Ogłoszenia parafialne (sekty pod wezwaniem Sexty)

OGŁOSZENIA PARAFIALNE (sekty pod wezwaniem Sexty):

Wstyd mi. Ale znów dużo się działo. Wyszłam za mąż, takie tam.

Kochani autostopowicze, przedstawiam ostatni rozdział Drogi.

INFO_NUMBER_2:

ZAPRASZAM NA NOWĄ WILCZĄ HISTORIĘ,
ZAPRASZAM NA TAGGED# MONSTERES

niedziela, 28 września 2014

9. PIEPRZYĆ KRÓLA: Out of my head, out of my bed. (cz. 2)



Jej maska powoli się koncentrowała. Trwało to dłużej niż zwykle, ale i Ikari była bardziej niż zazwyczaj wkurzona. Grimmjow przyglądał się tej przemianie na pół z zainteresowaniem i na pół z konsternacją. Chyba dalej nie był pewny, co Jaggerjack myśli i jak się zachowa.
Tak jakby to było takie trudne.
Wielobarwne punkciki, jakie gorzały w wycięciach na oczy, zamieniły się w wąskie kreseczki.
– I co? Zastanawiasz się, co zamierzam zrobić? – zapytała, siląc się na spokojny ton głosu.
Wzruszył ramionami tak dosadnie, że wciąż leżąca na nim Ikari z warknięciem przesunęła się w górę.
– Nie wiem o co ci chodzi.
– Kpisz sobie?
– Zrobiłem tylko to, co musiałem. To ja powinienem być zły, że mi przeszkodziłaś.
– Aha… –  mruknęła Hagane u udawanym zrozumieniem. – No tak, nie wiem czy wiesz, ale to cholernie niefajnie i cholernie nie przyjemne, gdy ktoś włamuje się do twojego świata.
– Tch, więc muszę ci to wynagrodzić. – Niewiarygodne, ale na pysku Arrancara zagościł szelmowski uśmiech. Czyżby wciąż liczył na szczęśliwe zakończenie?
– Musisz zrobić tylko jedno – poinformowała go Jaggerjack, tracąc nad sobą panowanie.
– Co takiego?
Dopiero, gdy zapytał, zdał sobie sprawę, że zna odpowiedź.
Nie… Nie znowu.
– Wypierdalać stąd. W podskokach.
Out of my life, Out of my mind
Out of the tears we can’t deny
Może kiedyś, po wielu samotnych latach, Ikari miała wspominać ten dzień z rozrzewnieniem, żałując, że nie przystała na polubowne rozstrzygnięcie sporu. Wiedząc, co Szósty potrafi wyprawiać w łóżku, nie było to takie proste, po prostu go z niego wyrzucić. A jednak jego urok na tą krótką chwilę stracił swoją moc. Okpił ją potężnie i jedyne, co widziała teraz Hagane, leżąc na nagim torsie Espady, była otwarta Garganta. Zupełnie, jakby znowu ją w do niej wepchnął. Właśnie tak się czuła. Oszukana.
– Powiedz, czemu mnie to nie dziwi? Że znowu wszystko spierdoliłeś?
Dopiero kiedy przed twarzą Espady zaświeciły tęczowym blaskiem paznokcie Hagane, Grimmjow zrozumiał, że nie pozostało mu nic innego, jak natychmiast ewakuować się z kapitańskiego posłania.
We need to swallow all our pride
And leave this mess behind
Pięciobarwne cero śmignęło nad pościelą, w której jeszcze przed chwilą leżał, osmalając aksamitną bordową poszewkę i wybijając dziurę w ścianie nad wezgłowiem.
– Ikari! Uspokój się, kurwa! – Grimmjow przetoczył się po podłodze, próbując zlokalizować leżące gdzieś na niej fragmenty swojego ubrania.
Ledwo odpadł pył z rozbitego tynku, a przez gabinet przeleciał czterystoletni kryształ, z którego jeszcze Kyoraku spijał swoje pierwsze drinki. Arrancar uskoczył przed nim i wykorzystując sonido, znalazł się za plecami Ikari, ale ona w tym samym momencie  przeniosła się na drugą stronę pokoju, uprzedzając jego zamiary.
– Nie wierzę, że drugi raz spróbowałeś tego samego…
Tym razem przez pokój przeleciało całe biurko, roztrzaskując się na ścianie, przy której sekundę temu stał Espada. Zaniepokojony łoskotem, zjawił się wreszcie Katakura, manifestując swoją obecność dobijaniem się do zamkniętych drzwi, których Hagane jeszcze nie udało się rozwalić.
– Co tam się dzieje, pani kapitan?! – Porucznik szarpał desperacko za klamkę. – Czy on tam jest?! To jego sprawka?!
Kapitan zignorowała nawolywania swojego vice.
– Jak mogłam być taka głupia… – Jej głos brzmiał zupełnie inaczej, niż gdy zwykle dostawała szału. Teraz był zimny i pusty. Upiornie spokojny.
Espada osłonił się przed nadlatującym w jego stronę Shiraionem, unosząc stojący w rogu pomieszczenia stolik przed własną twarz. Zanpakuto wbiło się w blat do połowy, zatrzymując się tuż przed nosem Szóstego, wibrując lekko i przytrzymując obrus, z którego z brzdękiem rozbijanej porcelany zsunął się serwis do kawy.
– Ocipiałaś?! – Grimmjow odsłonił się na sekundę, żeby wydrzeć ryja, a Ikari natychmiast to wykorzystała, posyłając w jego stronę puste baniaki po sake, które rozbiły się nad jego głową, obsypując jego błękitną czuprynę szkłem. – Przecież nie mogłem pozwolić, żeby jakiś byle Hollow ignorował moje polecenia!
– To nie jest byle Hollow. To mój Hollow.
– To nie zmienia tego, że powinien słuchać swojego króla!
– A może on woli słuchać królowej?
– … . Kogo, kurwa?
Wtedy Ikari odsłoniła kosode, pod którym nie miała na sobie nic, prócz kobaltowej bielizny. Ale tym razem to nie ściśnięte przez stanik piersi Hagane przykuwały wzrok Espady. Zbliżył się i aż przysiadł na łóżku, wpatrując się w miejsce nad lewą piersią Jaggerjack.
– Co to, kurwa, jest…
– Dokładnie to, co widzisz.
– Coś ty ze sobą zrobiła?
– Nie podoba ci się? – Z udawanym smutkiem zezowała na ziejącą w jej klatce piersiowej dziurę. – Jest prawie taka sama, jak twoja. Tylko w trochę innym miejscu… Zdaję się, że normalni ludzie, tacy nie zainfekowani pustką, mają tam serca, no nie?
– Ostrzegam cię… Przestań. Powstrzymaj to. – Chrapliwy głos Espady starał się przedrzeć do jej mózgu, ale na wszystko było już za późno.
– A teraz zabieraj parszywą dupę z mojego wyra. – Kolejne cero przemknęło przez pokój, wyrywając kolejną dziurę we frontowej ścianie i przypalając Arrancarowi kłaki. – Czegoś nie zrozumiałeś?
Out of my head, Out of my bed
Out of the dreams we had, they’re bad
– A ty?! – Grimmjow nie dał się zastraszyć, sonidując między błyskami. Kiedy fioletowy promień wywalił drzwi gabinetu i wystraszony Asuka wpadł wreszcie do środka, odwracając na moment uwagę Ikari, Jaegerjaquez znowu znalazł się za jej plecami, przykładając porwaną z podłogi Panterę do jej szyi. – Nie pozwolę, żeby to przejęło nad tobą kontrolę… Wytnę z ciebie tego pieprzonego Pustego.
Grimmjow przycisnął ją do ściany. Ikari czuła na plecach zimne ostrze Zabójcy. Nie zdążyła nawet krzyknąć, a Katakura już był przy niej, podając jej Shiraiona i malując w powietrzu wymierzony w Espadę znak kidou. Zanim jednak rzucił czar, zanim Hagane udało się dosięgnąć Shiraionem Arrancara i nim Arrancar zdołał spróbować urzeczywistnić groźby, osłabiona wcześniejszymi atakami cero ściana oddziału ósmego runęła, a oni wraz z nią.


