Ogłoszenia parafialne (sekty pod wezwaniem Sexty)

OGŁOSZENIA PARAFIALNE (sekty pod wezwaniem Sexty):

Wstyd mi. Ale znów dużo się działo. Wyszłam za mąż, takie tam.

Kochani autostopowicze, przedstawiam ostatni rozdział Drogi.

INFO_NUMBER_2:

ZAPRASZAM NA NOWĄ WILCZĄ HISTORIĘ,
ZAPRASZAM NA TAGGED# MONSTERES

czwartek, 8 października 2015

17. OKO ZA OKO, UKŁAD ZA UKŁAD: I'm playing all wrong.

EDIT: kurwa jego jebana mac! czy Wam tez sie odtwarza najpierw jakas pierdolona reklama zanim łaskawie poleci piosenka??????

Może nie jest to popołudnie, ale jestem z drugą częścią rozdziału. Wyszło tego drugie tyle, a moze ciut więcej. Nie jest to specjalnie jakaś rekompenstata, ale to chyba najdzluszy rozdzial, yhym.

I JEST JEDEN ZERO DO NAS!!!



Nie wiem, czemu było tak trudno, ale było.
Mam tylko tyle na swoje usprawiedliwienie:

_________________________

Świat składał się z samych niewyraźnych plam. W tych momentach, w których w ogóle na coś się składał. Między głuchymi chwilami mroku i pustki pojawiały się migawki obrazów, których nie rozumiała. Jakby oglądała film na starym adapterze. Kręcony w wyjątkowo podłych warunkach. Niedoświetlony, o rozjechanej ostrości i źle zbalansowanych kolorach. Momentami czarno–biały i tak niezrozumiały, jak jeden z tych półświadomych snów, w których wrażenie realności parzy się z dziwnie nienaturalnym strumieniem wartkiej akcji, budząc rezonans głodnego przerażenia.
Ocknęła się, gdy groza tego, co się dzieje, po raz pierwszy podeszła jej do gardła. Próbowała unieść powieki, ale przejrzała na oczy dopiero, kiedy zdała sobie sprawę, że przez cały czas miała je otwarte. Że na to wszystko patrzyła. Wszystkie tarcze obronne w jej organizmie drżały, próbując odeprzeć fakty. Instynkty samozachowawcze szalały, chcąc uchronić jej psychikę przed tym widokiem. Ale nie mogła zrobić wiele. W zasadzie mogła tylko odwrócić wzrok. Jeszcze przez chwilę udawać, że wszystko jest w porządku. Że nic się nie stało.
Pełnia księżyca zaglądała przez małe okratowane okienko w szatni, rażąc ją w oczy. Myśli pchały się do niej jedna przez drugą. Okalały świadomość czyjejś śmierci, starały się ukryć pod grubą warstwą swoich kłębów poczucie winy. Ale ostatecznie i tak sprowadzały ją na tory wykolejenia. Poczucie porażającej bezradności brało górę.
W takie noce, jak ta, nie wiem, co robić. Dręczy mnie księżyc. Dlatego modle się, żeby zszedł. Wraz z tym zsiadłym niebem, na którym wisi. I przygarnął mój obłęd. I strach. Bo czegoś bardzo się boję. Chociaż wychodzę przed szereg, drąc w niebogłosy bojowe hasła. Moje instynkty są tak samo pierwotne, jak twoje. Może boimy się tego samego? Może boimy się samotności. My, niebieskiej natury, musimy trzymać się razem. Inaczej będziemy się trząść ze strachu. Całe jebane życie.
Nie mogła dłużej tego odwlekać. Lęk oblepiał jej duszę gęstą coraz cięższą mazią. Wzrok zsuwał się po wpadających do pomieszczeniach promieniach księżycowego światła, aż ugrzązł na odblaskach, kładących się wzdłuż ostrza Shiraiona, którego wciąż trzymała w ręku. Ostrza, które ciągle tkwiło w jego klatce piersiowej. Uległa przerażeniu, zaciskającemu zimne kły na jej gardle. Niewiele więcej myśląc, poddała się panice i wyszarpnęła zanpakuto.
Krew gęstą strugą wylała się z rany, dołączając do wzbierającej strużki cieknącej spomiędzy warg Aomine. Zabawne, że jego granatowe oczy też przypominały księżyce. Były takie jasne, takie pełne wyciekającego z nich blasku. Szeroko otwarte, patrzące z niezrozumieniem.
W końcu zgasły, a ona osunęła się na podłogę wraz z nim.
I get down with the victim
We both know you need them

Tym razem po prostu zemdlała, ale jej ciało niemal natychmiast podniosło się bez udziału jej świadomości. Drażniący, pusty głos rzucił przy pomocy jej ust kilka ordynarnych epitetów, mogących stanowić wymyślne odpowiedniki dla określenia „słabe nerwy”. Shinigami ocknęła się na chwilę, gdy jej żołądkiem targnęły torsje i podstawiła dłonie pod twarz. Nie zwróciła niczego, jedynie zaczęła się krztusić, czując w gardle coraz bardziej nieznośne drapanie. Coś łaskotało ją w przełyku, a kiedy poczuła to na podniebieniu, sięgnęła do ust i dławiąc się, wyciągnęła spomiędzy nich długie, niebieskie pióro. Przyglądała mu się z przerażeniem, aż jej dłonie znów zaczęły poruszać się same. Pochyliła się nad stygnącym ciałem i wbiła pióro w zadaną ranę. Upchnęła je staranie, wciskając w głąb rany, czując pod palcami jeszcze gorące wnętrze, wydalające z siebie ciemnoczerwoną krew w sporadycznych pulsach.
Odwróciła się i zwymiotowała, tym razem standardową zawartością żołądka.


– Tutaj! – zawołała Minako, podnosząc w górę rękę. Sado szybko dostrzegł, że dziewczyny nikt nie kryje, chociaż znajdowała się w czystej pozycji tuż pod samym koszem. Podał do niej nad głowami przeciwnika, a rudowłosa złapała piłkę i zastosowała przy rzucie tak skomplikowany układ rąk, że cała publiczność zamarła w oczekiwaniu na rezultat. To, iż piłka wleciała do kosza, po kilkusekundowym krążeniu po obręczy, było tak niespodziewane, że cała publika zerwała się z miejsca, wiwatując.
– Tch – prychnął Grimmjow, przebiegając obok Minako, gdy ta wciąż stała pod koszem, nie do końca wierząc, że piłka jednak wpadła. – Paralityk pierdolony.
– Trafiłam! – poinformowała swojego brata Kurosaki, ciesząc się i wracając wraz z nim na swoją połowę boiska.
– No. Wyglądałaś, jakbyś próbowała zabić komara, ale… No – pochwalił ją Ichigo i nawet poczochrał siostrę po włosach, choć ona natychmiast wyrwała się spod jego ręki, sycząc wściekle.
Udało im się sparować atak Toutou czy raczej Pokolenia Cudów, które wciąż nie otrząsnęło się po stracie skrzydłowego. Hisagi zwinnie wyłuskał piłkę spod rąk gnającego na drużynę Karakury Midorimy, a Minako znów przedostała się pod kosz, przeciskając się pomiędzy wysokimi koszykarzami. Była gotowa, gdy Shuuhei podał do niej kozłem, ale tym razem przeciwnik jej nie zlekceważył. Zanim jej dłoń dotknęła piłki, zrobił to Kise. Nie omieszkał posłać przy tym do niej zalotnego uśmiechu, choć ten podryw skończył się utratą kosza przez Karakurę. Na dodatek, przy wykonywaniu rzutu, Kise ośmielił się skopiować taktykę Grimmjowa (która generalnie opierała się na tym, żeby zniszczyć wszystko i wszystkich, a przynajmniej kosz), co bardzo szybko przepłacił zdrowiem. Dosłownie, bo Szósty przy najbliższej okazji pociągnął mu z łokcia i to tak solidnie, że blondynowi buchnęła krew z nosa.
You're stuck in the middle of all irrelevance

Gwizdek sędziego przeciął przestrzeń sportowej hali. Midorima pomógł ciskającemu z oczu błyskawice Ryocie zejść z boiska, żeby nie wykrwawiał się na środku parkietu.
– Mogę grać! – darł się Ryota, chociaż sędzia kręcił głową i dął w gwizdek, wskazując na jego nos, z którego wciąż bryzgała krew. Blondyn, obnosząc się ze swoją obrazą, spoczął w końcu na ławce. Medykom udało się powstrzymać jego krwotok, więc trener odesłał go do szatni, żeby Kise przemył twarz i mógł wrócić na boisko.
W tym samym momencie Minako opieprzała zdrowo Grimmjowa, który wraz z resztą stłoczonej wokół trenera drużyny, uzupełniał płyny przy ławce Karakury.
– Ty zawszony draniu! Jak nie umiesz grać, to od razu usiądź tu na dupie  i oglądaj, jak wygrywa się mecz nie zabijając…
Zanim dokończyła, dłoń Grimmjowa drugi raz w ciągu tego dnia zacisnęła się na jej gardle. Tym razem Espada zrobił to z dużo większą premedytacją. Nie przestał nawet pociągać z bidonu wody, tylko jego kobaltowe oczy śledziły postępujące kolory purpury na twarzy Shinigami.
– Grimmjow, kretynie! – Ichigo w porę zareagował, uderzając w przedramię Jaegerjaqueza i strząsając jego rękę z krtani siostry. – Co ci dzisiaj odjebało?!
– Wygram ten mecz. – Kobaltowe oczy błyszczały żądzą destrukcji. – Zniszczę wszystkich, którzy wejdą mi w drogę.
And your heart is beating
– Jak ci się tak bardzo chce na lody, to może odpalę ci piątaka i pójdziesz sobie kupić jakąś algidę? – Za ich plecami rozbrzmiał znajomy głos i wszyscy natychmiast odwrócili się w jego stronę.
– Renji?! – Ichigo rozdziawił paszczę, patrząc na czerwonowłosego Shinigami, który jak gdyby nigdy nic pojawił się koło nich, na dodatek ubrany już w swój sportowy strój. – A co ty tu robisz??
– A co, Kurosaki, spisałeś mnie już na straty? – Abarai uśmiechnął się ponuro, zakładając na zmianę łokcie za głowę i rozciągając tricepsy.
– Nie no, co ty, stary, wszyscy martwiliśmy się o ciebie! – Ichigo trzasnął porucznika w plecy, jakby ten gest miał stanowić o jego prawdomówności.
– Jakoś nie bardzo wysilaliście się, żeby mnie poszukać.
– Szukaliśmy! – zaprotestowała Minako, wciąż rozmasowując szyję po uścisku Espady. – Ale zapadłeś się jakby pod ziemię. Nie mogłeś dać znaku życia?
– A według ciebie to ja sobie wyjechałem na jakieś wakacje i wyłączyłem telefon, czy co?
– To gdzie byłeś?
– Byłem… – Zacięty wyraz twarzy Abaraia nagle zrzedł, gdy mężczyzna rozejrzał się po hali. – Czy Ikari tu jest?
– Tak. Siedzi… – Kurosaki zmarszczyła brwi, wraz z nim przyglądając się trybunom naprzeciw. – Była pod tym sztandarem…
– Tym z napisem „Pieprzyć króla”? – Renji uniósł jedną tatuowaną brew, zerkając z ukosa na Szóstego Espadę, który wykonał pod nosem swoje standardowe prychnięcie.
Sędzia dał sygnał kończący krótką przerwę pomiędzy pierwszą, a drugą kwartą. Renji powstrzymał Minako przed wyjściem na boisko, dziękując za zastępstwo. Zrobił to z tak poważną miną, że Kurosaki zaniechała protestu i z cierpiętniczym westchnieniem zasiadła na ławce rezerwowych.
Cause you know that you gotta
Przygryzając wargę obserwowała mecz, który stawał się coraz bardziej brutalny. Mało, że Grimmjow postanowił popisywać się swoim aspektem, to drużyna przeciwna najwyraźniej  wzięła sobie jego zagrywki bardziej niż do siebie, bo odpłacała się pięknym za nadobne. Przodował w tej taktyce białowłosy chłopak, który wszedł na miejsce Kise. Minako usłyszała tylko, że wołają do niego Shogo. Teraz to on był rywalem Grimma, blokując go i uśmiechając się do Espady niebezpiecznie, nieświadomy, że igra z królem unicestwienia. Ci dwoje szybko zapomnieli, że istotną część tej gry stanowi piłka oraz dwa kosze, całkowicie skupiając się na tym, by wzajemnie nieustannie wchodzić sobie pod nogi. Ku narastającej irytacji Grimmjowa, Shogo był jednak całkiem zwinny i wciąż wymykał się spod „przypadkiem” wystrzeliwanych pięści Jaegerjaqueza, który zdawał się tracić na szybkości, w przeciwieństwie do przeciwnika, wykonującego coraz szybsze ruchy, jakby i on posiadał zdolność Sonido. Pojedynek między nimi trwał, dopóki przy szczególnie wysokim wyskoku, w którym oboje rywalizowali o nadlatującą w ich kierunku piłkę, Szósty wpadł na plecy dwumetrowego Murasakibary z takim impetem, że posłał go na parkiet. Atsushiego ten niespodziewany atak zaskoczył na tyle, że nawet nie wyciągnął przed siebie rąk, w skutek czego nie zamortyzował upadku i przywalił czołem bezpośrednio w parkiet.
Po raz kolejny sędziowski gwizdek rozdarł kibicowską atmosferę i po raz kolejny na środek wybiegli medycy. Atsushi wstał o własnych siłach, ale każdy krok, który stawiał, był tak chwiejny, jakby wychlał kilka butelek sake. Lekarzom jakoś udało się doprowadzić go pod ławkę rezerwowych Toutou, a jak tylko obwiązali mu czoło, trener rozkazał mu sprowadzić z szatani Ryotę.
Minko pokręciła z dezaprobatą głową. Nigdy nie przepadała za niesportową rywalizacją, ale nie wyobrażała sobie, że ktoś mógłby powstrzymać Arrancara, gdy ten tak się rozkręcił. Oparła podbródek na pięści i zawiesiła wzrok na trybunie naprzeciwko. Mrużąc oczy, przyglądała się Ikari, która właśnie opuszczała swoje stanowisko głównej cheerleaderki i znikała w szatni Toutou.


