Ogłoszenia parafialne (sekty pod wezwaniem Sexty)

OGŁOSZENIA PARAFIALNE (sekty pod wezwaniem Sexty):

Wstyd mi. Ale znów dużo się działo. Wyszłam za mąż, takie tam.

Kochani autostopowicze, przedstawiam ostatni rozdział Drogi.

INFO_NUMBER_2:

ZAPRASZAM NA NOWĄ WILCZĄ HISTORIĘ,
ZAPRASZAM NA TAGGED# MONSTERES

niedziela, 8 marca 2015

16. PUSTA I BESTIA: Eyes on fire. (cz II)



 Aha! Kirai nie zna się na interpunkcji, także wybaczcie mu... Chaotyczne byłyby to wpisy, dlatego nie będziemy wpuszczać Kirasia częściej jako narratora ;D Ale dzieki temu mozecie odroznic kiedy on kłapie szczeka a kiedy inni dra ryja ;D
______________________
– Wybaczcie mi ten mały wybieg z kidou, ale chyba… jak to mówią? Nie poddalibyście się dobrowolnie, prawda? – Kisuke uśmiechał się do nich smutno, siedząc dokładnie pośrodku prostokątnego stołu. Na jednym jego końcu siedziała Jaggerjack – ręce miała skute z tyłu, a kostki spętane łańcuchem, przypiętym do wmontowanych w podłożę cokołów. Grimmjow, który siedział naprzeciw niej, miał łapy I nogi przykute do czegoś, co wyglądało jak troche nowocześniejsza wersja krzesła inkwizytorskiego. – Musiałem was unieszkodliwić, dla dobra ludzkości. Dość trupów padło z rąk Espad w ostatnim czasie – dodał, patrząc wymownie na Jaegerjaqueza. – Jako król, czułbym się odpowiedzialny za ludzkie istnienia… To znaczy wiem, że akurat tobie koło królewskiej dupy lata żywot zwyczajnych śmiertelników, ale jakby na to nie patrzeć, był to przejaw samowolki twoich poddanych no nie? Bo chyba nie wydałeś rozkazu by zgładzić wszystkich, którzy lubują się w hiszpańskiej kuchni?
Grimmjow nie odpowiedział, ale jego kobaltowe oczy posyłały zrozumiały komunikat.
I'll seek you out, Flay you alive
– No właśnie. Dlatego wolałem was tutaj na spokojnie… – Szósty szarpnął kilkukrotnie przykutymi do krzesła rękami, by dać znać, że wcale nie jest spokojny. – No dobra, ale przynajmniej teraz jesteś mniej śmiercionośny niż zwykle. – Jaegerjaquez zgrzytał kłami i wciąż patrzył na Uraharę z żądzą mordu w ślepiach. – T-Tak jakby… I nie będziesz musiał niczego żałować po fakcie. Posłuchajcie, kochani. Ja wiem, że między wami ostatnio się nie układa… – zarówno Szósty jak i kapitan ósemki zaczęli wydawać z siebie prychająco-parskające dźwięki. – Boże, dajcie mi dokończyć! Co jeszcze mam zrobić, żebyście mi nie przerywali? – Kisuke westchnął ciężko. – Staram się wam uświadomić, jak ważne jest teraz, żebyście zakopali topór wojenny… tymczasowo chociaż! I skupili się na tym, co istotne, a nie trwonili energii na niepotrzebne batalie… Czy to ma jakiś sens? To że wam o tym mówię?
Oboje – Arrancar i Shinigami – pokręcili przecząco głowami.
– Nieważne i tak wam powiem. Możecie mieć mnie za głupka, ale będę liczyć, że odniesie to jakiś skutek, choćby bardzo wymierny. – Przeczesał palcami płowe włosy. – Do jasnej cholery, Ikari, nie zapominaj, że jesteś kapitanem!
Jaggerjack mruknęła coś, co brzmiało prawie jak „jeszcze”.
– Shunsui wysłał cię tutaj w konkretnym celu. Inwigilacja szkoły! Mamy tu poważny problem, Ikari, Grimmjow! – Przeniósł spojrzenie z powrotem na Espadę. – Do meczu, do którego się przygotowujesz, został tylko tydzień! Wiemy, że podczas meczu coś się wydarzy, ale nie wiemy co. Moje liczniki reiatsu w Tokio szaleją. Musimy zachować czujność i najwyższą ostrożność. Nie uda wam się to, gdy będziecie zajęci ciągłym warczeniem na siebie w najlepsze! – Kolejne westchnięcie szarpnęło jego klatką piersiową. – Zrozumcie, że chcę dla was jak najlepiej… Zarówno dla Seireitei jak i Hueco Mundo, z którym liczymy wreszcie na jakiś sojusz… Szczerze mówiąc, to miałem nadzieję, że posadzimy jedną z nas – zerknął znacząco na Ikari – na tronie obok króla i to zagwarantuje nam długoletni pokój, ale… Cicho bądź, Hagane, sam się zorientowałem, że szanse na to są coraz mniejsze, a jednak… W końcu nadzieja matką głupich… Jednakże! Nie proszę was o AŻ TAKIE przymierze. Proszę was tylko, żebyście się dogadali, przynajmniej do czasu, aż wszystko się wyjaśni. Czy CHOCIAŻ TYLE jesteście w stanie zrobić dla świata?
Odpowiedziała mu cisza.
– Czy to znaczy, że mogę was już odkneblować? – Zerkał na nich na zmianę. Żadne z nich nie przytaknęło i żadne nie protestowało, gdy wyciągał kneble z ich ust. Pierwszą uwolnił od niego Hagane. Spodziewał się krzyku, gdy tylko rozwiąże jej usta, ale ku jego zdziwieniu kapitan wciąż tylko patrzyła na niego z niesamowitą urazą i miała tak obrażoną minę, że Kisuke chętnie zrobiłby jej zdjęcie, które w przyszłości mogła by pokazywać swojej córce, mówiąc: „Patrz, mamusia też była taką rozkapryszoną dziewczynką jak ty.” Te jej zawzięte milczenie – chociaż jeszcze przed chwilą próbowała przegryźć knebel – było niepokojące bardziej, niż zwyczajne histerie kapitan i Urahara zaczął się bać, że jeśli rozknebluje Espadę i ten też pozostanie cicho, to chyba postrada zmysły z nadmiaru nienormalności.
Arrancar go jednak nie zawiódł.
– Kurwa – powiedział, gdy tylko mógł i Urahara odetchnął z ulgą, a Arrancar miął jezorem, jakby chciał się upewnić, że przez te piętnaście minut nie stracił on swoich właściwości. – Zabiję cię, gnojku, jak tylko mnie rozkujesz! – zaczął się pieklić, podzwaniając łańcuchami.
– Och, a dlaczego miałbym to zrobić, po tym co właśnie zapowiedziałeś, że zrobisz, gdy ja zrobię to, czego nie zrobię?
– I tak cię zabiję! Ukatrupię jak psa, usmażę na wolnym ogniu i zeżrę, utopię i zakopię żywcem w piasku…
– Naprawdę bardzo chciałbym tego wszystkiego doświadczyć, a nawet to przedyskutować, zastanawia mnie zwłaszcza ten aspekt, jak zamierzasz zakopać mnie żywcem, po tym, jak kilka razy pod rząd mnie zabijesz, jednak sposób w jaki umrę, też nie jest teraz najbardziej istotną sprawą na świecie, więc… – Zwrócił wzrok na Ikari. – Złociutka, zacznijmy od ciebie, twoich roszczeń i żądań. Czego ci potrzeba, żeby puścić Szóstemu Espadzie pewne rzeczy w niepamięć i móc w miarę normalnie żyć?
Kapitan wciąż miała naburmuszoną minę i siedziała z nosem na kwintę, znosząc bez słowa podśmiewywanie Grimmjowa, aż w końcu nie wytrzymała i wyrwało jej się, co jej na sercu leżało:
– Przeprosin. Ma mnie przeprosić, bydlak jeden.
– O, bardzo rozsądnie, spodziewałem się, ze zażądasz jego głowy na złotej tacy albo żeby się otruł cyjankiem, a ty chcesz tylko…
Szyderczy rechot Espady przerwał Uraharze i pogrzebał jego nadzieję, że sprawa rozwiąże się szybciej, niż zakładał.
– NIBY ZA CO? – Szósty wciąż się śmiał jak nawiedzony. – Może ci twoi porucznicy tańczą jak im zagrasz, ale je nie będę twoim tresowanym Arrancarem! Jestem królem i nie muszę nikogo o nic prosić i za nic przepraszać! – ryczał, wciąż z uśmiechem na twarzy.
Ikari próbowała zerwać się z krzesła, ale udało jej się to tylko połowicznie i teraz warczała na Espadę pochylona nad stołem, przytrzymywana przez naprężone łańcuchy, starając się zamordować go wzrokiem.
One more word and you won't survive
– Chyba że… – Grimmjow popatrzył z tym drapieżnym uśmiechem skończonego psychola na Uraharę. – Ikari zabierze mnie do kina na „Wielką szóstkę”. I kupi mi mega popcorn. – Szeroki uśmiech zajmował coraz większą powierzchnię twarzy Espady.
Urahara i Jaggerjack zaniemówili. Ikari nawet rozdziawiła usta i z klapnięciem opadła z powrotem na swoje miejsce. Wymieniła z Kisuke spojrzenia i znów popatrzyła na Szóstego.
– Ale ten film nie jest o tym, o czym myślisz, że jest, Grimm. To nawet nie jest film. I na pewno nie występują tam Arrancarzy z ponadnaturalnej wielkości przyrodzeniem.
 – Nie? To dlaczego ktoś ostatnio wbił mi z kamerą pod prysznic?
– Eee… Może Yumichika był ciekawy, co tam ciekawego trzymasz w hakamie…
– A co, plotkowałaś z nim o moim…
– Twoja pantera nie należy ani do moich zainteresowań, ani do tematów moich rozmów, jakie odbywam z innymi…
– Jeszcze przed chwilą byłaś chętna – burknął król Hueco Mundo urażonym tonem. – I jestem pewien, że to nie był ten pedałek tylko…
– Nie, to na pewno nie był reżyser „Wielkiej szóstki”.
– A kogo innego, jak nie mnie, mieliby zatrudnić w takiej produkcji?!
– Może gdyby produkcją tego zajmowało się Brazzers, ktoś faktycznie by się z tobą skontaktował, ale szczerze mówiąc… Nie masz co liczyć na karierę w tym show biznesie z tą twoją panterką
– Ej, ej, ej! A co to niby ma znaczyć, te zdrobnienie?!
– Jak sama nazwa wskazuje – „zDROBNIEnia” używamy opisując rzeczy niewielkie, najczęściej budzące w nas litość i opiekuńcze uczucia…
– Ty szurnięta suko, uważaj, bo jak tak kłapiesz tą jadaczką, mam ochotę naprawdę dać jej się zaopiekować tym moim ZDROBNIENIEM, z powodu którego – przypominam – krzyczałaś w niebogłosy, kiedy cię nim…
– STOP! – wrzasnął Urahara, po którego twarzy rozlewał się coraz rozleglejszy rumieniec. – Coś mi mówi, że moja obecność nie jest niezbędna podczas tej rozmowy! Więcej! Nie chcę słyszeć już ani słowa! – To mówiąc, Kisuke poderwał się z krzesła, które gwałtownie odsunięte wyrżnęło w ścianę i zerwał znajdujący się pod stołem podsłuch. – Wygraliście rozmowę prywatną, gratuluję! Proponuję wrócić do tematu tego kina, bo przez chwilę szło wam naprawdę nieźle, dopóki… – Wzdrygnął się, próbując przeganć jakąś nawiedzającą go wizję. – Naprawdę, nie muszę o tym wiedzieć, nikt nie musi… Ale jeśli powiedzenie sobie tego wszystkiego oczyści atmosferę między wami… Okej, róbcie swoje i macie moje słowo, że nikt nie będzie chciał tego podsłuchiwać…
Zwijał w rękach przewody z podsłuchu, dreptając do pancernych drzwi, które otworzyły się z cichym brzęczeniem, gdy wystukał na znajdującej się obok klawiaturze właściwy kod.