– No ja ich dzisiaj pozabijam. – Zaciskają dłonie w pięści, ruszyła korytarzem, aż wyszła na dziedziniec. Przez moment się zastanawiała, czy zdoła użyć Shunpo i się nie zrzygać, ale zanim znalazła odpowiedź na to pytanie, ziemią Rukongai w okręgu osiemdziesiątym zatrząsnęła jakaś eksplozja. Dym unosił się nad barakami ósemki i gryzł ją w zdarte od alkoholu gardło. Gdy wreszcie się przebiła przez ścianę kurzu i ubrudzonych Shinigami, ujrzała coś, czego w większym stopniu się spodziewała.
Grimmjow leżał przygwożdżony plecami do gruzów, które pozostały z jednej ze ścian biura ósmego oddziału, odziany jedynie w rażące wzrok czerwone bokserki. Siedząca na nim Ikari przyciskała Shiraiona do jego gardła. Była posiniaczona i osmolona z jednej strony. Włosy miała potargane, a kosode rozchełstane. Niedaleko nich w pozycji bojowej czekał Katakura, gotowy do ataku. Minako już otwierała usta żeby coś powiedzieć, ale zabrakło jej sił. Opuściła bezwładnie ramiona i westchnęła.
– Miałaś rację, Minako. – Ikari nadal wpatrywała się z nienawiścią w Espadę, ale słowa kierowała do przyjaciółki. – Powinnam się trzymać z daleka od tego syfilisu.
Omiotła wściekłym spojrzeniem stojących wokół Shinigamich. Pierdol to, mówiło coś w jej wnętrzu, tak jak wszyscy pierdolą nas. Jeszcze przez ułamek sekundy trzymała jej się uporczywa żądza mordu, niespodziewanie jednak podniosła się z Espady i odrzuciła na bok miecz.
– Wiesz co jest najgorsze dla takich skurwieli, jak ty? – spytała, wycierając ubrudzone ręce w kosode. Kobaltowe, zmrużone oczy, wodziły za nią wzrokiem, gdy odwróciła się i odeszła kilka kroków. – Jak się oleje ich pieprzony, wydumany majestat. Tak więc… adiós, muchacho – rzuciła na pożegnanie. – A, i jeszcze jedno: JEBAĆ KRÓLA! – to z pozdrowieniami od Kiraiego.
Ikari nie zadała sobie nawet minimum trudu, żeby się przebrać albo chociaż prowizorycznie ogarnąć. Nie. Wyrwała spod swojego oddziału tak jak stała – z osmoloną cero twarzą, potarganymi nocnymi przygodami i awanturami włosami, w rozchełstanym kosode, zza którego wyglądały fikuśne niebieskie koronki – prosto do głównodowodzącego. Minako domyśliła się, co chce zrobić Hagane i ruszyła za nią, ale chociaż była świetna w Shunpo i zazwyczaj nie miała problemu, żeby prześcignąć przyjaciółkę, tym razem Ikari nie dała się wyprzedzić. Kurosaki zastanawiała się, czy Hagane nie wspomaga się Sonido, ale nie wiedziała, czy może to robić bez maski, a tej, chociaż na pewno nie dawno używała, nie miała już na twarzy i chyba nie ryzykowałby, by ją ubrać poza oddziałem. W końcu chciała utrzymać to jak najdłużej w sekrecie.
Gdy dotarły przed oddział pierwszy, Minako dostała już niezłej zadyszki, natomiast Hagane oddychała spokojnie, o ile można mówić o spokoju w przypadku Shinigami, która pchnęła drzwi z taką siłą, że wmontowany w nie witrażyk, który własnoręcznie wykonał pierwszy generał Gotei 13, wyleciał i z brzdękiem potłukł się o posadzkę. Kapitan ósemki wparowała do budynku, odganiając od siebie oburzoną Nanao, która głośno komentowała jej nieodpowiednie zachowanie i gorszący strój, w którym ta ośmiela się składać wizytę wszechkapitanowi. Ikari starała się ją ignorować, ale zanim dotarły przed gabinet Kyoraku, zaczęła głośno warczeć i w końcu rzuciła jej złe, nienawistne, wielobarwne spojrzenie, które wreszcie zamknęło ładną buźkę porucznik jedynki. Minako czuwała nad sytuacją i w odpowiednim momencie złapała Ikari za ramię i ściskając za nie mocno, wprowadziła dziewczynę do gabinetu głównodowodzącego.
Widok zaspanego Kyoraku, stojącego w  otwartym oknie, za którym rozpościerał się fantastyczny widok na dymiące baraki oddziału ósmego, nieco otrzeźwił Hagane, która poczuła się przynajmniej do tego, by nieco zaciągnąć swoje shihakushō. Kiedy Shunsui odwrócił się do przybyłych petentów, obrzucając swoją byłą oficer smutnym spojrzeniem, Ikari nawet lekko się zawstydziła, odchrząkując. Widać było, jak jedynie pod wpływem spojrzenia generała, uchodzi z niej całe powietrze. Kurosaki odetchnęła. Jeśli Ikari zamierzała się jeszcze awanturować, najwyraźniej właśnie minęła jej na to ochota, ale jak Kurosaki ją znała, to całkiem jeszcze nie odpuściła.
They all make mistakes and so did we
– Nie waż się czynić mi jakiś wymówek – oświadczyła niepokornie Hagane, starając się zachować hardość spojrzenia, mimo że jej kości policzkowe wyraźnie się zaróżowiły. – To nie jest moja wina. To wyście go tu sprowadzili. To było do przewidzenia… To nie moja wina…
Kyoraku pokręcił głową.
– Skoro to nie twoja wina, to dlaczego się tłumaczysz? – zapytał, a choć nie podniósł głosu nawet o pół tonu, Ikari zaczerwieniła się jeszcze mocniej.
– Nie ja go tu zapraszałam…
– A jednak można odnieść wrażenie, że to ty najbardziej cieszyłaś się z jego obecności – spostrzegła Minako, która nie do końca wiedziała, czy powinna stanąć po stronie przyjaciółki, nawet jeśli uważała, że ta ma trochę racji.
– Co masz na myśli, mówiąc, że się cieszyłam, Kurosaki?
– Nie powiesz mi chyba, że Espada przypadkiem wyleciał z twojego oddziału w samych gatkach…
Kyoraku otworzył szeroko oczy, a Ikari powoli odwróciła się do Minako, miarkując ją nieprzychylnym, niedowierzającym spojrzeniem, na które Kurosaki śmiało odpowiedziała.
– Zaraz, zaraz… – odezwał się wyraźnie skonsternowany Shunsui, nim Ikari zdążyła się wściec. – Ja myślałem, że ty i Jaegerjaquez nie się znosicie jak… Jak ogień i woda… albo coś.
– No, też się dałam nabrać – przytaknęła Minako urażonym głosem. – Widać nawet przede mną Jaggerjack musiała odstawiać ten swój cyrk…
Twarz Ikari wykrzywiła się w dzikim grymasie.
– Cyrk?! Ja odstawiam cyrk?! A ty, to co?! Jakbym nie weszła ostatnio przypadkiem do… – Zerknęła szybko na Kyoraku i nie dokończyła. Po wystraszonej minie porucznik poznała, że ta już dobrze wie, co Jaggerjack chciała powiedzieć. – Zresztą, czy to – Hagane wskazała na pejzaż za oknem, gdzie między zrujnowaną i wciąż dymiącą częścią dywizji ósmej, roznosiły się nawoływania jej żołnierzy – wygląda ci na efekt czegoś innego niż „nie znoszenia się”?
– Macie takie temperamenty, że wcale bym się nie zdziwiła…
– To dziwne, bo wyglądasz na zdziwioną!
– Bo ja już nie wiem, o co z wami chodzi! Niby się nienawidzicie, niby chcecie się nawzajem pozabijać, potem pasujecie, aż w końcu ty zaczynasz przed nim uciekać, tylko po to, żeby tutaj pozwolić się złapać… – Przerwała pod wpływem rozeźlonego wzroku kapitan. – No nie powiesz mi, że do niczego między wami nie doszło! Taka głupia nie jestem.
