Ogłoszenia parafialne (sekty pod wezwaniem Sexty)

OGŁOSZENIA PARAFIALNE (sekty pod wezwaniem Sexty):

Wstyd mi. Ale znów dużo się działo. Wyszłam za mąż, takie tam.

Kochani autostopowicze, przedstawiam ostatni rozdział Drogi.

INFO_NUMBER_2:

ZAPRASZAM NA NOWĄ WILCZĄ HISTORIĘ,
ZAPRASZAM NA TAGGED# MONSTERES

niedziela, 15 listopada 2015

17. OKO ZA OKO, UKŁAD ZA UKŁAD: this hunger it isn't you.



Dużo się działo. Dostałam pracę. Rzuciłam pracę. Paryż się dział, przyjaciele w Paryżu sie dzieli. Zabiegi okulistyczne się działy, nieudane. Pogrzeby się działy. Dużo się działo, ale nie mówmy o tym. Mam inne wieści, lepsze.

Po roku maltretowań, gróźb i próśb, zgadnijcie co. Zgadnijcie co się stało.
FENIKS ZAŁOŻYŁA BLOGA, menda jedna. ZAPRASZAM WSZYSTKICH, gorrrrąco na Children of the wild world. Tam są wilki, tam się będzie działo, obiecuję, muszę wziać za to jakaś cześć odpowiedzialności. Ale jest humor i jest tajemnica I SĄ WILKI. ;) No i Feniks. Wreszcie możecie ją opierdolić za Nieudane Scenki no i za opóźnienia na Drodzę, bo zajmowałam się jej blogiem ;D Polecam Feniksa, na wszystko, całym swoim podłym wilczym sercem.

Mało tego. Sforsowałam jeszcze jedną osobę, by pisała i by publikowała. I to faceta. I to na dwa blogi na raz go namówiłam. Czy ja się nie powinnam zgłosić do jakiegoś konkursu?
Jeśli chcecie oderwać się od zwykłego świata, zajrzyjście na Ciemości Codzienności. Mamy tam poezję i refleksję a na Outer World znajdziemy opowiadanie fantasy, ale pewna doza poezji też go nie ominęła. Nie czytałam jeszcze opowiadania prowadzonego w takim stylu, nigdy.


Rhan, Tris. Było mi wstyd, że bez rozdziału siedzę, dlatego nie zostawiłam ostatnio komentarzy. Teraz już się do tego zabiorę z czystym sumieniem. ALE TO WASZA WINA! Bo sie ciągle boję tych waszych x. -.-

KAZUMI GDZIE JESTES???

Spóbujcie dobrze się bawić podczas czytania, hey, jestem bezrobotna, dopóki nie otworzę swoich wilczych dziar, musicie mnie karmić swoimi emocjami.
__________________________
Historia ma do siebie to, że lubi się powtarzać, nawet jeśli my za tym nie przepadamy. Ale czy jest to obwód zamknięty? Czy to znaczy, że historia nigdy się nie kończy, lecz niczym Uroboros pożera swoje zbiegi i nieustannie zatacza koła? A może to tylko iluzja, dzięki której spływa na nas łaska przegapienia końca. Przecież ich nie lubimy, zakończeń. Chyba, że kończy się coś złego.
 Początki również nie budzą sympatii. Są trudne, wywołują stres. Rzadko wyczekujemy na pierwszy dzień nowej pracy, nowej szkoły, nowego życia po jakiś znaczących zmianach. Czy to znaczy, że boimy się zmian? I wolimy łagodne przejścia z jednego stanu rzeczy w drugi od gwałtownych kontrastów?
You are right I'll move on
Tym razem nie było żadnej taryfy ulgowej w stosie wydarzeń, które serwował los, dlatego Minako rzucała się w łóżku, śniąc niespokojne sny pełne martwych uczniów i niebieskowłosych istot. A historia zaczynała się powtarzać. Ikari znowu gdzieś zniknęła. Tylko okoliczności były bardziej krwawe. O tym też śniła Minako. O kraterze przed jej domem, wypalonym przez Gran Rey Cero. Wtedy na jego brzegu znalazła różowe kłaki Szayela i trochę czerwonych plam, co wydawało jej się niemal śmieszne w porównaniu z tym, co znalazła tym razem, w szatni Pokolenia Cudów. I zupełnie jak ostatnio po podobnym incydencie, Ikari zapadła się pod ziemię. A oni znów jej szukali.
Przez pierwsze noce Kurosaki śniło się, że ją znajduje. W szatni, która stawała przed jej oczyma nawet na jawie. Ikari leżała na podłodze z bezwładnie rozrzuconymi kończynami. Nie żyła.
But my lungs feel so small
I couldn't breathe if I tried
I lay my head on the floor
Minako wiedziała o tym, zanim jeszcze się do niej zbliżyła, ale i tak padała na kolana  u jej wezgłowia i szarpała jej kosode, krzycząc, żeby się ocknęła.
Tak się nigdy nie działo, chociaż Jaggerjack otwierała oczy. Jej powieki unosiły się i opadały jak u wielkiej plastikowej lalki. Ziała zza nich pustka, nieprzystępna i niecyjanowa. Minako zawsze budziła się w tym samym momencie, gdy uświadamiała sobie, że to tylko gigai. Cholerna konstrukcja Urahary.
Zerwała się ze snu, łapczywie chwytając powietrze.
Czuła duszności, dopóki nie poczuła zimnego uścisku dłoni.
– Hej, wszystko w porządku?
– Urahara – wydyszała, zaciskając palce Toshiro w mocnym chwycie.
– Śnił ci się ten stary piernik? – Toshiro uniósł się na łokciu, unosząc brew. – Jestem zazdrosny.
– On musi wiedzieć coś więcej. – Minako wypuściła dłoń Hitsugayi i zsunęła nogi z łóżka. – Muszę go zapytać. – Zaczęła gorączkowo podciągać zsunięte na kostki pończochy. – Marnujemy tu tylko czas.
– Mina, co robisz?
Minako tylko westchnęła niecierpliwie i wstała, porywając z oparcia krzesła kosode. Zarzuciła je sobie na ramiona, nerwowo zawiązując obi.
– Nie mogę tu sobie spokojnie spać, kiedy nie wiadomo, czy znowu nie znęca się nad nią jakiś pedał z dziurą w penisie!
– Obszedłbym się bez tej informacji. – Toshiro leniwie odrzucił kołdrę i podniósł się z łóżka. Przez chwilę siedział na jego skraju, zerkając przez ramię na ubierającą się w pośpiechu Shinigami. – Serio, Minako, co ty wyprawiasz?
– Powiedziałam! – Rudowłosa miotała się, szukając pozostałych części swojej garderoby. – Muszę pogadać z kapelusznikiem.
– W środku nocy?
– I tak już jest zbyt późno.
– No z całą pewnością jest późno – mruknął kapitan, zerkając na zegarek, który wskazywał kilka minut po trzeciej w nocy. – Wróć do łóżka i porozmawiamy o tym rano.
Minako tylko zgromiła go spojrzeniem. Krótkie, rude włosy odstawały jej we wszystkie strony świata, nadając jej zwariowanego wyglądu. Toshiro parsknął pod nosem, a piwne oczy Minako zwęziły się ostrzegawczo.
– Spokojnie. – Hitsugaya wstał, wyciągając  przed siebie otwarte dłonie, ale wciąż się uśmiechał. Podszedł do Kurosaki i złapał ją za ramiona. Jej spojrzenie topniało, im dłużej zaglądał jej w oczy, aż poczuł, że rozluźnia się pod naporem jego uśmiechniętych oczu.
– Zabieraj ode mnie te turkusowe gały. – Minako dźgnęła go w pierś, wciąż starając się nie uśmiechać. – Powiedziałam. Wychodzę. A tobie robią się okropne kurze łapki, jak się uśmiechasz. To nie jest twoja mocna strona, wiesz?
– Wiem, dlatego rzadko to robię.
– Rzadko robisz co?
– Uśmiecham się.
– No tak. W sumie nie wiedziałam, że to umiesz. A teraz puść mnie.
– Nigdzie nie pójdziesz. – Uścisk na ramieniu wzmógł się i Toshiro delikatnie poprowadził ją w stronę przeszklonej ściany apartamentu, który wynajmowali. – Popatrz.
– Yhym, Tokyo. Super. Jest piękne, ja nie mam czasu, a ty przepuszczasz oszczędności swojego oddziału na ten hotel.
– Popatrz. – Głos kapitana zabrzmiał bardziej stanowczo. – Nie jesteśmy tu, żeby podziwiać widoki. Zapomniałaś? Obserwujemy tych gnojków z naprzeciwka. Czekamy, aż pojawi się Ikari.
– Co, jeśli się nie pojawi?
– To był przecież twój pomysł. – Białowłosy odwrócił kobietę twarzą do siebie. – To ty wpadłaś na to, że jeśli Ikari z jakiegoś powodu uciekła, może wrócić do tych gówniarzy. To tutaj mieszkała, kiedy oddzieliła się od nas. Najwidoczniej czegoś od nich chce. W końcu jest kapitanem, jest na misji, może coś odkryła, dlatego…
– A może po prostu chciałam w to wierzyć? – westchnęła Minako. – Może to wy macie rację, a ja niepotrzebnie was przekonałam.
– Przecież prawie urwałaś mi głowę, kiedy zasugerowałem, że może Jaggerjack… Że może… eee… ją poniosło.
Minako walnęła swojego byłego przełożonego pięścią w ramię.
– Nie twierdzę, że to Ikari zabiła Ryotę! Nie wierzę w to! – Przez chwilę jedynie na siebie patrzyli. – Ale ktoś to zrobił. A ona i ten gość, z którym się trzymała… Zniknęli. I podobno jeszcze taki dryblas, taki o fioletowych włosach. Poznałam go w Kalifornii. Zdawało mi się, że dobrze się dogadywał z Iką. Co jest trochę dziwne, ale nikt z nich nie miał motywu…
– Skąd wiesz. Nie znałaś tych chłopaków.
– Znałam Ryotę. Trochę – dodała pod naporem turkusowego spojrzenia. – I nie zapominaj, że to tylko dzieciaki. Spędzają swoje nastoletnie życie na pisaniu klasówek i treningach. Nie planują po szkole morderstw!
– Nie słyszałaś o tym, że dzieciaki bywają okrutne?
– Nie na tyle, żeby nawzajem się powyżynać!
– No to kto według ciebie to zrobił? Jeśli nie Ikari? Dlaczego się teraz chowa?
– Nie wiemy co robi, nie wiemy…
– Na Boga, ktoś ukrył ciało!
– Ja to zrrrobiłem. – Oboje spojrzeli w stronę drzwi, które już nie były zamknięte. W ciemności żarzyły się dwa kobaltowe ogniki. – Ja pozbyłem się ciał.