– Chwila, a ty dokąd?! – krzyknął Grimmjow.
– Wypuść nas stąd, draniu! Jestem głodna i przykuta do tego zasranego krzesła!
– Nie ma mowy. – Kisuke naciągnął na oczy swój kapelusz, spod którego dojrzeli przebiegły uśmiech. – Wypuszczę was tylko, jeśli się dogadacie. Prywatność macie zapewnioną na poziomie fonii, ale przez te szyby – wskazał na weneckie lustra – będziemy was obserwować.
– „My”? A co ty tam masz ze sobą cały sztab podobnych sobie pokręconych naukowców?
– Tak, coś w stylu loży szyderców, którzy będą oceniać, na jakim etapie „dogadywania się” jesteście.
– A co jest ostatnim etapem „porozumienia”, który musimy zaliczyć, żebyście nas stąd wypuścili?
– Na pewno nie to, o czym myślisz, Grimm, mówiąc „zaliczyć”.
– Czyli nie wystarczy jak ją wezmę na tym stole do przesłuchań?
– Definitywnie nie, więc możesz nam oszczędzić tego widoku, a sobie wysiłku.
– To skąd będziecie wiedzieć, że wypracowaliśmy jakieś porozumienie?
Urahara spojrzał na Ikari i jego szare oczy długo zaglądały w oczy kapitan. Tak długo, aż te przestały być cyjanowe.
– Będziemy, spokojnie – zapewnił i zamknął za sobą drzwi, które kliknęły, na znak, że znów uzbrojono zabezpieczenia antywłamaniowe.
Po wyjściu byłego kapitana w pomieszczeniu przesłuchań zapadła głucha cisza. Grimmjow opierał się na krześle, odchylając głowę i uparcie przyglądając się migającej na suficie jarzeniówce. W końcu znudziło mu się czekanie, aż żarówka strzeli i zaczął na poważnie próbować uwolnić się z krępującego go żelastwa. Ale chociaż prężył muskuły i zdzierał Hierro, próbując wyciągnąć łapy z klamer, przytrzymujących jego nadgarstki na podłokietnikach, na nic się zdały jego wysiłki.
– Kapelusznik pierdolony, pederasta w chodakach… – klął, słusznie podejrzewając, że Urahara nie skuwał ich osobiście dlatego, że tak bardzo ich lubił. W akcie desperacji udało mu się nawet wykręcić dłoń i puścić chudą wiązkę cero w okowy, które skuwały jego prawą nogę. Nie uwolnił się, jednak zyskał gustowne przetarcia na dżinsach, które musnęło cero.
– Szlag. – Nachylił się, dmuchając na sznurówki, które zaczęły się tlić. – Zabiję tego wszarza ze spożywczaka. Rozdupczę mu ten jego jebany bazarek i całe osiedle, które zaopatrza.
Tupał wściekle nogą, ale ponieważ manewry, jakie mógł wykonywać stopą, były ograniczone, sznurówki wciąż się tliły.
W końcu, kiedy zwiedził spojrzeniem każdy zakamarek pomieszczenia i już dłużej nie mógł unikać wzroku Hagane, podniósł na nią oczy.
– Nie przeproszę cię, nie ma mowy – wycharczał, patrząc na Jaggerjack spod błękitnej czupryny. – Prędzej mi kutas na ręce wyrośnie.
– Mówi się „kaktus”, kretynie – parsknęła Ikari, która od godziny beznamiętnie przyglądała się Espadzie w jego bezskutecznych wysiłkach, by się uwolnić i z nią broń Boże nie gadać. – Czyli jednak porozmawiamy jak dorośli… dorosły Arrancar i Shinigami? Czy masz jeszcze w zanadrzu jakieś infantylne gierki?
– Gierrrki?! – Grimmjow szarpnął kajdankami. – Ja sobie pogrywam w gierki? To co ty robisz, ty przeklęta…
– Ja tylko żeruję na słabości przeciwnika. – Kapitan posłała mu przez stół zalotny uśmiech.
See right through you any hour
– Że niby co, że niby ja miałbym mieć jakąś słabość? – Szósty odchylił głowę i zaśmiał się w głos, ale chyba nawet jego to nie przekonało, bo jego śmiech szybko się urwał. – No dobra, porozmawiajmy, Shinigami. Już kiedyś nam się to udało, a dzisiaj masz większe szanse przeżyć, przynajmniej dopóki się nie uwolnię…
Rozmowa. Grimmjow i rozmowa. Czy rzeczywiście kiedyś udało jej się przeprowadzić z Szóstym normalną rozmowę? Taką bez rękoczynów, krzyków, porykiwań, bez uwalniania zanpakuto? Zwyczajną, może nie od razu przy kawie, może wciąż podszytą seksualnymi kontekstami, bo czy bez nich obyło się kiedykolwiek, ale z której wyniknęło coś więcej, niż kolejna walka?
Faktycznie, kiedy się skupiła, przypomniała sobie taką dyskusję. Chyba jedyną. Co prawda tuż przed nią i tuż po niej Grimmjow próbował ją uwieść – bardziej adekwatnie byłoby stwierdzenie: zgwałcić – ale to tylko potwierdzało, co Ikari wydedukowała na temat słabości Espady, a jednak… Był taki moment. Cholera wie, ile to kosztowało Jaegerjaqueza. Ten moment, w którym jakoś zdołał się opanować. Nawet odsunął jej krzesło, zanim zasiedli, by porozmawiać. No dobra, może tylko w nie kopnął, po czym rozkazał, by na nim usiadła, ale liczył się gest. Rozmowa też była specyficzna, bo Grimmjow podawał jej do wiadomości garść zaskakujących informacji i wkurwiał się za każdym razem, gdy mu przerwała. Szósty pewno by się zarzekał, że wzniósł się wówczas na wyżyny swojej cierpliwości, a to, że łeb Hagane ciągle trzymał się jej korpusu, miałby przemawiać za jego wersją, zaś Ikari podałaby w wątpliwość, czy Arrancar rzeczywiście był w posiadaniu czegoś tak filigranowego jak cierpliwość. Wtedy Szósty by się wkurzył, że kapitan była zbyt zajęta wchodzeniem mu w co drugie słowo by zauważyć i docenić pokłady jego wyrozumiałości jakimi się wykazał. Ale to właśnie wtedy, w kuchni Kurosakich, jeden jedyny raz udało im się przeprowadzić poważną, spełniającą zwyczajowe standardy rozmowę, mimo że w efekcie (na skutek nieokrzesanych umizgów Arrancara) Ikari pocięła Szóstego jego własnym zanpakuto, bo oboje wyciągnęli z tej rozmowy zupełnie odmienne wnioski.
Na twarzy Szóstego malował się teraz ten sam wyraz twarzy, co wtedy. Jaggerjack go zapamiętała, bo był to specyficznie skrzywiony pysk kogoś, kto właśnie zdecydował się przyjąć wyzwanie, ma przy tym nieczyste myśli oraz bardzo stara się nie krzywić bardziej, niż to konieczne. Był to jeden z zabawniejszych wyrazów twarzy Espady. Jakby naprawdę skupiał całe siły na tym, by skoncentrować się z góry na dziesięć minut albo jakby próbował uchodzić za wcielenie łagodności, co przez jego fabrycznie ściągnięte gniewem brwi dawało wymierny efekt. Żałowała, że nie ma przy sobie swojej piwnicy, w której mogłaby znaleźć coś, z czego pociągnęłaby kilka łyków, by przetrwać nadchodzące chwile.
– No to co masz mi do powiedzenia?
Szósty milczał, wpatrując się w nią i oblizując wargi.
– Mam ci do powiedzenia – zaczął wreszcie ochrypłym głosem – że twoje wolne ode mnie dobiegło końca.
– O kuźwa, to ja miałam jakiś urlop? Bo wydawało mi się, że wszędzie ostatnio widzę twój pysk!
– Może nie zauważyłaś, ale próbowałem zerwać z tobą wszelkie kontakty!
– PFFFAHAHAHA!!! No nie zauważyłam, może przeczytaj najpierw jakiś poradnik „Jak dać Ikari święty spokój i raz na zawsze zniknąć z jej życia”!
– Próbowałem! Chciałem z tobą skończyć u Korosakiego na chacie, idiotko, nie mów, że nie pamiętasz, sama mi to przed chwilą wypominałaś! I jak to się skończyło? Nie zdążyłem jeszcze spuścić cię z oka i już dałaś się porwać temu pojebusowi Szayelowi! – wydarł się Szósty, a Ikari cieszyła się, że w tej rozmowie siedzą od siebie w takiej odległości, bo Espada opluł przy tym połowę stołu. – A wszystko przez tych jebańców! W dupę z tymi ich wyszukanymi ostrzeżeniami! Jestem, kurwa królem i nikt mnie nie musi ostrzegać! I nikt mnie nie będzie szantażował, do chuja!
– Słuchaj, nie wiem o kim teraz do cholery mówisz, ale może z łaski swojej nie wyżywałbyś się na mnie? Znaczy i tak to robisz, ale nie mam zamiaru wysłuchiwać za siebie i jeszcze za… kogo ty w ogóle masz na myśli, co?
– Chcieli, żebym się ciebie pozbył. Uważają, że jesteś cholernym szpiegiem. Może jesteś. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że kapelusznik cię podstawił. Tak wtedy pomyślałem, dlatego chciałem się wycofać, ale…
– Ale co? – zapytała cicho Ikari. Była niemal przestraszona tonem Jaegerjaqueza. Chyba jeszcze nigdy nie brzmiał tak… Tak, jak teraz.
– Wiem, co wy wszyscy sobie myślicie. Za kogo mnie macie. Ale ja mam swój honor, jak każdy. Nigdy nie złamałem danego słowa. Dałem je tobie, wtedy. Powiedziałem ci, że tylko, kurwa, przede mną możesz upadać na kolana. Zamierzałem zachować tą pozycję, nawet po wycofaniu się. Zawarłem z nimi układ. Dla dobra Hueco Mundo miałem odpuścić, a oni mieli mi dać znać, gdyby coś groziło twojemu żałosnemu życiu, gdyby groziło mu cero inne niż moje, rozumiesz, Jaggerjack? To oni posłali po mnie, gdy goniłaś się z Szayelem po parkingu. Starrk miał na ciebie uważać w szpitalu. Fraction Ulquiorry już poznałaś… Ale ten plan wziął w łeb, bo ty sobie beze mnie nie radzisz, złotko.
W kobaltowe ślepiach, przed sekundą takich poważnych, pojawiły się figlarne kurwiki.
– Tch, że niby czego nie robię? – sarknęła Ikari, której z kolei oczy podejrzanie się szkliły.
– Nie pieprzysz się regularnie. – Na mordzie Szóstego pojawił się pełen satysfakcji wyraz z gatunku „Haha, to mi wlazło.” – Albo wcale. I pozwalasz sobą poniewierać byle ciotom. – Patrzył bezceremonialnie w jej dekolt, ale na jego twarzy nie było nawet cienia pożądania i Ikari wiedziała, że przygląda się bliznom, które zostały jej po tym, jak sama wydrapała z siebie caja negaction. Dopiero teraz żałowała, że ma skute ręce. Miała straszną ochotę zapiać bluzę, zakryć się przed wzrokiem Grimmjowa. – Nie będę się temu bezczynnie przyglądał. Jestem jedynym, który może tobą…
– Tak, wiem, mówiłeś! Ty i Aomine macie ze sobą więcej wspólnego, niż wam się wydaje, z tymi waszymi lamerskimi gadki pt. „Jestem tym jedynym”! Co ty myślisz, że ty mi wielce łaskę robisz z tą swoją chciwością i zazdrością o pierwszeństwo w zniszczeniu mnie?!
– Laskę? Ja tobie? – Espada uniósł jedną brew. – A nie było jakoś na odwrót?
– NA DODATEK JESTEŚ STARYM ARRANCARSKIM ZBOKIEM I MAM CIĘ DOSYĆ, WAL SIĘ NA RYJ, NIENAWIDZĘ CIĘ! – Nerwy Ikari puściły. – NIE ROBISZ MI ŻADNEJ ŁASKI SAM POTRAFIĘ O NAS ZADBAĆ.