Ikari syknęła wściekle.
– Sami kazaliście mi poprawić stosunki z pieprzonym przedstawicielem pieprzonego Hueco Mundo, który zasypywał nas Hollowami…!
– I myślałaś, że o takie stosunki chodziło, geniuszu? Może zaraz jeszcze powiesz, że to były tylko rozkazy i nie czerpałaś z tego żadnych osobistych przyjemności?
– Ale sekundę… – Kyoraku znów przerwał dziewczynom zaostrzającą się wymianę zdań. Jego mimika twarzy wskazywała na to, że generał naprawdę wytęża umysł, żeby to wszystko pochytać, ale najwyraźniej nie bardzo mu to szło. – To tak dzisiaj wyglądają rand… eee… naprawy stosunków? – wskazał na okno za sobą. – No ja tego nie ogarniam.
– Ja też – przyznała cicho Hagane. – Ale nie bez powodu chciałam się trzymać od niego z daleka…
But we did something we can never turn back right
Minako prychnęła.
– Chyba to ja  tego chciałam.
Ikari znów obrzuciła ją złym spojrzeniem i skrzywiła się, odwracając wzrok.
– Tyle się już znamy… Powinnaś wiedzieć, że najprościej jest mnie w coś popchnąć, zabierając mi to sprzed nosa…
– A więc to moja wina, tak?!
– Nie. Nie wiem czy to… wszystko… nie jest czasem silniejsze ode mnie i… mojej potrzeby buntu. Może nawet gdyby był od początku zakwaterowany u mnie… Pewnie to skończyło by się tak samo. – Hagane zapatrzyła się na swój zdewastowany oddział. – To ja jestem tą nawiną.
Find a new one to fool
Zapadła krótka cisza, podczas której nikt nie zaprzeczył słowom Ikari.
– Dlatego przyszłam prosić o natychmiastową delegację do świata ludzi – kontynuowała strapiona kapitan. Popatrzyła z powagą na Kyoraku, a ten tylko skinął głową i usiadł za biurkiem, żeby dopełnić formalności.
– Tak będzie najlepiej. Data wykonania rozkazu infiltracji szkół w Tokio jeszcze nie nadeszła, ale napiszemy… Że idziesz wcześniej rozejrzeć się w terenie i rozeznać w sytuacji… Znaleźć odpowiednie lokum i takie tam…
– Odpowiednie lokum, na którego parterze będzie znajdował się całodobowy sklep z alkoholem – dopowiedziała Kurosaki, a Ikari nie wytrzymała i sprzedała jej łokcia pod żebra. – Głupia, stara pijaczka – mruknęła Minako, rozmasowując sobie bok.
– Kiedy możesz mi zapewnić otwarcie bramy, wszechkapitanie?
Shunsui obrzucił swoją byłą podopieczną uważnym spojrzeniem, próbując coś wyczytać z jej zdeterminowanej twarzy.
– Czy jest coś, o czym chciałabyś mi powiedzieć, zanim cię odeślę?
Ikari dałaby sobie znowu ściąć niebieską grzywę, że szare, uważne oko Shunsui’a wpatruje się dokładnie w to miejsce, w którym pojawiła się jej dziura Hollowa.
– Nie – odpowiedziała i choć głos jej nawet nie drgnął, drgnęła stojąca obok niej Minako. Na szczęście nawet na nią nie spojrzała, jedynie wbiła nieruchome spojrzenie w podłogę.
Shunsui długo przyglądał się kapitan ósemki, aż ta prawie zmiękła i już chciała mu wszystko wyznać i prosić o rady – no bo przecież w głębi duszy bała się tego, co się z nią dzieje – gdy Kyoraku westchnął ciężko i sam się odezwał:
– W takim razie ja mam ci coś do zakomunikowania – rzekł nasyconym powagą tonem, patrząc już w oczy Ikari, choć w jego spojrzeniu Hagane wydawała się dostrzegać rozczarowanie. – Moim skromnym zdaniem kapitana głównodowodzącego, ktoś nami manipuluje i to nie jest Szósty Espada. Mało tego, prawdopodobnie to głównie on jest manipulowany, a ty, Ikari… Nieświadomie stałaś się czyimś narzędziem w tej sprawie.
Po jego słowach Hagane usiadła na krześle przed jego biurkiem i zmarszczyła tak mocno brwi, że chyba nawet Grimmjow by jej w tym nie dorównał.
– Jak to? – tylko tyle zdołała z siebie wydusić.
– Nie wiemy nic więcej, ale kapitan Hitsugaya – tu Kyoraku spojrzał znacząco na Minako – wszedł w posiadanie ciekawej informacji, według której mamy prawo podejrzewać, że Szósty nie jest jedynym Espadą, który… obecnie prosperuje. A ponieważ zdobył on tak znaczną supremację w Hueco Mundo… Przypuszczamy, że ktoś chce go wygryźć ze… stanowiska.
Minako również usiadła, a na jej twarzy pojawiła się podobnie skonsternowany wyraz.
– „Przypuszczacie”?
Kyoraku skinął głową.
– Ja i kapitan Hitsugaya. Na razie nikt więcej nie wie… Toshiro okazał mi zaufanie, dzieląc się tą wiadomością i na razie wolimy zachować ją dla siebie… Dopóki nie ustalimy kto jest w to zamieszany.
– Czy Grimmjow o tym wie? – zapytała Ikari.
– Nie i lepiej, żeby na razie tak pozostało. Przy jego usposobieniu i specyficznym talencie do psucia absolutnie wszystkiego… – Kyoraku rozłożył szeroko ręce. – Sama rozumiesz. Zależy nam na tym, aby działać w tajemnicy. Nie ujawniać, że cokolwiek wiemy. Jeśli nie zauważą, że węszymy, jest większa szansa na to, iż popełnią w końcu jakiś błąd i się zdemaskują. Dlatego… Ważne jest, aby wszystko dalej działo się wedle… czyjegoś planu.
– O nie. Nie zostanę – uprzedziła natychmiast Hagane, kręcąc zawzięcie głową.
We can’t cry the pain away
We can’t find a need to stay
– Nie obchodzi cię, że ktoś…
– Nie, nic mnie to nie obchodzi! No dobra, może trochę… odrobinę mnie to WKURWIA! Że ktoś oprócz tego perfidnego błękitnowłosego zboczeńca dyma mnie, jak popadnie… – umilkła, widząc rumieniec na twarzy Kyoraku, który chyba nie bardzo chciał się dowiedzieć, co jeszcze jego przypominająca mu córkę protegowana ma do powiedzenia w sprawie dymania.
– Cóż, może to i lepiej, że nie chcesz zostać… – Kyoraku odchrząknął. – Może i lepiej, że tak się… wydarzyło. Może ta separacja w jakiś sposób pokrzyżuje ich plany. Chociaż samemu uważam, że i tak już za późno.
– Na co?
– Na to, żeby zniweczyć im ten plan.
– Jaki plan?
Wszechkapitan popatrzył uważnie na Ikari.
– Jak myślisz, czemu ktoś, kto interweniuje w naszą przyjazną rzeczywistość chciał… napuścić was na siebie? – Hagane tylko wzruszyła ramionami, więc Shunsui ciągnął dalej: – Bo ktoś wiedział, co z tego będzie. Znał prawdę o was już wcześniej. Mało tego. Myślę, że ten sam ktoś tą prawdę podsuwał Jaegerjaquezowi. Ktoś wiedział, że nie jesteście dość silni, by trzymać się od siebie z daleka.
Chociaż wydawało się to niemożliwe, Ikari jeszcze mocniej zmarszczyła brwi, ważąc jego słowa.
I slowly realized there’s nothing on our side
– Komuś na tym zależało i wydaje mi się, że wiem czemu. – Kyoraku znowu wskazał w stronę jej oddziału, ale Ikari wiedziała, że teraz nie ma na myśli tego małego rozpizdu i gruzów, ale raczej to, co działo się przed nim.
– Czemu? – Hagane czuła, że coraz bardziej zasycha jej w gardle.