Krąg bladych twarzy trwał w ciszy i skupieniu. Rzędy zamaskowanych oczu wpatrywały się w nią uważnie. Jakby czekali, jakby to ona powinna zacząć. Może chcieli ją złamać, może taka była ich taktyka. Przetrzymać ją, zaczekać, aż sama zacznie sypać. Ale ona nie zamierzała pękać, dołożyć sobie obciążających ją zeznań. Nawet nie wiedziała co, ani ile wiedzą, więc trwała, zagryzając wargi i patrząc przed siebie, w nicość. Przypominała sobie zabawę, która była kiedyś modna wśród dzieciaków z Rukongai. Gra nazywała się „Powiedz kiedy” i polegała na tym, że ktoś wykręcał ci rękę tak długo, aż nie powiedziałeś, że już nie wytrzymujesz. Wygrywał ten, kto wytrzymał najdłużej, a ona była najlepsza, nie dlatego, że była najwytrzymalsza, lecz najbardziej uparta z grona podwórkowych dzieciaków, z którymi się zadawała. Nigdy nie mówiła, kiedy ma dosyć. Zamiast tego wierzgała, aż udało jej się wyswobodzić albo skopać przeciwnika. I chociaż nie trzymała się zasad tej gry, bardzo szybko stała się popularna wśród rzeszy podlotków, jako ta, która nie mówi, kiedy ma dość. Wszyscy chcieli wykręcać jej ręce, dzieciaki zakładały się o cukierki, obstawiając, kto wreszcie ją złamie, nie dając się poturbować, coraz starsi małoletni chuligani chcieli się z nią mierzyć. Nikt jej nigdy nie zmusił do skomlenia. I chociaż nie było to jej największe życiowe osiągniecie, to ono teraz dodawało jej sił.
Mimo to dręczyła ją ta sytuacja. Ile wiedzą. Co z nią zrobią. Czy wszyscy są przeciwko niej. Czy w ogóle ma szansę na wybronienie się z zarzutów, których nikt jej dokładnie nie przedstawił. A jeśli nie, czy nie powinna zaryzykować i spróbować uwolnić się z łańcuchów, które skuwały jej nadgarstki i kostki, unieruchamiając ją na krześle przesłuchań. Ciągle się łudziła, że może zapanować nad mocą Pustego, przecież kiedyś się udało. Wtedy, gdy walczyła z Jaegerjaquezem, niemal jak równy z równym. Kirai był jej coś dłużny, po tym co ostatnio nawyczyniał. Jeśli chciał jeszcze kiedyś coś zdziałać, musiał znów z nią współpracować.
My beating heart wanted more
But I'll keep it in and keep you out

ONI NIE MOGĄ DOWIEDZIEĆ SIĘ O MOIM ISTNIENIU.
Zamknij się.
WYOBRAŹ SOBIE CO NAM ZROBIĄ KIEDY SIĘ DOWIEDZĄ.
Nie rozmawiam z tobą.
PRZESTAŃ ZACHOWYWAĆ SIĘ JAK DZIECKO. MÓWIĘ SERIO.
Ja też.
NIE MOGĄ SIĘ…
Skąd wiesz, czy już nie wiedzą?
MAM TAKĄ NADZIEJĘ.
Nie rozśmieszaj mnie. Nie masz pojęcia, o czym mówisz.
Cisza przedłużała się w nieskończoność. Dzwoniła w uszach i ujawniała szereg innych dźwięków, jakie kamuflowała. Cisza miała swoją własną, lepką nutę, która stawała się coraz natarczywsza, im dłużej trwała. Ikari czuła smak krwi sączącej się z przegryzionych warg. Po kilku godzinach zaczęło się robić trudno. Ogarniało ją wrażenie swędzenia. Skołowaciały język ciążył w jamie ustnej, domagając się zajęcia. Walczyła z dusznościami. Walczyła, ale zdawała sobie sprawę, że jest na z góry przegranej pozycji.
I’m drowning, I’m drrrownig
Łamała się. Rozchyliła usta, żeby zacząć krzyczeć, przerwać ciszę rozsadzającą jej czaszkę.
ZAWSZE MOŻESZ POGAWĘDZIĆ ZE MNĄ JEŚLI JUŻ Z KIMŚ MUSISZ.
Do ciebie się nie odzywam.
OCH DAJ SPOKÓJ. WOLISZ SOBIE POKLACHAĆ Z NIMI?
Jesteście wszyscy po jednym pieniądzach.
PIENIĄDZE SĄ DO ŻYCIA POTRZEBNE.
Gardzę nimi.
ŚMIESZNA JESTEŚ.
Po prostu nie trafiłeś na materialistkę.
KILKA INNYCH TERMINÓW TEŻ JEST CI CAŁKOWICIE OBCYCH. NA PRZYKŁAD POJĘCIE MNIEJSZEGO ZŁA.
O, ty jesteś ekspertem w sprawach moralności, zapomniałam.
MOŻESZ SOBIE KPIĆ. ZABICIE TYCH SZCZYLI I TAK BYŁO NAJLEPSZĄ RZECZĄ KTÓRA MOGŁA IM SIĘ PRZYDARZYĆ.
Przestań.
SZKODA ŻE NIE ZDĄŻYLIŚMY DORWAĆ WSZYSTKICH.
Nie mów o tym.
DAJ SPOKÓJ. ICH PRZYWÓDCZA SPRZEDAŁ ICH WSZYSTKICH. JEŚLI NIE MY ZROBILIBY Z NIMI PORZĄDEK PIĄTY Z ÓSMYM. SAMA POMYŚL. BYLIŚMY MNIEJSZYM ZŁEM. I MOŻE BĘDĄ Z TEGO KORZY…
SKOŃCZ!
Ostanie słowa prawie wykrzyczała na głos. Kirai musiał zdawać sobie z tego sprawę, bo natychmiast zamilkł. Nawet jego obecność stała się mniej wyczuwalna. Ikari nie miała złudzeń, kogo Kirai próbował chronić bardziej. Musiał bać się Rady, jak ona, choć tak jak ona się do tego nie przyznawał. Nie miała pojęcia, co Czterdziestu Sześciu robi z tymi, którzy sami sięgają po moc hollowfikacji, ale mogła się założyć, że nie było to nic specjalnie przyjemnego ani dla niej, ani dla Pustego.
Przez chwilę ogarniała ją pokusa, by jednak się przyznać. Tylko dlatego, żeby zobaczyć, jak Kirai dostaje za swoje. Zasłużył sobie, po tym wszystkim, co zrobił. Za to, że zmusił ją, by zabiła kogoś, kogo zaczynała uważać za przyjaciela. Chociaż po tym, czego doświadczyła, na tej jego łące porośniętej bazylią… Widziała żółć. Widziała fioletowe odblaski. I granatowe. Słyszała głos, tak podobny do głosu… Grimmjowa. Jeśli to naprawdę był on, a nie jakieś zwidy, jeśli Kirai nie majaczył o tym, to może oni gdzieś utknęli. Gdzieś pomiędzy jej światem, a Seireitei. I może jednak ciągle mogła coś zrobić.
Uniosła podbródek jeszcze wyżej, mierząc się z ciszą z nowym pokładem sił. Z nadzieją, o której wspomniał Kirai, choć nie miał prawa tego robić.
Powiedzcie kiedy, skurwysyny.

                                       

– Ale jakie ciała? To znaczy, mówimy o więcej niż jednym trupie?
– Gdzie ty w ogóle, u diabła, podziałeś się po meczu?!
– Pewno właśnie u diabła, bo gdzie takiego mogło wywiać…
– Co za różnica. Przecież i tak musieli przerwać to krrretyństwo, jak zobaczyli, co jest w szatni.
– To jednak byłeś ty? Ty ich zabiłeś?
– Tch.
– Co do cholery znaczy te twoje „tch”!
– Że nie będę się poniżał do żadnych komentarzy. Ani odpowiedzi na durne pytania.
Espada usiadł na skraju łóżka, a w miarę natłoku pytań zajmował coraz więcej jego powierzchni, aż wreszcie skończył w pozycji półleżącej. Podpierając się na łokciach, rzucał kapitanom poirytowane spojrzenia.
– Jeśli to byłeś ty, lepiej się przyznaj!
– To na pewno był on. Mało razy dał już podobny popis?
– Grimmjow? Musisz nam powiedzieć. Kto to zrobił?
– Wam ktoś płaci za prowadzenie dochodzenia? Jesteście z wydziału zabójstw?
Pełen kpiny wyraz twarzy Arrancara zaczął Minako działać na nerwy.
– Widzę, że przyswoiłeś sobie w pierdlu nowe słownictwo.
– Szkoda za to, że twoja edukacja zatrzymała się, kiedy już nauczyłaś się wiązać sandały.
– Debil.
– Debilka.
– Palant.
– Palant… Palanciara.
– Koszmarnie odmieniasz przez rodzaje.
– A ty w ogóle jesteś koszmarrrna.
– Gdzie jest Ikari?!
– Skąd mam wiedzieć!
Mierzyli się wrogimi spojrzeniami. Grimmjow obnażał zęby, unosząc górną wargę, jego nozdrza drżały. Minako zaciskała dłoń na rękojeści, gotowa w każdej chwili dobyć katany.
– Po coś wróciłeś. Stamtąd, gdzie byłeś. Po co? – Kurosaki mrużyła oczy, ignorując dłoń Toshiro, zaciśniętą na jej ramieniu.
Grimmjow tylko wzruszył ramionami.
– Ikari tu nie ma. – Podzielił się swoim spostrzeżeniem, ignorując pytanie Minako. Na jego twarzy nie zagościł nawet cień niepewności. – Inaczej byłaby z wami, więc nie wiem, co wy tu jeszcze, kurwa, robicie.
And for the longest time I knew
There was nothing left for us to do

Minako zamrugała, wymienia spojrzenia z Hitsugayą i oboje znów wrócili do przyglądania się Grimmjowowi.
– Przecież trzymała się z Daikim Aomine, jednym z Cudów – zauważył Toshiro. Chciał mówić dalej, ale przerwało mu prychnięcie.
– Mówisz o tym kutasie z niby niebieskimi kudłami? – Grimmjow się wykrzywił i być może uniósłby brwi, gdyby tylko nie były one fabrycznie na stałe zmarszczone.
– Nie wnikam w kutasy i kudły, naprawdę
– Taki z niego cud jak ze mnie pieprzona Matka Teresa.
– Nie wiem kim byłeś w poprzednim wcieleniu, Grimmjow, ale wątpię, żeby miało to coś wspólnego z pomaganiem potrzebującym, więc tym razem się z tobą zgodę. – Toshiro ukrył twarz w dłoniach, przysiadając w fotelu. Jego zgarbiona sylwetka kazała domyślać się, że kapitan jest już tym wszystkim zmęczony. – Co nie zmienia faktu, że  większość z drużyny Cu… z ich drużyny, wynajmuje apartament w drapaczu chmur naprzeciwko. Być może ten cały Aomine i Ikari zjawią się kiedy… Sprawa przycichnie.
– Nie zjawią się. – Grimmjow był pewny tego, co mówi. – Przynajmniej nie ten gnojek.
– Bo?
– Bo on też nie żyje.
– Czyli to jednak ty! – Minako nie mogła dłużej się powstrzymywać. Wciągnęła z pochwy Shizuka Chou i oparła jej ostrze o podbródek Espady.
– I co mi zrobisz? – W oczach Szóstego pojawił się wesoły błysk. – Ogolisz mnie?
– Nie. Jak Ikari zobaczy cię z niebieską brodą, pośle cię wreszcie do wszystkich diabłów.
Drapieżny uśmiech rozciągnął usta Espady.
– Ta? A chciałem coś odświeżyć w swoim image’u.
– Odśwież sobie mózg. I łachy, bo cuchniesz. – Gdyby Minako wierzyła, że trzymanie ostrza przy gardle Arrancara pomoże, nie cofnęłaby ręki, chociaż groziło to jej utratą, ale wiedziała, że kiedy Szósty skończy się szczerzyć, to go tylko wkurzy, więc cofnęła rękę. – Mów, co wiesz.
Grimmjow wzruszył ramionami i przestał się uśmiechać.
– Nie muszę ci się z niczego tłumaczyć, Kurrrosaki. – To, że użył jej nazwiska zamiast jakiegoś ordynarnego określenia, niczego nie ułatwiło, bo i tak wymówił je w taki sposób, jakby klął. Jednym sprężystym ruchem podniósł się z łóżka i stanął przed rudowłosą, patrząc na nią z góry. Z pogardą. – Odsuń się, Shinigami, nie mam czasu.
– A jednak tu przyszedłeś. – Nie mało kosztowało ją, by nie uciec na dźwięk warkliwego, nie znoszącego sprzeciwu głosu króla pustyni. Wyobraźnia podpowiadała jej, co może się stać, jeśli nie zejdzie mu z drogi; najpewniej Grimmjow ją po prostu rozdepcze, a mimo to stała, dzielnie patrząc w kipiące żądzą destrukcji oczy, których przekaz był jak zwykle jeden: daj mi tylko powód. – Czemu tu jesteś? Czego chcesz, Grimmjow?
Zacisnął szczęki i marszczył nos, patrzył na nią nieustępliwie. Minako zaczęła się w końcu zastanawiać, kiedy ostatnio brała prysznic i czy rzeczywiście skończy jako krwawa plama na podłodze.
But I tried, oh I try
– Chcę ją znaleźć. – Jaegerjaquez zdecydował się jednak udzielić odpowiedzi. – Zostawiłem ją na dachu szkoły. Kazałem jej czekać. Nie posłuchała. Wybaczyłbym jej, gdyby uciekła do mnie. Ale byłem u siebie i hej, zgadnij, ryża mendo, twojej cholerrnej przyjaciółeczki tam nie ma! – Espada nachylił się, krzycząc Kuraski prosto w twarz, opryskując ją kropelkami śliny. Minako mrużyła oczy, ale był to jedyny sposób, w jaki chroniła się przed wyziewami Arrancara i buzującym z  niego gniewem.  – Więc wróciłem tutaj, gdzie…? – zawiesił głos, jedna z jego brwi drgnęła i Minako zrozumiała, że Szósty czeka, aż ona dokończy.
– Gdzie… też jej nie ma?
– Bystrzy jesteście, Shinigami, jak cholerra – ogłosił świszczącym, zajadłym tonem i jedną ręką odsunął Minako na bok, chociaż dziewczyna próbowała stawiać pewien opór. – Jak ją spotkasz, powiedz jej, że tak jej przetrzepię skórę, że popamięta.
– Poczekaj – poprosiła Minako, zanim Grimmjow znów zniknął w wypełnionym ciemnością prostokącie prowadzącym do wyjścia. – Dokąd teraz idziesz?
Szósty co prawda się zatrzymał, ale nie odwrócił się.
– Skoro nie ma jej w Hueco Mundo i nie pokazała się tutaj, pozostaje tylko jedno miejsce, w którym może być.
– Nie, wiedzielibyśmy, gdyby wróciła.
– Nie wydaje mi się. – Zerknął za siebie. Jego pełne niebezpiecznych błysków spojrzenie ślizgało się po twarzach kapitanów. – Za to wydaje mi się, że macie tam niezły bajzel.
– I zamierzasz tam iść i zrobić porządek? – Toshiro uniósł brwi. – O ile dobrze pamiętam, potrafisz tylko równać wszystko z ziemią.
W mgnieniu oka Grimmjow znalazł się tuż przy Hitsugayi, zaciskając ręce na jego haori i podnosząc go w górę.
– Myślisz, że zamierzam dalej po was sprzątać, brudasy? – Przeskakiwał spojrzeniem z jednego turkusowego oka na drugie. – Wezmę co moje i zawijam do siebie. Znudziło mi się kumoterstwo z wami, partacze.
– Ale… – Minako znalazła w sobie jakieś niespotykane pokłady odwagi, podchodząc do wściekłego Arrancara i łapiąc go za przedramię. Uwiesiła się na nim, mając nadzieję, że w ten sposób przyczyni się do uwolnienia Hitsugayi. – Gdybyś powiedział nam wszystko, co wiesz… Może moglibyśmy połączyć siły. Mamy wspólny cel i…
– A czego ty jeszcze nie wiesz, Kurrosaki, że trzeba cię uświadamiać?! – Plusem zwrócenia na siebie uwagi Espady było to, że puścił kapitana dziesiątego oddziału, ale teraz zwrócił swoją złość z powrotem na Kurosaki. – To Kirai pozabijał te dzieciaki! Ten skurwiel manipuluje nią i wami, a wy dajecie się wrabiać jak ostatni kretyni. Zatuszowałem to, pozbyłem się ciał, bo wiedziałem, że popaprańcy jak wy uznają, że to ona jest wina. A to nie ona zasłużyła na konkretny wpierdol, nie tym razem. Ale wy zawsze będziecie pierwsi, żeby oceniać takich jak my.
– Takich jak wy? – zapytał złowieszczy, trochę znudzony głos. – Wkładasz siebie i jakąś Shinigami do jednego wora? Nieprawdopodobne.
Źrenice Arrancara zwęziły się, gdy zwracał wzrok w ciemność, z której dobywał się głos.
– To już nie jest Shinigami, ty ślepy idioto. – Grimmjow wyprostował się i zaczął rozgrzewać pięści, strzelając palcami. Wciąż wlepiał zmrużone ślepia w malujący się za drzwiami mrok. – Ktoś o to zadbał, ktoś od was. To zawsze jest ktoś od was. To zawsze jest… – Kobaltowe oczy rozszerzyły się, jakby nagle pojął coś rangi istoty istnienia wszechświata. Doskoczył do Abaraia i chwytając w garść przód jego kosode, wywlókł go z cienia i przyparł do ściany, nie spuszczając z niego gorejącego wzroku.



