Ogłoszenia parafialne (sekty pod wezwaniem Sexty)

OGŁOSZENIA PARAFIALNE (sekty pod wezwaniem Sexty):

Wstyd mi. Ale znów dużo się działo. Wyszłam za mąż, takie tam.

Kochani autostopowicze, przedstawiam ostatni rozdział Drogi.

INFO_NUMBER_2:

ZAPRASZAM NA NOWĄ WILCZĄ HISTORIĘ,
ZAPRASZAM NA TAGGED# MONSTERES

wtorek, 15 kwietnia 2014

2.NIE OGLĄDAJ SIĘ ZA SIEBIE: Hide beneath the ground. (cz.1)



Tym razem nie będzie stała z boku i się temu biernie przyglądała. Nie tak jak wtedy…
Wtedy.

You close your eyes and the glory fades



2.
Nie oglądaj się za siebie.
SHINIGAMI
           
            Pora była późna, a sklep zamknięty. Ale to nie w tym widziałam problem. Najpierw profilaktycznie obeszłam cały ten czarno magiczny przybytek, ale jak na złość tylne drzwi oraz wszystkie lufciki były pozamykane. Urahara pierdolony. Co się bał, że go z cukierków ojebią? Tch.
Wróciłam do frontowych drzwi i kopnęłam je z całej siły. Tak, byłam trochę zła. Odrobinę. Naprawdę podkurwiło mnie dopiero to, że drzwi nie specjalnie przejęły się tym szturmem. Nie wyleciały z zawiasów ani nic. Kopałam, ile sił, aż mi się glany rozwiązały. A siły miałam sporo. Szyby w oknach drżały, ale drzwi nic sobie z mojej szarży nie robiły.
– Uuuuurahaaaaraaaa! – wydarłam się w końcu, podskakując na jednej nodze. Chyba wgniotłam sobie blachę z glana w stopę. – Wyłaź! Wyłaź, ty stary pierdolniku!
Uderzałam w podobne tony jeszcze przez jakiś czas, ale do drzwi już się nie zbliżałam. Po jakiś piętnastu minutach w oknie na piętrze rozjarzyło się światło. Przez chwilę widziałam kontur znajomego kapelusza tuż przy szybie, potem światło rozjarzyło się też na parterze i zgrzytnęły zamki w drzwiach.