– Wiesz jacy wrogowie są najniebezpieczniejsi, Ikari?
– Tacy, którzy nie mają nic do stracenia?
– No właśnie. A wydaje mi się, że Jaegerjaquez ma teraz co tracić. Zostałaś jego słabym punktem. Jeśli będą chcieli go, hm, unieszkodliwić… a widać, chcą… będą chcieli dotrzeć do niego przez ciebie.
– JACY ONI?! – Ikari zerwała się z krzesła. – Kim oni są?!
– To próbujemy ustalić. Do czasu, aż to zrobimy musisz mieć się na baczności. Wyślę kogoś razem z tobą do Świata Żywych.
– Och, uważasz, że sama nie dam sobie rady? Że potrzebuję obstawy? Rozerwę na strzępy każdego skurwysyna, który się do mnie zbliży!
– No właśnie o to jestem dziwnie spokojny. I dlatego dostaniesz stróżów.
– Po co?! Mówię, że dam sobie radę!
Kyoraku i Minako westchnęli głośno.
– Z tego samego powodu, dla którego lepiej będzie, jeśli Arrancar niczego się nie dowie. Ukrywałbym tą prawdę również przed tobą, ale… Dłużej już się nie dało, nie po tym, co dzisiaj nawyprawiałaś. Wiedziałem, że będziesz chciała przyspieszyć misję… A nie mógłbym cię puścić w Świat, znając twoje ciągotki do odrywania się od teraźniejszości.  Ani wysłać za tobą ochroniarzy, którym będziesz uciekać. Po pierwsze sama musisz się pilnować.
Ikari prychnęła gniewnie i podeszła do drzwi, kładąc rękę na klamce.
– Coś jeszcze? Bo musze się iść spakować.
– W zasadzie to… Tak, jest coś jeszcze. Dość istotna kwestia.
– Słucham.
– Jeśli mamy trzymać się planu… Grimmjow musi tu zostać. Musi dalej chcieć bawić się w koszykówkę. Kiedy stąd znikniesz, obawiam się, że jego chęci do tego mogą wyparować razem z tobą. Dlatego zanim sobie pójdziesz, musisz go jakoś zmotywować do tego, żeby został.
– O żeś, kurwa, wymyślił… A niby jak mam to zrobić?! Zamierzałam gnojka szerokim łukiem obchodzić, dopóki się stad nie ulotnię.
There’s no more rabbits in my hat to make things right
– Och, wierzę w to, że jakoś sobie poradzisz. Jeśli istnieje na tej ziemi osoba, której Jaegerjaquez posłucha, to ty masz największe szanse. Na pewno wymyślisz coś sprytnego. W końcu poznaliście się trochę lepiej, prawda? – Shunsui uśmiechnął się przymilnie. – Ta odrobina bliskości, na jaką jeszcze będziesz musiała się narazić, chyba nie będzie szczególnym wyzwaniem po tym wszystkim, do czego między wami doszło, no nie?
Ikari spąsowiała i opuściła gabinet Kyoraku, mrucząc do siebie coś, co brzmiało jak: „Akurat ty wiesz, stary rowerze, kto gdzie doszedł, a kto nie… To się chyba nazywa tak w ogóle mobing i zobaczysz, dziadu, jeszcze cię podam do Państwowej Inspekcji Pracy… albo chociaż opowiem o wszystkim na zebraniu Stowarzyszenia Kobiet Shinigami i będziesz miał przesrane, ty szowinisto ty, jak ci dziewczyny wbiją na baraki i przemalują ściany na różowo… a nie, ty przecież lubisz róż… może namówię je na seledynowy?”
– Za pół godziny chcę mieć otwartą bramę! – wrzasnęła jeszcze zanim znikła.
– No cóż… – Minako również zaczęła podnosić się z krzesła. – Na mnie też już pora.
– Usiądź jeszcze na chwilę, Minako, proszę.
Kurosaki przełknęła głośno i opadła z powrotem na siedzenie. Kiedy to na niej skoncentrowało się oko głównodowodzącego, poczuła się naprawdę nieswojo i była pewna, że wie, co zaraz usłyszy.
– Minako… – Shunsui wyprostował się w krześle, co było znakiem, że nie będzie żartował. – Musisz wiedzieć, że… ja wiem.
Przez moment patrzyli na siebie, po czym Minako westchnęła. Dobrze wiedziała, że nastąpi to prędzej, czy później.
– Mam się już zacząć pakować?
– O czym ty mówisz?
– No… – Spojrzała zaskoczona na Shunsui'a. – Zostanę zdegradowana? Przeniesiona do akademii? Usunięta z szeregów Gotei?
Proszę, czyżby jednak się pomyliła, myśląc, że Shunsui nie będzie żartował? Bo generał właśnie się roześmiał.
– Mam lepszy pomysł. – Spoważniał, a Minako natychmiast obiegły różne domysły i wątpliwości. Czasami naprawdę zastanawiała się, dlaczego to właśnie wujek Shunshun został szefem mafii dla ubogich, bo jego pomysły bywały… dość oryginalne. Tak jak teraz. – Dostaniesz awans.
W pierwszym momencie zalała ją radość. Awansować może jedynie na kapitana, co wiązało się z przenosinami do innego oddziału, więc wtedy mogła… Ale potem przypomniała sobie, jaki oddział został bez kapitana i całą radość szlag trafił.
– NIE! NIE ZGADZAM SIĘ!
– Dlaczego?
– Okej, może i byłabym w stanie posprzątać cały ten aizenowski syf, ale wujku… Nie chcę kierować dywizją, w której… – przerwała, zawstydzona.
– W której co?
– W której jest ta głupia krowa – dokończyła cicho, siadając z powrotem. Cała czerwona na twarzy założyła ręce na piersi i popatrzyła w okno.
Shunsui zaczął chichotać.
– Naprawdę, Minuś, Hinamori to teraz twój najmniejszy problem. – Przestał się śmiać i pogroził jej palcem. – Poza tym, no wiesz? To ja cię tu próbuję kryć przed Radą, oferuję awans, a ty jeszcze wybrzydzasz?
Minako nieco się stropiła.
– N–Nie, wujku. Przepraszam. I dziękuję.
– Och, dobrze wiesz, że to nie o podziękowania mi chodziło. Chce jedynie byś była bezpieczna. I szczęśliwa na tyle, na ile można być szczęśliwym w naszej ukochanej Seireitei.
Wyczuwszy sarkazm w głosie Shunsui’a, Minako uśmiechnęła się z ulgą.
– Czy to wszystko, wujku? – Zaczęła się podnosić, ale gdy rozpoznała te same spojrzenie, jakim na te samo pytanie Kyoraku odpowiedział Ikari, ponownie usiadła, znowu domyślając się o co chodzi. – Mam się na razie wynieść z razem z Ikari, tak?
Wszechkapitan przytaknął.
– Lepiej, aby tak było, do czasu, aż tu wszystko zaaranżujemy.
– No okay. – Tym razem, gdy Kurosaki wstawała, Kyoraku już jej nie powstrzymywał. – Ale tym razem nie będę pilnować tej jędzy. Nie kiwnę palcem nawet jakby zjawił się sam Aizen i rzucał jej wódkę na przynętę. Jak znowu będzie się upijać i włóczyć nocą po Tokio… Nie będę jej szukać i odprowadzać jej zimne zwłoki do hotelu.
– Nikt nie miałby do ciebie pretensji o to, że tego nie zrobiłaś, ale… Oboje dobrze wiemy, że nie wytrzymałabyś sama w pokoju, wiedząc, że Hagane prawdopodobnie właśnie ładuje się w tarapaty.
– Uwierz, że spałabym spokojnie jak dziecko.
Shunsui tylko się uśmiechnął.
– Zadbam o to, by tak było. Miejmy nadzieję, że Hagane zrozumiała co nieco z dzisiejszej rozmowy.
– Na przykład co? Że ma omijać monopolowe? – parsknęła Kurosaki.
– I to, że jest dużą dziewczyną i na nią liczymy.
– No, ja bym na to nie  liczyła, ale ty zawsze byłeś optymistą, jeśli chodzi o nią, wujku, więc miejmy nadzieję, że nasz Wszechkapitan jest nieomylny.