– Ale czemu się na mnie drzesz?
– JA SIĘ NIE DRĘ JA MAM TAKI TON GŁOSU.
Grimmjow, którego znudzony (wszak krzyki Hagane nie były żadną nowością) wzrok ślizgał się po ścianie gdzieś ponad jej głową, na powrót zogniskował uwagę na jej twarzy. Ikari miała zamknięte oczy i jeden kącik ust uniesiony wysoko w krzywym uśmieszku.
Szósty parsknął kpiąco.
– No pokaż się, padalcu. Nie wstydź się.[i]
– NIE BOISZ SIĘ?
Królewski śmiech zatrząsnął komisariatem.
– JA mam się bać CIEBIE? Zdurniałeś? Możesz sobie pożyczać jej ciało do czasu, aż cię wykurzę, a wtedy…
And I’m not scared of your stolen power
– NIE BOISZ SIĘ ŻE DO TEGO CZASU SIĘ ZADOMIĘ? – Ikari otworzyła oczy. Jedno z nich było barwy zgniłej żółci, drugie zaschniętej krwi.
– To twoje naturalne kolorki? Bo odzwierciedlają twoją parszywą osobowość.
– NIE BOISZ SIĘ ŻE TO JA PIERWSZY JĄ ZNISZCZĘ? – Podczas tej wypowiedzi jej oczy zmieniły barwę na kobaltową. – NIE BOISZ SIĘ ŻE ZOSTANIE MOJĄ MARIONETKĄ? – Ikari zagryzła mocno wargi. Do krwi. Przestała je kaleczyć dopiero, gdy jasnoczerwona strużka ściekła po jej brodzie.
– Ukatrupię cię, jebańcu. – Szósty, znów próbował się pozbyć okowów.
– NIE BOISZ SIĘ ŻE JĄ ZABIJESZ KIEDY JUŻ ODWAŻSZYSZ SIĘ Z NAMI ZMIERZYĆ? NIE BOISZ SIĘ ŻE TO MY ZABIJEMY CIEBIE?
  Nie ma takiej opcji! Do pięt mi nie dorastasz, a Ikari…
  NIE BOISZ SIĘ ŻE Z TWOJĄ I MOJĄ POMOCĄ ONA NAPRAWDĘ CIĘ ZNIENAWIDZI? NIE BOISZ SIĘ… – Niedbałym ruchem szarpnęła jedną, a potem drugą ręką. Pękły kajdanki, które skuwały z tyłu jej dłonie. – ŻE ROSNĘ W SIŁĘ?
Na podłogę posypały się ogniwa  łańcucha, który krępował jej nogi. Przeciągnęła się, rozprostowując kości i patrząc przenikliwie na Szóstego mieniącymi się tęczą oczyma.
– TO JAK WASZA WYSOKOŚĆ BOISZ SIĘ CZY JESTEŚ NA TYLE GŁUPI ŻEBY MNIE LEKCEWAŻYĆ?
– Co ty pierdolisz, Kiraś. – Szósty nie dał po sobie poznać, że coś z przedstawienia Pustego zrobiło na nim wrażenie. – Za kogo ty się masz? Jesteś tylko zwykłym Hollowem, któremu dawno nikt nie spuścił porządnego wpierdolu.
– JEŚLI O SPUSZCZANIU MOWA… TO Z TEGO POWODU JESTEŚ TAKI DRAŻLIWY? – Ikari podeszła do Espady kołysząc biodrami i usiadła mu na kolanach. – MOŻE COŚ NA TO PORADZIMY? – Przesunęła ręką po udzie Szóstego, który skrzywił się z obrzydzeniem. Zamiast zwykłej, uwodzicielskiej minki Hagane, która zawsze mrużyła oczy i obniżała ton głosu, próbując go rozochocić, widział teraz przed sobą zniekształcone psychotyczną mordą Kiraiego stalowe rysy twarzy.
I won't ease your strain
– Zabierrraj łapę… – warknął i kłapnął szczękami tuż przy zachęcająco pulsującej tętnicy szyjnej Jaggerjack. – Dotknij mnie jeszcze raz, skurwielu i przysięgam, że zginiesz, nieważne czyje wynajmujesz ciało.
– ANO WIDZISZ JUŻ WIĘC JAK SIĘ CZUJĘ ZA KAŻDYM RAZEM GDY TWOJE BRUDNE ŁAPSKA SIĘ KLEJĄ DO MOJEJ ŻYWICIELKI. – Kapitan wstała z kolan Grimmjowa, wyraźnie się wzdrygając. – NIE UWAŻASZ ŻE TO CIUT GEJOWSKIE KIEDY DOSTAWIASZ SIĘ DO NIEJ WIEDZĄC ŻE JA TEŻ TU JESTEM? BO JA TAK UWAŻAM.
– Czego właściwie chcesz, ty zmoro?
– JAK TO. JA TEŻ CHCĘ ŻEBYŚ MNIE NIE DOTYKAŁ. MOŻE JAKIEŚ PEDAŁY UCZYNIŁY SOBIE Z TĘCZY SWÓJ SZTANDAR ALE TO NIE OZNACZA ŻE JESTEM CIEPLEJSZY NIŻ GRUDNIOWE NOCE. GRUDNIOWE NOCE BEZ CIEBIE SZÓSTY W ŁÓŻKU MOJEJ KAPITAN.
– Twojej?!
– NIE KOMPLIKUJ TEGO BARDZIEJ NIŻ TO JUŻ JEST POKOMPLIKOWANE – Ikari westchnęła niecierpliwie, opierając się o stół i splatając ręce na piersiach. – CO POWIESZ NA MAŁY UKŁADZIK, WASZA KRÓLEWSKA MOŚĆ?
– Ile takich układzików już pozawierałeś, pasożycie, żeby trzymać się kurczowo tej żałosnej imitacji życia, jaką prowadzisz?
– NIE MNIEJ NIŻ TY ZAPEWNE – odpowiedział Kirai posługując się ustami Hagane. – I NIE TAKIE ŻAŁOSNE JUŻ NIE. DALIŚCIE MI TROCHĘ SIŁY NIE ŻARTOWAŁEM. NAUCZYŁEM SIĘ NOWEJ SZTUCZKI CHCESZ ZOBACZYĆ?
– Daruj sobie, ścierwo.
– I TAK CI POKAŻĘ. – Oczy Jaggerjack błyskały teraz zielenią. – MAM NADZIEJĘ ŻE Z ZANPAKUTO WYJDZIE MI LEPIEJ. TA GŁUPIA PINDA POZWOLIŁA GO SOBIE ODEBRAĆ ALE I TAK MYŚLĘ ŻE JEST NIEŹLE.
Hollow wyciągnął przed siebie rękę kapitan, rozłożył palce i wstrzymał oddech. Trwali tak, nieruchomo, aż królewskie brwi ściągnęły się jeszcze mocniej i Szósty już miał wybuchnąć drwiącym śmiechem, kiedy spostrzegł, że palce Ikari zaczęły drżeć. Kirai zaśmiał się, deformując zaraźliwy, głośny śmiech w pusty chichot. Czerwone, pomarańczowe, żółte, zielone, niebieskie. Z kolejnych palców Jaggerjack zaczęły wyrastać pióra. Łączyły się, tworząc pięć, długich piór, o krawędziach ostrych jak brzytwa.
– FAJNE NIE? – Kolorowe pióro-palce zginały się i rozprostowywały demonstracyjnie. – TO CO MAMY UMOWĘ? TRZYMASZ SWOJĄ PANTERĘ W GACIACH?
– Ty mnie tu nie edukuj seksualnie, zasrańcu, tylko mów, jaką masz kartę przetargową.
– UWOLNIĘ CIĘ.
– Wal się z taką transakcją. Sam się uwolnię albo zrobi to kapelusznik. Nie jesteś mi potrzebny.
– NIE ROZUMIESZ. SAM SIĘ NIE UWLONISZ WASZ KAPELUSZNIK O TO ZADBAŁ I Z TEGO SAMEGO POWODU CI NIE POMOŻE.
Dłuższą chwilę Jaegerjaquez tylko patrzył na Kiraiego, zmieniającego kolor oczu Hagane na fiołkowy.
– Że co słucham proszę?
– MAM Z NIM TAKI ZAKŁAD. MOŻNA BY POWIEDZIEĆ ŻE PRZEPROWADZAMY RAZEM PEWNE DOŚWIADCZENIE. JEŚLI SIĘ POWIEDZIE A TY DOTRZYMASZ SWOJEGO ZAKICHANEGO KRÓLEWSKIEGO SŁOWA I BĘDZIESZ TRZYMAŁ ODE MNIE PRZESZCZEPY TO WYJDZIESZ NA TYM NA DOBRE. – Kirai znów rozprostował pióra i znów je zgiął, ale tym razem oparł ich czubki na obojczyku Ikari. – WIEM ŻE JESTEŚ CIEKAWY O CO SIĘ ZAŁOŻYLIŚMY JUŻ TŁUMACZĘ. ON UWAŻA ŻE DAJESZ Z SIEBIE DUŻO WIĘCEJ KIEDY CI ZALEŻY. I ŻE UWOLISZ SIĘ Z TYCH ŁAŃCUCHÓW MIMO ŻE TO NIEMOŻLIWE JEŚLI ZROBIĘ TAK. – Czerwone pióro przebiło skórę kapitan, zagłębiając się w jej ciele.
– Przestań – syknął Grimmjow.
– NIE ZAMIERZAM. TO ZABURZYŁOBY ISTOTĘ EKSPERYMENTU.
I won't soothe your pain
I got nothing for you to gain
Pomarańczowe pióro dołączyło do czerwonego.
– JAK MYŚLISZ ILE WYTRZYMA?
Żółte pióro wtargnęło pod obojczyk, przechodząc na wylot. Kirai uśmiechał się jej ustami, wyciągając pióra, które tkwiły w ramieniu Hagane. Teraz wszystkie trzy przybrały kolor czerwieni. Strzepnął z nich kropelki krwi, a potem wszystkie na raz z powrotem wbił w jej ciało.
– Przestań, skurwielu!
Ręce Espady otoczyła czerwona energia, topiąc krępującą go stal. Pękły okowy, Szósty zerwał się na nogi i wyciągnął łapę zaciskając ją na gardle Ikari, którą Hollow posadził na stole tuż przed nim.
– Koniec  z tym – wychrypiał, krzywiąc się w gniewie. – Zabiję cię.
– A IKARI? – wycharczał Hollow, wybałuszając czerniejące oczy.
– Przynajmniej chociaż raz zrobię jej coś jako pierwszy. Z tego co wiem, nikt jej jeszcze przede mną nie zabił.
Długie palce Grimmjowa zaciskały się na krtani Ikari, kiedy  jego klatką piersiową wstrząsnął puls, jakby coś poraziło go prądem. Jego uchwyt się rozluźnił, a kiedy drugi raz przeszył go surcz, puścił Hagane i opadł z powrotem na krzesło. Kolejny pul spiął jego mięśnie na dłuższą chwilę i trzymał na tyle długo, że Espada odchylił głowę i ryknął z bólu. Tęczowe oczy przyglądały się z satysfakcją cierpiącemu królowi, ale im bledszy się robił, im więcej kropli zimnego potu występowało na jego skórę, tym mniejsze widniało w nich zadowolenie i tym dłużej pozostawały cyjanowe.
– GRIMMjow? Ej, Espada, co z tobą?! – Shinigami zeskoczyła ze stolika i zacisnęła dłoń na ramieniu Arrancara. Grimmjow natychmiast ją strącił, ale choć planował włożyć  w to więcej siły, ledwo udało mu się klepnąć w rękę. – Ty mi tu nie zdychaj, Szósty, ja jeszcze z tobą nie skończyłam!
– Nie żartuj sobie… – Słaby głos Arrancara przeraził ją dużo bardziej niż jego zwykłe porykiwania. Brzmiał nie głośniej niż szept. A Grimmjow przecież nie umiał szeptać. Ikari nigdy nie słyszała, by to robił.
– Przestań mnie wkurwiać – zawarczała teraz, podtrzymując go, bo Jaegerjaquez zaczął się osuwać z krzesła. – Jak mi tu teraz wykitujesz to cię zajebię, obiecuję.
– Nie składaj obietnic, których nie możesz dotrzymać – mówił już tak cicho, że Ikari musiała nachylić do jego ust. – Ale wiem, z czego możesz się wywiązać… Powiedz, że pójdziemy do tego zasranego kina.
– Pojebało cię?! W takim momencie próbujesz…
– Powiedz, ty kretynko, albo ten świr w kapeluszu nigdy nas stąd nie wypuści, a zdaje się, że potrzebuję lekarza…
– DOBRA! POJDĘ Z TOBĄ DO TEGO PIEPRZONEGO KINA! – zrozumiała Hagane i w tym samym momencie drzwi się odblokowały z przeciągłym pyskiem. – Jednak podsłuchiwałeś, co, mendo?
– Oczywiście, kochanie. Myślałem, że wiesz jaką mam reputację. Miałbym się wystraszyć zboczonej Shinigami i jeszcze bardziej zboczonego Espady?
Urahara zbliżał się do nich niespiesznym krokiem, wypuszczając kilka kropel płynu ze strzykawki, którą trzymał w dłoni.
I'm taking it slow
– Co dokładnie podał ci Szayel? – zapytał Urahara, klękając przy nich.
– Gdybym wiedział, to nie byłbyś mi potrzebny, ciulu – sapnął Jaegerjaquez.
– Cokolwiek to było, nie powoduje, że zmądrzałeś. – Kisuke wbił igłę w ramię Espady i wstrzyknął całą zawartość. – Nie pomyślałeś nigdy, że lepiej ugryźć się w język, zamiast pyskować do kogoś, kto mógłby nie podać ci w zamian antidotum?
– Hej, chwila! O co chodzi z Szayelem? I co mu podałeś? Przecież mówiłeś, że nie wiesz…
– To uniwersalna odtrutka, na pewno mu nie zaszkodzi.
Już po kilku sekundach na twarz Szóstego Espady zaczęły wracać kolory. On sam chyba również poczuł się lepiej, bo jednym susem podniósł się z powrotem na nogi.
– A ty dokąd? – zdziwił się Urahara.
– Po Ulquiorrę i Starrka. Oni też… – Jednak po przejściu dwóch kroków zachwiał się i musiał przytrzymać się stołu.