Cisza trwała. I przedłużała się w nieskończoność. Jednak miała wrażenie, że coś się zmieniło. Że już nie jest obserwowana. Może po prostu przywykła, ale to, że ich twarze były częściowo zamaskowane, budziło wątpliwości. Nie widziała ich oczu. Może oni śpią. Albo nie żyją. Albo robią sobie z niej jaja.
And in this quiet company
There is nothing staring back at me
A może są czujni tak, jak na początku, tylko to jej zmysły się rozleniwiły.
Błagam, wolę już słuchać oskarżeń, byle w końcu przestało dzwonić mi w uszach.
Zdawało jej się, że w tym bezdźwięku pewne części jej głowy powoli się zamykają. I nie będą chciały się więcej otwierać. A oni patrzyli na to wszystko z takim spokojem. Jeśli patrzyli naprawdę. Język świerzbił ją coraz mocniej. Napięte nerwy protestowały, domagając się wytchnienia. Ulgi, która  nie nadchodziła.
I'm in need of the sound
Tymczasem jedyny dźwięk wydobywał się z jej żołądka, w którym burczało.
Zaraz mnie popierdoli.
POWIEDZ KIEDY.
Nie.
ALE TERAZ NIE MOŻESZ KOPAĆ I WIERZGAĆ.    
Siedź cicho.
CO ZROBISZ JEŚLI ONI NIE ZACZNĄ? ZAMIERZASZ UMRZEĆ TU Z GŁODU?
Daj mi spokój.
PYTAM SERIO IKARI. JA MAM CO JEŚĆ CHOCIAŻ TEN TWÓJ PRZYPIERDOLONY ESPADA…
NIE DENERWUJ MNIE!
Zdawała sobie sprawę, że zaczynając nagle dyszeć ze złości, zaczyna również wyglądać podejrzanie. Albo jakby się łamała. A tego nie miała w planach, nawet gdyby miała przymierać tu głodem.
Hungry for the kill
A jednak przeciąganie nieuniknionego w nieskończoność wreszcie traciło sens.
– Posłuchajcie, sk… – odchrząknęła, by pozbyć się chrypki – skore do milczenia dziady. – Urwała, szukając w nieruchomych postaciach jakiś oznak reakcji. – Ale natychmiast gadacie, co na mnie macie, albo stąd spadam.
Dla podkreślenia swoich słów, szarpnęła łańcuchami, które przykuwały ją do krzesła. Nie zrobiła na nikim wrażenia. Ale powoli ciszę zaczął zastępować szmer ściszonych głosów, szepczących o czymś ze sobą, gorączkowo. Miała nieprzyjemną pewność, że jest w samym centrum tych szeptów. Nie podobało jej się to, ale co mogła zrobić?

        
Arrancar węszył w powietrzu, zaciskając mocno powieki.
– Śmierrrdzisz – wywarczał, otwierając nagle płonące kobaltem oczy. – Śmierdzisz ósmym oddziałem.
But this hunger it isn't you
Renji zacisnął obie ręce na przegubie Espady, próbując uwolnić się z jego łap.
– To jest napaść na porucznika Trzynastu Oddziałów Obronnych! – Oburzona mina Renji’ego sugerowała, że jeszcze nie dotarło do niego, kto wpadł w większe tarapaty. – Złamałeś pakt o nieagresji! Zaraportuję o tym i zrobimy ci wjazd do tej twojej piaskownicy! Wysprzątamy ci kuwetę, tak że się już więcej w spokoju nie wysr…
Rozległ się trzask, gdy pięść Grimmjowa rąbnęła w szczękę Abaraia.
– Dopiero teraz złamałem pakt o nieagresji. – Jaegerjaquez ciągle trzymał jedną ręką plującego krwią porucznika, patrząc na niego z odrazą. – A zaraz złamię ci coś jeszcze, prócz szczęki, jak dalej będziesz pyskować. – Grimmjow zerknął za siebie, gdzie Minako i Toshiro stali jak sparaliżowani, nie wiedząc jak zareagować. – Przeszukajcie go.
– Co? Czemu?
– Przeszukajcie tego złamasa.
– Nie macie prawa! Nie macie… – To, że Renji postanowił tak żywo protestować, mimo, że krzywił się z bólu, przykładając rękę do opuchniętego policzka, wzbudziło podejrzenia Minako. Ruszyła naprzód, unikając niedowierzającego wzroku Renji’ego. – Nie dotykaj mnie, Kurosaki. Przysięgam, że na ciebie też doniosę, jeśli będę musiał. Sprzymierzasz się z wrogiem.
Minako się zawahała, próbując usłuchać głosu rozsądku, ale w tym samym momencie Grimmjow zaczął warczeć pod nosem coś na temat kabli, donosów i nie bycia wartym obsikania przez Hollowa i jakaś szczerość w tych warknięciach przeciągnęła ją na stronę Arrancara.
Voices disappear
When you're speaking
In sombre tunes
Szósty trzymał mocno wyrywającego się Abaraia i rudowłosa w miarę spokojnie mogła sprawdzać jego kieszenie. Błądziła po nich szybkimi, płynnymi ruchami, ale nie natrafiła na żadne wybrzuszenie, ani na nic, co potwierdziłoby jej obawy. Dopóki nie wsadziła ręki do jednej z nich i nie wyciągnęła zmiętej, roztarganej koperty. Teraz nawet ona wyczuła niknące cząsteczki reiatsu Stalowej. Musiały osiąść na powierzchni papieru. Pełnym duchowej energii istotom często zdarzało się zostawiać po sobie ślady. Zwłaszcza, jeśli w danej chwili poddawały się silnym emocjom. Zwłaszcza, jeśli była to Ikari. A koperta zaadresowana była właśnie do niej.
Grimmjow też to dostrzegł. Puścił Abaraia, który dysząc, wciąż stał przy ścianie, obmacując twarz i rzucając im wściekłe spojrzenia.
Minako ogarnęły złe przeczucia. Poczuła u boku zimno kapitana Hitsugayi i to dodało jej otuchy, by obrócić kopertę w rękach. Na odwrocie znajdowały się pozostałości laku, w którym odbite była liczba czterdzieści sześć. Zerknęła szybko na Renji’ego, marszcząc brwi. Ręka jej zadrżała, gdy wyciągała z wewnątrz ciężki pergamin. Rozłożyła go, wstrzymując oddech. Czytała, a zimna bryła lodu rosła w jej żołądku. Jej wzrok ślizgał się po linijkach tekstu. Niektóre musiała przeczytać kilka razy, jakby jej mózg nie pojmował ich znaczenia za pierwszym razem. Na wybranych hasłach celowo zatrzymywała się dłużej.
„…wpływające z rąk Szóstego Oddziału raporty zawierają niepokojące treści, przez co zmuszeni jesteśmy bliżej przyjrzeć się sprawie…”
 „Po przeprowadzeniu wywiadu środowiskowego zebrano wystarczającą ilość danych, by  zorganizować naradę złożoną z przedstawicieli Rady i kapitanów Trzynastu Oddziałów Obronnych pozostających na terenie Soul Society…”
„…naradę i głosowanie utajniono.”
„…w związku z czym Jaggerjack należy odsunąć od prowadzenia śledztwa i niniejszym zostaje ona postawiona w stan oskarżenia…”
„…działając w porozumieniu z kapitanatem, uzyskano wystarczającą liczbę głosów, by postanowić o wymienionych poniżej następstwach…”

  •    …zawieszona w pełnieniu funkcji Shinigami;
  •    …zawieszona na stanowisku kapitana;
  •   …podejrzana  o współpracę z wrogą jednostką;
  •   …zapieczętowana, by nie mogła korzystać z mocy Shinigami do czasu wyjaśnienia sprawy.”