To już dawno przestało być śmieszne.
Jakiś pierdolony Hollow, który nie miał prawa zlizywać mu piasku z podeszw butów, zamiast się słuchać, przechytrza go i omotuje Ikari, a ona… Ona…
Myślał, że stąd już mu nie ucieknie. Jeśli tym razem nie zdoła jej zatrzymać i przymusić do swojej woli, chyba da sobie z nią spokój.
This is the end you know
Grimmjow pozbierał się z ziemi, krztusząc się złością i przeżuwając gorzki smak porażki. Kolejny jego plan nie wypalił. Nie do wiary jak zwinnie Ikari lawirowała między jego mniej i bardziej oczywistymi podstępami.
Nie. Nie zrobi tego. Nie podda się. Nie odpuści. Nie pozwoli, żeby… Gdzie to ona ma się wybrać? Przypomniał sobie rozkazy leżące na jej biurku.
Tokio. Toutou. Infiltracja.
Coś na ten temat rozprawiała ryża franca: „Nasz pierwszy przeciwnik. Aomine Daiki. Twój przeciwnik, Grimmjow. Poznałeś go w Kalifornii. Wiesz, ten, co się przystawiał do Ikari. Od września będą uczęszczać razem do jednej klasy, tak dla twojej informacji.”
Nie ma, kurwa, mowy. Nie przegra ani z tym wrednym dzieciakiem, ani z Pustym plebsem. Nie ma opcji. To on jest królem Hueco Mundo.
– Rozejść się, sukinsyny! – wrzasnął na tłumek gapiących się na niego Shinigami, których przyciągnęła ranna rozróba, ale ponieważ Grimmjow stał przed nimi w samych bokserkach, które na dodatek wżynały mu się tu i ówdzie, nikt nie zadał sobie trudu, by brać go na poważnie. – No jazda stąd! – krzyczał dalej Arrancar, ale nawet wymachiwanie Panterą nie dodało mu autorytetu.
W końcu ktoś zdecydował się nad nim ulitować. Z tłumku wystąpił kapitan dziesiątego oddziału i rzucił Jaegerjaquezowi jego espadowe ciuchy.
– Kolega Espada już wspomniał, że macie się NATYCHMIAST rozejść… Wracajcie do swoich obowiązków. Nie ma tu czego oglądać.
Ale żeńska część zebranych Shinigami najwidoczniej uważała, że jednak jest na co popatrzeć, bo rozeszły się dopiero, gdy Jaegerjaquez wciągnął hakamę na tyłek.
– Jeśli liczysz na to, że ci wybaczę twoje sprzedaże,  bo łaskawie przyniosłeś mi moje łachy…
– Nie zrobiłem tego,  żebyś mi cokolwiek wybaczał. Moje delikatne oczy zwyczajnie nie są w stanie znieść tak ordynarnych widoków, jak Arrancarzy świecący po Seireitei gołym tyłkiem.
Grimmjow obserwował go uważnie, jakby z samej twarzy kapitana chciał wyczytać jakie ten ma zamiary. Wciągnął na grzbiet swoją kurtkę, postawił kołnierz, chwycił Toshiro za haori i przyciągnął sobie pod nos.
– Ty mi się nie przychlebiaj, tylko gadaj, gdzie wy tu najczęściej otwieracie te wasze zasrane bramy…
­–  Już się wynosisz?
 Być może.
– To zapraszam na plac przed oddział pierwszy.
– Nie powinieneś aby iść ze mną? – Grimmjow puścił kapitana i patrząc na niego z góry, uniósł pytająco jedną brew.
– A co, sam nie trafisz? – Hitsugaya wyprostował swoje pogniecione haori.
– To też. Ale jeśli Ikari chce nawiać, bo założę się o Panterę, że chce, a ryża nie odstępuje jej na krok…
Dał smarkaczowi czas, żeby zrozumiał, co mu sugeruje, ale ku jego zdziwieniu Toshiro tylko prychnął.
– Niech sobie robi, co jej się podoba, nie interesuje mnie to ­– powiedział Hitsugaya z urazą w głosie, obmacując swój rozwalony nos.
Szósty założył ręce na ramiona i z groźną miną dalej obserwował Toshiro. Wyglądał, jakby się nad czymś zastanawiał, a może wahał. Wreszcie się przełamał i zgarnął pod pachę małego kapitana.
­– Dobra, kurwa, chodzi tylko o to, że przecież sam będę tydzień szukać tej jebanej jedynki… – Wystartował z Sonido, ignorując wyrywającego się kapitana. – Kieruj mnie, a tylko raz pokieruj mnie w ślepą uliczkę, to wrócimy do rozmowy na temat sprzedaży.
Jednak kapitan nie chciał współpracować i kiedy dotarli przed dywizję pierwszą, brama była już otwarta, a Ikari i Minako, w towarzystwie ich odźwiernego Ichigo, trzymającego bagaże, gotowe do podróży. Kiedy Ikari tylko dostrzegła zbliżającego się Grimmjowa, wyrwała Zastępczemu swoją torbę natychmiast zniknęła za bramą, ale rudowłosa wyciągnęła ją stamtąd za rękę. Kiedy Hagane się wyrwała i znów spróbowała wbiec w bramę, Szósty upuścił kapitana, którego dźwigał i osobiście złapał ją za łokieć.
– Nigdzie nie idziesz. – Szarpnął nią, aż Shinigami odwróciła się do niego przodem, prezentując mu jego własny, szyderczy uśmiech, który na jej ustach wyglądał niemal identycznie, z tą różnicą, że nie zasłaniała go arrancarska maska.
– Możesz mi skoczyć, Jaegerjaquez.
– Teraz mówimy sobie po nazwisku, Jaggerjack?
– Nawet na to nie zasługujesz, bydlaku. – Ikari zauważyła, że Grimmjow położył rękę na rękojeści Pantery i roześmiała  mu się w twarz. – Ogłuchłeś? Nic mi nie zrobisz!
– Jak na kogoś kto już nie raz dostał ode mnie lanie, jesteś zbyt pyskata…
Przyszarpnął ją tak blisko siebie, że Ikari musiała oprzeć się o jego tors. Dziewczyna stała bez ruchu, a po chwili wyciągnęła dłoń i położyła ją na odsłoniętym policzku Espady.
– Droga Zniszczenia numer 6 – wyszeptała, a Grimmjow natychmiast próbował się odsunąć, ale tym razem to ona złapała go za rękę i spokojnie dokańczała nieistniejące zaklęcie: – Zgiń i przepadnij, niebieska katastrofo. Odpierdol się ode mnie, Szósty Espado.
Dopiero, gdy zobaczyła głupią minę Grimmjowa, wybuchnęła śmiechem.
– Kretyn! Nie możesz nic mi zrobisz, bo masz założony limit! – Z satysfakcją i radością obserwowała narastający gniew Espady. – Nie wiedziałeś?
– Kto to zrobił… i kiedy… – wysyczał.
