obserwowało to zdarzenie, bo mogło się ono już nigdy nie powtórzyć.
Szósty co parę sekund zmieniał obiekt, który obdarzał swoim kobaltowym, nieufnym spojrzeniem z Ikari na Renjiego i z powrotem. I nagle zrozumiał, o co chodzi.
– Tak, Jaegerjaquez… – Renji uśmiechnął się z satysfakcją, gdy dostrzegł w kobaltowych oczach błysk zrozumienia. – Ikari dobrze wie, dokąd prowadzą wszystkie moje tatuaże.
Gdyby Grimmjow miał na sobie swoją kurteczkę, pewno podwinąłby jeszcze wyżej jej rękawy, ale że był w stroju sportowym, tylko spokojnie rozprostował palce, a potem zgniótł je w garść, aż strzeliło mu w kościach. Wziął rozmach i pozwolił swojej pięści rozbić się na szczęce Abaraia.
Give me a shot to remember
And you can take all the pain away from me
– Renji, NIE! – Minako ubiegła porucznika, który wyglądał, jakby zamierzał dać się sprowokować do wszczęcie bójki i oddać Arrancarowi. – On ma tu zapewnioną nietykalność!
Renji tylko uciszył ją podniesieniem dłoni, rozcierając żuchwę.
– Cokolwiek zrobisz, tego faktu nie zmienisz, Espado. Ikari była ze mną na długo przed tą całą twoją szopką – wysyczał w odwecie. – Wyprzedził cię pewno nawet jej nowy porucznik.
– Nie pozwalaj sobie, Abarai… – Wkurzona nie na żarty Ikari już podchodziła do Renjiego, zaciskając pięści, ale zatrzymał ją wybuch śmiechu Grimmjowa. Wtedy dopiero poziom jej irytacji przekroczył limit. Odruchowo sięgnęła do lewego biodra w poszukiwaniu zanpakuto, a kiedy trafiła na nicość, tupnęła wściekle nogą i wrzasnęła.
– Kurwy i złodzieje! Najpierw wpierdalają się do mojego życia prywatnego! – Mordercze spojrzenie ulokowała w rudowłosej przyjaciółce. – Czytają cudze listy, sprowadzają sobie Espady i bezczelnie przetrzymują ich u siebie, łgając i myśląc, że Jaggerjack jest za tępa na to, aby się w tym wszystkim połapać! Tacy „przyjaciele”! –Uczyniła w powietrzu znak cudzysłowu. – Potem kradną! – kontynuowała, celując oskarżycielsko palcem w Renjiego. – Moja własne, długo pielęgnowane… – Pokręciła głową. – A ty… TY!
Gdy tylko spojrzała na Grimmjowa, złość przejęła nad nią kontrolę i nie potrafiła wydusić z siebie ani jednego słowa więcej.
So you can leave like the sane abandoned me
– No, co? – Arrancar na chwilę przestał się uśmiechać, utkwiwszy w niej wściekłe spojrzenie. – Przecież to nie ja się puszczam z połową Gotei.
Nagle znalazł się tuż przy niej, mocno ściskając za łokieć.
– Ale ja ci tego nie odpuszczę… Dojadę każdego chuja, który cię tknął. A ciebie zostawię sobie na deser.
– Ty… – Nie mając już nic w zanadrzu, napluła mu prosto w twarz, po czym wyrwała się i zbiegła z boiska do szatni.
– Ikari! – zawołał za nią Renji, który pierwszy odzyskał zdolność myślenia. Nie ruszył się jednak z miejsca, tylko spojrzał na Grimmjowa, który zaczął się śmiać, nie wiadomo czy ze złości, czy tak zabawne wydawało mu się ścieranie z twarzy kapitańskiej śliny. – Zadowolony jesteś, pojebie?
– Zapomniała czegoś dodać. – Błękitnowłosy podniósł wzrok na Abaraia, a jego wyraz twarzy momentalnie się zmienił. Cyniczny uśmiech zniknął, ustępując miejsca spotykanej na jego twarzy równie często co zamyślenie, powadze. – Kurwy, złodzieje… i sprzedawczyki. – Ostatnie słowo skierował w stronę Toshiro, który nadal stał za plecami Minako, ale teraz drgnął i wyszedł przed nią.
– Czego chcesz, Jaegerjaquez…?
– Poinformować cię, ze cholernie ciężko jest zmyć z dłoni krew Espady.
Drop the dagger and lather the blood on your hands, Romeo
– Co ty bredzisz…
– Hej, Rangiku! – zawołał Arrancar. – Czy nie zaginęła ci ostatnio jakaś butelka alkoholu z biureczka?
Zaskoczona wciągnięciem do rozmowy Matsumoto tylko pokiwała głową.
– To byłem ja. Ale to nie ma nic do rzeczy. – Sięgnął do tylnej kieszeni spodenek i wyciągnął z niej coś, co podał to Minako. – Poznajesz?
Drżącą ręką odebrała od niego, jak się okazało, zdjęcie. Na początku nie potrafiła poznać tych różowo-czerwonych bohomazów, ale po krótkim zastanowieniu się rozpoznała w tym…
– Moje blizny – szepnęła.
– Twój kapitan chciał cię wymienić u tego popierdolonego naukowca od siedmiu boleści. Na mnie.
– Minako, chyba nie myślisz, że on mówi prawdę… - Pełen pewności siebie ton Hitsugayi dobiegł jej uszu. Spojrzała jeszcze raz na uśmiechniętego Grimmjowa, po czym odwróciła się do kapitana i chlasnęła go w twarz z otwartej dłoni.
Martwa cisza zalała boisko. Tylko Jaegerjaquez uśmiechał się, jakby święta Bożego Narodzenia przesunięte zostały o dwa miesiące. Chociaż nie, nawet wtedy tak by się nie uśmiechał, bo przecież on nie znosił świąt.
– Koniec zajęć. – Minako omiotła otoczenie niewidzącym wzrokiem. – Rozejść się… Rozejść się, kurwa! – Machnęła jeszcze ręką, po czym zniknęła, używając shunpou.
Zbyt dużo wrażeń, jak na jeden trening.
Ale żeby zacząć Espadzie ufać?
Jego niedoczekanie.
On jako ostatni posłuchał jej rozkazu. Kiedy już wszyscy zniknęli z boiska, Grimmjow odwrócił się, przywołując na twarz swój zwyczajny, złośliwy uśmiech i ruszył w stronę szatni.

1 komentarz:

  1. Darła ryja. No darła. Żyć nie dała. xD
    "– Ty… – Nie mając już nic w zanadrzu, napluła mu prosto w twarz, po czym wyrwała się i zbiegła z boiska do szatni." Tak, to jest to moje SOON, które napisałam parę rozdziałów wcześniej, pod drugim bodajże, kiedy Ikari nie udało się jeszcze napluć Grimmjowowi w ryjok. :D
    "– Kurwy i złodzieje! ..." Od 19 maja ten cytat prześladuje mnie wszędzie.
    ;*

    OdpowiedzUsuń