         „Zostaje ona również poinformowana o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego.”
„…ciążące na niej zarzuty działania na niekorzyść Soul Society…”
„Do czasu pełnego wyklarowania się sytuacji zaleca się traktować Ikari Ivrel Jaggerjack jako przestępcę.”
„…posądzona o zawarcie porozumienia z Aizenem Sosuke…”
Minako prychnęła gniewnie, kręcąc głową. „To zawsze jest ktoś od was.” Czyżby? Czy Szósty właśnie to miał myśli?
„Zachęca się każdego, kto jest w posiadaniu informacji mogących rzucić światło na sprawę, by donieść Radzie…”  
– Serio?
Sama miała ochotę mu przyłożyć, ale się powstrzymała. Jedynie zacisnęła dłoń w piąstkę, aż pobielały jej kłykcie.
– Kto za tym stoi? – spytała. Głos drżał jej ze złości. – Kto to wszystko aranżuje? – Renji nie sprawiał wrażenia skorego do zwierzeń. – Nie wierzę, że bierzesz w tym udział. Od jak dawna? – Wszystkie pytania pozostawały bez odpowiedzi. Wyglądało na to, że porucznik nabrał wody w usta. – Mam też cię rąbnąć, żebyś zaczął mówić?
Coś drgnęło w twarzy Abaraia i na jego ustach zaigrał cień kpiącego uśmieszku.
I will be the wolf
– Skurwysyn! – Kurosaki uniosła rękę, ale Hitsugaya, który czytał wraz z Minako przez jej ramię, powstrzymał ją.
– Nie warto. – Zimne spojrzenie Toshiro stopiło uśmiech porucznika. – Lepiej nie traćmy czasu. Musimy…
– Tak. – Minako odwróciła się i stanęła twarzą w twarz z Espadą. Nie widziała wyrazu jego twarzy; jego za długa błękitna grzywa rzucała na nią cień. – Eee… Chcesz poczytać? – Wyciągnęła do niego rękę z pergaminem, ale Grimmjow nawet na niego nie zerknął. – Grimm?
Jaegerjaquez odwrócił się, prychając gniewnie.
– Nie muszę czytać tych bzdur. Wiem gdzie ona jest. Wiedziałem, zanim ten kutas się tu przypałętał. – Spojrzenie Arrancara powędrowało do Renjiego. – Nie zabiję cię teraz tylko dlatego, że mi się spieszy, ale szykuj się.
Powietrze niemal iskrzyło od piorunujących spojrzeń i nie tylko, bo kiedy Grimmjow pstryknął palcami, zatańczyły między nimi prawdziwe iskry. Maleńkie wyładowanie elektryczne rozprzestrzeniało się, prując przestrzeń. Jaegerjaquez schował ręce do kieszeni i patrzył gdzieś w bok z pozornie znudzoną miną, a kanciaste krawędzie powstającej przed nim szczeliny rozwierały się jak bezzębne szczęki starości. Ciche sprzężenie towarzyszyło ich pęcznieniu, a kiedy ukazująca się za nimi ciemność ustąpiła, Minako wydała z siebie zduszony okrzyk.
– To Soul Society?! Potrafisz otwierać gargantę z tego poziomu od razu do Soul Society?!
– Jeszcze raz, kurwa, powiedz „Soul Society” a gwarrantuję, że twoja ruda dupa więcej tam nie wyląduje.
– Ale… Jak to zrobiłeś? – Niezdrowe zainteresowanie gargantą, które wykazywała Kurosaki, badając ją ze wszystkich stron, zaniepokoiło Hitsugayę. Kapitan złapał rudowłosą za ramiona i wyciągnął jej głowę z portalu, przez który wyglądała. – Potrafisz ominąć nasze zabezpieczenia? My sami tego nie potrafimy!
– Przecież jestem Pustym. My potrafimy tworzyć garganty, gdzie nam się podoba. A poza tym jestem pieprzonym królem pieprzonego Hueco Mundo! – ryknął Grimmjow.
– No tak, ale do tej pory myślałam, że kupiłeś ten status na allegro. A ty znasz takie sztuczki… – Kurosaki cmoknęła z uznaniem, uchylając się przed łapą Espady, który zamierzał przetrącić jej kark, ale unik go zaskoczył, w skutek czego wpadł do własnej garganty. – Myślałam, że się jakoś zabezpieczamy… – Minako zerknęła na kapitana, a ten wzruszył tylko ramionami. – Dlaczego więc Puści do nas nie przyłażą?
– Zdarzało się. Ale sama pomyśl. Jaka mysz pcha się do kociego królestwa?
– Bardzo obrazowe porównanie. I byle Hollow może sobie do nas przyjść?
– Szósty nie bez powodu podkreślił, ze jest jakimś tam królem, więc może trzeba jednak trochę upgrade’ować. A teraz lepiej  chodźmy za nim, jeśli nie chcemy, żeby ten bydlak rozniósł naszą małą uroczą społeczność… – Toshiro wziął Minako za rękę i oboje stanęli przed portalem, gotowi do niego wkroczyć.
– Oczyma wyobraźni widzę Zarakiego, który przemierza uliczki SS w biegu na orientację. I nie widzę w tym nic uroczego. – Ścisnęła rękę Hitsugayi i obejrzała się za siebie. – Co z nim?
Renji od jakiegoś czasu się nie odzywał i kiedy Minako na niego zerknęła, nie mogła rozszyfrować wyrazu jego twarzy.
– Niech robi co chce. Nic mnie to nie obchodzi. – Chłód w jaki spowity był głos Hitsugayi zaskoczył Minako. – Chodźmy.
Bardziej pod wpływem instynktu niż z konieczności, nabrali w płuca haust powietrza i wkroczyli w gargantę.
And when you're starving
You'll need it too
W Seireitei panowała nienaturalna cisza. Wiatr dmuchał mocno jak nigdy, przetaczając między ulicami kołtuny kurzu. Minako czuła się, jakby odwiedziła jakieś kowbojskie miasteczko, którego mieszkańcy wyemigrowali z domów, by oglądać mający odbyć się w samo południe pojedynek. W oddali widzieli plecy Grimmjowa, który kierował się wprost przed siebie i zdawało się, że wie, dokąd zmierza. Przed nim majaczył budynek głównodowodzącego. Dotarli do biura wszechkapitana akurat w momencie, kiedy Espada wydzierał się na niego, opluwając mu obficie biurko, tak że kapitan zaczął obkładać swoje dokumenty pustymi koszulkami i każdą wodoodporną materią, jaką znalazł. A Szósty wrzeszczał. Na i tak zwykle zagniewanej twarzy wystąpiły mu pulsujące żyłki, a nawet lekko poczerwieniał. Kyoraku ignorował go, dopóki Grimmjow nie spróbował dobyć Pantery. Zanim to zrobił, Kyoraku stał już za nim, opierając ostrze jednego ze swoich zanpakuto na ramieniu Espady.
– Tylko bez takich – ostrzegł, ziewając szeroko. – Czego król Hueco Mundo u nas szuka? Nasza umowa już nie zobowiązuje.
– Nie udawaj głupka większego niż wy wszyscy razem wzieci – warczał Arrancar, ale nie wyrywał się spod miecza, jakby świadom, że cierpliwość wszechkapitana też ma swoje granice.
– To ty zawsze powtarzasz, że jesteśmy naturalnymi wrogami. A teraz wpadasz tu, żądając, żebym udzielił ci informacji na temat mojej podopiecznej.
– Ty chyba nie rozumiesz, co znaczy to słowo.
– Rozumiem, że to ty jesteś tym, który ma mi udzielić lekcji na temat znaczenia słowa „opieka”?
Grimmjow zgrzytał zębami. Nie odpowiedział.
– Kapitanie – wtrąciła się Minako – musisz nam powiedzieć, gdzie jest Ikari. Jeśli wiesz.
Kyoraku zabrał miecz i stanął do niej przodem. Ale wcale nie patrzył na nią. Zawiesił pytający wzrok na Renjim, który najwyraźniej wcisnął się za wszystkimi do garganty, zanim ta się zamknęła, bo stał teraz w progu. Jego czerwone włosy wymknęły się spod kontroli wysokiego kuca już podczas spiny z Grimmjowem i wyglądał teraz jakby właśnie wstał z łóżka. Takiego na izbie wytrzeźwień.
– Nie powiedziałeś im? – Kyoraku nie bywał nieprzyjemny dla swoich podwładnych, ale tym razem dało się wyczuć wrogość, ziejącą nie tyle z jego głosu, co postawy, mowy ciała, skrzyżowanych rąk, znad których patrzył na Abaraia jak ojciec na syna, który coś przeskrobał. Coś więcej niż zamknięcie kota w mikrofalówce.
– Ja. Tylko. Wypełniam. Rozkazy – wycedził Renji. Zdecydowanie nie chciał się przyznać, że zamknął kota wbrew jego woli.
Hitsugaya kaszlnął w swoją zaciśniętą pięść, ale co upierdliwszy upierałby się, że te kaszlnięcie  było fonetycznie identyczne ze słowem „palant”. Może lekko stłumione.
– Nie miałem wyjścia – bronił się Abarai, odzyskując nieco rezonu. – Odwal się, Hitsugaya.
– Jesteś dupkiem, który donosi na własnych przyjaciół. – Tym razem Toshiro zaszczycił porucznika długim, zimnym spojrzeniem. – Gardzę takimi dwulicowymi gadami… Nie chcę cię dłużej znać.
– Przecież nigdy nawet jej nie lubiłeś!
– Ale przynajmniej nie udawałem, że jest inaczej.
– Ja niczego nie udawałem. – Głos Renjiego zgrubiał. – Jak śmiesz mnie oceniać. Ona próbowała mnie zabić. Skumała się z Espadami. Chciałem tylko ją unieszkodliwić.
– Och, dlatego nakablowałeś na nią Radzie? – syknęła Minako.
– Nigdzie jej nie zakablowałem. Chciałem ją powstrzymać, zanim wpakuje się w jakieś gówno.
– W jakieś gówno wpakował ją Urahara, dawno temu. Ty teraz wszystko pogorszyłeś.
– Nie doniosłem na nią.
– Nie, wcale. Nie masz pojęcia co narobiłeś.
– Nic nie robiłem. To były…
– Skończ się ciągle zasłaniać tymi rozkazami! – W Kurosaki wrzało. – Czyje to były rozkazy, że postanowiłeś być tak sumienny?!
– Może go wezwiemy. – Kyoraku sięgnął po słuchawkę stojącego na biurku telefonu i wykręcił jakiś numer.
Minako wykorzystywała sytuację, nie mając zamiaru odpuścić Renji’emu.
– Jeśli przez ciebie wyjdzie na jaw, ze Ikari jest zhollowfikowana, Rada wyśle ją na szafot, ale przysięgam, że jej trup nie będzie jedynym, który tam zawiśnie. Obsmaruję cię przed Radą tak, że tobie też się dobiorą do dupy, kto wie czy też nie siedzi tam jakiś Pusty!
I grew tall to fill the void
– O czym ty, do diabła, mówisz? – Renji zmarszczył tatuowane brwi, a Kyoraku próbował udawać, że jest zbyt pochłonięty prowadzeniem lakonicznej rozmowy przez telefon, by usłyszeć, o czym mowa. Renji to zauważył i zwrócił się do niego: – To się nazywa nieme przyzwolenie! Dzieje się tu jakaś chujnia, ale tylko ja dostaję za to wciry!
– Kurosaki, powiedziałbym, że dałaś dupy – skwitował Grimmjow – gdyby mnie gówno nie obchodziło wasze pełne wenezuelskich tajemnic życie. A teraz albo ktoś otworzy japę i powie mi, co chcę wiedzieć, ale urządzę wam z waszego wesołego miasteczka pogorzelisko…
Zanim jeszcze skończył mówić, u progu gabinetu Kyoraku pojawiła się wysoka, smukła sylwetka.
– To ty mi kazałeś – jęknął Renji. Wyglądał na coraz bardziej zbitego z tropu. – Powiedz im, to był twój pomysł. Mówiłeś, że to dla naszego dobra…
– I tak zbyt długo zwlekałeś. – Szarofiołkowe oczy mierzyły się z pełnymi zagubienia oczyma porucznika.  – Powinieneś był się zgodzić od razu.