– Ja ich tu sprowadzę – zaoferowała się Ikari. Jakoś dziwnie ciężko patrzyło jej się na Grimmjowa, który nie domaga. To nie było w jego stylu – nie domagać. To nie było w jej stylu – żeby jej się serce krajało nad jakimś skończonym łotrem.
– Ale… – Kiedy obejrzała się za ramię zobaczyła, że Urahara i Jaegerjaquez przyglądają jej się z konsternacją. – Jak ty zamierzasz… Okej, cieszy mnie fakt, że znów na poważnie bierzesz się za kapitanowanie, ale czy ty się aby nie za bardzo zżywasz z Espadami?
Hagane z rezygnacją pokręciła głową.
– Uwaga, bo zamierzam ci streścić ostanie wydarzenia. Takie „w poprzednich odcinkach”, bo chyba kilka opuściłeś, nie? Ominęło cię, jak ten pierdolec – wskazała Grimmjowa – kazał mnie śledzić. Nawet w szkole, do której waśnie się wybieram. Wystarczy, że dorwę tą Arrancarkę, której kazali za mną łazić i ona przyśle ci tu tych… resztę Espady. A ty póki co zajmij się Jego Wysokością. Królewska krew ma pierwszeństwo, prawda?
– Nie w NFZcie. Na szczęście mam też prywatną praktykę. Trzydzieści procent zniżki dla Arrancarów. Sześćdziesiąt dla ich króla. – Rząd białych zębów błysną spod kapelusza, a kiedy Ikari złorzecząc pod nosem znikła za drzwiami, odwrócił się do Szóstego, który wciąż opierał się o stół. – Prawie nazwała cię królem, zauważyłeś? Miłe, co nie?
Feeding my flame
– A przedtem pierdolcem, więc to był prawdopodobnie sarkazm. – Jaegerjaquez patrzył na niego podejrzliwie. – Co z pozostałymi dziesięcioma procentami?
– A kto powiedział, że te zniżki się sumują? – Urahara próbował zgrywać twardziela, ale spojrzenie Grimmjowa było jeszcze twardsze. – Aha, no tak. Ty tak powiedziałeś. Więc pozamiatasz mi sklep i będzie git.
– Chyba cię matka nie kochała.
– Zmiatanie podłogi uwłacza twojej godności?
– Nie, jeśli użyję do tego twojego chudego dupska.
– To jak ty sobie wyobrażałeś podział obowiązków w Las Noches? Czyżbyś był aż takim optymistą, żeby założyć, ze Ikari będzie ci prać, sprzątać i gotować? A w przerwach między pierwszym a drugim daniem walczyć z tobą chochlą na śmierć i życie?
Grimmjow chyba próbował sobie zwizualizować opisaną sytuację i wizja ta musiała go przerosnąć, o czym świadczył fakt, że zamiast odgryźć Uraharze głowę, zachłysnął się powietrzem. I zmienił temat.
– Co z tym cholernym meczem? Dowiem się wreszcie o chuj chodzi?
– Eee… nie. To znaczy, chwila, czekaj! – krzyknął Kisuke, widząc, że wyczerpał cierpliwość króla ostatnim pytaniem. – Powiem ci, co wiem, ale nie jest tego dużo.
– Słucham. – Grimmjow przestał podwijać rękawy i oparł się o stół w podobny sposób, jak jeszcze niedawno robił to Kirai.
– Moja wrodzona inteligencja i nadzwyczaj rozwinięte zdolność dedukcji pozwalają mi mniemać, iż może chodzić o ilość nagromadzonego w jednym miejscu reiatsu. – Zbliżył się do krzesła, planując na nim spocząć, ale ostrzegawcze warknięcie Arrancara postawiło go na powrót do pozycji na baczność, w której – jak się domyślał – przyjdzie mu kontynuować konwersację. – Puchar Zimowy to największa impreza, która będzie odbywać się w okolicy w najbliższym czasie. Cieszy się dużym zainteresowaniem i skupia masę fanów. Wśród ludzi w wieku szkolnym, a moje badania potwierdzają, że u nastolatków o wiele częściej wykrywa się choćby śladowe ilości reiatsu. Zwłaszcza u pewnych osobników, którzy znani są tu pod nazwą Pokolenia Cudów. Jednego z nich zadaje się, że poznałeś. Wydaje mi się, że ktoś chce ich skupić w jednym miejscu. Czemu? Tego właśnie nie wiemy. Ale ważne jest, żebyście wygrali ten mecz, bo z każdym z członków będziecie spotykać się w kolejnych rozgrywkach. Nie wiemy na którym z nich oni wreszcie ujawnią swoje intencje. Może czekają, aż cała Drużyna Cudów zbierze się w jednym miejscu, a może chcą dorwać każdego z nich po kolei i…
– Zaraz! – Grimmjow uderzył dłonią o blat. – W co ty ze mną pogrywasz, Kisuke?!
Shuffling the cards of your game
– Mówię ci, co chciałeś, odczep się!
– Nie było mowy o dalszych rozgrywkach! Żałuję, że w ogóle się w to wplątałem i nie ma mowy, żeby brnął w to dalej! Wygram ten jeden cholerny mecz i wracam do Hueco Mundo!
– Cóż, w takim razie będziemy musieli radzić sobie bez ciebie jeśli zaistnieje taka konieczność.
– On się staje coraz silniejszy.
Urahara uniósł podbródek, by lepiej przyjrzeć się Jaegerjaquezowi. Zmrużone kobaltowe ślepia ziały przenikliwością i Kisuke pomyślał, że Arrancar sam nie wie jak bardzo ewoluował od Aizenowskich czasów. Nie zaskoczyła go kolejna nagła zmiana tematu. Akurat do tego trzeba było przywyknąć, nawiązując konwersację z Grimmjowem, co samo w sobie było nie lada wyczynem, a to, że Arrancar nie dbał o subtelne przejścia z jednego wątku na inny… Jak żyć, kapitanie, jak żyć. No jakoś trzeba.
– Wiem.
– I nic z tym nie zamierzasz zrobić?
– A co to ja tu jestem fifa rafa, kozak maślak, król pustaków?
– A to ja jej zainstalowałem najupierdliwszego zasrańca ze wszystkich Hollowów razem wziętych?
– A kto go obudził, po tym jak mi udało się go uciszyć i zaszyć w stalowym wnętrzu?
– A kto mi powiedział, że mogę to zrobić?!
– Akurat o to się nie martw, zadbałem, by Kirai wiedział, komu tak naprawdę zawdzięcza wolność.
– I co, liczysz na to, że skurwiel okaże ci wdzięczność?
– Liczyłem na to, że twoja władza to nie tylko czcze przechwałki. – Szare oczy również się zmrużyły. Urahara założył ręce na ramiona i ośmielił się nawet podejść o pół kroku do Espady, patrząc wyzywająco. – Myślałem, że nad nim zapanujesz. Że zabierzesz Ikę z Seireitei. Tam już nie jest bezpiecznie, nie dla niej. Przestało być, odkąd powiązano ją z tobą.
Szósty zaśmiał się cicho.
– Przypomnij mi… Ty jesteś mózgiem Shinigami, prawda? I myślałeś, że któraś z was będzie u mnie bezpieczna?
– No, nie byłbym taki pewny do kogo z nas ona teraz należy… – westchnął były kapitan. – Ale jednak… Coś mi mówi, że u ciebie miałaby się dobrze. Jasne, wiem! Jesteś porywczy, gwałtowny, brutalny i nieobliczalny! Jesteś królem destrukcji! Ale nie dałbyś jej skrzywdzić nikomu innemu, a ciężar twojej ręki Ikari znosi ze śmiechem. I nie pozostaje ci dłużna.
And just in time
In the right place
Już drugi raz w krótkim odstępie czasu Grimmjow zdawał się być wybity z rytmu.
– Nie przyszło ci do głowy, że z tego samego powodu to jednak ja mógłbym wyrządzić jej największą krzywdę? Wielokrotnie groziłem jej śmiercią. Nigdy nie żartowałem.
– Nie posunąłbyś się tak daleko.
– Bo?
– Bo po tym, czego pomogłem ci się dowiedzieć, nie byłbyś w stanie zabić kogoś, kto jest tak do ciebie podobny. Ta wiedza zaszczepiła w tobie zupełnie inny instynkt, Grimmjow. Nie działa on aż tak dobrze, jak się spodziewałem i aż za dobrze w aspekcie, którego nie przewidziałem, ale sprowadza się do tego, że dużo bardziej chcesz ją chronić i mieć, a nie zabić i nie mieć. I temu nie pozwalasz innym jej tknąć.
– To tylko nasze arrancarskie prawo do zdobyczy…
– Sratytaty, Wasza Wysokość. Przede mną nie musisz grać drania zimniejszego, niż jesteś w rzeczywistości, a wiemy, że jesteś, więc odpuść. Ja i tak jestem najlepiej o wszystkim poinformowany. W końcu za to mi płacą.
– Ja się kiedyś dowiem, skąd ty zdobywasz takie informacje, a wtedy…
– Och, akurat  w twoim przypadku nie jest to trudne, Grimm. Wystarczy cię obserwować.
– No i chuj, nawet jeśli, to z Ikari i tak nie da się współpracować,
– Czyżby?
– Ani ona, ani jej Hollow nie są zbyt przyjaźnie nastawieni, tego nie zaobserwowałeś?
– Nie są?
– Do czegoś zmierzasz, czy po prostu chcesz mnie wkurwić?
– A nie zauważyłeś, jak udało jej się przegonić Hollowa? Nie domyślasz się, co miało na to wpływ?
Suddenly I will play my ace
Grimmjow wzruszył ramionami.
– Wróciła, gdy tylko coś się zaczęło z tobą dziać. Nie dostrzegasz analogii?
Ktoś zastukał do drzwi, Kisuke odwrócił się, by wbić kod i je otworzyć.
– Inspektorze Urahara, wyniki badań krwi, które zlecił pan wykonać.
– O, dziękuję bardzo.
Kisuke rozłożył dostarczoną mu kartkę, mrucząc coś do siebie i przytakując głową.
– Tak jak myślałem. To co podał wam Szayel, to tylko nieszkodliwa substancja pozwalająca namierzyć konkretne reiatsu z dokładnością do pół metra. Działa jak kontrast podawany ludziom przed zabiegiem… Nieważne.
– Zaraz… Czyli…
– To że nagle, hm, zasłabłeś, to moja sprawka, tak.
Oczy Espady rozbłysły.
– To wszystko… To że nas tu zamknąłeś… To był tylko taki twój pieprzony eksperyment, co?
– Och, bardzo surowa nazwa ale… tak.
– Kirai… Ten jebaniec zranił ją na twoje polecenie?
– Uciąłem sobie z nim małą pogawędkę, zanim wsadziłem cię tu razem z Jaggerjack. Chyba nie masz mi za złe? On też był ciekawy efektu, a sam musisz przyznać, że chyba było warto dowiedzieć się tego wszystkiego.
– Niby czego wszystkiego?
– Może jednak nie ewoluowałeś tak bardzo, jak mi się wydawało… Tego, że Ikari wciąż ma przewagę nad Kiraim, jeśli tylko ma dogodne warunki, by go pokonać. Czyli… Wystarczy, że komuś na kim jej zależy będzie grozić niebezpieczeństwo. Nie wiemy w jakim stopniu na kim jej zależy, zwłaszcza teraz, ale jest szansa, że taki zabieg w przyszłości znów odniesie skutek.
– Powiedz mi, z kim ty właściwie trzymasz, co? Układasz się ze mną, układasz się z tym nienawistnym gnojem, jest jeszcze Seireitei… Po czyjej ty jesteś stronie?
– Po stronie prawdy. Lubię ją odkrywać. I się nią dzielić. Powinieneś mi podziękować, bo właśnie odkryłem tu nowe źródło twojej siły.
– Co? Niby jakie?
– Ten eksperyment ma dwa wyniki. Kiedy tobie coś groziło, Ikari zadziałała, a kiedy coś groziło Ikari… Nie dziwi cię, że chociaż starłeś się wcześniej, uwolniłeś się akurat w momencie, w którym Kirai zaczął świrować, narażając Hagane?