My hour is now

– Jaggerjack… Co Ty tu, na miłość boską, robisz? I to o tej porze…?
– Potrzebuję… przysługi.
 Skrzywiłam się. Jeżeli jest coś, czego nienawidzę na tym świecie… Nie, zaraz. Jest całkiem sporo takich rzeczy. Myślę, że lista tego, czego nie znoszę, mogłaby mieć parę (naście? dziesiąt?) kilometrów. A w pierwszej dziesiątce na pewno zmieściłoby się żebractwo. Brało mnie na rzyganie, jak musiałam otworzyć ryja, by o coś poprosić. I nieważne czy chodziło o to, żeby ktoś mi podał papier toaletowy, czy uratował życie. Ale bardziej mierzwiło mnie, gdy chodziło o coś bliżej tej drugiej opcji, tak, jak teraz.
Kisuke nie był w ciemię bity i tylko krótkie spojrzenie na moją twarz wystarczyło mu, by wiedzieć, że jestem zdesperowana. A przez to wytarguje ode mnie więcej, niż to, na co zgodziłabym się w normalnych okolicznościach. Otworzył szerzej drzwi, wpuszczając mnie do środka. Przechodząc przez próg, stuknęłam kłykciami w futrynę.
– Z czego jest to cholerstwo?
– Drzwi? Z stopu tytanu i aluminium.
– Co?! Wygląda  jak zwykłe drewno!
– No, niezłe, co? – Sklepikarz spojrzał na mnie podejrzliwie. – Chyba nie próbowałaś w to kopać?
Kisuke – Ikari: jeden do zera. Cwany dziadyga.
– No, to czego chcesz?
A co się stało z starym, dobrym: „No, to czego się napijesz”? Już sobie nie zawracamy dupy konwenansami?
– Herbatki byś mi chociaż zaproponował. Albo kawy.
Szare oczy uśmiechnęły się do mnie spod pasiastego kapelusza.
– Napijesz się herbaty? Albo kawy?
– Nie. – Dmuchnęłam ze złością na niebieski kosmyk za długiej grzywki, który połaskotał mnie w nos. – Ale nie odmówiłabym szklaneczki czegoś…
– W tym domu nie znajdzie się dla ciebie alkoholu. Ani dla tego czerwonego ananasa. A zwłaszcza dla cycatej.
– To nie jest dom, tylko sklep – poinformowałam go, próbowałam rozplątać kudły z gumki do włosów, nie wyrywając sobie przy okazji połowy z nich. – Poza tym, nie wiem, o co ci chodzi.
– Nieee? Jak ostatnio wyjechałem na urlop, mieliście mi biznesu przypilnować, a zrobiliście sobie tutaj prawdziwą melinę.
– Przesadzasz. – Związałam niedbały kucek z boku, nie przeciągając go do końca, żeby był krótszy. – Chamówa i tyle. Ale dobra. Mam pytanie.
– No, słucham?
– Ty w tym nawet śpisz? – wskazałam na jego wymiętą czapkę i nie mogłam powstrzymać szerokiego uśmiechu, który wypełzł na moje usta.
– Bardzo jesteś dzisiaj w zabawowym nastroju, widzę. – Urahara jeszcze bardziej nasunął sobie ten swój łach na oczy. – Przyszłaś tu po to, żeby się z biednych ludzi nabijać po nocy?
– Nie. – Spoważniałam. – Musisz otworzyć dla mnie gargantę.
– Nie wiem czy ośmielę się zapytać: dokąd. – Przenikliwe, jasne spojrzenie zajrzało w głąb moich cyjanowych oczu, docierając do umysłu i badając myśli. Przynajmniej takie miałam wrażenie. Ale nie odwróciłam wzroku. Nie miałam nic do ukrycia, poza odważną, balansującą na granicy szaleństwa decyzją. – Wybierasz się do Hueco Mundo.
Nie zapytał. Stwierdził. Pytanie, czy wiedział już wcześniej i tylko zgrywał przede mną głupka, czy po prostu się domyślił, co też nie było znowu takie trudne.
Odkąd Minako zniknęła, nosiło mnie, jak nigdy. Jakbym w dupie miała nie mrówki, a całe kolonie robactwa. Męczyłam się tak dwa miesiące, próbując uwierzyć w bajeczki, które opowiadali nam kapitanowie i nie pozabijać tych wszystkich cieniasów, którzy powtarzali, że ona nie żyje. Raz prawie mi się nie udało. Próbowałam przekonać te tępe pały, że się mylą i w tym celu wbiłam na jakieś-tam-wielce-mi-zebranie kapitanów, żeby gadać z samym Yamamoto. Ale oni powtarzali te swoje „nieżyjenieżyjenieżyje”, aż czerwona mgła zasnuła mi oczy i byłabym dziada udusiła, gdyby mnie Abarai nie powstrzymał.