Dryfowała. Przebłyski świadomości przeszywały mrok jak pojedyncze blaski fleszy. Było ich coraz mniej. Coraz rzadziej rzucały skąpy blask na to, co się dzieje. Pod ich naporem ciemności rozstąpiły się tylko kilka razy, nim masakra dobiegła końca.
Pierwszy, gdy z powrotem siedziała na trybunach, z nogą na nogę, od niechcenia oblizując palce. Patrzyła beznamiętnie na podeszłe krwią paznokcie, starając się wyssać zza nich krew.
Jak to było…
Drugi, kiedy Grimmjow sfaulował dotkliwie blondyna z drużyny przeciwnej, a coś w jej piersi wywinęło salto z radości. Poczuła napływającą do ust ślinę i ssanie w żołądku. Była głodna, ba, ona umierała z głodu. Wstała i oblizując wargi, śledziła wygłodniałym spojrzeniem schodzącego z boiska chłopaka, następnie utkwiła wzrok w trzaskających drzwiach do szatni. Próbowała się powstrzymać. Otarła ciężką ręką wyciekającą z ust strużkę śliny.
Czy to dlatego czuję się tak paskudnie?. Czuję taki metaliczny posmak. Może po prostu nabroiłam w nocy, przesadziłam z sake, może po prostu mam moralniaka?
RUSZ DUPĘ TY GŁUPIA KROWO CHCESZ ŻEBY NAM ZWIAŁ?
Nie, to nie było tak…
RUSZ TEN TŁUSTY ZAD MÓWIĘ! PRZECIEŻ JAK GOŚCIU ZOBACZY SWOJEGO MARTWEGO KOLEŻKĘ WYCIĄGNIĘTEGO NA KAFELKACH NAROBI NAM NIEZŁEGO SYFU.
Opierała się, próbowała resztką woli nie usłuchać chrapliwego głosu Pustego, ale już była przy drzwiach do szatni. W oczach jej się mieniło. Widziała zaciśnięte na drzwiach długie, kolorowe szpony, które wyżynały się z jej palców.
Get out of the middle
Drzwi zamknęły się za nią delikatnie. Zanim skoczyła blondynowi na plecy, zobaczyła się w lustrze, które mignęło obok. Zobaczyła na swojej twarzy uśmiech, od którego popękały kąciki ust, tak był szeroki. Upiornie wyżłobiony na jej obliczu, jakby był wycięty i przeklejony z plakatu reklamującego jakiś głupkowaty horror z akcją na oddziale psychiatrycznym. Tylko jedne oko dołączyło do niego, prezentując w zachwycie wszystkie kolory tęczy. Z drugiego, z cyjanowego, ciekły łzy. Powoli, jeszcze nieprecyzyjnie, docierało do niej, że stało się coś strasznego.
Nie rozumiem wielu rzeczy. Na przykład dlaczego tak mnie boli serce. I czemu jest tak ciemno? Czy to już nów? Dlatego jest tak głucho? Dlatego cisza łamie mi się pod palcami? Nie mogę z niej złożyć niczego do kupy.
Czy stało się coś złego?
Nie wydzieram się, Jezu, mam dreszcze. Nie mam już dokąd uciekać. Zbieram wytrwale strzępy wspomnień, trwa to całą wieczność, zaganiam je do jednego kąta i szukam w nich, przeglądam... Gdzieś w tym powinny być odpowiedzi, upchnięte pomiędzy snami o demonach, o niebieskich włosach, o czasach szarawych jak cień, gdzieś w tym stosie coś jeszcze powinno się tlić… w tych oczach.
…a może dogasa?
…a może…
Trzeci raz czarna mgła zalegająca w umyśle Ikari rozeszła się, gdy krtań kobiety znów podrażniło kłucie. Po tym, jak zaniosła się szarpiącym płucami kaszlem, wypluła żółte pióro. Zanim jednak jej dłonie powtórzyły rytuał, drzwi za jej plecami zaskrzypiały i pojawił się w nich fioletowowłosy, rosły chłopak. Przez chwilę patrzyli na siebie w konsternacji, aż coś we wnętrzu Ikari zawrzało i rzuciła mu się do gardła.
Czwartym razem na jej drżących rękach wylądowało pióro fioletowe. Zapomniała o żółtym, zatkniętym za uchem i ukucnąwszy przy Murasakibarze (te nazwisko wypłynęło na wierzch jej jaźni), pieczętowała pióro w jego sercu, próbując znów się nie porzygać.
Po co… Po co…?
JAK TO ‘PO CO’. CZY TO NIE OCZYWISTE?
NIE! Nie wiem co robię, nie wiem co my robimy… Co ty odstawiasz.
Kirai westchnął ciężko, używając jej płuc.
PRZECIEŻ NIE MOGĘ ICH ZJEŚĆ KIEDY SIEDZĘ W TYM TWOIM MAŁYM PIEPRZONYM SHINIGAMOWSKIM CIAŁKU. NO CHYBA ŻE JESTEŚ BARDZO GŁODNA. ALBO CHOCIAŻ W POŁOWIE TAK JAK JA.
Jak ci ta dzierżawa nie pasuje, to się pakuj i… Zaraz. Coś ty powiedziałeś? Że czego nie możesz?
A TY MYŚLISZ ŻE PO CO JA TO WSZYSTKO ROBIĘ?
and rise to the top now
No właśnie nie wiem!
ZAPRASZAM ICH DO SIEBIE. POZWALAM IM WEJŚĆ.
Bredzisz od rzeczy!
JESTEŚ POZBAWIONĄ WYOBRAŹNI TĘPĄ JAK KILO GWOŹDZI FURIATKĄ. GDYBY NIE TO ŻE MI SIĘ JESZCZE PRZYDASZ JUŻ DAWNO NA DOBRE USUNĄŁBYM CIĘ W CIEŃ.
Chyba nie wiesz do kogo mówisz, Pustaku. Sam odejdziesz do lamusa, pozbędę się ciebie, złamałeś wszystkie pakty i jeszcze…
Nawet wewnętrzny głos uwiązł w jej gardle. Nie chciała dopuszczać tej informacji do świadomości. Ciągle część jej się łudziła, że to tylko koszmar senny. Że zaraz się obudzi, nawrzeszczy na Aomine i każe mu wypieprzać z jej wyra. A potem pójdą razem do szkoły, gdzie w spokoju będzie mogła kontynuować swoje durne Shinigamowskie misje i wkurzać Grimmjowa do woli. Albo chociaż do śmierci.
ZAMKNIJ SIĘ I NIE PSUJ MI ZABAWY.
Zabawy? Więc chodzi o zabawę?
CHODZI O MOC KTÓRĄ DLA NAS ZDOBYWAM. DLA NAS WIĘC POWIEDZIAŁEM NIE PRZESZKADZAJ.
Nie, dopóki nie dowiem się, co jeszcze zamierzasz. Zamordowałeś tych ludzi, zamordowałeś… jakieś niewinne dzieciaki!
TY MORDOWAŁAŚ ICH RAZEM ZE MNĄ.
Nie…
SPÓJRZ NA SWOJE RĘCE. UNURZANE WE KRWI AŻ PO ŁOKCIE.
To nie byłam ja.
MOŻESZ SIĘ WYPIERAĆ TO NICZEGO NIE ZMIENI.
Już nie pozwolę ci więcej nikogo tknąć.
HAHA ZOBACZYMY.
Skurwiel.
USPOKÓJ SIĘ ALBO WYKLUCZĘ CIĘ Z MOJEGO PLANU.
A proszę cię bardzo! Nie zależy mi! Nie chcę być częścią twojego planu!
ALE BĘDZIESZ. JESTEŚ MOIM GRZECHEM. JESTEŚ MOIM GNIEWEM. MOIM KOLOREM INDYGO.
Ty daltonisto zasrany. Wypad, ale już!
GDYBY TO BYŁO TAKIE PROSTE.
Mogę ci pomóc, kopa w dupę zasadzić, popierdolcu, nadużyłeś mojej gościnności!
CZY TY ABY NIE LEKCWAŻYSZ NIECO POWAGI SYTUACJI?
Jej wzrok bez udziału jej woli przesunął się po martwej twarzy fioletowowłosego olbrzyma, zroszonej kropelkami krwi, niczym krostkami wietrznej ospy. Poczuła, jak Kirai obraca jej głową na boki, zmuszając, żeby się rozejrzała. Ta część szatni, w której się znajdowali, była obficie zbryzgana krwią. Trzy trupy w rozlewającej się pod szafki rozrzedzonej brei. Zgruchotana czaszka chłopaka, leżącego twarzą do podłogi. Czerwień sącząca się z pomiędzy odłamków kości, barwiąca jasne, przyklejone do rany włosy na różowo. Dalej. Rozrzucone bezwładnie nieruchome ręce o ciemnej karnacji. Jeszcze niedawno jej dotykały, przed chwilą ożywiały koszykówkę, wykonując szereg zwinnych podań i rzutów, teraz były zimne, pogrążone w budzącym przerażenie wiecznym bezruchu.
 When you've made it