Boże narodzenie, dwa lata temu.
Ulice były białe i ciche. Latarnie gasły i rozproszone światło poranka obejmowało monowładzę. Społeczność powoli zrzucała z siebie ciężar snu, ale senność jeszcze dominowała w jej szeregach. Nie jeden ze Strażników klął pod nosem i chował głowę pod poduszkę, słysząc pod oknem donośne wesołe pogwizdywanie. Ktoś nawet wyjrzał na zewnątrz, krzycząc ochrypłym, zaspanym głosem: „E! Ty, czerwony ananas! Weźże się kuźwa przymknij!”. Porucznik szóstego oddziału nie przejmował się tym w najmniejszym stopniu.
Nucił beztrosko „Last christmas i gave you my hart” dopóki nie dotarł do swoich koszarów. Dopiero wtedy zamilkł, by przypadkiem nie obudzić swojego kapitana, ale gdy tylko wszedł do środka spostrzegł, że niepotrzebnie się bał. Spod drzwi gabinetu Byakuyi nadal sączyło się światło. Wyglądało na to, że kapitan nie kładł się tej nocy spać. Renji początkowo zamierzał do niego zajrzeć i sprawdzić, czy wszystko w porządku, ale w obawie przed pozyskaniem jakiegoś pilnego zadania do wykonania, poniechał tego pomysłu. Ruszył na palcach w kierunku swojej kwatery, jednak jedna z desek zdradziecko zaskrzypiała pod jego stopą.
– Abarai – usłyszał naglący głos Byakuyi i z bolesnym westchnięciem zawrócił. Jedynie z kurtuazji zastukał kłykciami w drzwi i nie czekając na odpowiedź nacisnął na klamkę.
– Kapitanie? – Zajrzał do środka z nadzieją, że być może się przesłyszał.
– Wejdź i zamknij za sobą drzwi. – Kuchiki nawet nie podniósł wzroku znad pisma, które sporządzał. Abarai usłuchał polecenia i zasiadł przed biurkiem kapitana, oczekując. Srebrna stalówka sunęła jeszcze przez kilka linijek, drapiąc po pergaminie. W końcu postawiono ostatnią kropkę i kapitańską parafkę, i Byakuya starannie nałożył na pióro obsadkę, zaszczycając swojego porucznika spojrzeniem.
– Nie wróciliście na noc do oddziału.
Renji pominął fakt, że nienawidził, gdy kapitan zwracał się do niego w liczbie mnogiej i wzruszył ramionami.
– Miałem czas wolny. – Renji założył ręce za głowę i odchylił się na krześle. – Chyba nie wprowadzono godziny policyjnej?
 Kuchiki przyglądał mu się, opierając pióro wieczne o podbródek.
– Mam nadzieję, że Jaggerjack wyszły wypieki…
Renji odchylił się zbyt mocno i z łoskotem przewrócił na podłogę. Kiedy wynurzył się ponad wysokość biurka, nie tylko jego włosy były czerwone.
– Eee… W-wypieki?  – zająknął się, podnosząc krzesło do pionu i z powrotem na nim siadając, jednak nie próbował się już na nim kołysać. – C-czemu miałyby jej wychodzić wypieki? Z-znaczy, nie zaprzeczam, ale… Ale… – Im wyżej Byakuya unosił brwi, tym bardziej Renji’emu plątał się tok wypowiedzi. – W-właściwie… o jakich wypiekach mówimy?
– No ja o świątecznych. – Kącik ust Byakuya drgnął podejrzanie. – A ty?
– J-Ja? Świątecznych?
– Przecież miałeś jej pomóc przy pieczeniu pierników. Dlatego pytam, jak poszło.
Renji jeszcze przez chwilę patrzył na swojego kapitana szeroko otwartymi oczyma, ale zaraz wybuchnął gromkim śmiechem.
– Pierniki! – zawołał, wachlując się jedną dłonią, by przegonić zbierające się w oczach łzy. – A ja myślałem, że kapitan pyta o… – Porucznik znów się zapowietrzył, zastanawiając się, czy kończyć wypowiedź.
– Czyli jednak nie mówimy o tych samych wypiekach – skonstatował Kuchiki, kiwając w zamyśleniu głową. – Zapewne zdajesz sobie sprawę, że nie mogę akceptować takich zachowań u własnego porucznika. Nie pochwalam tego i osobiście uważam, że to niemoralne i niedopuszczalne w moim oddziale, ale… Przymknę na to oko. A nawet więcej. Powiem, że to dobrze, że ty i Jaggerjack zbliżyliście się do siebie.
– Słucham? – Twarz Abaraia przypominała idealnie sportretowane oblicze konsternacji.
– Zamierzałem komuś zlecić, by się jej przyjrzał. Z bliska.
– Po co? – wypalił Renji. Jego pokryte tatuażami brwi zbliżyły się do siebie jeszcze odważniej.
– Tym już nie powinieneś sobie zawracać głowy. – Byakuya ujął w dłonie stos dokumentów i postukał nim o blat biurka, by wyrównać plik. – Zwyczajnie martwi mnie jej obecność w Trzynastu Oddziałach. Zwłaszcza, że jakimś cudem objęła kapitańskie stanowisko.
Renji zamrugał oczyma, próbując wyciągnąć wnioski.
– Chwila. Co ty sugerujesz… kapitanie?
Byakuya długą chwilę jedynie patrzył na porucznika, a kiedy ten już przestał spodziewać się odpowiedzi, Byakuya jednak jej udzielił.
– Ja nic nie sugeruję. Pragnę jedynie zauważyć, że już mieliśmy w swoich szeregach jednego kapitana, który za bardzo zbratał się z Arrancarami.
– Och, więc sądzisz, że Ikari nagle zaczesze włosy do tyłu na jakiś tandetny żel i wzniesie się do nieba na ramionach Menosa niczym mesjasz Hueco Mundo?!
Renji drugi raz tego ranka wywrócił krzesło, tym razem zrywając się z niego we wzburzeniu.
– Niczego nie wykluczam. I radzę ci nie zapominać o tytułowaniu mnie kapitanem, gdy się do nie zwracasz.
Piwne oczy porucznika kipiały gniewem.
– I myslisz, że będę ją dla ciebie szpiegował? – syknął, opierając się o biurko i nachylając do Byakuyi. – Kapitanie? – dodał, wyrzucając z siebie to słowo jak coś trującego.
– Jeśli jesteś z nią na tyle blisko, to po prostu będziesz mi zdawał relację z waszych… spotkań.
Abarai zacisnął usta i zabrał ręce z biurka kapitana, cofając się o krok.
Let me go because you are just a shade
Of what I am not what I'll be
– Nie – odrzekł, siląc się na spokój. – Przykro mi, ale źle ocenił pan sytuację, kapitanie. Nic nie łączy mnie z Jaggerjack. Nic poza tą jednorazową sytuacją… z wypiekami.
Kuchiki znów długą chwilę przyglądał mu się bez słowa.
– Mam rozumieć, że to była tylko taka świąteczna przygoda?
– Tak jest.
– Cóż. Nie mogę ci rozkazać być z kimś w związku. Ale jeśli mnie okłamałeś, jeśli ty i ona zamierzacie być razem, a ty teraz zwyczajnie odmówiłeś wykonania rozkazu – w zimnych oczach Byakuyi błysnęło widmo groźby – oskarżę cię o niesubordynację i zniszczę twoją karierę. – Zignorował prychnięcie porucznika. – Dlatego dla waszego dobra trzymajcie się od siebie z daleka albo uznam, że razem spiskujecie przeciwko Soul Society. Możesz odejść.
Renji odwrócił się napięcie, ale gdy dotarł do wyjścia, raz jeszcze zwrócił się do kapitana.
– I co? Odpuści pan ten temat? – zapytał, patrząc na niego podejrzliwie. Nie spodziewał się odpowiedzi, ale Byakuya znów go zaskoczył.
– Nie – odrzekł bez ogródek. – Co prawda wolałbym, żebyś to był ty, więc jeśli zmienisz zdanie… – Zacięte oblicze Renji’ego na to nie wskazywało, więc Kuchiki nie silił się, by dokończyć. – Tymczasem znajadę kogoś innego, kto przyjrzy się dla mnie tej… sprawie.
Renji ze złością trzasnął za sobą drzwiami. Nie pamiętał, czy kiedykolwiek zachował się tak w stosunku do swojego kapitana, ale nie przejmował się tym, dysząc wściekle, oparty o drzwi do jego gabinetu. Byakuya czekał, dopóki nie usłyszał kroków na schodach wiodących na górę, dopiero wtedy podniósł słuchawkę i połączył się z odziałem trzecim.
– Proszę jak najszybciej przysłać do mnie mojego bratanka. Jak to kto nim jest? Wszyscy mówią, że wygląda jak mój syn, a wy dalej nie wiecie… Tak. Właśnie o niego mi chodzi. Zamierzam zaproponować jego kandydaturę na stanowisko nowego porucznika ósmego oddziału, u was mój chłopak się tylko marnuje. Tak, sam go o tym poinformuję. Chcę widzieć u siebie Asukę jeszcze przed dziewiątą.



– Wcale wtedy nie odszedłem. To Rikichi się skądś napatoczył i wszedł po schodach. Ja wciąż stałem pod drzwiami i wszystko słyszałem. A kiedy jakiś czas potem razem z Matsumoto zostałem oddelegowany, by przekazać Katakurze nominację, nie byłem szczęśliwy z tego powodu.
Renji kontynuował opowieść, niezrażony nienaturalną ciszą, jaka zapadła, gdy mówił. Nawet Grimmjow nie próbował mu przerywać, chociaż przełożył kciuki za pasek i niecierpliwie uderzał długimi palcami o biodro.
in this quiet company
I forget sometimes just
How to breathe
– Przyglądałem mu się. Przez cały ten czas, nie ufałem mu, ale… Kiedyś zamieniłem z nim kilka słów, jak facet z facetem. Zapewnił mnie, że chociaż jest wdzięczny swojemu wujowi za zaproponowanie go na to stanowisko, to pozostaje lojalny wobec Ikari. Nie wierzyłem mu, ale zauważyłem, że mój kapitan jest wściekły, gdy ktoś wspomniał przy nim o Jaggerjack. A kiedy trafił do nas Szósty Espada, prawie szlag go trafił. Wychodził z siebie, żeby na czymś Ikari przyłapać. Sam wziął się za jej wizytowanie, więc pomyślałem, że może z Asuki jest jednak w porządku gość… Że może ma większe jaja niż ja i chroni swoją kapitan tak, jak ja nie umiałem. Nie uciekł, nie zostawił jej, nie udał, że nic dla niego nie znaczy…
Głos Renji’ego na moment uwiązł mu w gardle, ale podjął się kontynuacji, słysząc narastający warkot, dobywający się z gardła Arrancara.
– Może i miałem wyrzuty sumienia. Może chciałem się usprawiedliwić, jakoś je zagłuszyć. Ale nie sposób było nie zauważyć, że relacje między Jaggerjack, a Jaegerjaquezem nabierają… Ekhem. – Zacisnął usta, rzucając Espadzie dłuższe spojrzenie, które tamten odwzajemnił. – Zacząłem sobie wmawiać, że kapitan mógł mieć rację. Jeszcze nie stanąłem po jego stronie, ale przestałem zakładać, że całkiem się myli. Zacząłem się przyglądać Ikari.
– To ja zasugerowałem, żeby odseparować Hagane – wtrącił Byakuya, który do tej pory niespecjalnie ingerował w opowieść swojego porucznika, ale zauważywszy pytające spojrzenia Shunsui’ego, potwierdził autentyczność historii. – Spodziewałem się, że kiedy zostanie sama, wreszcie się odsłoni. Bo już nic nie będzie obligowało ją do zachowania pozorów.
– No i się odsłoniła – podjął znów Abarai. Tym razem patrzył na Minako i Hitsugayę. – Co miałem sobie pomyśleć? Zobaczyłem ją i Nnoitrę. A potem zostaęm zaatakowany. Zastosowałem domniemanie niewinności jeśli chodzi o tego tutaj – kiwnął głową na Grimmjowa – ale Nnoitra? Widziałem, jak spiskują. Może gdybyście mi coś powiedzieli… – Pełny wyrzutu wzrok  Renjiego spowodował, że Minako spuściła oczy, a Renji przeniósł spojrzenie na Kyoraku i Byakuyę. – Ikari Jaggerjack została poddana zabiegowi hollowfikacji. Wiedzieliście o tym?
Żaden z nich nie odpowiedział, chociaż Kyoraku delikatnie pokiwał głową, jakby chciał powiedzieć, że spodziewał się czegoś w tym stylu, natomiast Kuchiki zachowywał się, jakby nie zrobiło to na nim wrażenia albo jakby spodziewał się po Ikari czegoś w tym stylu.
– Yhym. Czy koś oprócz mnie jeszcze nie wiedział, czy byłem jedyny? – prychał porucznik. – Może wobec tego wiecie też, gdzie się teraz podziewa?
Byakuya i Shunsui wymienili ze sobą spojrzenia.
– Wiecie! – zawołała Minako.
Nikt nie zaprzeczył. Grimmjow poruszył się niespokojnie. Zanim zrobił coś głupiego, Kyoraku zabrał głos.
– Nie mogłem nic zaradzić. Nie mogłem tego powstrzymać.
– Wujku. – Głos Kurosaki zabrzmiał naprawdę błagalnie. – Po prostu nam powiedz…
Smutne oko Kyoraku zawiesiło się na jej twarzy.
– Rada w końcu się do niej dobrała. Właśnie ją przesłuchują.