Hopelessness is sinking in

 Okay, może i tak i tak nic bym mu nie zrobiła, bo to kawał twardziela był, ale sam fakt, że próbowałam, nie postawił mnie w zbyt zdrowym świetle. Na szczęście zostało to złożone na karb mojej niepoczytalności („biedna Hagane nie może się pozbierać po śmierci przyjaciółki, były jak siostry, nic dziwnego, że jej palma bije”), ale plan mojej rewolucji wziął w łeb. Kyoraku próbował nawet wysłać mnie na przymusowy urlop. Ożeż kurwa mać! Jasne, jedyne czego potrzebowałam, to podróż na Karaiby. Nie. Jedynym, czego się domagałam, była wycieczka do Hueco Mundo.
– Tu mi jedzie – pokazałam gdzie, odchylając dolną powiekę, – a tu strzela – naciągnęłam drugą, – jak Aizen nie porwał Shiby. Oddam się za piątaka wszystkim oddziałom, jeśli ten głupi chuj jej tam nie więzi. – Sapnęłam ze zdenerwowania.– Ale pierdolone Gotei jak zwykle ruszy dupę, dopiero wtedy, jak już będzie za późno.
Konsternacja na twarzy Urahary kazała mi się przez chwilę zastanawiać, o czym ten zramolały zboczeniec teraz myśli. Nie musiałam na szczęście długo tego robić (ręka już mnie zaczynała swędzieć), bo Kisuke podniósł się z fotela i podał mi rękę, by pomóc mi również wstać.
– Otworzę ci gargantę – powiedział tylko, nim ruszył w dół, ale nie ukrył przede mną uśmieszku, który wypłynął na jego wargi. I wiedziałam, że nie tylko mi uwierzył, on… Też tak myślał. – Ale jakby co, to powiem, że mnie zmusiłaś, zastraszyłaś, torturowałaś i w ogóle napluje ci w kartotekę.
– Spoko.
– No, w końcu z takimi koligacjami rodzinnymi, nie będzie w tym nic, czemu nie można by dać wiary.
Zatrzymałam się pośrodku schodów.
– Co?
– Co co? – Urahara zadarł głowę, żeby na mnie spojrzeć. – Aha… – Przez jego twarz przemknęło zrozumienie, a z rękawa wyłonił się wachlarz, za którym ukrył uśmiech. – Nie, nic, ja nic nie mówiłem.
Zbiegłam ze schodów tak szybko, że prawie połamałam sobie nogi.
– Ty mendo. – Chwyciłam go za przód kimona, a żeby złapać na odpowiedniej wysokości i tak musiałam stanąć na palcach, by nie wyglądało to naprawdę głupio. Kolejna rzecz, której nienawidziłam – mój wzrost i gracja, jaką mi odbierał. Dlatego wolałam ludzkie ciuchy. W takich buciorach od razu czułam się nieco lepiej, ale gruba podeszwa glanów to i tak nie było wiele, jak na obowiązujące standardy. –  Nie rób ze mnie kretynki.
– Nie śmiałbym, pani oficer. Po prostu coś ci się przesłyszało.
– Ty… – Zbliżyłam do niego twarz, licząc na to, że błyskawice z moich oczu przeskoczą na jego nos albo chociaż osmolą mu brwi, ale poza tym, że Kisuke teraz zezował na mnie znad wachlarzu, nie zyskałam absolutnie nic. – Ty…
– Czy tobie się przypadkiem nie spieszyło, Ikari? – Sklepikarz powachlował się beztrosko, a dzięki temu, że stałam tak blisko, szlag trafił moją grzywkę, która znów  wyrwała się na wolność, by ograniczać mi widoczność. Odskoczyłam od niego, z opętańczą starannością zaczesując palcami włosy na lewą stronę. Strzeliłam w niego jeszcze parę razy najgroźniejszymi ze spojrzeń i poddałam się. Znałam tą jego minę. Teraz nic od niego nie wyciągnę. Ale niech sobie nie myśli, że odpuszczę ten temat.
– Spieszy – zgodziłam się, patrząc w okno, za którym zaczynało świtać. – Dawaj ten gówniany portal i spadam.

When the day has come

– Podążaj za mną, moja pani. – Znów zamachał mi tym dziadostwem przed twarzą, a kosmyki włosów radośnie uniosły się w górę.
– Palant – mruknęłam, przygładzając je prędko.
– A – Urahara odwrócił się do mnie, zanim wyszliśmy. – Nie rozmawialiśmy jeszcze o zapłacie za moją przysługę.
– Zaczęło się… – westchnęłam. – No, to do jakiej niewolniczej pracy mnie zmusisz?
– Po pierwsze: chcę informacji. Miej oczy i uszy szeroko otwarte.
– Nie mam za bardzo innego wyboru, człowieku, nie wiem czy wiesz, ale tam roi się od Arrancarów. Jeśli pokuszę się o nieostrożność, zginę prędzej niż powiem: chuj wam wszystkim w dupę.
– No oby nie. – Odsłonił niewesołą minę i przez chwilę bałam się, że będzie chciał mnie pogłaskać po głowie albo przytulić na „do widzenia”. – A po drugie… – Wręczył mi miotłę. – Wiesz co masz z tym zrobić.
– Serio? Tylko tyle?
– Tylko? Musisz wrócić żywa z Hueco Mundo.
– No, ale wiesz, ryzykujesz tak dużo… a jednocześnie tak mało, puszczając mnie tam w pojedynkę… Jak nie wrócę, nawet nikt się nie dowie, ale…– Zaczepnie odchyliłam palcem jego kosode. – Byłam gotowa na coś więcej w podzięce, niż tylko zamiatanko…
Jak Gotei nie znoszę, Urahara w życiu nie miał tak durnej miny! Śmiałam się jeszcze długo potem, wędrując zwężającym się korytarzem, po wpierdol, którego nie miałam zapomnieć, mimo usuniętych wspomnień.  
– Hagane? – usłyszałam za sobą pomnożony echem głos. – Chałupa mi się sama nie wysprząta! Możemy też wrócić do tej rozmowy o innych formach wdzięczności! Przeżyj tą eskapadę!
Zaśmiałam się w głos.
– Poluzuj gacie, Kisuke – zawołałam, odwracając się na moment. – Eskapada, Espada, jeden chuj! Oklepie im mordy i wrócę spłacić dług.
Prawie się przejechałam na tej prognozie.
A długu nigdy nie miałam spłacić, bo jedyne, co mi się przypomniało po powrocie, gdy już wróciłam do zdrowia, to płonące kobaltem, głodne oczy drapieżnika.