Opadła na kolana, uklękając w kałuży krwi. Wyciągnęła przed siebie zdrętwiałe ręce, walcząc z Pustym, który rościł sobie prawo do ich używania. Na czworakach przeczołgała się w stronę ciała chłopaka, zostawiając za sobą na podłodze krwawe smugi.
WSTAWAJ NA NOGI OFERMO BO SIĘ WYMARASISZ I STĄD NIE WYJDZIEMY NO CHYBA ŻE PO TO BY ŚCIĄGNĄĆ TU ROZHISTERYZOWANY TŁUM. PODNOŚ SIĘ ŁAJZO MÓWIĘ JAK SIĘ WYBRUDZISZ TO OSOBIŚCIE PRZETRZEPIĘ CI GRZBIET TY WREDNA ZDZIRO JESZCZE NIE SKOŃCZYLIŚMY.
NIE CHCĘ TEGO ROBIĆ!
Ściskała w dłoni zimne palce Aomine. Z niezrozumiałych powodów ten chłód dodawał jej sił. Uczepiła się żalu i cierpienia jak ostatniej deski ratunku oddzielającej ją od Kiraiego. Ból otrzeźwiał jej umysł. Dlatego poddała się działaniu szoku, który otoczył ją na widok martwej twarzy Daikiego. Pozwoliła, by uczucia zwaliły się na nią jak górska lawina. Ucisk w klatce piersiowej narastał, gdy przyglądała się cal po calu chłopakowi, z którym się zaprzyjaźniła, który okazał jej wsparcie i sympatię. Obejmowała go za szyję, przyciągając go do swojej klatki piersiowej i tłumiąc szloch, dławiąc się łzami, kołysała w ramionach nieżywe ciało, balansując na granicy utraty zmysłów. Z jednej strony pragnęła tej ulgi, z drugiej bała się. Bała się ciemności. Od teraz pewnie będzie się jej bać przez resztę życia.
IKARI.
IKARIII.
NIE DENERWUJ MNIE IKARI! NIE MAMY CZASU!
Czuła napór Kiraiego. Wywierał na nią presję, której nie poddawała się tylko dlatego, że bliskość śmierci była jeszcze bardziej przytłaczająca. Ale nie mogła przedłużać tego w nieskończoność. Liczyła, że coś zyska, że coś się stanie, może mecz dobiegnie końca, może ktoś wejdzie do szatni, znajdzie ją i powstrzyma… Grała na czas i kiedy już była pewna, że przegra…
– Słodki Jezu!
Słysząc głos, realny, a nie w swojej głowie, poderwała się, ale nadzieja, która ją wypełniła, uszła z niej, zanim jeszcze na dobre rozdęła jej serce.
– Przepraszam – wydusiła z siebie, słysząc drżenie w swoim głosie i czując jak rozchodzi się po jej ciele, jak fala pustego tsunami. – To nie… To nie do końca byłam ja.
– Co ty mówisz, dziewczyno! – Złociste, półprzezroczyste oczy omiotły ją od stóp do głów zdezorientowanym wzrokiem. – Jak to jest w ogóle możliwe!
Kise wziął się pod boki i powrócił do przyglądania się własnemu ciału, kręcąc z niedowierzaniem głową. Z zadziwieniem oglądał łańcuch, który wciąż przytwierdzał jego duszę do ciała, przesuwając między dłońmi ogniwo za ogniwem.
– Wiesz może, o co z tym chodzi? – spytał, potrząsając nim i rzucając Ikari zaciekawione spojrzenie. – Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem. To sen?
– Idioto… – Ikari miała ochotę pozostawić go w tej błogiej nieświadomości, ale była zbyt zmęczona, by silić się na obdarowywanie Ryoty fałszywą nadzieję. No i nie była aż tak okrutna, chociaż nie miała problemów z przekazywaniem okrutnej prawdy: – Ty nie żyjesz.
– Co? O czym ty mówisz? – Dusza chłopaka zmarszczyła brwi, wciąż patrząc na nią w zastanowieniu.
PIÓRO TY NIEPOSŁUSZNA ZDZIRO ŻÓŁTE PIÓRO! ZAPIECZĘTUJ GO ZANIM ZWIEJE!
Kirai szarpał się coraz zacieklej. Nie miała pojęcia ile jeszcze wytrzyma, trzymając go z dala od steru dowodzenia, raczej niedługo. Traciła siły. Dłoń Aomine wymykała się z jej uścisku. Ale jeszcze mogła spróbować to opóźnić. Może można było zrobić coś jeszcze.
Won't you tell me what to do?
– Posłuchaj… Kise. Tak masz na imię, prawda?
– To moje nazwisko. Na imię to mam Ryota, ale jak se tam chcesz.
– No, tylko nie strzelaj teraz focha, księżniczko. – Przez głowę przebiegło jej prędkie spostrzeżenie, że to zabawne, jak bardzo już wyparzone musiało być jej wnętrze, skoro nie potrafi być uprzejma nawet w stosunku do kogoś, kto przed chwilą zginął. No zero szacunku dla zmarłych, no. – Na potrzeby chwili mnie możesz nazywać nawet kapitanem.
– Ta, jeszcze czego – prychnął Kise. – Wiem kim jesteś. Spotkaliśmy się w Kalifornii. Byliśmy na imprezie, kojarzysz? Daiki na ciebie leciał. Znalazł twój notes, ciągle gadał, że musi oddać go Jaggerjack. Właśnie, nie wiesz gdzie on teraz jest?
– Boże, rozejrzyj się…
Dopiero, kiedy Ikari to zasugerowała, Kise cofnął się o krok swoim półprzezroczystym ciałem, żeby poszerzyć perspektywę, bo do tej pory stał tak blisko Ikari, że zasłaniała mu cały ten makabryczny widok.
– Aha – skwitował tą scenerię. Ikari spodziewała się wybuchu histerii, ale on tylko przyglądał się wszystkiemu w milczeniu, a potem z powrotem zerknął na swoje ciało i znowu popatrzył jej w oczy. – Czyli wygląda na to, że jednak faktycznie żeśmy kojfnęli… Dziwne. Nie tak to sobie wyobrażałem. A ty? Też wykitowałaś? A może jesteś jakimś przewodnikiem na tamten świat? Dlatego się przy nas kręciłaś? Jesteś jakimś posłańcem śmierci?
Ikari coraz mocniej marszczyła brwi, słysząc te bzdury. Może powinna mu to wszystko jakoś wytłumaczyć, tak, żeby zrozumiał, ale nie miała na to ani czasu, ani cierpliwości.
– Tak, kurwa, jestem posępnym żniwiarzem, wiesz? To się zgadza. To ja was, do cholery, pozabijałam. – Gniew, który w niej zapłonął, odegnał na moment obłęd, który zemdlił ją, gdy wypowiedziała te słowa na głos. – I to nie jest jeszcze najgorsza rzecz, jaka może ci się przytrafić.
– Nie chrzań! A co gorszego może mnie spot… – urwał, z przerażeniem obserwując Ikari, która drżała, odchyliwszy głowę do tyłu. Drgawki wstrząsnęły jej ciałem, wyginając je w łuk, tylko po to, by zaraz rzucić nią w przód. Trzasnęła dłońmi o podłogę, rozchlapując krew, opadłymi na twarz włosami wycierała podłogę.
– Możesz. Na przykład. Zostać. Skonsumowany – wydukała słowo po słowie, garbiąc się coraz mocniej, aż Kise zaczął obawiać się, czy zaraz nie pęknie jej kręgosłup. – Uciekaj. Znajdź… – Do kogo mogę go odesłać? Ktoś kogo znał, ktoś kto znał mnie. Czy jest ktoś taki? Łączące nas ogniwo? Pomocne ogniwo? Był. Był ktoś taki. ­– Minako. Musisz jej powiedzieć… Grimmjow musi przestać faulować i… – Ciężko mi się myślało i ciężko było mi się do tego przyznać. – Potrzebuję go. Potrzebuję króla Pustych.
– O–o czym ty…
– No już, spierdalaj. – Głowa Ikari pulsowała tak mocno, jakby miała pęknąć. – UCIEKAJ.
Podniosła się na niego para najdziwniejszych oczu, jakie w życiu widział. Kolorowe pazury darły podłogę.
Nie zwlekał dłużej. Rzucił się do ucieczki, nie zadając więcej zbędnych pytań. Łańcuch rozwijał się za nim z brzdękiem. Zdawał się nie mieć końca.