Wokół wrzało jak w ulu. Powinna być to miła odmiana, ale wcale tak nie było. Wszyscy mówili na raz, ale nikt nie mówił do niej.
To ich kolejna taktyka? Teraz będą się przekrzykiwać, aż pęknie mi łeb? Liczą na to, że po prostu też wykrzyczę wszystko, co mi leży na wątrobie?
JA TAM LEŻĘ WIĘC LEPIEJ TEGO NIE RÓB.
Ikari mrużyła oczy, przyglądając się uważnie wszystkim po kolei. Na tym właśnie spędzała ostatnie godziny. Szukała jakiegoś klucza. Knifu, który pozwoli jej rozstrzygnąć, z czym ma tu do czynienia. To wszystko zakrawało na jakieś szaleństwo. Czy wobec tego powinna zacząć krakać jak inne wrony?
Napełniła płuca powietrzem, gotowa się wydrzeć, ale zanim je uwolniła…
– Widziano cię w noc po aresztowaniu Aizena Sosuke, gdy opuszczałaś więzienie, choć nie dostałaś pozwolenia, by je wówczas odwiedzać – odezwała się postać siedząca na skraju po prawej stronie w najniższym rzędzie, a wszyscy inni zamilkli. – Mamy świadka, który potwierdza, że kontaktowałaś się z Aizenem.
Kontaktowałam? Tak wam powiedział ten świadek? – Ikari miała już dosyć. Buzował w niej gniew, manifestując się w postaci kropelek śliny bryzgającej z jej ust, gdy mówiła. – Owszem, widziałam się z Aizenem tamtego dnia, chociaż nawet „widziałam” to za duże słowo, zważywszy na to, że miał wytapetowany cały ryj. A już na pewno nie urządzałam sobie z nim żadnych pogawędek, jak sugerujecie.
– Czyli nie zaprzeczasz, że tamtego dnia przebywałaś bezprawnie w Muken?
– Nie po to, żeby napić się herbatki.
– A więc w jakim celu?
Ikari zmieliła w duchu obelgę i powstrzymała się, by nie wypomnieć członkowi Rady, że zdania nie zaczyna się od „a więc”.
– Ten skurwiel porwał i torturował moją najlepszą przyjaciółkę. Skrzywdził wielu ludzi, na których mi wtedy zależało, na koniec jego Arrancarzy prawie mnie zabili. Nie miałam wobec niego przyjaznych intencji.
– Tak twierdzisz. Ale my już mieliśmy tutaj takich, którzy byli gotowi nawet symulować własną śmierć, by osiągnąć własne korzyści.
Ikari najpierw parsknęła krótkim śmiechem, słysząc te porównanie. Później zaczęła chichotać nerwowo, domyślając się, do czego to wszystko zmierza.
– OK – wydyszała w końcu, próbując się opanować. – Ok… dajcie spokój. Siedzę tu od… nawet nie wiem ile, ale wystarczająco długo. Albo wreszcie przedstawicie mi jakieś konkretne zarzuty najlepiej wraz dowodami, albo… – zawiesiła głos w nadziei, że wywoła na Radzie jakiś pośpiech, choć zdawała sobie sprawę, że przykuta do krzesła przesłuchań niewiele może im obiecać.
– Jak sobie życzysz – odpowiedział ku jej zaskoczeniu członek Rady, który do tej pory jako jedyny przemawiał bezpośrednio do niej. – Ikari Ivrel Jaggerjack, niniejszym zostajesz oficjalnie oskarżona o zdradę stanu, działanie na niekorzyść Społeczeństwa Dusz, sprzymierzanie się z wrogiem numer jeden Aizenem Sosuke, nadużywanie powierzonej ci władzy, działania niezgodne z polityką Trzynastu Oddziałów Obronnych, niesubordynację i podejmowanie samowolnych działań szkodzących sprawom Społeczności. Wprowadzić świadka.
Ikari patrzyła tempo przed siebie z niedowierzaniem i niedomkniętymi ustami.
Zapomnieli o hollowfikacji.
ANI SŁOWA O MNIE. NIE WIEDZĄ.
Gdzieś za nią zaskrzypiały drzwi, wyrywając ją z konsternacji.
– Bardzo mnie ciekawi, co to za świadka macie. – Gdzieś w głębi swojej stalowej duszy Hagane zdawała sobie sprawę, że znajduje się w bardzo nieciekawej sytuacji i może właśnie dlatego nie potrafiła powstrzymać się od kpin. – I jakiej zbrodni to świadek. Co, podpatrzył jak pędzę bimber w piwnicy?
Tylko Jaggerjack zaśmiała się ze swojego żartu. A i jej szybko przestało być do śmiechu, gdy zobaczyła, kogo wprowadzają na Salę Przesłuchań. Ciało przemawiało za nią. Znów rozdziawiła usta i przybrała zaciekawioną pozę, wychylając się w przód. Łańcuchy, napinając się, jęknęły.
– Ty? – W jej głosie było słychać najszczersze zdziwienie. – Czyli jednak chodzi o bimber?
Niebiesko-zielone oczy Asuki wydawały się smutne i pełne bólu.
– Przepraszam, Ikari – wyszeptał, ale dobra akustyka pozwoliła Hagane to usłyszeć. – Nie chciałem, ale… Już dłużej nie mogłem. To się musi skończyć.
– Produkcja nielegalnego alkoholu? Dobra. Nie było sprawy. Nie wiedziałam, że zrobicie z tego takie wielkie halo.
– Nie prowokuj ich, Ika – poprosił Asuka, zerkając z niepokojem na Członków Rady. – I tak już jest bardzo źle, ale oni obiecali, że jeśli nakłonię cię, żebyś się przyznała…
– Do czego ja mam ci się tu niby przyznać, As, hm? – Jaggerjack spoważniała w jednej sekundzie.
– Po prostu nie zaprzeczaj. Ja już do wszystkiego się przyznałem, to naprawdę było najlepsze wyjście. Powiedziałem, że wysyłałaś mnie do Muken, że właśnie dlatego ściągnęłaś mnie do swojego oddziału, ze względu na moje zanpakuto.
– Co ty pierdolisz?
– Wiemy, że zanpakuto Katakury po uwolnieniu pozwala jego właścicielowi korzystać z mocy niewidzialności. Wiemy, że wykorzystywałaś to, by porozumiewać się z Aizenem.
– Aha. – Ikari musiała przygryźć od wewnątrz policzki, żeby nie ryczeć ze śmiechu. Powstrzymywała się od niego przez cały ten czas, gdy Rada przesłuchiwała Asukę, zadając mu mnóstwo pytań, na które on ze szczegółami odpowiadał, opisując każde z domniemanych spotkań, jakie podobno sama mu zlecała, z najdrobniejszymi detalami. Był tak wiarygodny, że sama zaczęła się wahać, czy rzeczywiście nie jest winna. Przekonywała się, że to nie mógł być Kirai, bo wtedy jeszcze smacznie spał, ale gdy tak patrzyła na Katakurę, na jego drżące ręce i twarz Shinigami spełniającego swój przykry obywatelski obowiązek, trudno jej było wierzyć, że miała pod dachem tak uzdolnionego aktora.
TO NIE BYŁEM JA, uprzedził jej pytanie Kirai, ale czy z kolei jemu mogła wierzyć?
W obliczu tego wszystkiego wreszcie przestało jej być do śmiechu. Powaga sytuacji opadła na nią jak ciężka, nasiąknięta latami dymu kotara. Wreszcie Asuka nie miał nic więcej do dodania i na Sali zapadła kilkuminutowa cisza, przerywana urwanymi, stłumionymi głosami narady, aż znów jej przewodniczący przemówił głośniej.
– Za sprawą zeznań świadka oraz na podstawie wyników dochodzenia prowadzonego przez Oddział Szósty na czele z Byakuyą Kuchiki, wnosimy o skazanie cię na pozbawienie wolności na okres tysiąca lat.
– Jasne. Może posadźcie mnie jeszcze razem z tym skurwysynem. – Ikari kręciła z niedowierzaniem głową. Członkowie Rady popatrzyli na siebie.
– Swoją karę odbędziesz w Muken, u boku swojego kompana, którego jak twierdzisz, nienawidzisz, więc powinna być to dla ciebie dodatkowa kara. A jeśli nie, obje będziecie mieć mnóstwo czasu, by w końcu naprawdę się znienawidzić i nigdy więcej nie przyjdzie wam do głowy ze sobą współpracować.
Głuche uderzenie sędziowskiego młotka zakończyłoby naradę, ale zaraz po nim rozległy się jeszcze pełne wulgaryzmów, niesłabnące  wrzaski. Trwały, dopóki wyznaczeni strażnicy nie zawlekli zapieczętowanej, skrępowanej byłej kapitan na dno ciemności. Tam ją zostawili, a kiedy odeszli, Hagane przestała kląć. Oddychała płytko, rozglądając się niewidzącymi, szeroko otwartymi oczyma dookoła. Mrok był nieprzenikniony. Próbowała nadsłuchiwać, ale słyszała tylko swój świszczący oddech. Do czasu.
– Witaj – rozległo się tak blisko niej, że wrzasnęła ze strachu, natychmiast zwracając głowę w lewo. Miała wrażenie, że ktoś wisi tuż nad jej ramieniem. – Czekałem na ciebie.
– Dziwne, bo wcale nie miałam zamiaru się tu fatygować, chyba że po to, żeby na ciebie napluć.
– Nie mówię do ciebie, Ikari, więc łaskawie się zamknij.
– A kto tu jeszcze jest, hm? Sprosiłeś kumpli na popołudniową meliskę?
Uciszyła się, ale żaden inny głos nie przemówił. Nie wyczuwała też innej obecności. Chwilę trwało, zanim zrozumiała, do kogo mówił Aizen. W tych egipskich ciemnościach Muken nie zorientowała się, że to nie jedyne ciemności w jakie ktoś ją zawlókł.
Ty świnio. Ty podła, sprzedajna…
PRZYZNAJ ŻE TO BYŁO CAŁKIEM SPRYTNE. NAWET NIE WIESZ KIEDY ZAMIENILIŚMY SIĘ MIEJSCAMI.
– WITAJ AIZENIE.
– Miło mi cię słyszeć, Kirai. Obawiałem się, czy dasz sobie radę tu dotrzeć.
– NIEPOTRZEBNIE. ZAWARLIŚMY PRZECIEŻ UKŁAD.
– Kiedyś nie byłeś zainteresowany układami.
– PUŚCI SIĘ ZMIENIAJĄ. MOŻEMY PRZEJŚĆ DO RZECZY?
– Bardzo cię proszę.
Ciemności zaczęły się pruć.


– Chcemy się z nią zobaczyć.
– To niemożliwe.
– Wiemy, że przesłuchanie już się zakończyło!
– Tak, jakieś dwie godziny temu.
– I wciąż nie pozwalacie nam się z nią zobaczyć.
– Bo to niemożliwe. Mamy wyraźne rozkazy, co do Ikari Jaggerjack. Nie możemy nikogo wpuszczać do Muken.
– Wujku, jesteś wreszcie! Zrobisz coś?
– Ech. Jako was przełożony zmuszony jestem jednak prosić o to, żebyście nas przepuścili.
– Ale Rada… Mamy bezpośredni rozkaz od Czterdziestu Sześciu.
– A teraz macie bezpośredni rozkaz od wszechkapitana. Jazda, otwierać, ale już.
Ogromne skrzydła uchyliły się niechętnie, a grupa Shinigami i jeden Arrancar wbiegli do środka.
– Można tu zrobić więcej światła?
– Światło proszę.
– Ale niezalecane jest poddawać więźniów energii świet…
– Światło. Proszę.
– Oczywiście.
– Są, są tam na dole, widzę ich.
– Ikari, dziecko. Nic się nie martw, jestem pewny, że to jakieś gigantyczne nieporozumienie i jakoś to…
– Tch.
– Czy Aizen się uśmiecha?
– Minako, czemu nic nie mówisz?
– To nie jest Aizen.
– Że co?!
– A kim jest facet z loczkiem Supermana, co? Kandydatem do Avengers?
Znaleźli się na samym dole, stając między więźniami.
– To nie jest Aizen.
It isn't you
It isn't
– Więc kto?!
– Nie wiem, ale gdyby to był Aizen już dawno rzygłabym mu pod nogi.
– Sugerujesz, że to iluzja?
– Niemożliwe.
– Ryża menda ma rrrację.
– O czym mówisz, Grimmjow?
– Zesłaliście ich do jednej celi, durrrnie. Jak myślicie, frajerzy, co się stało?
Nikt mu nie odpowiedział. Espada prychnął wściekle i uniósł dłoń. W przestrzeni między nimi zaczęła się otwierać garganta.
– Potrafimy ją zrobić wszędzie, my, Puści, wy idioci. Dlatego nie bierzecie nas do niewoli. Zawsze damy nogę. – Kobaltowe spojrzenie omiotło twarze wszystkich zebranych w podziemiu. – A wy zamknęliście Aizena z jednym z nas. Gratukurwalacje.