Kobaltowe oczy ogarnęło lekkie zdziwienie. Upłynęła dłuższa chwila, nim wróciły do swojego zwykłego, zmrużono-zmarszczonego kroju.
– Eksperrrymentów się zachciało… Bez mojej zgody…. Bez mojej wiedzy… Wiesz, co? Ja też chciałbym przeprowadzić eksperyment. – Szósty zaczął wyrywając krzesło, do którego wcześniej był przykuty. – Zobaczmy, czy ktoś stanie w twojej obronie, gdy coś ci zagrozi, hm?
Urahara tym razem nie kwapił się z kolejnymi wyjaśnieniami. Tym razem postawił na tradycyjną ewakuację. Bardzo szybką, wspomaganą shunpo, którą ścigało sonido i inkwizytorskie krzesło, frunące za nim przez połowę komisariatu.


Gdyby Ikari Jaggerjack prowadziła dziennik wpis z tego dnia mógłby wyglądać tak:
To znowu się stało. Ja chyba tracę rozum. Albo podróżuję w czasie. Nagle się orientuję, że stoję w innym miejscu. Kurwa, opanowałam sztukę teleportacji! Szkoda, że nie wiem kiedy, mogłabym złożyć reklamację, bo nie mam nad tym żadnej kontroli!
To nigdy nie było bardzo inne miejsce, nigdy nie zdarzyło mi się opuścić budynku, w którym byłam ani przenieść się o więcej niż kilka metrów, czasem nawet chyba nawet nie ruszałam się z miejsca, ale po prostu orientowałam się, że nagle minęło pół godziny. Zawieszałam się i czas mijał, płynął gdzieś obok mnie, fuck you, Ikari, mam na ciebie wyjebane! A może to kwestia mojej wybujałej wyobraźni. Bo co się właściwie działo? No co się, na Króla Dusz, ze mną wyprawiało?! Wahałam się, czy sobie czegoś nie uroiłam, ale dzisiaj…
Kiedy się ocknęłam, łańcuchy, które mnie skuwały, były rozerwane. Grimmjow słaniał się przede mną, a ja nie miałam pojęcia czy to ja coś zrobiłam, czy… A potem spostrzegłam, że tuż pod obojczykiem mam trzy niewielkie rany. Nie krwawiły i zdawały zabliźniać się na moich oczach. Być może bym je przegapiła, bo były w takim miejscu, że musiałbym przyciągnąć podbródek do klatki piersiowej, żeby coś dostrzec, ale coś mnie połaskotało w obojczyk. Próbowałam to strzepnąć ręką, ale się nie dało. Stałam akurat przed dyżurką, żeby odebrać swoje rzeczy czyli katanę, którą mi odebrano, zanim weszłam, a kiedy guzdrająca się za kontuarem kobita mi ją oddała, natychmiast wyszarpnęłam Shiraiona z pochwy i przejrzałam się w jego klindze. Coś rzeczywiście sterczało spod kości. Złapałam to dwoma palcami i wyciągnęłam powoli, czując nieznośne łaskotanie pod skórą. Spojrzałam na żółte, teraz w połowie czerwone od mojej krwi pióro i domyśliłam się reszty.
– SKURWIEL! – wrzasnęłam, a grubej, czarnoskórej pani policjant prawie oczy wylazły z orbit, tak intensywnie mi się przypatrywała. Zaraz pewnie wrzaśnie „Ta biała wariatka ma broń!”, a potem tabun mundurowych rzuci się na mnie, zglebuje, potraktuje paralizatorem i wtrąci do celi. O nie.
Zwiewałam stamtąd aż się kurzyło. Całą drogę do szkoły wrzeszczałam w duchu na Kiraiego. Nie odpowiedział mi ani razu, gnojek. Byłam tak zaabsorbowana wymyślaniem Hollowowi, że przeszłabym obok nich obojętnie, gdyby nie głośny wybuch śmiechu. Znajomego śmiechu.
Odwróciłam się tak gwałtownie, że mało brakował,o a spoliczkowałabym się własnymi chabrowymi kłakami. Namierzyłam ich bardzo szybko, odgarniając włosy, w które zaplątała mi się twarz. Siedzieli sobie, kurwa, wszyscy razem w kawiarence naprzeciwko szkoły. Dzień, mimo nadciągającej zimowej pory, był słoneczny, więc cała ósemka siedziała na zewnątrz, ogrzewając dłonie kubkami z zapewne gorącą czekoladą albo innym świństwem. Przez chwilę im się przyglądałam. Yumi z Madarame dolewali sobie do kubeczków czegoś mocniejszego z piersiówki, Sado właśnie kichnął Ichigo w napój, a ten rozlał go na swoją siostrę, która nawet nie zdążyła wrzasnąć, bo Toshiro natychmiast złapał ją za poparzone kolano swoją zimną jak lód dłonią. Shuhei udawał, że gra na niewidzialnej gitarze, traktując miękki styropianowy kubek jak gryf, więc kwestią czasu było, kiedy on kogoś oparzy. A Renji…
Serce mi się ścisnęło.
I nagle poczułam te inne uczucie, szarpiące się we mnie, jakby chciało mi rozdrapać wnętrzności i wyleźć na zewnątrz. Nagle stałam tuż przy nich, dusząc się zawiścią, kipiąc gniewem i pragnieniem… Chciałam ich stamtąd wykurzyć. Pokazać im… Chciałam ich wszystkich… Jak śmieli siedzieć sobie tutaj, tacy kurewsko beztroscy, jak śmieli się śmiać… beze mnie?!
– Hej… Czy to nie Ikari?
Śmiechy ucichły. Renji przyłożył dłoń do czoła, robiąc z niej daszek i przypatrując się mi. No tak, stałam pod światło, więc musieli rozpoznać mnie po konturach. Miałam jedynie nadzieję, że moje oczy lśnią żądzą mordu.
Eyes on fire
– W-Wyglądasz jakoś dziwnie.
– NO CO TY.
Gdyby pamiętnik prowadził Kirai, dalsza część tego wpisu wyglądałaby zapewne mniej więcej w ten sposób:
– Wszystko w porządku? Słyszałam, że Grimmjowa zatrzymała policja… Masz jakieś kłopoty?
TO BYŁA TA TRUSKAWKOWA SIOSTRZYCZKA. POPATRZYŁEM NA NIĄ OCZYMA IKARI STARAJĄC SIĘ NIE ZMIENIAĆ KOLORU OCZU. NIE PLANOWAŁEM SIĘ TERAZ WJEBAĆ ALE MAŁA STALOWA KAPITAN TAK SIĘ WKURWIŁA WIDZĄC CAŁĄ PALANTERIĘ W KOMPLECIE ŻE POZIOM NASZEJ NIENAWISCI PRZEKROCZYŁ NORMĘ I WYGLĄDAŁO NA TO IŻ MIAŁEM W TAKIEJ SYTUACJI PIERWSZEŃSTWO.
– WSZYSTKO W PORZO LAMUSY BAWCIE SIĘ RAZEM DALEJ NARTA.
MÓJ GŁOS WCIĄŻ BRZMIAŁ MECHANICZNIE GDY UŻYWAŁEM JEJ UST WIĘC NIE ZAMIERZAŁEM SIĘ NARAŻAĆ NA ZDEMASKOWANIE TYMBARDZIEJ ŻE TA TRUSKAWKOWA MENDA COŚ TAM WIEDZIAŁA. I TAK SŁYSZAŁEM JAK SZEPCZĄ COŚ ZA MOIMI PLECAMI. KTOŚ Z NICH CHYBA NAWET WSTAŁ ALE NIE MIAŁEM CZASU TEGO SPRAWDZAĆ. OGÓLNIE RZECZ BIORĄC MIAŁEM ICH W DUPIE NACHAPEŁEM SIĘ DZIĘKI NIM JUŻ SPORO SIŁY TERAZ ZALEŻAŁO MI NA TYM BŁĘKITNOWŁOSYM ZASRAŃCU BO DO NIEGO IKARI MIAŁA NAJBARDZIEJ SPRZECZNE UCZUCIA A KIEDY JUŻ JĄ PRZEKONAM ŻE TAKIE KRÓLOPODOBNE ŚCIERWA ZASŁUGUJĄ JEDYNIE NA NIENAWISĆ OCH CZUJĘ ŻE ROZBIJĘ WTEDY BANK HEJTU. ALE NIE TERAZ. TERAZ MUSIAŁEM SZYBKO ZAŁATWIĆ JEDNĄ SPRAWĘ I NA CHWILĘ SIĘ WYCOFAĆ. IKA MNIE NAKRYŁA CO BYŁO KWESTIĄ CZASU ALE LICZYŁEM ŻE JESZCZE PRZEZ JAKIŚ CZAS SIĘ NIE DOWIE ŻE UMIEM PRZEJMOWAĆ KONTROLĘ BEZ JEJ ZGODY. NIE MOGŁEM POZWOLIĆ NA TO ŻEBY UDAREMNIŁA MÓJ PLAN WPIERDALAJĄC SIĘ W NIE SWOJE SPRAWY.