Wraz z drugą kwartą nastała kumulacja chaosu. Obie drużyny były już tak rozdrażnione, że nawet flegmatyczny Kuroko i oaza spokoju, jaką stanowił w drużynie Sado, zaczynali grać naprawdę ostro. Akashi korzystał ze swojego Imperor Eye jak karabinu maszynowego, posyłając na parkiet wszystkich w zasięgu wzroku. Kagami zawzięcie walczył z Ichigo o każdą piłkę i tylko ich rywalizacja wydawała się w miarę uczciwa. Najbardziej agresywny zawodnik Cudownej Generacji, Shogo, który wszedł w pierwszej kwarcie, by kryć Szóstego Espadę, dał sobie spokój z Arrancarem i teraz upierdliwie przeszkadzał Hisagiemu w odebraniu każdego podania. Nie zrezygnował bynajmniej ze swojego błękitnowłosy rywala z litości czy dobroci serca, bo po pierwsze serca nie miał, a po drugie był skończonym łajdakiem, ale nawet on nie lubił grać systemem dwóch na jednego. A wyglądało na to, że ni tylko on uparł się na Grimmjowa. Zawodnikiem, który uwziął się na Jaegerjaqueza jeszcze bardziej, niż niedyscyplinowany białowłosy Cud, był kompan z jego własnej z drużyny.
Cause i'm playing
all wrong
– Ty głupku pierdolony! – wydarł się Grimmjow, gdy Renji po raz kolejny udaremnił mu wykonanie dwutaktu, plącząc się królowi pod nogami. – Wypierdalaj z boiska, ty łajzo, albo sam cię z niego zmiotę!
Renji tylko wzruszył ramionami, wykrzywiając się do Espady złośliwie i potruchtał zająć swoją pozycję, tylko po to, by zaraz po gwizdku przypuścić szarżę w jego stronę. Grimmjow prawie się wywalił, gdy porucznik zawadził o niego barkiem i przemknął tuż pod jego nosem, zmierzając w stronę Midorimy, którego miał kryć.
– Co za chuj. – Jaegerjaquez aż zabulgotał ze złości. Powstrzymał się tylko dlatego, że piłka była już w grze, ale gdy tylko rozległ się kolejny gwizdek sędziego, przerywając akcję, podbiegł do Abaraia i teraz to on szturchnął go z całej siły z bara.
– Chcesz przegrać ten mecz, przygłupie?
– Mniej więcej. Albo inaczej. Po prostu mimo wszystko nie spodoba mi się, jeśli to ty wygrasz.
– Tch… – Wargi Szóstego wywinęły się, odsłaniając kły. Złapał Renjego za koszulkę z numerem ósmym, ale zanim kontuzjował zawodnika z własnej drużyny, czujne oko trenera Musta dostrzegło, co się święci. Fullbringer poprosił o czas i powolnym krokiem podszedł do swojego skrzydłowego. Położył mu rękę na ramieniu, a ten odskoczył od Renjego, jakby coś go oparzyło.
– To ja tu decyduję, kiedy kogoś zdjąć z boiska – poinformował Grimmjowa, serdecznie się uśmiechając. – Jeszcze jeden faul, Dżagadżak, a to ty pierwszy wylądujesz na ławie. – A ty – spojrzenie Musta nabrało jeszcze bardziej surowego wyrazu, gdy zwrócił się do Renjego – masz ostatnią szansę. Jeszcze raz coś spartolisz i schodzisz – zagroził i gdy sędzia znowu dmuchnął w gwizdek, wrócił za linię.
Spod kosza wystartował Ichigo. Drogę zastąpił mu Kagami, ale zanim zabrał mu piłkę, Kurosaki posłał mu uśmiech i podał do innego czerwonowłosego, grającego w jego zespole. Renjiemu udało się się ominąć Midorimę, ale wtedy otoczyły go szerokie ramiona Shogo.
– Tu, kurwa! – zawołał Szósty, wychodząc na czystą pozycję, z której miałby szansę trafić do kosza, gdyby Renji mu podał, jednak Abarai zamiast piłki rzucił mu tylko wściekłe spojrzenie i sam spróbował szczęścia. Silne ramię Shogo bez problemu zablokowało ten rzut. Po chwili piłkę otrzymał zielonowłosy okularnik i znów popisał się efektownym rzutem za trzy punkty. Rozeźlony Szósty skorzystał ze swoich technik przyspieszających ruch i wyrósł nagle przed Abaraiem. Pchnął go w pierś z taką siłą, że czerwonowłosy przeleciał na plecach przez połowę boiska i wylądował na aucie, tuż obok trenera, który podskakiwał na linii jak opętany, wykrzykując co sił w płucach: „Zmiana! Zmiana! Zmiana!”.
– Zawiedliście mnie, poruczniku. Jesteście bezużyteczni.
You can't fight the friction
Na ramieniu Renjego zacisnęły się smukłe, długie palce i poczuł, że ktoś podnosi go na nogi.
– Przekładać własne motywy nad dobro ogółu? Żałosne. – Abarai zaczerwienił się na tą naganę z ust swojego kapitana i opuścił pokornie głowę. – Powoli się przyzwyczajam, że nie wywiązujecie się z obowiązków i wszystko muszę robić sam – westchnął Byakuya, ściągając z siebie białe haori, które podał zaskoczonemu Renjiemu.
– K-Kapitanie Kuchiki? Chyba… Chyba nie zamierzacie…?
– Zamierzamy, Abarai, zamierzamy. – Byakuya z namaszczeniem rozwiązywał obi, a gdy to zrobił, spod kosode wyłoniła się sportowa koszulka z numerem 33. – Zrobiłeś fatalne wrażenie. Zamierzam je zatrzeć i nie pozwolić, żeby oddział szósty wyszedł na bandę nieutalentowanych nieudaczników. W końcu dalej jesteśmy na misji, prawda, poruczniku? – Odrzucił kosode, które w trybie slow motion upadło do jego stóp, obutych w śnieżnobiałe najki. – Nawet, jeśli to tylko jakieś ludzkie rozgrywki. Dlatego teraz cię zastąpię, a ty zejdziesz mi z oczu.
(So, ease it off)
Nie tylko Renji, ale wszyscy przybyli na mecz Shinigami, zajmujący miejsce na widowni, wytrzeszczali na niego oczy. Tymczasem Byakuya nic nie robił sobie z tego, że został widowiskiem tego wieczoru. Złapał za swoje długie, ciemne włosy i zebrał je w garść.
– Jeszcze jedno… Pożyczcie gumkę, poruczniku. – Wyciągnął do Renjego rękę.
– S-Słucham?
– Wam już żadna gumka się nie przyda. – Spojrzenia kapitana Kuchiki powędrowało na boisko, gdzie cheerleaderki Toutou dawały popis nie tyle umiejętności akrobatycznych, co smukłych, wysportowanych, nastoletnich ciałek, ale nie odnalazł wśród nich tej, której się tam spodziewał. – Jak pojawi się Ikari, wiesz co masz robić. Wejdę za tego niedorajdę. – dodał, zwracając się do trenera Musta, który zmierzył go od stóp do głów zdziwionym spojrzeniem.
– A kim ty niby jesteś, człowieku?
– Tylko nie „człowieku” – ostrzegł Byakuya, a Minako, widząc zimne, zdeterminowane spojrzenie kapitana, pociągnęła Musta za rękaw.
– Wpuść go – szepnęła półgębkiem – i ani się waż protestować – dodała, po czym uśmiechnęła się serdecznie do Byakuyi. – Zapraszamy, panie kapitanie!
– Dziękuję… pani kapitan.
Kuchiki najpierw zarzucił jedną, potem drugą nogę na ławkę rezerwowych, wykonując do niej kilka rozciągających skłonów, po czym truchtem wbiegł na boisko.
– Oby tylko nie próbował użyć Senbonzakury na pierwszym przeciwniku – biadoliła pod nosem Kurosaki, składając ręce jak do modlitwy.
Renji zaciskał zęby i rzucał wściekłe spojrzenia trenerowi, zakładając ręce na ramiona. Niezadowolony, że tak prędko ściągnięto go z boiska, obmyślał, jak się odgryźć. W końcu nadarzyła się mała okazja, kiedy pieklący się Must zrzucił z siebie marynarkę i w przypływie złości uderzał nią o parkiet, pokrzykując na swoją drużynę. Kiedy skończył, zorientował się, że Abarai od dłuższej chwili mierzy go kpiącym spojrzeniem, a nawet ma czelność cicho się z niego podśmiewywać.
– Co jest? – Spojrzał po sobie, bo wyglądało na to, że czerwonowłosy  miał mu coś do zarzucenia w kwestii ubioru. – Nie podoba ci się moja koszula?
– Ależ skąd, trenerze.
– Bo jest różowa?
– To by się zgadzało, z tym co słyszałem. – W piwnych oczach porucznika pojawił się błysk złośliwości. – Nie czekając na zapytanie, co takiego słyszał, kontynuował: – Że środowisko trenerów jest homoseksualne.
– Tak, wszyscy kazali cię pozdrowić – prychnął pułkownik i obdarzył go pełnym zawodu spojrzeniem z kategorii „Na więcej cię nie stać?”. – I tego małego kapitana Hitsugeja też. Gdzie on w ogóle jest? – Najwyraźniej dopiero teraz spostrzegł, że Toshiro im nie towarzyszy, bo zaczął się rozglądać.
– Miał coś do załatwienia – odezwała się Minako, przestając obgryzać paznokcie.
– Ważniejszego niż mecz?
Rudowłosa tylko westchnęła ciężko, a gdy usłyszała nowy doping, jaki wymyślił Ikkaku, z najwyższą konsternacją obróciła się w stronę trybun, marszcząc brwi.
– HWDP ciotom z sektora gości! – darł się łysy, ale jakoś nie mógł poderwać na te hasło reszty publiki, co nie przeszkadzało mu pokrzykiwać je coraz głośniej.
– Czy jemu całkiem już się mózg usmażył pod tą łysą czachą? – Minako przyłożyła dłonie do ust, formując je na kształt megafonu. – Ktoś powie temu cymbałowi, że to my jesteśmy sektor gości?! – Madarame umilkł, a jego oczy wypełniło przerażenie. – I niech mu ktoś wyjaśni ten skrót!
Piorunowała Madarame wzrokiem, ale zanim zdecydowała się, czy by tam do niego nie zajść i dodatkowo palnąć go w łeb, ktoś złapał ją za ramię i mocno pociągnął.
– On chce mnie pożreć! – usłyszała, zanim jeszcze rozpoznała do kogo należały otwarte szeroko ze strachu złociste oczy. – Nie będę niczyim obiadem!
I can't take the pressure
– Kise? – Zamrugała oczyma ze zdziwienia i spróbowała lekko go od siebie odsunąć, ale jej dłoń przeleciała na wylot przez jego ramię. – Nie… – Zauważyła łańcuch przytwierdzony do jego klatki piersiowej. – Nie, nie, nie…
– Minako. – Nawołujący ton głosu Ryoty wyrwał ją z odrętwienia. – Ona chce dostać jakiegoś króla, mówiła, że go potrzebuje.
– Ona?
– Ta twoja niebieskowłosa przyjaciółka! Jaggerjack!
– Och. Ona już chyba nie jest… – Skarciło ją pełne gniewu i strachu miodowe spojrzenie. – Dobrze. To znaczy… Niedobrze. Jezus Maria, ty przecież nie żyjesz! Jak to się stało! Czy to Grimmjow? Przez to, że cię faulował? Co się, na Boga, stało!
– Pieprzyć waszego cholernego skrzydłowego! Błagam! Nie pozwól mnie zeżreć!
– Ale o czym ty mówisz?!
– O tym wielkim kolorowym bydlaku w szatni! Tym, który wystaje z twojej koleżanki!
Zanim zrozumiała, zanim poskładała wszystko do kupy, łańcuch przytwierdzony do piersi chłopaka naprężył się, a szarpnięcie spowodowało, że dusza straciła równowagę i runęła na plecy. Próbował walczyć, półprzezroczyste palce darły parkiet, ale kolejne szarpnięcia wciągały go coraz głębiej w kłąb biegających po boisku postaci, z czego połowa przeskakiwała nad nim z okrzykami zdumienia, przerywając grę.
– Nie daj mnie zjeść! – Kise wciąż patrzył na Kurosaki. – Nie pozwólcie mu więcej nikogo sfaulować! – Nim zniknął z powrotem za drzwiami szatni, zdążył jeszcze wskazać na Grimmjowa, który stał na środku boiska, marszcząc brwi i przyglądając mu się z uwagą.
Sędzia przerwał mecz, widząc dziwne zachowanie drużyny Karakury, a wokół Minako wybuchło zamieszanie. Shinigami tłoczyli się koło niej, próbując dowiedzieć się, co się stało.
– Zrobiłaś pogrzeb duszy?
– Coś poszło nie tak?
– Kim on był?
– Idioto, przecież przed chwilą graliśmy przeciwko niemu!
– Czy to Grimmjow go tak urządził?
– Kurosaki. – Spokojny, głośny głos uciszył wszystkie pozostałe. – Czego chciała ta dusza? Odprawiłaś ją, jak należy?
Minako podniosła wzrok na szare, chłodne oczy.
– A czy to wyglądało, jakbym zrobiła w ogóle cokolwiek? – Jej piwne oczy wypełniły się łzami. – Stałam tylko i patrzyłam, a on… Nie wierzę, że on nie żyje.
Don't tell me to be strong
– Czyli nic nie zrobiłaś?
– Gdzie wy macie oczy, kapitanie! – krzyknęła na Byakuyę, ten jednak już na nią nie patrzył.
– Renji, udajcie się za tą duszą i odprawcie ją na tamten świat, tak, jak na Shinigami przystało – zlecił, a Renji skinął głową. – Co za czasy, żeby nominowali na kapitańskie stanowiska kogoś, kto nie potrafi dobrze wypełnić swojego podstawowego zadania.
Szare spojrzenie omiotło z góry Kurosaki, która próbowała powstrzymać  Renji’ego przed wykonaniem rozkazu, przytrzymując go za rękaw. Z tego, co mówił Kise, wynikało, że najprawdopodobniej był za to odpowiedzialny Kirai. Jeśli więc teraz ktoś znajdzie w szatni Ikari i wyjdzie na jaw, że poddała się nielegalnej hollowfikacji… To nie było jednak najgorsze, co mogli zastać za tymi drzwiami. Wyobraźnia Kurosaki podsyłała jej wizje Hagane, taplającej się w krwi swojej ofiary. A linia obrony, że nie zrobiła tego ona, tylko Pusty, którego sama do siebie zaprosiła, jedynie pogorszyłaby sprawę. Tylko jedna osoba mogła pomóc teraz Ikari i ona sama też o tym wiedziała.
– Grimmjow – powiedziała na głos i szarpnęła Renji’ego za rękę, tak, że musiał wreszcie na nią spojrzeć. – Pozwól jemu się tym zająć.
– To nie należy do jego obowiązków. To Arrancar, zapomniałaś? Podobno jest królem. Jego poddani wcinają na przystawkę takie dusze, jak ta przed chwilą.
Minako zzieleniała, próbując oddalać od siebie wizje, w której Ikari–demon pożywiała się ciałem blondyna, tymczasem Abarai wyrwał rękę z jej uścisku i ruszył do szatni, wykorzystując powstałe na boisku zamieszanie, żeby połknąć pigułkę z zastępczą duszą, która przejęła jego gigai.
– Szlag by to trafił – klęła Minako i zaczęła rozglądać się w poszukiwaniu Jaegerjaqueza. Cały ten pomysł, żeby zawrzeć przymierze z Hueco Mundo i jego królem jeszcze nigdy nie podobał jej się tak bardzo, jak teraz, tylko dlaczego wtedy, gdy był wreszcie potrzebny, Szósty musiał gdzieś wsiąknąć? – Gdzie jesteś, no gdzie, ty niszczycielska mendo…
 Nawet kiedy wspięła się na drugi rząd trybun, nigdzie go nie dostrzegła. Wniosek był jeden. Grimmjowa nie było na boisku.