14 komentarzy:

  1. Jak przestane robić Zgredka, czyli walić glową o ścianę, to napiszę komentarz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Narazie to nie wiem, ile zajmie mi pozbieranie się w jeden kawałek. Za każdym razem jak czytam coś od ciebie to mnie rozwala, ale teraz to już przebiłaś wszystko. Pobiłaś wszelkie rekordy w każdej jednej komórce mojego ciała czuję, w zasadzie nie wiem co czuję, ale coś na pewno. Rozdrapałam sobie rękę do krwi. Nie wiem, czy nauczę się oddychać kiedyś znowu.
    No, ale ja będę umiała skomentować. Umiem!
    Zaczynając od początku. Nawiazując do historii już do mnie trafiło. Trafiłąś w cholerne sedno. Potem sny. Tak mnie to trzasneło, jakbym liścia dostała, ale takiego od prawdy. Doskonale wiem, jak to jest obudzić się po koszmarze, miewam je ostatnio dosyć często, więc znowu jakimś cudem Wilcza Cholera, czytasz mi w myślach, ty... Więc przejdźmy do postaci, która podobała mi się najbardziej w tym rozdziale. Toshiro. Gdy tylko się pojawił, zaczęłam ryczeć i uświadomiłąm sobie, że właśnie jego potrzebowałam. I tegorozdziału potrzebowałam. I tej sceny potrzebowałam. I jego zapewnień, że jest wszystko w porządku. Doskonale rozumiem Minako, bo sama mam takie trzecia-w-nocy-zrywy-pt-ja-musze-isć. No, tak jak pisałam ci już chyba ze sto razy: RADA TO CHUJE. Doskonale widziałam to, jak Ika siedzi na tym krześle, jak stara się opanować, ale i tak czuje się dziwnie istrasznie. Sama nienawidzę ciszy i podziwiam jej cierpliwość. Wgl cierpliwość Iki w tym momencie jest godna podziwu, jak na wybuchowa Ikę. Kłótnia Mina vs Grimm. Czekałam na totyle czasu! tak dobrze to wlazło, no wręcz perfekcyjnie! Ja dobrze wiem, ze właśnie tak by się wyzywali, tak by to wyglądało! Uwielbiam te spiny! Renji. Rrrenji! Przez cały rozdział tak zmieniały mi się uczucia co do szmaty! Do teraz nie wiem, co z nim zrobić. Ja nie wiem ja... j-ja nie wiem. Ale on, on jest drugą najlepszą postacią w tym rozdziale. Tak. Pomacane hehehehe ;> No. Jak dorwę Byakuyę to mu chyba powytrzaskam całą porcelanę. Ale on jest najidealnejszą osobą do objęcia stanowiska szefa antyfunclubu Iki. Serio. Ona jest całkowitym jego przeciwieństwem i tylko on nadawał się na rolę skurczybyka. Ale większym gnojem jest Asuka. PO PROSTU JAK GO DORWĘ TO MU TE TŁUSTE KUDŁY POWYRYWAM. Genialny pomysł z połączeniem Byakkuna z Asuką. Ryczałam ze śmiechu przez łzy jak czytałam wspomnienie i akcję z wypiekami. :P Renji taki borok <3 No i wreszcie mój ulubieniec, Aizen. Szczerze ci powiem, nie spodziewałam się, a jak ja sie nie spodziewałam, to to była akcja na złoty medal. I Kirai. Po raz pierwszy czuję do niego respekt. Kocham pomysł z otwieraniem garganty przez pustych. Jest logiczny, spójny z całą historią. Nie bój się nie jest nic najebane. Wszstko łączy się w jedną całość, a to, że tekst jest poszarpany i co chwilę są przeskoki między jednym miejscem a drugim, całkowicie oddaje Twoją wilczą naturę. Dla mnie to genialny pomysł, bo wiadomo, że dzieje się to jednocześnie, jest oddany klimat niepokoju i tak jak mówiłam wcześniej, rozdrapałam aż sobie ramię! <3
    Idę się zbierać w kawałek. Gdzie jest mój Toshiro, który będzie mnie tulił i mowił "Spokojnie." ? <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "– Hej, wszystko w porządku?" Nie, nie jest w porządku, jest daleko od porządku, ale tak ma być mam się rozlatywać, mam się nie zbierać!

      " – Nie mogę tu sobie spokojnie spać, kiedy nie wiadomo, czy znowu nie znęca się nad nią jakiś pedał z dziurą w penisie!
      – Obszedłbym się bez tej informacji." <3

      " – Spokojnie. – Hitsugaya wstał, wyciągając przed siebie otwarte dłonie, ale wciąż się uśmiechał. Podszedł do Kurosaki i złapał ją za ramiona. Jej spojrzenie topniało, im dłużej zaglądał jej w oczy, aż poczuł, że rozluźnia się pod naporem jego uśmiechniętych oczu.
      – Zabieraj ode mnie te turkusowe gały." już wiesz, czemu się rozryczałam!

      Cała opowieść z Rukongai i grze w powiedz kiedy mnie zachwyciła. <3

      "– Posłuchajcie, sk… – odchrząknęła, by pozbyć się chrypki – skore do milczenia dziady." Cała Ikari <3

      " – Widzę, że przyswoiłeś sobie w pierdlu nowe słownictwo.
      – Szkoda za to, że twoja edukacja zatrzymała się, kiedy już nauczyłaś się wiązać sandały.
      – Debil.
      – Debilka.
      – Palant.
      – Palant… Palanciara.
      – Koszmarnie odmieniasz przez rodzaje.
      – A ty w ogóle jesteś koszmarrrna." Made my day <3

      "– Skurwysyn! – Kurosaki uniosła rękę," Ostatnio cały czas tak reaguję.

      I fest mnie rozczulił ten dialog Miny I Tośka pod gargantą <3 kocham kocham kocham <3

      "Hitsugaya kaszlnął w swoją zaciśniętą pięść, ale co upierdliwszy upierałby się, że te kaszlnięcie było fonetycznie identyczne ze słowem „palant”. Może lekko stłumione." <3

      " – Eee… W-wypieki? – zająknął się, podnosząc krzesło do pionu i z powrotem na nim siadając, jednak nie próbował się już na nim kołysać. – C-czemu miałyby jej wychodzić wypieki? Z-znaczy, nie zaprzeczam, ale… Ale… – Im wyżej Byakuya unosił brwi, tym bardziej Renji’emu plątał się tok wypowiedzi. – W-właściwie… o jakich wypiekach mówimy?
      – No ja o świątecznych. – Kącik ust Byakuya drgnął podejrzanie. – A ty?
      – J-Ja? Świątecznych?
      – Przecież miałeś jej pomóc przy pieczeniu pierników. Dlatego pytam, jak poszło.
      Renji jeszcze przez chwilę patrzył na swojego kapitana szeroko otwartymi oczyma, ale zaraz wybuchnął gromkim śmiechem.
      – Pierniki! " :D:D:D:D::D Szmata jest kochany <3

      I Aizen! Aizen Aizen Aizen, chce jego plakat na święta! <3

      Usuń
    2. -.- Nie. Żadnych Aizenow, zwlaszcza na świeta. Chociaż... mozliwe ze sie na swieta do drogi wjebie, tego sie boje.

      Usuń
    3. Podejrzewam, że na święta wjebie się Aizen, jego loczek i to, na co się zgodziłam pod warunkiem, że jego rolę w filmowej Drodze zagra Dylan O'brien. Czaisz. :D

      Usuń
  3. Orzeszkurwajapierdole. Co nic nie mówisz, że napisałaś wreszcie, Wilczysko wredne. Ja tu sie za behind biorę, ale tak mnie tknęło: sprawdzę. A co tam. I co moje piękne oczy widzą? Rozdział kurwa wreszcie widzą!
    O i nawet bloga Feniksa się doczekałam, no nie wierzę.
    Nie będziesz głodować, zmontuję Ci na święta paczkę z piernikami ;)
    Niezły music, niezły.
    "– Śnił ci się ten stary piernik? – Toshiro uniósł się na łokciu, unosząc brew. – Jestem zazdrosny."
    Biedny Tosiek. Swoją drogą dobrze, że mi przypomniałaś o jego egzystencji. Trochę mi się o nim zapomniło.
    " – Nie słyszałaś o tym, że dzieciaki bywają okrutne?
    – Nie na tyle, żeby nawzajem się powyżynać!"
    Ich konwersacja jest zabójcza.
    Ikari to ma dobrze, nawet w czasie przesłuchania jak tak siedzi godzinami, może sobie chociaż z Kirasiem pogadać i na łące pełnej, tego, no... Bazylii? posiedzieć. To nawet wygodne.
    " – Wam ktoś płaci za prowadzenie dochodzenia? Jesteście z wydziału zabójstw?
    Pełen kpiny wyraz twarzy Arrancara zaczął Minako działać na nerwy.
    – Widzę, że przyswoiłeś sobie w pierdlu nowe słownictwo."
    <3<3<3<3<3<3<3<3
    "Grimmjow się wykrzywił i być może uniósłby brwi, gdyby tylko nie były one fabrycznie na stałe zmarszczone. "
    O ja ale Ty go ciśniesz.
    "erwało mu prychnięcie.
    – Mówisz o tym kutasie z niby niebieskimi kudłami? – Grimmjow się wykrzywił i być może uniósłby brwi, gdyby tylko nie były one fabrycznie na stałe zmarszczone.
    – Nie wnikam w kutasy i kudły, naprawdę
    – Taki z niego cud jak ze mnie pieprzona Matka Teresa.
    – Nie wiem kim byłeś w poprzednim wcieleniu, Grimmjow, ale wątpię, żeby miało to coś wspólnego z pomaganiem potrzebującym, więc tym razem się z tobą zgodę. – Toshiro ukrył twarz w dłoniach, przysiadając w fotelu. Jego zgarbiona sylwetka kazała domyślać się, że kapitan jest już tym wszystkim zmęczony. – Co nie zmienia faktu, że większość z drużyny Cu… z ich drużyny, wynajmuje apartament w drapaczu chmur naprzeciwko. Być może ten cały Aomine i Ikari zjawią się kiedy… Sprawa przycichnie.
    – Nie zjawią się. – Grimmjow był pewny tego, co mówi. – Przynajmniej nie ten gnojek.
    – Bo?
    – Bo on też nie żyje."
    Ja bym Ci tu najchętniej kurwa pół rozdziału przekopiowała i dopisała swoje komentarze, ale nie dasz rady przeczytać, więc sie jeszcze mocno powstrzymuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ahahah, nie powstrzymuj sie na przyszłosc, i can handle this ;D To dla mnie niebywała przyjemność, po to tu jestem ;)

      :*

      Juz poprawiam błedy, thx za czujnosc! mam nadzieje ze tresc i koncowka i wgl, ze nie rozczarowuje, no. no.