ARRANCAR

         W Hueco Mundo najbardziej pojebane były pory dnia. Trudno je było wyznaczyć, bez skrawka prawdziwego nieba. Wyobraź sobie, że budzisz się nagle i nie wiesz, czy już jest czas, by wstać, czy jeszcze możesz uderzyć w kimę. Chora sytuacja… I tak dzień w dzień. No idzie dostać pierdolca.

And the seasons stop

Tym razem obudziłem się za wcześnie. Wiedziałem to, bo zdzira, z którą zabawiałem się wieczorem, ciągle drzemała na skraju łóżka. Nigdy nie zostawały do rana. Zazwyczaj wynosiły się, zanim usunąłem, a jeśli nie zdążyły się pozbierać przed moim obudzeniem, czekała je przykra niespodzianka. Tak jak teraz.
Złapałem ją za włosy i ledwo rejestrując, że krzyczy, wyrzuciłem z łóżka na twardą lodową posadzkę. Nie wyspałem się przez tą pizdę. Nienawidziłem dzielić się miejscem na sen i nie zamierzałem tego tolerować. Powinna się wynieść, zaraz po tym, jak król z nią skończył. Żeby byle kurwa myślała, że może mi tu chrapać pod nosem? W moim, puchowym królestwie? Zostać na noc? Noc była tylko moja. Nią też nie zamierzałem się dzielić.
Wciąż tam siedziała, gdy na nią spojrzałem. Zasmarkała się, co chwilę pociągając nosem. Ciarki obrzydzenia przeszły mi po plecach. Pomyśleć, że jeszcze parę godzin wcześniej pozwalałem jej mnie zaspokoić. Wzdrygnąłem się.
– Co tu jeszcze rrrobisz? – warknąłem, podpierając głowę na ręce. – Spierdalaj, zanim odmaluje sobie ściany twoimi flakami.
Zawyła, bełkocząc coś pod nosem i nie dbając o części rozrzuconego ubioru, wybiegła, aż się za nią zakurzyło. Zarechotałem z satysfakcją. A niechby ją tak jeszcze inni dorwali po drodze, to może zrozumie gdzie jej miejsce
Słaba akcja to była, Grimm – skarciłem się w duchu. Od dzisiaj koniec. Nie dam sobie obciągać byle komu. Ta dziwka nie zasługiwała nawet na to, by ją tknąć paznokciem. Muszę sobie znaleźć jakąś godną królewskiego pierdolenia księżniczkę.  Tylko asortyment mi się kończył, kuźwa. Co lepsze już przebrane. Będę się musiał wybrać na łowy poza Las Noches albo przejść na abstynencję.
Aż mnie otrzepało od tej kurewsko niesympatycznej wizji.
Czyli polowanie – postanowiłem.
Doprowadzanie się do porządku i zajebistego looku, w moim przypadku, jest dziecinnie proste. Wystarczy wciągnąć hakamę na tyłek. Ale lubiłem też swoją bluzę, czy kurtkę, czy do czego to się kwalifikowała ta część garderoby. Z czymś mi się kojarzyła, ale za chuja nie mogłem sobie przypomnieć z czym i dlaczego. Trzeba było przyznać, że nie była zbyt praktyczna. Na pewno była za krótka, by spełniać swoją podstawową funkcję. Ba, nie miała nawet zamka czy guzików. Ale miałem to w dupie, bo była zajebista i do mnie pasowała, a jak się komuś coś nie podobało, to niech się odważy mi o tym wspomnieć. Dawno nie karmiłem Pantery.
Kiedy wychodziłem na zewnątrz, zawsze odruchowo zadzierałem łeb, żeby spojrzeć w niebo. Jakbym się spodziewał, że jednak dostrzegę na nim złotą kulę słońca. Naturalnie nie było na to szansy i tylko psułem sobie w ten prosty sposób humor. O ile zdarzyło się tak, że nikt wcześniej nie zdążył mi go nie zjebać. A że nie było to trudne zadanie, to sztuczne, mdłe niebo Las Noches ponosiło zazwyczaj najmniejszą winę za moje codzienne niezadowolenie. Ale miło by było się kiedyś rozczarować i obudzić pod prawdziwie niebieskim sklepieniem. Było coś takiego w otwartej przestrzeni, co niesamowicie mnie jarało. Może to jakiś pierdolony zew natury, chuj wie. Ale lepiej się czułem pod otwartym, żywym niebem. Świadomość, że tkwię tu zasadniczo w zamknięciu… W pierdolonym podziemiu… Kolejny debuff na dobre samopoczucie.