Czacha

– Miałeś to, kurwa, zrobić dyskretnie…
– ZDARZYŁO CI SIĘ KIEDYŚ DYSKRETNIE KOGOŚ SPRZĄTNĄĆ?
– Hm…
– TAK MYŚLAŁEM.
– Nie pyskuj, ty opierzony syfie, bo…
– ZAMKNIJ SIĘ I ZAŁATW MI RESZTĘ.
Zamknij się? To było, kurwa, do mnie?!
– A WIDZISZ TU JESZCZE KOGOŚ?
– Jak śmiesz…
– FAKTYCZNIE PYTANIE NIE NA MIEJSCU. JEDNOOKI.
– Ty ścierwo… Zabiję cię.
– DOTKNIJ MNIE KUTASIE TO CI TE WSZYSTKIE RĄCZKI POODPADAJĄ.
– Masz kurwa szczęście, że jeszcze jesteś potrzebny, inaczej przetrąciłbym ci ten zasrany łeb.
– ZAŁATW MI RESZTĘ.
– Resztę dostaniesz po robocie, o ile kurwa w ogóle.
– SĄ MI POTRZEBNI TERAZ.
– Możesz mi skoczyć. Trójka wystarczy. I tobie, i nam.
– TO ZA MAŁO…
– Za mało?! Za trzy trupy wylądujesz wreszcie w tym waszym zasranym Muken!
– A JEŚLI NIE?
– Jeśli nie, wepchniemy cię tam inaczej, gnido. Ktoś już nad tym pracuje.
– DO TEGO CZASU CHCĘ POZOSTAŁYCH. CHCĘ TEGO RÓŻNOOKIEGO GNOJKA I RESZTĘ JEGO KUMPLI.
– Powiedziałem ci, kurwa, że dostaniesz ich, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem. Pamiętaj, że nikt się nie może o tobie dowiedzieć.
– KTOŚ JUŻ WIE.
– Jeśli będą się wcinać, pozbędziemy się ich. Póki co nie rozrabiaj już, skurwysynu.
Odczekał jeszcze chwilę, a kiedy głosy już się nie odezwały, trzasnął pięścią w otwartą szafkę i wyszedł z cienia, uwalniając całą swoją energię, którą do tej pory ukrywał.
– Chodź tu, skurczybyku… – Zacisnął po kolei palce na gardle Jaggerjack, kiedy tylko namierzyło go kolorowe spojrzenie. –  Musimy pogadać.
get into the system
We both know you'll need one



Uderzyła o ziemię plecami. Całe powietrze uszło z jej płuc i przez długą chwilę nie mogła złapać oddechu. Przewróciła się na brzuch, zacisnęła dłonie na kępach bujnie rosnącej bazylii i przytrzymując się jej, wstała na nogi. Nic się tu nie zmieniło od czasu, gdy była tu po raz ostatni. A nie bywała tu często. Nie tylko dlatego, że nie była tu mile widziana, sama też unikała tego kolorowego miejsca wewnątrz niej. Trzymałaby się z daleka, a najchętniej eksmitowała wszystkie kolory, ale już nie miała tu takiej władzy, jak kiedyś. Kiedyś łąki nie porastała ta przeklęta bazylia, a biały lew o bujnej grzywie, w której połyskiwały srebrne nitki, hasał swawolnie po jej wewnętrznym świecie.
Gdzie on teraz był? Gdzie był Shiraion?
Kiedy tylko o tym pomyślała, potknęła się o coś. Wsunęła dłonie w zieleń i rozgarnęła na bok gąszcze liści. Były tak wielgachne, że mogłaby się założyć, że to właśnie Kirai wymyślił GMO.
Schyliła się i podniosła z ziemi łańcuch. Był taki sam, jak ten, który łączył ją z lwem, gdy aktywowała bankai. Nawet jej dłoń była nim skuta. Dziwne, że nie zauważyła tego od razu. Szarpnęła łańcuchem w nadziei, że siwogrzywy lew wyłoni się zza łodyg, ale tylko zarzuciła na siebie sploty żelastwa. Łudziła się jeszcze moment, szarpiąc wściekle za ogniwa, w końcu zrezygnowała. Łańcuch rozwijał się i rozwijał, zdawał się nie mieć końca. Ciągnął się po ziemi i ginął wśród bazylii. Może sięgał aż po horyzont, gdzie zakrzywiał się świat.
At the tip of the needle
A może to też trik. Wszystko to jakieś chore, cholerne, diabelskie sztuczki.
INDYGO. INDYGO. BĘDZIESZ MOIM SZÓSTYM KOLOREM. POZWOLISZ ŻE WYRĘCZĘ CIĘ Z OBOWIĄZKU ÓSEMKI? TYM RAZEM. ALE PRZECIWKO SZÓSTKOM TEŻ NIC NIE MASZ CO NIE?
– Mów na głos. Wyjdź z mojej głowy chociaż tutaj!
– Wiedziałaś, że „indygo” to synonim cyjanu? – Kirai wyłonił się spośród gąszczy kilkadziesiąt metrów dalej niczym fontanna barw. – Wiesz, że cyjan wykorzystywany jest jako tworzywo dla innych barw? Albo że chabrowy leży tylko o jeden stopień niżej od koloru indygo?
– Co ty znowu pierdolisz.
– Och, jestem znawcą w tych tematach, zaufaj mi. – Wachlarz jaskrawych odcieni przesłonił cały jej mały świat, gdy Kirai rozłożył skrzydła. – Jestem ekspertem. Zrobię z ciebie taki kolor, jaki tylko zechcę. Znam się na tym.
– Mam to w dupie, Kirai. Ciebie i twoje zakichane pomysły. Koniec z tym.
– O nie, kochanie, to dopiero początek.
Poleciała kilka kroków w przód, gdy coś pociągnęło ją za rękę. Łańcuch był naprężony. Podążyła wzrokiem wzdłuż linii, którą tsanowił i u jej kresu napotkała szalone, wielobarwne spojrzenie.
– Musisz mnie spuścić ze smyczy, Ikari. – Pusty szarpał za obroże, która skuwała jego szyję. – Już czas. Jesteś mi to winna.
– Nie jestem ci nic dłużna.
Hollow znowu pociągnął za łańcuch, a jego dziwaczne, chociaż łagodne rysy wygięły się w maskę szkaradztwa. Ikari zapierała się co sił w nogach, ale i tak powoli orała piętami ziemię, przybliżając się do niego. Kolory rosły jej w oczach, ręce słabły, próbując ciągnąć łańcuch w swoją stronę. Pusty był silniejszy. Jego uśmiech rósł.
It's taking over you

– Poddaj się, Ikuś, bądź grzeczną dziewczynką.
Zacisnęła usta. Barwy się rozwarstwiały. Wszystko zrobiło się niebieskie. To nie była pora na czcze pyskówki. Nie będzie marnować na nie sił.
– Grzeczną? Jakby to było w ogóle możliwe. – Ktoś marnował je za nią. Stał za jej plecami, czuła jego obecność. I znała ten głos. Podobny do esencji pogardy. Poczuła kolejne szarpnięcie, ale tym razem to Kirai przechylił się wprzód. Czyjeś ręce trzymały łańcuch wraz z nią, wraz z nią stawiając opór Pustemu. Kirai ryknął krótko, ale zaraz się rozpogodził.
– Myślisz, że to coś zmieni?
Kirai  odzyskał równowagę i pociągnął łańcuch w swoją stronę. Ogniwa chrzęściły, naprężając splot. Zanim znów zyskał przewagę, wszystko zrobiło się fioletowe.
– Zawsze można spróbować – oświadczył leniwy głos i Ikari poczuła, że łańcuch staje się jeszcze lżejszy.
Kirai ryczał, błysnęło złote światło, jakaś energia znów odciążyła Jaggerjack w mocowaniu się z Pustym. Siły się wyrównały. Ale to ciągle było za mało, by przewyższyć Kiraiego.
– To nie wystarczy! Oni ci nie pomogą. Nie po to ich tu ściągnęliśmy. Nie powstrzymasz mnie!
Oh, why can't you let go?
Starała się ignorować jego i te jadowite gadki. Czuła, że gdyby tylko naprawdę mocno się skupiła, znalazłaby w sobie jakieś nieznane pokłady mocy. Czuła, że mogłaby wygrać. Przeciągnąć go na swoją stronę. Dosłownie albo w przenośni. Zależy gdzie znajdował się ten świat. A może tylko tak jej się wydawało, bo czuła, że ma za plecami oparcie. A może po prostu w tej czarniejszej głębi duszy tego nie chciała. Może Kirai o tym wiedział, dlatego wciąż się uśmiechał.
– Jesteś moja. Zawsze byłaś moja.
– Tch. Takiś, kurwa, pewny? – Jeszcze jeden głos, szyderczy, naszpikowany zuchwałością, był jak trzask piorunów rozrywających zbyt spiętą ziemię. Potrzebny. – Ktoś ci naopowiadał niezłych bzdur, koleś.
Wszędzie poznałaby tą drwiącą barwę. Zobaczyła przed sobą jego plecy. Szerokie, tylko połowicznie osłonięte białą kurtką.
– Ciebie tu nie zapraszałem.
– Nie potrzebuję twoich zasranych sztuczek, żeby dostać się tam, gdzie się lęgnął takie puste ścierwa, jak ty. Jestem królem, a ty rościsz sobie za duże prawa do mojego terytorium. – Podrapał się po wystającej spod kurtki szóstce, a drugą ręką złapał za łańcuch. – Dosyć tego.
This is no place to build your home
Ziemia się trzęsła, niebo się kruszyło. Wystarczyło jedno królewskie szarpnięcie. Ogniwa pękały, rozsypując się dookoła. Cały świat Ikari tracił równowagę.