– JA DO DYREKTORA… – ZACZĄŁEM GDY JUŻ WBIEGŁEM DO SEKRETARIATU ALE TEN DWUMETROWY JEBANIEC NIE SIEDZIAŁ W SWOIM GABINECIE TYLKO NACHYLAŁ SIĘ NA SWOJĄ NIBY SEKRETARKĄ KTÓRA DRUKOWAŁA MU FAKSY I CO JESZCZE DOBREGO MU ROBIŁA NIE WNIKAM.
– Kirai, siema, dupku. – WSTRĘTNE CZARNE OKO URACZYŁO MNIE SPOJRZENIEM.
– SKĄD WIEDZIAŁEŚ ŻE TO JA?
– Śmierdzisz inaczej niż twoja żywicielka. Jak jebane cytrusy i…
– Biała róża. – DOPOWIEDZIAŁA TA ZIELONOWŁOSA PODNOSZĄC NA MNIE SMUTNY WZROK. UNIÓSŁBYM BRWI GDYBYM TAK DOBRZE OPANOWAŁ MIMIKĘ TWARZY STALOWEJ.
– GDYBYŚ WIEDZIAŁA JAK NAPRAWDĘ WYGLĄDAM OSTATNIE CO BY CI PRZYSZŁO DO GŁOWY TO JEBANA BIAŁA RÓŻA – SKOMENTOWAŁEM A ARRANCARKA WZRUSZYŁA RAMIONAMI.
– Jak ci idzie praca nad przejmowaniem kontroli? – NNOITRA PODSZEDŁ DO MNIE ZAGLĄDAJĄC MI W OCZY KTÓRE NATYCHMIAST ZROBIŁY SIĘ ŻÓŁTO-CZARNE.
Steadily emerging with grace
– JAK WIDZISZ ZAJEBISCIE. ALE MUSZĘ SOBIE ZROBIĆ PRZERWĘ BO JAGGERJACK MNIE PRZYŁAPAŁA. NASTĘPNYM RAZEM ZROBIĘ TEN MYK DOPIERO W MU…
– Stul dziób. Masz ogon.
– NO MAM OGON ALE Z DZIÓBEM TO ŻEŚ PRZESADZIŁ.
NNOITRA WSKAZYWAŁ NA DRZWI KTÓRYCH ZA SOBĄ NIE DOMKNĄŁEM. TERAZ W SZPARZE MIĘDZY NIMIMI WIDNIAŁ CZERWONY ŁEB. BRĄZOWE OCZY PATRZYŁY NA MNIE Z NIEDOWIERZANIEM.
 – Ikari… Nie wierzę…  Ty z nim… Z NIMI! – STAŁ PRZEDE MNĄ PORUCZNIK SZÓSTEGO ODDZIAŁU SOUL SOCIETY ABARAI RENJI I NAJWYRAŹNIEJ MYŚLAŁ ŻE WŁAŚNIE PRZYŁAPAŁ IKARI NA CZYMŚ W STYLU ZDRADY STANU. – Trzymasz z nimi od początku, tak?! A ja stanąłem w twojej obronie… Prawie wyleciałem za niesubordynację, bo odmówiłem wykonywania rozkazów! A ty… A TY! – ZACISNĄŁ PIĘŚĆ W POWIETRZU I ODWRÓCIŁ SIĘ NAJWYRAŹNIEJ SĄDZĄC ŻE MOŻE SOBIE STĄD PÓJŚĆ JAK GDYBY NIGDY NIC.
– MYŚLISZ, ŻE POZWOLĘ CI ODEJŚĆ? PO TYM CO ZOBACZYŁEŚ?
ZŁAPAŁEM GO ZA RAMIĘ I WCIĄGNĄŁEM DO ŚRODKA TYM RAZEM ZATRZASKUJĄC DRZWI. PCHNĄŁEM GO PRZEZ SEKRETARIAT Z TAKĄ SIŁĄ ŻE WPADŁ RAZEM Z DRZWIAMI DO GABINETU PSEUDO DYREKTORA. PODNIÓSŁ SIĘ OCIERAJĄC KREW Z NOSA WCIĄŻ PRZYGLĄDAJĄC MI SIĘ ZE SKRAJNYM ZASKOCZENIEM.
– WY SHINIGAMI TO WY TU JESTEŚCIE PUŚCI – WARCZAŁEM WCHODZĄC DO POMIESZCZENIA PO ROZWALONYCH DRZWIACH KTÓRE PĘKAŁY POD MOIMI STOPAMI. – TACY UFNI TACY GŁUPI. GDZIE TWOJE ZANPAKUTO PORUCZNIKU?
– Ikari, co ty wyprawiasz…
– A NO TAK. TO TYLKO TWOJA KOCHANA PANI KAPITAN PO CO MIAŁBY CI BYĆ POTRZEBNY ZABIMARU NO NIE? – NAWET NIE PRÓBOWAŁ PRZEDE MNĄ UCIEKAĆ. PATRZYŁ NA MNIE Z GÓRY WCIĄŻ NIE ROZUMIEJĄC CO SIĘ DZIEJE. POZWOLIŁ MI PODEJŚĆ I POŻAŁOWAŁ TEGO GDY ZŁAPAŁEM GO ZA RAMIONA I WBIŁEM KOLANO MIĘDZY JEGO NOGI. Z JĘKIEM UPADŁ PRZEDE MNĄ NA KOLANA. – PUSTAKU. TWOJA STALOWA KAPITAN NIE JEST JUŻ TAKA POTULNA JAK WTEDY GDY ZADAWAŁA SIĘ Z WAMI. TERAZ OBRACA SIĘ W NOWYM TOWARZYSTWIE. TERAZ MA MNIE. TRZEBA BYŁO ZABRAĆ SWÓJ MIECZYK.
ZŁAPAŁEM GO ZA WŁOSY I UNIOSŁEM MU ŁEB ŻEBY MÓGŁ WIDZIEĆ JAK KOLORY WIRUJĄ W OCZACH JEGO BYŁEJ CZY KIM ONI TAM DLA SIEBIE TERAZ BYLI. TYM RAZEM WALNĄŁEM GO PIĘŚCIĄ W PODBRÓDEK CO PODERWAŁO GO NA NOGI. SHINIGAMI WPADŁ NA BIURKO KTÓRE ROZWALIŁO SIĘ POD JEGO CIEŻAREM.
– POWIEDZ MI COŚ PORUCZNIKU. – ZŁAPAŁEM GO ZA KOSZULKĘ BY POMÓC MU WSTAĆ Z DRZAZG. – W OGÓLE DASZ RADĘ MNIE UDERZYĆ?
STALIŚMY NAPRZECIW SIEBIE. WCIĄŻ TRZYMAŁEM GO ZA KOSZULKĘ A ON DYSZAŁ PATRZĄC RAZ W JEDNO RAZ W DRUGIE JEJ OKO. MOJE. NIE CYJANOWE. FIOLETOWE. INDYGO. NIEBIESKIE. ZIELONE. ŻÓŁTE. POMARAŃCZOWE. CZERWONE. NIC NIE ODPOWEDZIAŁ. WŁOSY ROZPSYPAŁY SIĘ WOKÓŁ JEGO TWARZY. ZAGRYZAŁ TYLKO WARGI I LEKKO KRĘCIŁ GŁOWĄ.
– NIE MÓGŁBYŚ. – ZAŚMIAŁEM SIĘ. – NAWET WIEDZĄC ŻE TO NIE ONA WCIĄŻ NIE MOŻESZ NA NIĄ PODNIEŚĆ RĘKI. JAKIE TO KURWA ŻAŁOSNE. – TYM RAZEM CELOWO WYBRAŁEM CYJANOWY KOLOREK. NIECH ZAPAMIĘTA TYLKO TO ŻE TO ONA TO ZROBI. – WIĘC ZAKOŃCZMY TO SZYBKO.
SPORTOWA KOSZULKA Z NUMEREM ÓSMYM ROZDARŁA SIĘ GDY PIĘĆ OSTRYCH JAK BRZYTWA PIÓR WDARŁO SIĘ W KLATKĘ PIERSIOWĄ PORUCZNIKA. CIEKAWE CZY POCZUŁ ICH ŁASKOTANIE ZANIM ROZORAŁY JEGO WNĘTRZE. TYM RAZEM NIE BYŁEM DELIKATNY. OMIJAŁEM ŻEBRA TNĄC WSZYSTKO CO SIĘ DAŁO AŻ DOTARŁEM DO KRĘGOSŁUPA.
Your spine is ablaze
GDZIEŚ ZA SOBĄ USŁYSZAŁEM POJEDYNCZE OKLASKI. WYSZARPNĄŁEM RĘKĘ POZWALAJĄC UPAŚĆ MU NA TWARZ. ODWRÓCIŁEM SIĘ STRZEPUJĄC KREW Z PIÓR. NA STOJĄCYM PO DRUGIEJ STRONIE GABINETU FOTELU KTOŚ SIEDZIAŁ. STRZĘP OCALAŁEMGO SKRZYDŁA DRZWI KTÓRY ZDOŁAŁ UTRZYMAĆ SIĘ W FUTRYNIE RZUCAŁ CIEŃ NA JEGO TWARZ.
– KIM JESTEŚ? – ZROBIŁEM KILKA KROKÓW W JEGO STRONĘ ALE ZANIM SIĘ ZBLIŻYŁEM TYM RAZEM TO MNIE TO KTOŚ ZŁAPAŁ ZA RAMIĘ.
– Zostaw go, Kirai. To mój gość. – NNOITRA CHYBA PRÓBOWAŁ UŚMIECHNĄĆ SIĘ DO MNIE POROZUMIEWAWCZO. – Przykro mi, że musiałeś być świadkiem tego… Tego co tu się właśnie, do cholery, rozegrało, ale naszego przyjaciela – W TYM MOMEMCIE ŚMIAŁ POKLEPAĆ MNIE PO RAMIONACH – trochę poniosło. Mam nadzieję, że to nie zaszkodzi naszej współpracy.
– Nie zgodziłem się jeszcze na żadną współpracę.
– Och, myślę, że nie chciałbyś nam odmówić po czymś takim…
– Myślę, że masz o sobie trochę zbyt wysokie mniemanie. – KTOŚ PODNIÓSŁ SIĘ Z FOTELU STOJĄCYM W ZACIENIONYM KĄCIE. – A ja bardzo nie lubię, jak ktoś mnie traktuje tak, jakby był lepszy. – ZOBACZYŁEM JEGO TWARZ GDY WYSZEDŁ Z CIENIA. – I nikomu nie pozwalam patrzyć na siebie z góry.
Felling any foe with my gaze
SPOD KRÓKIEJ CZERWONEJ GRZYWKI BŁYSNĘŁO CZERWONE OKO. JEDNO BO DRUGIE BYŁO ŻÓŁTE. DAŁBYM SOBIE SKRZYDŁO ODJĄĆ ŻE TYLKO POD WPŁYWEM TEGO SPOJRZENIA NNOITRA COFNĄŁ SIĘ O PÓŁ KROKU POTKNĄŁ I WYPIERDOLIŁ. ZACHOWAŁBYM WSZYSTKIE PIÓRA BO KIEDY TO DWUBARWNE SPOJRZENIE PRZESUNĘŁO SIĘ NA MNIE… POCZUŁEM SIĘ BARDZO NIESTABILNIE. NIE UPADŁEM CHYBA TYLKO DLATEGO ŻE GÓWNIARZ PATRZYŁ W OCZY IKARI A ONA NIE MOGŁA PATRZEĆ Z GÓRY NA KOGOŚ KTO BYŁ OD NIEJ WYŻSZY. A JEDNAK…
CZERWONO-ŻÓŁTY WZROK PRZEŚLIZGNĄ SIĘ PO TWARZY IKARI I ZATRZYMAŁ W MIEJSCU, W KTÓRYM NORMALNIE ZNAJDOWAŁBY SIĘ MÓJ PYSK. ZUPEŁNIE JAKBY TEN CHŁOPAK WIDZIAŁ MOJĄ PRAWDZIWĄ NATURĘ.
NAWET NIE WIEM CZY SIĘ POTKNĄŁEM CZY NIE. PO PROSTU WYLĄDOWAŁEM NA PLECACH TUŻ OBOK PIĄTEGO ESPADY.