And hide beneath the ground

Musiałem się stąd wydostać choćby na moment. I szczerze jebało mnie to, czy potrzebuję na to czyjegoś pozwolenia. Robiłem to, co chciałem, a jak ktoś ma z tym problem, to trudno. Po chwili przedzierałem się już przez fałszywy nieboskłon, by wydostać się ponad kopułę.
Stojąc na zimnych piaskach, czułem się jak prawowity król tego Pustego Świata. Zamykając oczy, wziąłem głęboki oddech, napełniając nozdrza złudnym zapachem wolności. Gdyby nie zasrane obowiązki Espady, wyniósłbym się tutaj na dobre. Szare piaski i eteryczny smród Hollowów podobały mi się dużo bardziej, niż kamienne ściany pałacu Aizena.
Coś jednak ośmieliło się zakłócać tą irytującą woń Pustych. Pociągnąłem nosem, żeby się upewnić. Taaak. Coś się nie zgadzało w kompozycji piekielnego fetoru. Zakłócał ją jakiś słodki zapach, którego nie znałem. Napełniłem nim płuca, otwierając oczy i wbijając wściekłe spojrzenie w horyzont.
To było to. To mogło być to, na co czekałem. Ktoś grasował po mojej pustyni samotności. Po mojej oazie spokoju. Po moim Hueco Mundo. Jeden uzurpator to już za dużo jak na moje nerwy, tymczasem znalazł się jeszcze jeden śmiałek, by deptać po moich włościach.
Czy ich wszystkich popierdoliło? Czy nie wiedzą, że narażając się na mój gniew, w końcu skończą w szponach Pantery?
Kto tu był? Komu wydawało się, że może bezkarnie zwiedzać moje królestwo? Ten zapach… Wwiercał się w mój mózg i wydawał się być znajomy. I całkiem… Hm.
Do ust napłynęła mi ślina. O tak, poczułem głód.
To był ktoś na moim poziomie… nie, nie reiatsu. Ktoś, na podobnym poziomie wkurwienia. Och, to się robiło naprawdę ciekawe. Muszę się pospieszyć i znaleźć coś, co generuje ten sygnał, zanim ktoś inny sprzątnie mi sprzed nosa ten kąsek.


SHINIGAMI



Garganta dosłownie wypluła mnie na kłujący szary piasek, który jeszcze długo po tym jak się podniosłam, zgrzytał mi między zębami. Nie to było jednak najgorsze.

Otaczała mnie pustka. Dokąd sięgałam wzrokiem nic, tylko szara pustynia. A nad nią upiornie wielki, blady sierp księżyca. Hipnotyzował i doprowadzał do obłędu. Minęło kilka długich chwil, nim zdołałam ruszyć przed siebie, wybierając kierunek na chybił trafił. I ta cisza. Żaden wietrzyk, nic. Widok nieruchomych, rzadkich, uschniętych drzewek, które mijałam, napawał mnie dziwnym niepokojem. Było tu za cicho. Jakby coś się święciło. A ja nawet nie wiedziałam dokąd zmierzam.




And I've lost my way around



Na szczęście nie trwało to długo. Uderzyła we mnie silna, złowroga energia i natychmiast odwróciłam się w tamtą stronę. Nie mogłam złapać tchu i na moment opanowało mnie przerażenie. Zwężające się źrenice spowodowały, że pociemniało mi przed oczami. Z twarzy odpłynęła cała krew. Szybko jednak zaadaptowałam się do nowych warunków i mogłam nabrać powietrza. Energia nie kurczyła się, ktoś, kto nią epatował, nie próbował się ukryć. Mogłam się też założyć, że już wie, że tu jestem. Nigdy nie byłam dobra w ukrywaniu swojego reiatsu.