– Głupi Espada, głupie pytania. Jasne, że jak tylko twoja arrancarska nóżka postała na nieskalanej wcześniej twą obecnością ziemi Soul Society, dostałeś pieczątkę od dziesiątki na dzień dobry. Co myślałeś, że ci tu pozwolimy latać z twoją destrukcją gdzie popadnie? – Nagle przyciągnęła do siebie Grimmjowa za kołnierz i wyszeptała mu do ucha: – A i ja dołożyłam dzisiaj coś od siebie…
Zahaczyła o hakamę Jaegerjaqueza, odchylając ją lekko i oboje zerknęli w dół, gdzie na podbrzuszu Grimmjowa widniał teraz symbol strelicji.
– Śliczna, prawda?
– Ty suko… Oznakowałaś mnie sobie? – Złapał ją za gardło, ale Ikari odnotowała, że w porównaniu z ostatnim razem, gdy trzymał łapę na jej krtani, tym razem było to niemal pieszczotliwe. – Czyli jeszcze ci zależy na Panterze, e?
Ikari skwapliwie przytaknęła, a Grimmjow znowu się zdziwił, ale zanim zdążył uśmiechnąć się z satysfakcją, Hagane znowu go ubiegła.
– Tak bardzo, że ci ją zapieczętowałam, gnojku! Nie będziesz mógł zmienić formy, dopóki ci jej nie zdejmę!
Szósty ryknął wściekle i zamachnął się łapą, ale Ikari zdążyła odskoczyć, chichocząc radośnie. Jednak gdy znalazła się poza jego zasięgiem, spoważniała raptownie.
– Mogłabym cię teraz roznieść na strzępy – oświadczyła wyniośle, patrząc na błękitnowłosego ze wstrętem. – Ciesz się, że zamiast tego sobie idę.
– Blefujesz – syknął Szósty. – Nic byś mi nie zrobiła.
– Bo? – prychnęła Ikari.
– Bo kto cię posunie lepiej niż ja?
Ikari aż się zapowietrzyła. Trzy razy otwierała usta, celując w powietrzu palcem w Grimmjowa i rzucając spłoszone spojrzenia na Ichigo (który otwarcie parskał w rękaw śmiechem), Minako (która z dezaprobatą kręciła głową) i Toshiro (który udawał, że nic nie słyszał, ale na jego twarzy gościł wyraz obrzydzenia), ale nie potrafiła znaleźć żadnej godnej riposty, a widok szczerzącego się Arrancara doprowadzał ją do szału, więc w końcu tupnęła kilka razy ze złością nogą (po czym po wsze czasy została na placyku przed dywizją pierwszą pamiątka po Jaggerjacowym zori), zasyczała ze złością i odwróciła się napięcie.
– Czekaj, czekaj… – zawołał za nią jeszcze Espada, a choć ona nie miała najmniejszej ochoty go posłuchać, jednak się zatrzymała. – Chyba nie zamierzasz tak odejść bez pożegnania?
– A co, dawno nikt cię nie opluł? – odwróciła się przez ramię.
– Nie, dawno nikt się ze mną o nic nie założył… A ty chyba lubisz zakłady sportowe, no nie? – Grimmjow posłał jej perfidny uśmiech.
– Do rzeczy…
– Załóż się ze mną.
– O co?
– O ten cholerny mecz. Jak wygramy to odpuścisz, skończymy ten cyrk i wrócisz ze mną grzecznie do Hueco Mundo.
Przez kilka sekund kapitan wpatrywała się w niego z nieodgadnioną miną, aż wreszcie uśmiechnęła się zwycięsko.
Daj mu coś na zachętę – przypomniała sobie rozkaz Kyoraku.
– Jestem tak dziwnie spokojna o ten wynik, że nie tylko z tobą pójdę, Grimmy… – Podeszła do niego, wspięła się na palce i ucałowała w policzek. I choć wybrała ten, który osłaniała maska, Grimmjowowi i tak zrobiło się miło, a jeszcze milej zrobiło mu się, gdy Shinigami dokończyła swoją wypowiedź: – Kochanie, ja ci nawet znowu obciągnę z wrażenia, jeśli uda wam się jakimś pieprzonym cudem wygrać.
– Spokojnie, jeszcze sobie kolanka przy mnie poobdzierasz…
Nie przejęła się jego pewnym siebie, radosnym wyszczerzem.
– Sratytaty. – Wyciągnęła w górę rękę z fuckersem na pożegnanie, ale już się nie odwróciła. – Hasta la vista, sukinsynu.
– Czy ona powiedziała „znowu”? – zapytał pustym głosem Ichigo.
Kiedy Hagane zniknęła w bramie, Minako nie mogła się powstrzymać i z całej siły szturchnęła Szóstego w ramię.
– Dlaczego wszystko psujecie?! I przestań się tak durnowato uśmiechać!
– Nie uśmiecham się. Jestem wkurwiony jak nigdy.
– Skoro już musicie, to czemu nie możecie cieszyć się tą… bajką! Nie ma nic złego w bajkach! Tam wszyscy żyją długo i szczęśliwie!
Jaegerjaquez prychnął i spojrzał na nią poważnie.
– To ty nie wiesz, że wszystkie arrancarskie bajki kończą się źle?
I on również odszedł, mrucząc pod nosem, coś o potrzebie zwiększenia liczby godzin spędzanych na boisku podczas treningu.
Kiedy tylko niebieski łeb Espady zniknął za rogiem, zjawił się Kyoraku, już przebrany w swój oficjalny strój.
– Ikari już się sobie poszła? – W jego głosie zabrzmiał ton zawodu.
– Ta, uciekła aż się za nią kurzyło ­– odpowiedziała Minako. – Ale nie martw się, wujku, wykonała przed tym twój rozkaz. Grimmjow dalej będzie grał a kosza. Podejrzewam nawet,  że z większym zapałem niż dotychczas.
– Poważnie? Co mu obiecała?
­– Nie chcesz tego wiedzieć, generale.
– Aż tak?
– Aż tak – przytaknęła Minako, wskazując na Ichigo, który wyglądał jakby wciąż miał problem z przetworzeniem pewnych informacji.
­– Oj – Shunsui westchnął. – Szkoda, że nie poczekała. – Chciałem ją ładnie odprawić… – Wręczył Minako wypchany pieniędzmi ze Świata Ludzi mieszek. – Przekaż jej to. I gospodarujcie tym mądrze…
– Chwileczkę! – zawołał oburzony Hitsugaya. ­­– Co to za nowa polityka?! Jaggerjack rozwala swój oddział i dostaje za to podwyżkę?
– Kapitanie Hitsugaya, czy widzicie tu gdzieś kapitan Jaggerjack? Wszakże wręczam te pieniądze na misje porucznik Kurosaki – oświadczył oficjalnie wszechkapitan.
– Ona też na to nie zasługuje! ­
– Cóż takiego zrobiłaś, Minako?
­– Przyłożyłam mu.
– Nieładnie ­– skomentował Shunsui, poklepując ją z uśmiechem na twarzy po ramieniu. – A teraz już idź za Ikari.
– Tylko tyle?! – W Toshiro aż się zagotowało. ­­– Podniosła rękę na swojego przełożonego!
– Już niedługo przełożonego… – mruknęła Kurosaki. – To ja już idę, wujku, nie mam ochoty słuchać tego skarżypyty.
– Idź, idź. Za dzień dwa podeślę wam obstawę, do tego czasu urządźcie się gdzieś i czekam na raport.