[i] Czemu widzę Smauga i jego „Don’t be shy”… <S https://www.youtube.com/watch?v=-XNun41aka0

30 komentarzy:

  1. Nie mogę powiedzieć, że czuję się usatysfakcjonowana długością. Jak to jednak mówią, zdrowie najważniejsze. Toteż zamiast zimnego rumu, pij ciepłą herbatę, wygrzewaj się i zdrowiej.
    Polecam syrop z cebuli, czosnek, herbatę lipową z miodem i sokiem z cytryny ^^
    Zdrowiej!

    OdpowiedzUsuń
  2. No przecież rozerwałoby wilczego, jakby nie wstawiła choć kawałeczka....
    DO ŁÓŻKA SIĘ KUROWAĆ, A NIE, Z ESPADAMI PO POKOJACH PRZESŁUCHAŃ SIĘ WALAĆ.

    Urahara <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Wilczy, wilczy, wilczy! Lepiej? Jak zdrówko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Melduje: 38,3! żrę aspiryne na zmiane z polopiryną, mniam! ;D obstawiam, ze to bedzie jakas angina. doktorze szayel, gdzie jestes! ciekawe co on by na to zapisał... pewno amputacje gardła. :D

      :* :* ;* ...albo nie, bo zaraże! :P

      Usuń
  4. No wiesz co... żeby rumem się tak załatwić? :D

    Ahhh dwa małe złośniki :D Od razu lepiej się człowiekowi robi gdy czyta ich przezabawne kłótnie :P Mimo, że maleńki fragmencik (który zaspokoił po części wyobrażenie gołego Espady no, ale ej... kiedyś wrócimy do starych dobrych czasów? :>) to i tak dobrze, że go wstawiłaś bo mi się tu dłużyło jak cholera xD No i prawda nie ma co na siłę pisać, bo później wychodzi coś czego nawet nazwać się nie da :P

    Wiesz, że ja na twoją twórczość mogę czekać nawet i kilka miesięcy co nie? (napisałabym rok no, ale nie przesadzajmy... tyle bym nie wytrzymała xD) :) Więc wyleż tą całą chorobę, odpoczywaj i wróć ze zdwojoną siłą tak jak na Drogę Zniszczenia nr 6 przystało ^^

    :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. n wlasnie, głupia ja, powinnam sobie najpierw certyfikat pirata wyrobic a potem sie spjac rumem, to bym była monter :D

      Kazumi! <3 W tygdniu pojawi sie reszta rozdzialu, na pewno ;) Nawet dzisiaj troszenke piszałam, chociaz to jeszcze nie jest to - przez temperature sie czuje jakby jakas gruba kurtyna mi na mozgu lezala... czy cos *mysli* ;P

      hehe, stare dobre czasy? ;D oto jest pytanie, nie. oto jest, własnie pytanie, hm.

      Usuń
    2. Zabieram się za czytanie ^^

      I tak napomknę, że się przeniosłam na http://niebieskimpiorempisane.blogspot.com/ :P jeszcze nie ogarniam wszystkiego za dobrze, więc wygląd na pewno się zmieni :D (A ja myślałam, że WordPress jest ciężki xD) Rozdział IV jest w tej chwili poprawiany więc pewnie do końca tygodnia dodam ^^

      :*

      Usuń
  5. WHAT THE FUCKING HALE IS GOING ON???
    OH MY GOD.

    Nawet zakrztusiłam się biszkoptem.

    Jak tak czytałam, to najpierw Urahara skojarzył mi się z Hirumą i jego ukochanym notesikiem, bo obaj wiedzą wszystko o wszystkich, a potem nagle zobaczyłam bardzo dużo podobieństw między Kisuke a wujkiem Peterem.

    Nie spodziewałam się, że Grimmjow kiedykolwiek użyje mózgu. Teraz już się nie wykręci z truskawkowej teorii o miłości.

    Pamietniczek! Kochany pamiętniczku, dzisiaj trafił mnie jasny szlag jak zorientowałam się, że w piersiówce Madarame było nic innego jak kradziony z mojej piwnicy mój własny bimber.
    Anyway, Kirai. Teraz już wiem, że nie należy ufać lisom i tęczowym hollowom.

    Ja wiedziałam, że chcesz dać Renjiemu jeszcze jakiś moment, ale nie spodziewałam się, że taki.... No Abarai, szmato. wstawaj, walcz ty.... !

    Czyli jednak Kiseki no Sedai będzie miało magiczne moce. Ciekawe, jak to rozegrasz.

    Keep running. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale to udlawilas sie tym biszkoptem czy nie? bo taki był cel tego rozdziału.

      magiczne moce to oni juz maja n chyba ze widzialas kiedys na boisku do kosza takich graczy. w naszym swiecie. takim, wiesz, gdzie magia nie istnieje.

      Usuń
    2. pzt akurat w twojej toerii to grimmjow mozgu nie uzyl, jak juz to uhahara, ale watpie zeby grimm kupil ta teorie. raczej z caloa pewnoscia chyba na bank NIE.

      Usuń
  6. Oł, oł, oł... Oł my gat.
    Zakochany Grimmjow, tak myślę, że właśnie tak by to wyglądało. Cukierkowa wersja love mu nie pasuje. Jakie to urocze, bo się chłopaczek w tym gubi.
    Wilczy, wiesz? Ja naprawdę kocham te wszystkie przekleństwa Grimmjowa. "Pederasta w chodakach"... I wszystkie inne <3 Właściwie te jego wiązanki to mogłabym czytać non stop i nigdy mi się nie nudzą.
    Uraharę to ja już nie wiem, czy lubię, kocham, czy uwielbiam, czy wolałabym go zepchnąć z mostu. Wkurza mnie to jego knowanie, ale z drugiej strony ma coś w sobie, skubaniec, fajnego.
    Podoba mi się ta zmiana narracji, rozdział dzięki temu jest bardziej urozmaicony i można zobaczyć punkt widzenia bohaterów. Bardzo dobrze.
    Kirasia też lubię. By the way, wciąż czekam na jego program o modzie ;) Trochę mnie zastanawiało najpierw, czy nie jest zbyt silny, jak na pustego, ale ujdzie, bo czyni Ikari wizardem, a oni do słabych nie należeli. Tak, więc właściwie nie mogę się przyczepić.
    Generalnie rozdział świetny. Oczywiście, jak dla mnie, i tak zawsze za krótki.
    A jakby Ci kiedyś zabrakło weny, Wilczy, to zapraszam do mnie. Też próbuję cośtam czworzyć.
    http://whisper-of-shadows.blogspot.com/
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow... :D Opłacało się tyle czekać :D

    No nie spodziewałam się kiedykolwiek "widzieć" Grimma w takim stanie :P Taki zdezorientowany, zagubiony koteł >^.^< To jego "przejmowanie" się jest ujmujące, ale trzyma poziom i nie zamienia się w słodkiego zakochańca :D
    Urahara... Jezu, że on się w tym wszystkim nie gubi O.o Ja już się pogubiłam w jego knowaniach :P
    Kiraś potężniejszy niż Grimm? (a tak na marginesie: relację z walki tych dwóch z chęcią bym przeczytała ;)) I co tu mi się na końcu działo?
    Wilczy ty to potrafisz zaciekawić czytelnika i sprawić, że zaczyna obgryzać paznokcie ze zniecierpliwienia :D

    Boooooski rozdział ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kazumi, że się Urahara w tym nie gubi, pal licho. Ale, że się Wilczy nie gubi ^^

      Usuń
    2. Tris (moge? moge? :D), pal licho Uraharze i Wilczego, ale jak Wy sie nie zgubicie w tym razem ze mna to kazdemu czteropak :D

      PS. jutro jestem na szeptach (a szepty juz sa w gargancie i prosze mi zaklade obserwowanych dodac bo ja mam zboczenie ze musze obserwowac!!) i DLACZEGO PIERWSZY POST TAM WISI OD DWOCH DNI A JA NIC NIE WIEM. No. i po to mi obserwowane, zeby nerwy oszczedzac ;D

      Usuń
  8. Może być i Tris, chociaż kojarzy mi się z drzewem >.<
    Gubimy się, ale każdy robi co może, żeby nadążyć ;)
    Ok, dodam to coś do obserwowania. Ty mi lepiej powiedz, co myślisz o szepce, bo jestem, nie ukrywam, ciekawa Twojej opinii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faken, jak Ty mnie martwisz! Gubicie się, faken! Robię co mogę, żeby zakręty Drogi wygładzać, azeby nikt w rowie nie wylądował ani poboczem nie chodził, nie bładził, faken! No będę sie starac jeszcze mocniej, choc mialam nadzieje, ze pewnego pochmurnego dnia, kiedy sama sie wypierdole na poboczu, ktos mnie kopem w dupe naprowadzi na srodek Drogi :D

      Usuń
    2. No nie gubimy się, bo staramy się nadążyć. Późna pora Ci nie służy, Wilczy. A przy zakrętach jest przynajmniej ciekawie. Im bardziej kręte tym lepiej, kochana.

      Usuń
    3. A może to mi już nie służy, zwłaszcza, że piszesz do mnie po polskiemu...

      Usuń
    4. Sorry za spam Wilczy, ale uwaga, bo mam to okienko obserwowania, co chciałaś. Jestem na 99% pewna, że to to. Plus masz 3 rozdział na szepcie. Teraz biorę urlop ;)

      Usuń
  9. Uwielbiam Kirasia.
    Możesz mnie hejtowac, bo nie przyszłam wcześniej.
    Dziękuję. Koniec przekazu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od hejtu mamy tu Kirasia i BEDZIESZ MNIE MIALA NA KARKU JESLI PRZEKAZ NIE ZOSTANIE BEZWLOCZNIE WZNOWIONY.

      Usuń
    2. No dobra, dobra, juz jestem.
      Gópie internety mnie powstrzymywały, próbowałam napisac komentarz trzy razy, taki wuj! Nienawidzą mnie. Wgl ten tydzień to nie mój tydzień. Jakoś światy są przeciwko mnie i wgl, nie wiem, czym sobie na to zasłużyłam, może taką długą przerwą na HG? o.O
      Wiem, ze to sprawka Iskierki, ale mogę jedynie ciężko westchnąć i udawać, ze mnie to nie boli. Anyway!
      Kiraś bogiem. Uwielbiam jego wielkie litery. I tęczowe szpony, tylko Wilczy, Ty z tą tęczą nie przesadzaj, nie? Kiedyś odezwą się jakieś gender czy o co w tej tęczy chodzi, i może nie być tak fajnie jak z jehowymi.
      Wiem, dobra, sorry, kiepskie poczucie humoru, to naprawdę nie mój tydzień.
      Nurtuje mnie kwestia Urahahahahary. Nie, naprawdę, zacznijmy od tego, ze go uwielbiam a jak kogoś uwielbiam, to zawsze go wybielam. No tak, bleach... Nie, ze mną jest coś naprawdę nie tak!
      To, ze coś kombinuje, a ujawnia tylko jakąś częśc prawdy, to chyba wiadomo wszem i wobec, na pewno jest zainteresowany Ikari, no bo Kiraś to jego wyczyn, więc logiczne, ale z Grimmjowem mi to jakoś nie pyka... No bo nie łapię, dlaczego Kisuke chciał zdjęcia blokady i wgl po co bawił się w to wszystko? Znaczy, chce facet wiedziec wszystko, znac prawdę i wgl... Nie no, dobra, to w sumie dobry powód zeby się w to wszystko bawic. Okay, kupiłam to. Zresztą wiem, ze jak przyjdzie co do czego, to Kisuke i tak będzie odpowiedzialny za coś i na bank pociąga tu za jakieś sznurki. No i znam Cię, Wilczy, wiem ze knujesz intrygę. Duzą intrygę. Duzą bardzo intrygę.
      Wgl przyszłam tutaj, bo płaczesz mi przez kable ze romans, ze wgl, i Grimm taki zakochany, Ty no... No tak mnie oszukać bezczelnie to się jeszcze nikt nie odważył! Ale ja wiedziałam, ze Ty byś nie zaserwowała nam obrzydliwie słodkiego wyznania, Szóstka po pierwsze przed samym sobą by tego nie zrobił, co dopiero przed Iką, i to do niego nie pasuje. Wszyscy o tym wiemy, a Ty najlepiej. Więc gdzie te wyznanie, zapytowywuję się Ciebie? Gdzie ono? Nie ma? Yh, niesamowite!
      Otóż dowiedz się ze absolutnie słodko nie wyszło. Absolutnie nie, bo wyszło dokładnie tak, jak wyjść powinno, a więc czytajmy między, kurde, wierszami!
      Wreszcie ktoś mądry (tak czułam, ze to będzie ten sprzedawca z cukierni) postawił sprawę jasno i dokładnie. Njebiescy som ze sobom powionzani, koniec i kropka! I w końcu ktoś to uświadomi królowi (głupi ty, Grimm, żeś se tego wcześniej nie wykoncypował, wierzę w twoją łepetynę, ale naprawdę, postaraj się czasami bardziej). Nie, Wilczy, ten fragment był wspaniały. Był naturalny i ja uważam, ze jeśli miałoby to jakoś wyglądać, to właśnie tak. I tylko tak. Kubo by lepiej nie wymyślił. Przestań narzekac, szok Szóstki tłumaczy tutaj wszystko, i to było tak piękne i tak epickie, ze powinni to nakręcic.