      Usuń
  4. "Może po prostu przywykła, ale to, że ich twarze były częściowo zamaskowane, budziło wątpliwości. Nie widziała ich oczu. Może oni śpią. Albo nie żyją. Albo robią sobie z niej jaja."
    Serio? :D
    "– Posłuchajcie, sk… – odchrząknęła, by pozbyć się chrypki – skore do milczenia dziady."
    Piękne!
    Wgl. Ja nie wiem, ale Renji u Ciebie na Drodze to taka skończona szuja, menda i łajza. Tak go zawsze lubiłam, a przez to co wyprawia tutaj, to nawet na Behindzie nie chce mi się o nim pisać... To jest straszne. Dobrze, że mi jeszcze Szayela nie obrzydziłaś do końca.
    " „Zostaje ona również poinformowana o wszczęcia postępowania dyscyplinarnego.”"
    Wszczęciu.
    "Kurosaki cmoknęła z uznaniem, uchylając się przed łapą Espady, który zamierzał przetrącić jej kark, ale unik go zaskoczył, w skutek czego wpadł do własnej garganty"
    I can see it!
    " Dotarli do biura wszechkapitana akurat w momencie, kiedy Espada wydzierał się na niego, opluwając mu obficie biurko, tak że kapitan zaczął obkładać swoje dokumenty pustymi koszulkami i każdą wodoodporną materią, jaką znalazł."
    "– Ty chyba nie rozumiesz, co znaczy te słowo."
    Ja Ci dam kurwa "te słowo"! To! Kurwa!
    "Jego czerwone włosy wymknęły się spod kontroli wysokiego kuca już podczas spiny z Grimmjowem i wyglądał teraz jakby właśnie wstał z łóżka. Takiego na izbie wytrzeźwień."
    Buahahaha!
    "– I tak zbyt długo zwlekałeś. – Szarofiołkowe oczy mierzyły się z pełnymi zagubienia oczyma porucznika. – Powinieneś był się zgodzić od razu."
    Bakuś? Co on knuje?
    "Napełniła płuca powietrzem, gotów się wydrzeć, ale zanim je uwolniła…"
    Gotowa.
    "– Tak twierdzisz. Ale my już mieliśmy tutaj takich, którzy byli gotów nawet symulować własną śmierć, by osiągnąć własne korzyści."
    Gotowi!
    "– Ty? – W jej głosie było słychać najszczersze zdziwienie. – Czyli jednak chodzi o bimber?"
    Oł jeee.
    Oh my god! Tyle Ci kurwa powiem na podsumowanie. Ojażeszkurwapierdole.
    Tak się zaczytałam, że nie poszłam na mój kurs inglisza!! OMG. Długie było, wreszcie kurwa długie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem, jestem ^.^ Nadal czytam, tylko w trybie "incognito" :D
    Muszę Ci się przyznać, że od baaardzo długiego czasu jakoś brak mi weny na komentowanie :< Wypaliłam się :P A jak mam napisać coś w stylu "Super rozdział, czekam na wiecej" i tyle to.... ehhh... uważam, że zasługujesz na więcej niż jedno zdanie, a na razie na tyle tylko mnie stać :<
    Zresztą ten komentarz pewnie też jest bezsensowny i w ogóle, ale jak już się zmusiałam do jego napisania to chociaż po części skomentuje rozdział ;)

    Fabuła toczy się w bardzo ciekawym kierunku ;) Zastanawiam się co też znowu wymyślił Aizen... I czemu Kirai się z nim skumał? O.o Grimmjow pokaż pazurki i zrób porządek :P W końcu jest Królem co nie? :)
    Za Ikari za bardzo nie mogłam nadąrzyć w poprzednich rozdziałach :D I to mi się w tej postaci podoba ;)
    Mi się długość bardzo podobała, bo wolę przeczytać coś długiego i rzadziej, niż mega krótkiego i np. co tydzień :P Jestem więc w pełni usatysfakcjonowana >^.^<

    :* :* :* :* :*

    P.S Nawet nie pytaj ile nad tym siedziałam -.-"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kazumi! :* chocbys miałami tylko "." zostawiac, zostawiaj, bo sie martwie! I tęsknie za Twoim pisaniem! Mocno! Zima idzie, otul sie kocykiem, grzańca sobie zrob i odpalaj blogspota! Czekam! ;*

      Usuń
  6. – Ja to zrrrobiłem. "

    Ja pierdolę! I mnie autentycznie przeszedł dreszcz! O człowieku, nie jest dobrze.

    Cieś Wilczy. Łajzo. Więc tak, jak mówiłam, approve, of kors. Cytaty, tego, tamtego, zaraz się pojawią, ale zanim, to się odenisiemy od rozdziału. Aha, Iskierka lubi szóste "tch", tak btw.

    Dobra, Wilczy, ktoś już powiedział, że rozjebałaś system, a ja się powtarzać nie będę. Co więcej, uznałam, że komplementów, ochów, achów, i reszty Ci wystarczy, bo jakby zebrać do kupy te moje pianie nad Drogą, to by można było pokaźne wypracowanie stworzyć. Niemalże historyczne.

    Jestem absolutnie zaskoczona. Czytam i niedowierzam. Co tu się wyprawia? Uporządkujmy fakty. Renji'emu kazał Byakuya, który również wiągnął Asukę do oddziału Ikari. Teraz Ika została skazana. Grimmjow ją znalazł. Aizen zwiał. Gdzie jest Hagane? Mój siedzi w domu, to się nie liczy.

    Twoja intryga już nie jest tajemnicza, teraz jest cholernie zabójcza. Powieszą Hagane. Muszą. Za tą hollowfikację. Bo co moga zrobić Uraharze? Przecież nic. No i co?

    I w ogóle, ten Kuchiki to mnie denerrrrwuje już, co on się tak przyczepił? I to tak bardzo w stylu Rady "ktoś cię widział w Muken. Spiskowałaś". No kurwa, pewnie, na pewno. Ale faktem jest, że oskarżenia wydają się logiczne, Ika wpadła w ciąg zdarzeń niekoniecznie dla niej fortunnych, poza tym dodatkowo ładuje się w kłopoty etc a to chyba wystarczy, żeby wkurzyć tych wyższych. Dlaczego nie widzę słabych stron?

    Chcielibyśmy zaznaczyć (my bo z Laxiem), że bardzo nam się podobał ten właśnie, aktualny, prawda, rozdział. Yyy... I to by było na tyle. Do widzenia. Czekamy na więcej. Weny czy czegoś tam, no.

    "Przecież ich nie lubimy, zakończeń. Chyba, że kończy się coś złego."

    Yup. Potwierdzam. Ten sentyment za czymś, co odeszło, i po chwili zdajemy sobie sprawę, że bezpowrotnie. No.



    Sen Minako niszczy mi system. Wyobrażenie sobie Ikari z mruganiem jak u lalki było łatwe. Gorsze, że trochę mnie przeraziło. W ogóle jej zachowanie przypomina trochę paranoję. Wstaje w nocy, żeby nawiedzić Uraharę o Hagane. Nie twierdzę, że to nienormalne, bo hej, na Drodze dzieje się wiele dziwnych rzeczy, ale tak z boku, powiedzmy, z punktu widzenia Tośka, to Mina rzeczywiście może trochę wariować. Z tą ciągłą obsesją na punkcie Ósemki, w dobrym znaczeniu oczywiście, bo chodzi tylko o ochronę. I Hagane tego nie docenia! Łajza.



    A potem panika Kiraśka... Miałam trochę tak, jakbym po biegu w końcu mogła się rozkoszować odpoczynkiem. Autentyczną frajdę sprawiła mi ta jego złość. I strach. Uhu, Pusty się boi eliminacji, tak, tak. Jego dialog z Ikari jest magiczny, choć nadal przerażający. Sama sytuacja, gdzie Ikari po prostu siedzi, wszyscy się na nią gapią i milczą, jest cholernie ciężka do zniesienia. Próbowałam sobie wyobrazić, jak długo Ika by siedziała w ciszy, i rachunek nie wyszedł za wysoki.



    " Powiedzcie kiedy, skurwysyny." tytuł rozdziału. Jak sukinsyn! Po prostu epickie. Wilczy, przechodzisz samą siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Widzę, że przyswoiłeś sobie w pierdlu nowe słownictwo.
      – Szkoda za to, że twoja edukacja zatrzymała się, kiedy już nauczyłaś się wiązać sandały.
      – Debil.
      – Debilka.
      – Palant.
      – Palant… Palanciara.
      – Koszmarnie odmieniasz przez rodzaje.
      – A ty w ogóle jesteś koszmarrrna."

      Przepraszam. Pomimo całej grozy sytuacji, makabryczności i duszącego odoru krwi, musiałam się śmiać. Ja myślę, że gdyby kiedyś zdarzyła się sytuacja, w której Grimm i Mina zostali sami na kwadrans, to powstałyby najlepsze dialogi ever. By się pewnie trochę poszczerbili, ale dla jakiego celu!

      "– Chcę ją znaleźć. – Jaegerjaquez zdecydował się jednak udzielić odpowiedzi. – Zostawiłem ją na dachu szkoły. Kazałem jej czekać. Nie posłuchała. Wybaczyłbym jej, gdyby uciekła do mnie. Ale byłem u siebie i hej, zgadnij, ryża mendo, twojej cholerrnej przyjaciółeczki tam nie ma!"

      Nigdy nie odmawiałam Grimmjowowi... Uczuć. Znaczy... Czegoś pośredniego między emocjami a zniszczeniem. To jest... Chodzi mi o te takie... Samcze pragnienie posiadania na własność. O, tak będzie dobrze i ja jeszcze trochę pożyję. Jestem z niego dumna, któryś raz z kolei. Boże, to jest taki piękny romans. Ale taki piękny! Którego nie da się określić za bardzo słowem "romans" ale zaryzykuję te moje nieszczęsne rude kudły razem z głową. Ech, Wilczy... Miałam nie pisać pochwał. Taaa.

      "Zaraportuję o tym i zrobimy ci wjazd do tej twojej piaskownicy! Wysprzątamy ci kuwetę (...)"
      Nauczaj, mistrzu.

      "No tak, ale do tej pory myślałam, że kupiłeś ten status na allegro."
      Paniom, tego nawet na ebayu nie mają. Zapewniam.


      " Co, podpatrzył jak pędzę bimber w piwnicy?"
      Nie, Hagane, nie mów im tego. Jeszcze będą chcieli wytargować kilka baniaków.

      " Już dłużej nie mogłem. To się musi skończyć.
      – Produkcja nielegalnego alkoholu? Dobra. Nie było sprawy. Nie wiedziałam, że zrobicie z tego takie wielkie halo."

      Yhy, i wszyscy uwierzymy, że zamkniesz tę swoją gorzelnię. Czekaj, czekaj :D I to takie piękne zestawienie powagi z drwiną. Mrrrr.

      "A wy zamknęliście Aizena z jednym z nas. Gratukurwalacje."
      Zatchnęłam się, jak już wszystko do mnie dotarło. Przysięgam, że się zatchnęłam. I myślę sobie "kurwa wasza mać, teraz to już koniec, Aizen na wolności, myszy harcują a gdzieś tam jest Nnoitora i Szayel. Tak. Koniec świata bliski. Żałujmy za grzechy". Jedyna pociecha w tym, że Grimm ma ze sobą Czwórkę i Jedynkę, bo możemy gadać, co chcemy, ale sam nie rozniesie i Aizena i Kiraiego. I w ogóle Kiraś musi przejść eksterminację totalną. Jest wspaniałym Pustym, ale sprzedajną mendą jednako, więc MUSI ODEJŚĆ!
      Wiesz, za każdym razem myślę że nie podniesiesz poprzeczki i nie będzie już mroczniej i niebezpieczniej. I znów wrzucasz nowy rozdział, w którym nie ma krwi, ale jest tyle cholernego strachu i niepewności, niebezpieczeństwo można nakreślić z niesamowitą precyzją, a jednak wciąż nie wiemy wszystkiego do końca. Jara mnie złość Grimma nie NA ale O Ikari. Gdzieś tam w niebieskiej, przesiąkniętej destrukcją i seksownością duszy jakaś mała część się o nią troszczy. I zabije, jeśli Ikari stanie się coś złego. Tak, tak, wiem, że tu chodzi o politykę, ale ludzie, te młyny mielą przede wszystkim przez Hagane, ładującą się w kółko w kłopoty. I to jest tak widoczne, tak ujmujące... Ryczeć będę w końcu, no!



      Ale Ty się Wilczy rozelniwiłaś ostatnimi czasy. Dialogi sadzisz piękne. Epickie. Ale opisów coraz mniej. Ty leniwe zwierzę! Dobrze, dobrze, wiem do czego pijesz. Powinnam w końcu zainwestować w tego guinessa dla Cię, tak, tak.


      I nie masz pracy. Odpowiedzialny jest za to Twój charakter&osobowość czy bardziej szefostwo czy ktoś tam? I Paryż! Proszem Paniom! Piękna rze... To jest, miasto.

      Usuń