Wyciąganie Ikari ze szpon Pustego nie zajęło mu więcej, niż kilka sekund. Wiedział, że to było to jedynie tymczasowe rozwiązanie, ale nie miał teraz czasu, by raz na zawsze rozprawić się z Kiraim. Musiał przecież ogarnąć ten burdel, którego Ikari narobiła wraz ze swoim Pustym. Inaczej na pewno podejrzenia dotyczące śmierci tych gówniarzy padną również na niego. W końcu to on kontuzjował każdego z nich
– Kurrrwa, co za syf. – Grimmjow puścił Ikari i rozejrzał się dookoła, kręcąc łbem i prychając. – Upierdoliłaś całą szatnię. Nie mogłaś ich zabijać w jednym miejscu?
Hagane wciąż dygotała, ale starała się uspokoić, oddychając głęboko. Dreptała w kółko po szatni, a jej trampki zostawiały za nią krwawe ślady.
– Przestań tak łazić, bo mnie wkurwiasz! I wyłaź z tego uświnionego gigai! – Nie czekając na jej reakcję, przytrzymał Jaggerjack za ramię, gdy przechodziła obok niego i zamachnął się ręką. Ikari zmrużyła oczy i instynktownie wyciągnęła przed siebie ramię, pewna, że Grimmjow chce ją uderzyć. – Nie bój się, głupia – zawarczał Szósty. Poczuła potężne klepnięcie w plecy. Energia duchowa Jaegerjaqueza wypchnęła ją z zastępczego ciała. – Chcesz, żeby cię wsadzili do tego waszego pierdla?!
Prychnęła, ale nic nie odpowiedziała. Prawda była taka, że nie była w stanie trzeźwo myśleć. Gdyby nie Szósty, pewno dalej siedziałaby przy trupie Daikiego, czekając aż przybędzie po nią Rada.  Speszona wsadziła ręce do kieszeni kosode i przyglądała się Grimmjowowi, który szukał czegoś po obszernej hakamie.
– Gdzie to, kurwa, jest!
– Tego szukasz? – Wyciągnęła mały, zimny sześcian, który znalazła we własnej kieszeni.
– Skąd to masz, do cholery?!
– Zdaję się, że Kirai gwizdnął ci je wczoraj, kiedy byliśmy najebani. Pewno dlatego wychodził z gigai.
– Skurwiel. – Grimmjow złapał caja negaction, które mu rzuciła. – Na chuj mu to było.
– Może po to, by upewnić się, że nie zrobisz tego, co teraz zamierzasz.
Obserwowała jak Arrancar układ ciała w stos, próbując opanować mdłości. Jednak kiedy rzucił na samą górę jej zakrwawione gigai, a następnie przebił je wszystkie dłonią, aktywując w ich gąszczu caja negaction, odwróciła się, czując nawracające dreszcze.
– Wymiękasz? – usłyszała pełne kpiny pytanie tuż nad swoim karkiem. – Już możesz się odwrócić, tchórzu. Posprzątałem po tobie.
– Nie nazywaj mnie tak – warknęła, wciąż zbyt spięta, by się odwrócić. – Po co to robisz?
– Nie dla ciebie, wyluzuj. Nie chcę żeby wasze pierdolone Gotei uznało, że złamałem jakieś cholerne przymierze, czy coś.
– A niby od kiedy ci zależy na ich opinii, co?
Grimmjow tylko warknął i odwrócił ją w swoją stronę. Miała zaciśnięte mocno powieki, ale uchyliła je, wyglądając zza Espady z trwożną ciekawością. Ciała zniknęły. Teraz tylko rozbryzgi i kałuże krwi świadczyły o tym, że doszło tu do mordu.
– Wciąż jest brudno.
– Podłogi zmywać nie będę, kurwa mać.  
Prawie zachichotała histerycznie, ale wtedy usłyszeli skrzypnięcie drzwi. Ogarnęła ją panika, ale uspokoiła się, gdy Grimmjow wziął ją za rękę i pociągnął za sobą. Nie odważyła się odezwać, dopóki nie oddali się od szatni.
– Dokąd idziemy?
– Chciałaś pieprzyć króla? To chodź i nie marudź.
Znaleźli się na dachu szkoły.
– Zaczekaj tutaj – zażądał, odwracając się z powrotem, ale Ikari wciąż nie puszczała jego dłoni. Rzucił jej spod ciężkich powiek kobaltowe, uważne spojrzenie. – Muszę znaleźć tego chuja – wytłumaczył i zabrał rękę. – Wiem, że się tu kręci, ten jednooki gargulec. Rozmawiałaś z nim, zanim przyszedłem.
Ostatnie zdanie zabrzmiało jak wymówka. Ikari patrzyła na jego plecy, gdy znikał w ciemności, jaka rozlewała się za drzwiami szybu, który zaprowadził ich na dach. Usiadła na skraju budynku, spuszczając nogi w przepaść. Próbowała zebrać myśli, wymyśleć jakiś plan działania. Szum miasta tuż pod nią koił nerwy. Nie zauważyła, gdy ktoś zakradł się do niej i kiedy usłyszała za sobą chrząknięcie, prawie runęła w dół. Ktoś złapał ją za przedramię i wciągnął na dach.
– Renji! – wydarła się, łapiąc się za serce i patrząc z oburzeniem na czerwonowłosego mężczyznę. – Zgłupiałeś?! Chciałeś mnie zabić?!
– Ja ciebie? – Usta porucznika wygięły się w pogardliwym uśmiechu. – Chyba było jakoś na odwrót, z tego, co pamiętam.
Na czoło Hagane wystąpiły zmarszczki, gdy przyglądała się Renji’emu. Nie podobało jej się jego zimne spojrzenie. Nie była do niego przyzwyczajona.
– Nie masz mi nic do powiedzenia? – Jego ton głosu też jej się nie podobał. Milczała, próbując rozgryźć, co się dzieje. – Szkoda. Za to ja mam coś dla ciebie.
Wyciągnął do niej kopertę. Była zalakowana, dostrzegła odciśniętą pieczęć Rady. Otwierała ją z narastającym niepokojem. Ale przecież nie mogło ją spotkać już dzisiaj nic gorszego. Tak pomyślała, zanim zaczęła czytać treść zawiadomienia. Kiedy skończyła, podniosła pełen niedowierzania wzrok. Abarai uśmiechał się triumfująco.
– Renji… Chyba w to nie wierzysz?
– Zadajesz się z Piątym Espadą, atakujesz poruczników Gotei i naprawdę myślałaś, że nikt się nie dowie? – Pozbawiona zwykłych, ciepłych uczuć twarz Abaraia przypominała odlane z brązu popiersie. – To co? Pójdziesz ze mną po dobroci, czy mam użyć siły?





___________
A że mamy łańcuchowy rozdział, to mamy też Grimmjowa na łańcuchu! :D Art autorstwa Tris, która dobrze wie, o jakie emocje przyprawił mnie ten arrrrt.

28 komentarzy:

  1. Yeyeyeyeyeyeyeyeyeyeyeyeyeyeyeyeye! Aż na mnie ludzie spojrzeli, kiedy się zdziwiłam, że rozdział jest. OMG! O najwyższy iluminato stanów teksańskich i ziemii chełmińskich!
    Tym wstępem postawiłaś mnie w najwyższej gotowości i takim napięciu, że zapomniałam o tym, że miałam zjeść obiad, a dodam, że głodna byłam nieziemsko. Cały 2gi akait <3 i ten mjuzik.
    Pióro utknął mu Kirai w ranę, bo? Ok genialna logika zdania... Ale to pióro, bo co bo na pamiątkę? Czy przejmie nad nim kontrole, czy so kufa?
    "Na dodatek, przy wykonywaniu rzutu, Kise ośmielił się skopiować taktykę Grimmjowa (która generalnie opierała się na tym, żeby zniszczyć wszystko i wszystkich, a przynajmniej kosz), co bardzo szybko przepłacił zdrowiem. Dosłownie, bo Szósty przy najbliższej okazji pociągnął mu z łokcia i to tak solidnie, że blondynowi buchnęła krew z nosa."
    Oj ten Grimm taki niedelikatny...
    Renji!
    "– Jak ci się tak bardzo chce na lody, to może odpalę ci piątaka i pójdziesz sobie kupić jakąś algidę? "
    Yeyeyeyeyey! Piękne <3
    I to już koniec, czy te dodatkowe strony to prawda, jeżu jak ja bym chciała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ^^ Będą, będą, własnie nad nimi pracuję ;P
      A ja mam legendy i behind, ja widzę, że są, ale powiedzialam sobie, ze pojde czytac dopiero w nagrode jak sie wreszcie uporam z tym rozdialem swoim~!
      ...
      no dobra, ballroom przeczytalam -.-
      ie umiem klamac nawet przez internet -.-
      niemniej, komentarze i legendy zstawilam sobie za motywacje!
      !
      chyba jeszzce bedzie o tych piorach. chociaz tu juz kiras co nieco zdradził, ale w sumie wprost nigdzie nie mam wyjasnien ;D chyba... nom. Ale ja uwielbiam interpretacje ;) Bardzo ;)

      Usuń
  2. Ahahahahahahahaha!!
    Yeah!! Kurwa!!
    Juz idem czytac, mamo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja pierdolę, Wilczy, przeszłaś samą siebie z pierwszym fragmentem.
    Az mnie zmroziło po prostu. Łoł, nie otrząsnę się z tego rozdziału przez najblizsze parę dni.
    Wstawiaj drugi part! Natychmiast.
    I hej, czekajcie, czy ten rozdział znaczy, ze Tris nie napisze GrimmNel? EEEEJ!!! Nie liczy się no!
    I wreszcie to padło! Potrzebuję króla pustych! Taaak! TAAAAAK!! Kocham Cię!
    W ogóle rozmowa Ikari i Kise tak bardzo na miejscu. Gadka o pierdołach na tle makabrycznej zbrodni. Tylko Hagane mogła coś takiego zrobic. <6 <4
    Renji! Ale poczekaj, poczekaj... Chwilunia... Niech no ja siem zastanowiem... Po drugiej częście moze coś dopowiesz w temacie, ale mnie to nurtuje. No no. I gdzie szlachta?!