5 komentarzy:

  1. Ohh... Nigdy za pięknie być nie może prawda? :P Hmm czuję jednak, że się wszystko ładnie ułoży ^^... chyba. Czekam na kolejną dawkę twojego opowiadania z niecierpliwością!
    Pozdrawiam,
    Kazumi >^.^<

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ładnie napisany rozdział, spójnie i bez chaosu :D Naprawdę bardzo mi się podobał. Genialnie wyszła Ci rozmowa wszechgenerała z dziewczynami, niemal można było wyczuć napięcie pomiędzy nimi ;)
    Nie przypuszczałabym, że Hitsugaya będzi taki pamiętliwy :P No nie ładnie z jego strony, tak się na Minako złościć xd
    Oczywiście, jak zwykle, akcje Ikari z Grimmem przyprawiają mnie o palpitacje serca. Jakoś tak zaskoczył mnie fragment, w którym Szósty zarzeka się, że wyciągnie Hollowa z Ikari... Trochę smuteczek, że Stalolwa znowu przed nim ucieka, ale mam nadzieję, że to się jakos poukłada ;)
    Do następnego
    Kyane

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, dziewczyny! Jestem szczęśliwa, że się podoba *.*
      Powiem Ci, Kyane, że w sumie dawno napisałam ten rozdział, wczoraj go dopracowywałam i, hm, sama się wciągnęłam w tą rozmowę z wszechkapitanem... :P Nie chciałabym, żeby to zabrzmiało nieskromnie, broń mnie Szósty przed nieskromnością (taaa, już, na pewno...), ale być może ta rozmowa naprawdę była po prostu ważna. Dla fabuły, ano. O ile w przypadku Drogi można mówić o fabule innej niż w brazylijskiej (no dobra, hiszpańskiej) telenoweli) :P