Oho. Czyli już byłam w tarapatach? Taki poziom duchowej siły nie mógł należeć do zwykłego Hollowa. To musi być Arrancar, a jeśli mam pecha, to może nawet Espada. Kurwa. Liczyłam na to, że natknę się na tych gnojków trochę później. Albo wcale. Szlag by to.

Zanim podjęłam decyzję, czy nie lepiej wziąć nogi za pas, póki jeszcze nikt mi ich nie połamał, zobaczyłam jak daleko przede mną, w miejscu, w którym pustynia styka się z atramentowym niebem, unosi się piasek. Gdybym była trochę bardziej naiwna, pewno miałabym nadzieję, że to tylko piaskowa burza, ale byłam pewna, że zbliża się coś dużo gorszego. Nie miało sensu uciekać. Pozostało mi założyć ręce na ramiona i czekać, aż destruktywna moc zbliży się na tyle, bym mogła się jej przyjrzeć.
 

9 komentarzy:

  1. super rozdział :) najlepszy moment z tymi drzwiami, gdybym była na miejscu Ikari zabiłabym od razu Kisuke za : brak ostrzeżenia na drzwiach oraz próbę uszkodzenia mojej części ciała XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Od razu przyznam się bez bicia, że nie mam pojęcia, na czego podstawie piszesz to opowiadanie, ale dlatego jeszcze jestem pod jeszcze większym wrażeniem, iż tak mnie wciągnęło. Naprawdę, nie mogłam się wprost oderwać od rozdziału. Co prawda nie przywykłam do czytania opowiadań z ogromną masą przekleństw, ale u Ciebie to pasuje, także nie mogłabym się do tego przyczepić.
    Fabularnie jeszcze nie za bardzo rozkminiam, kto jest kim, ale myślę, że z kolejnymi rozdziałami jakoś to przyswoję. Polubiłam Ikari, przemawia do mnie jako bohaterka, no i nosi glany, co już samo w sobie każe mi ją polubić. ;) Postać Arrancar jest okrutna i tak naprawdę barbarzyńska, ale - no co poradzić! - on też przypadł mi do gustu. Jestem ciekawa, czy tych dwoje się spotka, a jeśli do tego dojdzie, będzie to naprawdę wybuchowa mieszanka.
    Pozdrawiam, dodaję do obserwowanych, Alia

    http://szamanska-przepowiednia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj raaany, ależ ależ mnie urrradowałaś swoim komenatrzem! Oj drżę z powodu tych bluzgów wciąż, czy nie przesadzam, ale to samo się wyrywa przy takich bohaterach stety-niestety! I co tu dużo mowić, na co dzień zdarza mi się używać takich wyrazów, oczywiście jeśli sytuacja tego wymaga mogę się powściągnąć, ale nie ukrywam, bluzgi mnie bawią i rozładowują, dlatego kosrzystam z ich terapeutycznej mocy :P Cieszę się, że Cię to nie zraziło!

      Podziwiam Cię, że się w tym połapałaś, śmiało nie bój się pytać jakbyś miała jakies watpliwosci, ktore utrudniałyby zrozumienie fabuły. Ja bym sie nie polapala jakbym bleacha nie obczaila, także - szacun! A jesli cię wciągnęłam, a fanka bleacha nie jestes, tym bardziej moja wyobraźnia się cieszy! Że mi sie udało zainteresowac!

      A teraz biegnę do Cb! ;)

      Usuń
    2. Powiem ci, że niekiedy przekleństwa właśnie odstraszają, bo nijak nie pasują, ale u Ciebie brzmi to jak chleb powszedni; są kawałkiem świata, w którym piszesz i dlatego je akceptuję, bo bez nich chyba nie byłoby tak samo. No, muszę przyznać, że niektóre bywają zabawne. ;)

      Na razie jako takich pytań nie mam. Tzn. jasne, że są, ale wydaje mi się, że z kolejnym rozdziałem zacznę więcej rozumieć i się w tym odnajdywać. Mimo to dziękuję za propozycję.