    – No. Wyglądałaś, jakbyś próbowała zabić komara, ale… No

    Ja czuję, ze Ichigo miałby więcej pięknych momentów na Drodze.

    Czy gdybym chciała sobie sprawic prezent na Święta (jakiekolwiek) i wydrukowac Drogę w pojedynczym egzemplarzu, podpisałabyś mi ją?

    Daj mnie częśc drugą, cobym mogła dogłębnie skomentowac. Alez ja czekałam na ten rozdział!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobieto moja kochana. Ba! Kobieto mojego zycia! Ja Ci jestem skłonna tą Drogę całą yebaną własnoręcznie przepisać na pergaminie, kuźwa, z ery przed espadowej, jesli tylko, kuxwa, zechcesz. I podpisac krwią. Kuźwa! Dla Cb wszystko! :D

      Usuń
    2. Powiedziałaś! Kuwa, idę sprzedac nerkę i kupię Ci ten pergamin! Pierdolę. Tylko piórem od Kirasia proszę! Njebieskim!! <3 <3 <3
      Idę czytac.

      Usuń
  4. Ja chciałam skomentować. Ale poległam na: " I strach. Bo czegoś bardzo się boję. Chociaż wychodzę przed szereg, drąc w niebogłosy bojowe hasła. Moje instynkty są tak samo pierwotne, jak twoje. Może boimy się tego samego? Może boimy się samotności. My, niebieskiej natury, musimy trzymać się razem. Inaczej będziemy się trząść ze strachu. Całe jebane życie."

    I ja nie wiem, kiedy się podniosę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zalozylam sie sama ze soba ze mi zacytujesz ten fragment. takze ide se kupic piwo. zawsze se jakos mozna wytlumaczyc swoj alkoholizm.

      Usuń
    2. No ale żeby to jeszcze po przeczytaniu przyszło we śnie, to ja nie wiem, co będzie po Błędach.

      Usuń
  5. Renji bydlaku zazdrosny... Smutne, aż żal patrzeć. Kiedy Grimmuś tak się stara wygrać. No co on robi, no co?
    Noł łej! Noł łej! Byakuś na boiskuuuuu!!!! Noł łej!
    "– Wam już żadna gumka się nie przyda. – Spojrzenia kapitana Kuchiki powędrowało na boisko, gdzie cheerleaderki Toutou dawały popis nie tyle umiejętności akrobatycznych, co smukłych, wysportowanych, nastoletnich ciałek, ale nie odnalazł wśród nich tej, której się tam spodziewał."
    OMG jakiiiiii pooooociiiiisk! O jaaaa!
    Ikkaku <3
    "– HWDP ciotom z sektora gości! – darł się łysy, ale jakoś nie mógł poderwać na te hasło reszty publiki, co nie przeszkadzało mu pokrzykiwać je coraz głośniej."
    Srlsy, a ja planowałam mu z czasem debiut na behindzie bo go jeszcze nie było, ale teraz sie serialnie boję, że dorośnie do pięt Drogowemu sobie. Hlip, hlip.
    "– Nie potrzebuję twoich zasranych sztuczek, żeby dostać się tam, gdzie się lęgnął takie puste ścierwa, jak ty. Jestem królem, a ty rościsz sobie za duże prawa do mojego terytorium. – Podrapał się po wystającej spod kurtki szóstce, a drugą ręką złapał za łańcuch. – Dosyć tego."
    Król! Król!
    "– Przestań tak łazić, bo mnie wkurwiasz! I wyłaź z tego uświnionego gigagi!"
    Pedał! Pfu! Pedant!
    "Teraz tylko rozbryzgi i kałuże krwi świadczyły o tym, że doszło tu do mordu.
    – Wciąż jest brudno.
    – Podłogi zmywać nie będę, kurwa mać."
    Następny art: Grimmjow z mopem ^w^
    "Ikari patrzyła na jego plecy, gdy znikał w ciemności, jaka rozlewała się za drzwiami szybu, który zaprowadził ich na dach."
    Jestem zmęczona i przeczytałam cośtam plecy, gdy znikał w ciemności, jego jajka rolały się za drzwiami... >.< Źle ze mną, oj źle...
    I omg, wstawiłaś tego arta, whyyyy >.< Mroczna tajemnica sie wydała.
    Rozdział super, jak zawsze czekam na next.
    Pozdroooo ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. "A proszę cię bardzo! Nie zależy mi! Nie chcę być częścią twojego planu!
    ALE BĘDZIESZ. JESTEŚ MOIM GRZECHEM. JESTEŚ MOIM GNIEWEM. MOIM KOLOREM INDYGO.
    Ty daltonisto zasrany. Wypad, ale już!
    GDYBY TO BYŁO TAKIE PROSTE.
    Mogę ci pomóc, kopa w dupę zasadzić, popierdolcu, nadużyłeś mojej gościnności!
    CZY TY ABY NIE LEKCWAŻYSZ NIECO POWAGI SYTUACJI?"

    Tak, tak, tak. Zniszczenie. Bardzo ładnie.

    O ja pierdolę... Właśnie skończyłam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Znając go, nadal się dziwię, że on tak umie. Renji, ty szmato.
    Ja się już nie nie lubię z Kiraim. Ja się go zaczynam bać. I to nie dlatego, że tak łatwo morduje, kąpie się w krwi, tylko, że jest kolorowy, jest nienawiścią, jest... przerażający wtedy, kiedy siedzi na tej łączce i pielęgnuje swoją bazylię. A najbardziej przeraża mnie to, że chcę, żebyś go spuściła z łańcucha.
    Jedyne, czego nie jestem pewna, to Grimmjowa. Ja już nie wiem, serio, nie wiem, choć wiem i to jest bolesne. To w chuj boli. Ale to jest dobry ból.
    A Byakuyi to tą porcelanę potrzaskam. A na szaliku go powieszę. Ale i tak tak się komponuje w tym wszystkim idealnie z całą swoją szlachecką dupą.
    I Must w różowej koszuli!
    A jak przeszłam do fragmentu błagania Kise, miałam łzy w oczach i ścisneło mnie w żołądku i nie chce puścić!
    I MADARAME <3 <3 <3
    [grimm killersowy nie dorasta do pięt grimmowui drogowemu].

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pierdolenie. czekam na kilersowego, długo juz, wiesz?

      Usuń
    2. nie wiem czemu, ale grimmjow killersowy wydaje mi się spedalony.trzeba coś z tym zrobić.

      Usuń
  8. Wilczy, obawiam się, ze nie będę w stanie tego skomentowac. Porzuciłam dla rozdziału naukę na prawko (wypadałoby je wreszcie zrobic) i mózg rozjebany. Wiesz co... A pierdolę, niech będzie. Za przepisaną Drogę na pergaminie zobowiązuję się dostarczyć Ci wypracowanie na temat Drogi. Chuj, i tak nie mam co robić ze swoim życiem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ogarniam wiele rzeczy i nawet wydawało mi się, że Twój geniusz do nich należy. Chuja. Nie ma tak dobrze. Nie spodziewałam się czegoś takiego - to raz, ale Ty masz to do siebie, że zaskakujesz przez całą Drogę. Dwa, że jak to wszystko czytam to otwieram oczy i myślę "no kurwa, dlaczego ludzie nie piszą peanów na Twoją cześć? Dlaczego Droga nie ma miliona czytelników, choć na to zasługuje?" i dochodzę do wniosku, że dzisiaj im coś lepsze, tym mniej ma odbiorców. Smutne stwierdzenie, noale inaczej nie wytłumaczych zachwytów nad Grejem&Edziem, nie ważne.
    Uważam, że frazy jak "zaskakujące zwroty akcji", "talent do porywania czytelników" oraz "niebanalne charaktery postaci" zostały stworzone dla Ciebie. Tak, tak, i gdybyś chciała dowodu to se, proszę ja Ciebie, przeczytaj Drogę.
    Pisałam to już na pewno parę razy, ale uwielbiam Drogę. Ej, jak uda mi się ją wydrukować, to to będzie jedna z książek (w prywatnym zbiorze, do jasnej cholery, i pójdzie ze mną do grobu! Albo nie, niech potomni wiedzą, z jakim geniuszem przyszło mi obcować, tylko zapiszę w testamencie, że nigdy nie wolno temu dziełu opuścić mojej rodziny. Nigdy, kurwa, a wiem że łatwo nie będzie, bo w końcu ten egzemplarz będzie wart dobrych kilkadziesiąt tysięcy, jeśli nie milionów) do której będę wracała regularnie! Mam parę takich ulubionych i za nic bym ich nie oddała. A chuj, niech mi zabierają organy, książek nie dostaną! W ogóle czuję wielki smutek, bo czuję, że powolutku, ale szybciej niż wcześniej, zbliżamy się do końca. Nie bawi mnie to ani trochę. Dlaczego wszystko co dobre musi się kończyć? Hehe, zapytajmy o to Grimmjowa... Dobra, nie pytałam!
    Powiem Ci coś, Wilczy. Sienkiewicz jest jednym z moich ulubionych pisarzy. Oczywiście, tematy o których pisał, są dla mnie interesujące, w końcu maniak historyczny ze mnie etc. Ale w mojej opinii posiadał coś, co dzisiaj, prawie sto lat po jego śmierci, nadal wprawia w zdumienie. Facet porywa czytelnika do swojego świata, czy w Quo Vadis czy w Potopie, i ja mam wrażenie, że idę razem z tymi ludźmi, przeżywam to co oni (no kurwa, ostatnio ryczałam w autobusie jak przeczytałam, że Ligię zamknęli w więzieniu), bawię się jak oni i czuję w serduchu coś na wzór ich cierpienia. Według mnie masz ten sam talent i gdybyś zdecydowała się wydać coś swojego (Boru, jak to tandetnie brzmi, nie? Ludzie wszędzie coś pieprzą że "wydaj swoją książkę" etc i mam ochotę ich hejtować. Ja pierdolę, ale ze mnie hipokrytka!) to kurwa, jako pierwsza bym kupowała. Właśnie jebłam największy komplement ever. Porównałam Cię do Sienkiewicza, jak Ci się to nie podoba, to spróbuj mnie stąd wyprosić.
    Nie, chodzi mi o to, Wilczy, że mam radochę jak czyta rozdziały. Że zostawiam wszystko i lecę bo "Grimmjow znów robi sajgon". I jak coś mnie bawi to się śmieję na głos, a bawi mnie na Drodze sporo rzeczy. A jak coś frustruje, to klnę otwarcie. Jeżu, ostatnio przy Pani Matce mi się wyrwało. Jakie ostatnio, wczoraj, jak czytałam pierwszą część. Mówię "Kurwa, Wilczy, ale doje..."
    "Rhan!"
    "No bo przeczytaj to no!" Mam, kurwa, szlaban na używanie słów cholera, kuźwa, zamknij się bo jesteś adoptowana, rodzice kochają mnie bardziej, i parę innych, dzięki.
    Ale... Jakby to ładnie ubrać? Jak czytasz coś dobrego, to wiesz, że to jest dobre. Sprawia Ci przyjemność czytanie, jednych bohaterów lubisz, innych nienawidzisz (Szayel, spadaj sobie do wulkanu, kurwo), trzecich hejtujesz bo są tak głupi, że ani to ich lubić ani nie lubić. Za to kocham czytać. Drogę uwielbiam za charaktery, odzywki, akcję, psykówki, Ulquiorrę, Karakurę, Pokolenie Cudów, Ulquiorrę, nieudane momenty, drugie dno, teorie spiskowe, Kiraiego, gniew, nostalgię, czułość, odkrywanie ludzkiej natury u Arrancarów i Shinigamów, Bankai, Cero, Aizena, Caja Negation, Panterę.
    Nie umiem się kurwa wypowiedzieć. O. I taki jest skutek czytania. Zacznę się uczyć słownika na pamięć, może pomoże.
    AAAAAAAAAAA!! Czy ja zawsze muszę mieć takie rozkminy?! No kurrrrwa no!