      – Wróciła, gdy tylko coś się zaczęło z tobą dziać. Nie dostrzegasz analogii?

      No kurwa właśnie! NO nie dostrzegasz?!

      Wystarczy, że komuś na kim jej zależy będzie grozić niebezpieczeństwo. Nie wiemy w jakim stopniu na kim jej zależy, zwłaszcza teraz, ale jest szansa, że taki zabieg w przyszłości znów odniesie skutek.
      Kiedy tobie coś groziło, Ikari zadziałała, a kiedy coś groziło Ikari… Nie dziwi cię, że chociaż starłeś się wcześniej, uwolniłeś się akurat w momencie, w którym Kirai zaczął świrować, narażając Hagane?

      Kobaltowe oczy ogarnęło lekkie zdziwienie. Upłynęła dłuższa chwila, nim wróciły do swojego zwykłego, zmrużono-zmarszczonego kroju.

      CZYTAJMY MIĘDZY WIERSZAMI, TO JEST FAJNE!

      Usuń
    3. Padło tutaj więcej, niż można by oczekiwac. Jpdl, zamknijcie mnie za te głupie dywagacje, ale Wilczy, to przeciez czyny, nie słowa, pokazują, co czujemy, no nie? Ej, uwierz, ja to gadam na trzeźwo, nie wiem, co mi się dzieje. A ponieważ stara prawda jest prawdą (mądrze to ujęłam, nie sądzisz?) to nie ma sensu wyznawac czegoś, co Ikari i Grimm nigdy sobie nie powiedzą. Nigdy. Takie jest prawo natury. Bo Arrancarzy takich rzeczy nie mówią. Oni to pokazują, gdy muszą, bo na co dzień, jak widac na załączonym obrazku, bluzgają, grozą śmiercią etc. Ale nie ma się czego bac. Znaczy… No dobra, jest.
      Wpis z dziennika Ikari wyszedł Ci w pełnym tego słowa znaczeniu. To jej zastanawianie się czy oszalał czy co było wypełnione cholerną, cyjanową frustracją, no bo, ej, wcale się nie dziwię i mogę sobie wyobrazić, co ja bym czuła na jej miejscu. I później była ta sytuacja z ludziami w kawiarni… Powiem Ci, ze szanuję (kurwa, kto mi pozwolił pisac ten komentarz!) heroiny, które czasem mam ochotę zabić. Bo mnie wkurwiają swoim głupim myśleniem i zachowaniem. Przysięgam, Ikari chyba zostanie czołową. No myślałam ze mojego biednego laptopa rozniosę, jak czytałam te jej święte oburzenie ze oni się bawią a ona nie. Jak taki dzieciuch! Dobra, dobra, okay, już… Wdech… Wydech…
      No ale, no nie!

      „BAWCIE SIĘ RAZEM DALEJ NARTA.” Wilczy, to „t” to takie chyba niezamierzone?

      I wielbię Kirasia za brak ortografii. Genialny z tym pomysł jest. Genialny!
      Widac, ze Ika odsunęła się, tak w sumie, od wszystkich, i jeśli o to Ci chodziło, to melduję, wyszło w wuj! Jest odeseparowana i miota się między Szóstym a Kiraim, a to raczej nikomu dobrze nie wróży.
      No i teraz WUUUUUT?! Co z Kiraim? Najpierw niby dogaduje się z Uraharą, za chwilę leci do Nnoitory, a potem rozwala Abaraia?!
      Jakie, the hell, rozkazy Renjiego?! Jakie… Co?!
      No i teraz mnie zabiłaś, kim, cholera, jest ten z różnymi oczami? Kogoś Ty tam sprowadziła? I reakcja Kiraiego mnie zniszczyła, upadł! On! Hollow! On upadł pod spojrzeniem żółto-czerwonych oczu. Nie wierzę. Jestem zwyczajnie pozamiatana, i chyba lubię tego nowego! Ale z opinią się wstrzymam.

      „– Och, a dlaczego miałbym to zrobić, po tym co właśnie zapowiedziałeś, że zrobisz, gdy ja zrobię to, czego nie zrobię?”
      Pamiętasz moment „ A połowy z was nie znam nawet w połowie tak dobrze…” z Władcy? Skojarzyło mi się i uwielbiam <3 To takie modnre, takie w stylu Urahary… <6

      „– Naprawdę bardzo chciałbym tego wszystkiego doświadczyć, a nawet to przedyskutować, zastanawia mnie zwłaszcza ten aspekt, jak zamierzasz zakopać mnie żywcem, po tym, jak kilka razy pod rząd mnie zabijesz, jednak sposób w jaki umrę, też nie jest teraz najbardziej istotną sprawą na świecie, „
      Uwielbiam go, po prostu wielbię jak tworzysz dialogi Urahara – reszta świata.

      „– Przeprosin. Ma mnie przeprosić, bydlak jeden.
      – O, bardzo rozsądnie, spodziewałem się, ze zażądasz jego głowy na złotej tacy albo żeby się otruł cyjankiem, a ty chcesz tylko…”
      Właśnie, właśnie, te trucie cyjankiem czy łeb na złotej tacy to są wykonalne, a ządanie Iki tak jakby nie. I piękna jest jej prośba, taka prosta, zwyczajna, ludzka… Rozpływam się.

      „ Ikari zabierze mnie do kina na „Wielką szóstkę”. I kupi mi mega popcorn. „ Ja bym się na ten popcorn nie zgodziła. Tak dla zasady.

      „Jestem głodna i przykuta do tego zasranego krzesła!”
      Potwór! Tyran! Chory sukinsyn! Ona jest GŁODNA! Przeliterować ci to, Urahara?! Wypuszczaj Ikę w tej chwilinatychmiastjuz! Wiesz, co to znaczy być głodnym?!

      Usuń
    4. „– Kapelusznik pierdolony, pederasta w chodakach…”
      Wilczy, ja Ci chętnie poasystuję w przedsięwzięciu które zamierzam właśnie zaproponować. Weź stwórz jakąś podstroję z wszystkimi bluzgami z Drogi. Wiesz, jaka to by była radocha?

      „– Nie pieprzysz się regularnie. – Na mordzie Szóstego pojawił się pełen satysfakcji wyraz z gatunku „Haha, to mi wlazło.” „
      Oj, to ci wlazło, Wasza Wysokość, jak nic.

      „– Ale czemu się na mnie drzesz?
      – JA SIĘ NIE DRĘ JA MAM TAKI TON GŁOSU.”
      Dlaczego nikt mi nigdy nie wierzy jak ja tak mówię?  Smuteczek

      „Królewski śmiech zatrząsnął komisariatem.”
      Zdecydowanie wyobraziłam to sobie i to nie było przyjemne.

      Co się właściwie stało Grimmowi, co zrobił mu Kirai? Reakcja Ikari była więcej niż wspaniała, to połączenie głosów jej i Kirasia… Mrrrr, dreszcze mam!
      Dzizys, Wilczy, nie wykrzeszę z siebie dzisiaj nic więcej. Długością i treścią rozdziału jestem więcej niż zachwycona, Az mi się cieplej na serduchu zrobiło jak zobaczyłam suwak i takie „uch, będzie co robić przez najbliższe 20 minut”. W ogóle tak jakby relacje Grimmjowa i Ikari weszły na inny poziom, takie mam wrazenie, ya know? To chyba po tym, jak Ikari przypałętała się do łózka Aomine poszukując poczucia bezpieczeństwa. Naprawdę to było mocne uderzenie i zmieniło moje podejście do Cyjanowej. Jakakolwiek by nie była, relacja 6 i 8 ma wszelkie ludzkie cechy i to jest piękne. Wilczy, Ty wiesz, co ja mam na myśli, jak piszę „piękne”? Nie „ zajebiste” i nie „w chujhipermegaultra!” tylko po prostu „piękne”. Rozdział niezwykły, niby padło wiele wyjaśnień i sporo słów, ale to najważniejsze zostało przede wszystkim pokazane, za to wielkie brawa i kłaniamy się do ziemi. Jestem pod wrazeniem, ze moja fascynacja Drogą trwa i wcale nie maleje, nie wspominając, ze mój podziw dla Ciebie wciąż rośnie. Bo jak z kimś dłużej się znasz itp. To w końcu ta magiczna otoczka się przerzedza, no nie? A tutaj nie. Dalej z radością pochłaniam kolejne fragmenty, nadal podziwiam, nadal autorytet i wgl tróloff.
      A idzze Ty! Normalnie…! No!
      Jak next się pojawi 27 to na spokojnie. Huehue! Bo mam wtedy ostatni dzień szkoły, wrrrreszcie! Obym przezyła podróz to będzie dobrze.
      Czekam.
      I dziękuję.

      Usuń
    5. Teraz wreszcie pierwsza noc po wstawieniu nowego rozdzialu przespie szczesliwa ;D Jutro sie odniose do Twoich Komentarzy (bo az grzechz malej 'k' pisac!), bo, kuwa, jakbym teraz zaczela, to nie zdaze sie polzoyc spac i bede musiala biec na tramwaj :D

      ale jedno, jedno musze juz - nie Kiras! to nie Kiras zrobil Grimmowi "zaslabniecie'! aaaa, nieumiejetnie przekazalam informacje, aaaaa! wedytuje, aaaaaa!

      ymmm! a tu masz swojego roznookiego, jak kcesz podejrzec ;P https://www.youtube.com/watch?v=OBkKb9OzZ-Y

      Usuń
    6. No i czemu wyjesz? No czemu wyjesz Wilcze dziecko? Przeciez jestem cały czas i czekam na czapter! :*

      Usuń
    7. Tak jakby wez się ogarnij nie?
      Wiesz ze masz połowę? A dzisiaj 28?
      Nie, nie będzie zadnego przekładania daty publikacji. Ma byc na ten 31 bo się nastawiłam, chyba ze się wyrobisz na wcześniej, tzn, na jutro, to tez dobrze.
      Nie, nie pytaj, nawet nie ruszyłam rozdziału.

      Usuń
    8. Jesteś wilcza menda.. Zeby Cię pchły zezarły. O!

      Usuń
  10. Wilczy ty tam nie expij już, tylko daj informacje ile procentów już nabiłaś w pisaniu :D :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miało być napisane w żartobliwym tonie :P Jeżeli cię uraziłam to przepraszam :)

      Usuń