      Usuń
  3. Żyje! xD
    Spokojnie, jeszcze nie utonęłam w czeluściach muszli klozetowej.
    Sting: Jeszcze...
    Cicho tam! Weź idź do VillaRosy x3
    Sting: Pff...
    Poszedł. Co do rozdziału...
    Och, Wilczy, Wilczy, co z ciebie wyrośnie? Może mały Espada?
    A tak na serio, no, no, to już wiadomo jaką Ikari będzie miała noc poślubną ;D
    Nie oglądałam Bleacha i nie zamierzam, ale twoje opowiadanie czytać będę, o to się nie martw <3
    Rozdział...brutalny <3
    Ale takie są najlepsze <3
    Przesyłam Wi-Fi nie skończoną ilość weny i chęci.
    ~ Pozdrawiam Tris.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobra, nie denerwuję się, ale... DRUGI RAZ !! GŁUPIE GOOGLE ZEŻARŁO MI MOJEGO KOMENTARZA!!
    Anyway. Ponowne czytanie tego rozdziału, a konkretnie rozmowy z wujkiem Shunshunem sprawiło, że wystygła mi kawa.
    Mam nadzieję, że wujek Shunshun nie zorientuje się, że jego czterystaletni kryształ poszedł w drobny mak :D
    "– A co, dawno nikt cię nie opluł? – odwróciła się przez ramię." Jak to mówią, dla każdego jego fetysz. xD
    "– Czy ona powiedziała „znowu”? – zapytał pustym głosem Ichigo." Niekumata Truskawa zawsze spoko ;D
    " ­­– Podniosła rękę na swojego przełożonego!" Tak i nie omieszka zrobić tego kolejny raz. :D
    Anyway, moim bardzo nieskromnym zdaniem uważam iż rozmowa z wujaszkiem wyszła mega dobrze, jest mega wciagająca i mega ważna, ale nie jest przegadana, co czyni ją dobrze rozplanowaną. Brawo Wilczy! :D
    ;*

    OdpowiedzUsuń