    OdpowiedzUsuń
  10. "– Wciąż jest brudno.
    – Podłogi zmywać nie będę, kurwa mać. "
    I słusznie. Bardzo słusznie i bardzo królewsko. A co on, konserwator powierzchni płaskich?

    " ale Ikari wciąż nie puszczała jego dłoni. Rzucił jej spod ciężkich powiek kobaltowe, uważne spojrzenie."
    Jak bardzo mi uwierzysz, jeśli powiem, że IkaxGrimm to mój ulubiony paring ever?

    "– Zadajesz się z Piątym Espadą, atakujesz poruczników Gotei i naprawdę myślałaś, że nikt się nie dowie?
    Znaczy, czekaj... Jaki piąty? Jak?! Kurwa, ale...! Przecież piąty to Nnoitora! No to... Yh, to Kirai! Renji, ty durny ty! I czekaj, czego się Rada dowiedziała? Że Ikari tak się zachowywała czy że Ikari ma Pustego? Uhuhu, bo jak tego drugiego to i Kisuke powiniene mieć przekurwio... Znaczy się, przerąbane.

    W ogóle nie. Byakuya na boisku. I ta gumka! Ja jestem w szoku, ale nie mam wątpliwości. On by to zrobił. Dla ratowania honoru swojego oddziału. O ludzie, i jak on to wszystko pięknie pod ten honor podciąga!

    "Jezus Maria, ty przecież nie żyjesz! Jak to się stało! Czy to Grimmjow? Przez to, że cię faulował? Co się, na Boga, stało!"
    Minako w ogóle się charakteryzuje taką mądrością. Chociaż w zasadzie to nie zdziwiłabym się, Grimmjow do wszystkiego zdolny. A że ktoś kopnął w kalendarz bo dostał od niego strzała... No, zdarza się.

    "– HWDP ciotom z sektora gości! – darł się łysy, ale jakoś nie mógł poderwać na te hasło reszty publiki, co nie przeszkadzało mu pokrzykiwać je coraz głośniej.
    – Czy jemu całkiem już się mózg usmażył pod tą łysą czachą?(...) Ktoś powie temu cymbałowi, że to my jesteśmy sektor gości?! (...) I niech mu ktoś wyjaśni ten skrót!
    Ikkaku wymiata w tym rozdziale, zresztą jak Ichigo. Niby malutkie role, ale po prostu robią piorunujące wrażenie.

    "– Oby tylko nie próbował użyć Senbonzakury na pierwszym przeciwniku"
    Ahahahaha! O ja pierdolę... Wyobraziłam to sobie.

    "– Że środowisko trenerów jest homoseksualne.
    – Tak, wszyscy kazali cię pozdrowić – prychnął pułkownik i obdarzył go pełnym zawodu spojrzeniem z kategorii „Na więcej cię nie stać?”. – I tego małego kapitana Hitsugeja też."

    Nie za dużo Ty mnie tych kwiatków dajesz?

    "– A kim ty niby jesteś, człowieku?
    – Tylko nie „człowieku”"
    Ohoho! Urażona duma! Paczcie go, sukinsyn, jak się będzie wywyższał! Co za pogarda!

    "– Ty głupku pierdolony! – wydarł się Grimmjow, gdy Renji po raz kolejny udaremnił mu wykonanie dwutaktu, plącząc się królowi pod nogami. – Wypierdalaj z boiska, ty łajzo, albo sam cię z niego zmiotę!"
    A Szóstka to jest w ogóle mistrz. Te jego głupek pierdolony zrobił mi dzień.

    "Nie zrezygnował bynajmniej ze swojego błękitnowłosy rywala z litości czy dobroci serca, bo po pierwsze serca nie miał, a po drugie był skończonym łajdakiem, ale nawet on nie lubił grać systemem dwóch na jednego."
    Tak, tak, kupiłam to usprawiedliwienie zupełnie.

    Zaczęłam od końca, nie? Nie ważne.
    Renji. Więc jednak, wreszcie, wróciliśmy do tematu. Męczył mnie już jakiś czas i powiem Ci, że jego postawa wcale mnie nie dziwi, nawet gdybym chciała, by było inaczej. Hagane potraktowała go źle, okay. Na dodatek "przeszła" na stronę Arrancarów, chociaż moim zdaniem Ikari jest jak Ent. Nie stoi po niczyjej stronie bo nikt nie stoi po jej. I to pewnie było usprawiedliwieniem czynów Renji'ego, tylko że no... Czy on to zrobił z zazdrości? Czy po to, żeby dojebać Szóstce? Czy z troski o Haganowe zdrowie, ciało, reiatsu etc? Czy po prostu bo tego wymagał regulamin i obowiązki Shinigami, którym Abarai jest bardzo bardzo bardzo posłuszny? Co tu się wyprawia...

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękny art od Tris, teraz tylko czekam na ten zapowiedziany z mopem. Grimm na łańcuchu <6 <4 Co za radość!
    Nie mogę poprawnie ocenić Twoich opisów. Jak słusznie ktoś już zauważył, są rozpierdalające (a jak nikt tego nie zauważył, to ja to robię). Za dużo klnę tutaj, taki już mój wysoki poziom inteligencji, że nie mogę znaleźć żadnych słów, mogących wyrazić mój zachwyt. Pewnie za mało ich znam i to mi się nie podoba. Zacytowałabym co najmniej połowę Drogi, bo krótki opis rozprawy króla z Kiraim mnie zmiażdżył. A Hagane...! Ty tak masz z urodzenia? Wiesz, że rozpieprzach ludzi?

    " I strach. Bo czegoś bardzo się boję. Chociaż wychodzę przed szereg, drąc w niebogłosy bojowe hasła. Moje instynkty są tak samo pierwotne, jak twoje. Może boimy się tego samego? Może boimy się samotności. My, niebieskiej natury, musimy trzymać się razem. Inaczej będziemy się trząść ze strachu. Całe jebane życie."

    Tak. Dokładnie to. Miałam dreszcze jak czytałam. Dziękuję Ci za ten fragment <6
    Idź pan zresztą w cholerę. Chciałabym już wiedzieć wszystko i nie chciałabym jednocześnie. No co ja ćpiem na tej 6.
    To jest bardzo długi rozdział, tak btw. I chciałabym, aby takie właśnie pojawiały się tutaj częściej. Albo może nie... Bo cholera, szybiej się skończy.
    Zrobisz sequel?
    No. I tyle ode mnie. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeżu, usuń to wszystko Wilczy. Ten komentarz jest po prostu beznadziejny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypracowanie jak ta lala.
      By the way, to kiedy następny rozdział, Wilczy? Dobra, to nie było pytanie. Masz max 2 tygodnie. I koniec. Kropka.

      Usuń
    2. rhan. ty jestes kobieto kurwa nienormalna. nienorkurwamarna!!! czytalam Twe wypracowanie w aucie, jadąc do bielska i kurwa czytalam je kurwa na glos! CHEŁPIŁAM SIĘ ŻE RHAN MNIE DO SIENKIEWICZA WYWINDOWAŁA I BYŁO MI Z TYM DOBRZE. Jest! Jestem, normalnie, szczęsliwa, dziewczyno, Ty chyba nie masz pojęcia ile to dla mnie znaczy! Nie masz?! TO NADAJE SENSU wszystkiemu co robie, MOJEMU ŻYCIU, bo przeciez ja żyję Drogą i takie wypracowania kurwa nadają temu tak zajebisty sens, ze chce mi sie zyc, zyc i pisac. ;D Cała moja rodzina sie dowie, ze jest na swicie Rhan co uwaza mnie za geniusza (z czym osobiscie, przy calej mojej podniesionej samoocenie, nie moge sie kurwa zgodzic :D aczkolwiek napawam sie tym, napawam sie jak skurwysyn) wiec moga mnie oni wszyscy cmoknac z rozpędu w moją wilczą dupę, BO I TAK JUZ WYGRAŁAM ŻYCIE. i chuj!
      A poważniej, naprawdę to znaczy dla nie.... wszystko. Wszystko. Odkąd się pojawiłaś na Drodze, mała wszetecznico, nie miałam ani razu tak zwanego opadu weny? Jasne, zcasami pisze sie trudniej, ale ani razu nie utkelam nigdzie na zbyt dlugo, na tyle, ze juz nie oplacalo sie wracac. Droga bedzie chyba pierwsza powazniejsza rzecza, ktora skoncze, w zajebiscie wielkiej mierze dzieki Tobie, Rhan. Wiec mnie nie wkurwiaj! Bo jestem pewna ze skoncze Droge tylko na 98%, wiec KEEP GOING z tymi Twoimi wypracowaniami, pls!!! ;D to jest autentyczny pokarm dla mojej duszy! Ja ich potrzebuje bardziej niz tlenu!!!!!!!!!!! Rhan, przeciez wiesz, ze jak cos mi kiedys pyknie, upierdole Ci taka dedykacje, ze powstanie z niej kolejna ksiazka. Kobieto, gdybys tylko chciala, wzielabys mnie na te wypracowania jak grimmjow ikari w kuchni kurosakich. Total fall in love. Total. Muszę jeszcze raz porzadnie je przeanalizowac i jak co bede odpowiadac u Cb. Naprawde, naprawde, naprawde. Co Ty ze mna robisz, no. Moj stan euforii zaczyna zagrazac mojemu zdrowiu psychicznemu. Naprawde.

      Usuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  14. Chujaween Ci minęło, a rozdziału ani widu ani słychu. A wiesz przecież, Wilczy, że Rhan tylko czeka na GrimmxNel ;)
    Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  15. Ciiii, cicho! Piszę tylko muszę to przemyśleć zanim dokoncze :D jeszcze raz jakies grimmnel usłysze i przysięgąm bede usuwać takie komentarze :D idź dreczyc Rhan ona ma większą obsuwe :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Chujałin minęło kurwa! Endrju niedługo już będzie świętował. Rhan już rozdział też dała, na obu blogach, a Ty co? Będzie mi się Wilczysko robotą wymigiwać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cicho tam. myślę.
      pzt rzuciłam wczoraj robotę. i ide jutro po l4 na okres wypowiedzenia, więc. spokojnie. jeszczebedziesz miec mnie dosyc. mam 14 str i nie mam pojecia ile jeszcze wlezie w ten gupi rozdzial ;P

      Usuń
    2. Jednak robota niee ee? Mhm. Trzymam Cię za słowo, bo ja teraz chora to nie mam co robić, tylko czytać, ale trzeba mieć co. Rhan już spełniła swoją powinność. :3

      Usuń