      No i, oczywiście, dziękuję, dziękuję za tak świetny komentarz u mnie! Zmiękczyłaś mnie i chyba dodam szybciej niż zamierzałam ;p
      Pozdrawiam, Alia

      Usuń
    3. ^^ heh, nie wiem czy to ma jakiś związek, ale już kilka osób w takim życiu codziennym mówiło mi, że przeklinanie mi pasuje (po tym jak przepraszałam, za jakąś wiazankę, która mi sie wymsknęła ;P). Wzięłam to za komplement i może tak jest waśnie, że te bluzgi przeniknęły w mój jakis tam styl? I są już częscią mnie? :P Cóż, będę się tym martwić, jak będę mieć dzieci :D

      Usuń
    4. Wiesz, tak naprawdę nie rozumiem sensu posiadania słów, których tak naprawdę najlepiej nie używać. Bo w takim razie po co one są, skoro kiedy ich użyjesz, to niektórzy patrzą na ciebie jakoś dziwnie... Przekleństwa nawet nie są przekleństwami, to zwykłe słowa jak "mama" czy "zupa". Dlatego nie martw się macierzyństwem ;p Twoje dzieci na pewno będą miały bogate słownictwo. A tak przy okazji - żeby nie robić ci pustych komentarzy - to może napisz do mnie na gg i tam porozmawiamy. ;) Mój numer to 36018825 ;)
      Pozdrawiam, Alia

      Usuń
  3. Tak bardzo nie mam słów, tak bardzo nie wiem, co napisać.Odkąd przeczytałam, to w mojej główce widnieje tylko napis:WOW (pewnie wypalony, a co!). <3 <3 <3
    Chyba bym się nie odważyła kopać, aż tak zapamiętale w drzwi (ogólnie jestem osobą, która słabo się wkurza, no cóż!^^), też chciałabym spać w czapce, to takie hipsterskie i owszem, chciałabym "pozwiedzać" heuce mondo... no kurczę! :D

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  4. Wybacz, że tyle mi to zajęło, i że tak krótko będzie, ale znienacka wypadł mi wyjazd, jadę dosłownie za 20 minut, więc piszę w biegu ;_; Wracam za trochę ponad tydzień, to już się wtedy porządnie wezmę za nadrabianie :D
    Okej, jak już wiem, że Ikari to OC to mogę ją jakoś sensownie ocenić, skoro jest cała Twoja :D No i muszę Ci powiedzieć, że ja ogółem nie lubię bohaterek-kobiet, często działają mi na nerwy tak, że szkoda słów, ale Ikari jest super - kobitka z jajami, poradzić sobie umie, ma charakter, i to nie byle jaki :D Przypadła mi do gustu i z naprawdę z przyjemnością będę czytała dalej, nawet jeśli się w Bleacha nie wciągnę, chociażby po to, żeby zobaczyć co dalej z nią :D
    No i Minako zniknęła, tak? To też zapowiada się ciekawie. Znaczy, pamiętam, oczywiście, że to retrospekcja, ale tak czy inaczej - nie wiadomo przecież co i jak, prawda? :D
    Nie ma co za bardzo więcej gadać, prócz tego, że ciekawi mnie całe Huceo Mundo, bo przecież Bleacha dalej w jakimś zatrważającym tempie nie czytam i pewnie prędzej wciągnę się w cały świat przez Twoje opowiadanie niż przez oryginał ;_; Ale ogółem to jest chyba duży komplement, jeśli wciąga mnie ficzek do czegoś, czego nie znam XD
    W każdym razie jest super, bardzo mi się póki co podoba, i przepraszam że tak biednie Ci komentuję, ale sama rozumiesz, jak z działeczki wrócę, to się poprawię :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem czemu, ale już od tytułu przechodzi mnie ten dziwny dreszczyk. Nie oglądaj się za siebie... :D
    Strasznie śmieszne, trzecia oficer Jaggerjack :D takie dziecko, niewinne jeszcze, spaczone tylko żartami kapitana Kyouraku... :D
    Urahaaaaraaaa! Stary... pedofil, pierdolnik, pasiasta chamówa. Uwielbiam go. ;D
    "-... napluję ci w kartotekę.
    - Spoko." Czyli już wtedy Ikari była szalona. :D
    A, zauważam, iż po tylu latach Hagane nie wywiązała się z długu. NIE POZAMIATAŁA!! :P Trzeba to nadrobić. :D
    ;*

    OdpowiedzUsuń