Ogłoszenia parafialne (sekty pod wezwaniem Sexty)

OGŁOSZENIA PARAFIALNE (sekty pod wezwaniem Sexty):

Wstyd mi. Ale znów dużo się działo. Wyszłam za mąż, takie tam.

Kochani autostopowicze, przedstawiam ostatni rozdział Drogi.

INFO_NUMBER_2:

ZAPRASZAM NA NOWĄ WILCZĄ HISTORIĘ,
ZAPRASZAM NA TAGGED# MONSTERES

sobota, 12 kwietnia 2014

1.CI, KTÓRZY NIE POWINNI: I was never welcome here. (cz.2)




PASEK INFORMACYJNY: Wilczy prezentuje część drugą rozdziału pierwszego. Krótko, ale po jedynce nastąpi dłuuuga retrospekcja. Pewno też ją podzielę. Żeby się nikt szczególnie nie musiał męczyć. Rozdział drugi doczeka się publikacji być może w tygodniu. Stan w wordzie Drogi Zniszczenia wynosi na razie osiemdziesiąt dwie strony dwieście jedenaście strony. Jestem na początku oddziału (no :D to się nazywa przedawkowanie Blicza... Oczywiście chodziło mi o rozdział, ale niech zostanie, bo mnie bawi własna głupota ^^) piątego jedenastego, a całość planuję zamknąć w sześciu rozdziałach chuj wie ilu rozdziałach. Proszę, broń Boże, nie traktować tego wszystkiego szczególnie serio. Wszystko powstaje dla fanu. Głównie autorki i mojej bratowej, która nie wie, że to trafia na bloga. ^^ Wgl to to będzie cross! Bo, kurwa, ja muszęmuszęmuszę opisać pojedynek Aomine vs Grimmjow! :D Tak, nasz milutki Espada będzie pykał w kosza na Drodze Zniszczenia! Już go Wilczy zaciągnie na boisko, spoko...

________________________________





Do pierwszej gwiazdki dawno już dołączyła reszta gwiazdozbiorów. Sztućce ostatnich głodomorów szczękały o opróżniające się talerze, ale większość zajmowała się już tylko luzowaniem pasków o kilka oczek i poklepywaniem najedzonych brzuchów. Minako zderzała się kieliszkami z młodszymi siostrami, które nalały sobie do nich soku porzeczkowego i udawały, że to wino. Isshin dyskutował o systemie podnoszenia kwalifikacji w Gotei 13 z Renjim, który z pełnymi ustami starał się wyjaśnić mu, co mu się w tym nie podoba. Hagane, która siedziała obok porucznika, zdawała się nie zwracać na nich uwagi, wpatrując się w płomień świecy.

Off in the distance, there is resistance

 Po jej drugiej stronie siedział Ichigo. Wypił już kilka lampek i był w zaczepnym nastroju. Właśnie ją wybrał sobie na swoją ofiarę i zaczął zadręczać dziewczynę swoimi przemyśleniami na temat tego, jakie są zalety, a jakie wady sztucznych i żywych choinek. Ikari, będąca mimo wszystko bezpieczniejszym Jaggerjackiem, z którym można prowadzić sprzeczki (Ichigo przez sekundę wahał się, czy nie zaczepić Grimmjowa, ale szybko przypomniał sobie, że krew ciężko się spiera z białego obrusu), dała się sprowokować do dyskusji na ten temat, obejmując przeciwne stanowisko (wcale nie dlatego, że po prostu nie lubiła się z nikim zgadzać, a kłótnie miała we krwi – naprawdę wolała żywe drzewka). Minako opróżniła kieliszek i przysłuchiwała się zagorzałej dyspucie, popieranej przez każdą stron coraz bardziej wyszukanymi argumentami.
– Żywą choinką możesz sobie potem napalić w piecu!
– Sztuczna nie zabiera ci nocą tlenu!
– W żywej możesz hodować sobie małych przyjaciół!
– Trzymając sztuczną choinkę na strychu dajesz dom tysiącom pająków!
Kurosaki zachichotała i zachęcona tematem przyjrzała się stojącej w rogu pokoju choince. Zamrugała oczami. Dopiero teraz zauważyła, że jest z nią coś nie tak… Lampki zwisały niemrawo tylko z jednej strony, a połowa z nich była… Nie, połowy lampek po prostu nie było. Mało tego, niektóre… Większość zawieszonych bombek była rozbita. Na gałązkach kołysały się nawet same haczyki, do których powinna być umocowana ozdoba, ale z jakiegoś powodu jej tam nie było. Łańcuchy znajdowały się w opłakanym, poszarpanym stanie i ogólnie całe drzewko wyglądało, jakby przeszło jakieś ciężkie chwile.

Hey, mister Motion, make me a potion
Shake it all up with your mystery

– O kurwa… kto stroił tą choinkę?
– Mianko! Nie klnij przy stole!
– Przepraszam, tato.
Grimmjow beknął głośno, odłożył widelec i zgłosił się, wyciągając w górę rękę.
– Ja stroiłem – oświadczył dumnie.

A man on a mission, changing the vision

      Wow, Grimmjow taki zdolny…
– Ja pomagałam! – wtrąciła Ikari, przerywając kłótnie z Zastępczym i najwyraźniej nie chcąc, by to na jej brata spadła cała zasługa.
  Ale ja większość – upierał się Espada, rzucając kapitan ósemki ostrzegawcze spojrzenie.
– Sratatata. Jakby nie ja, rozbiłbyś wszystkie bombki.
– Aha… – Minako przybrała pełną powagi minę. – Bo teraz wcale nie są, kuźwa, potłuczone.
Wszyscy wybuchli śmiechem. Wszyscy, prócz niebieskowłosych, którzy próbowali zabić się wzrokiem.

Ready, aim, fire! Ready, aim, fire away!

– No, przyznajcie się. Bombardowaliście Karakure świątecznymi cackami?
Ikari jako jedyna z rodzeństwa zaczęła wyglądać na nieco zmieszaną.
– Nie… taki mały wypadek miała choinka…
– Wypadek?
– Trochę jej się wypadło przez okno. – Grimmjow wyszczerzył się radośnie, a od jego uśmiechu 90% zebranych przy stole wzdrygnęło się bezwiednie.
– Boże… kto wam na pozwolił? Nie powinniście się nawet zbliżać do tej choinki… W ogóle nie powinniście obchodzić świąt.
Po kolacji, kiedy większość towarzystwa rzuciła się odpakowywać prezenty, Ikari odczuła silną potrzebę samotności. Nie wiedziała dlaczego, ale czasem, gdy spędziła dużo czasu wśród ludzi, napadała ją dziwna chęć ucieczki. Korzystając więc z tego, że wszyscy są teraz zajęci sobą i nikt nie zwracał na nią większej uwagi, gwizdnęła fajkę ze skrytki Isshina, założyła papierosa za ucho i wymknęła się na dwór. Nie zauważyła, że spod przymkniętych, turkusowych powiek śledzi ją uważne spojrzenie.
Na zewnątrz było zimniej niż myślała. Przede wszystkim wiało. A zimowy wietrzyk, mimo że delikatny, mało delikatnie kąsał ją po odsłoniętych ramionach. Zanim jeszcze odpaliła fajkę, już była przemarznięta. Zaciągnęła się dymem może ze dwa razy, nim usłyszała, że uchylają się za nią drzwi.
Kurwa. No to by było na tyle z chwili spokoju. Zaraz pewno Minako przemagluje ją pytaniami w stylu: „Przed czym znowu uciekasz, Hagane?”. Jak zawsze trafi w dziesiątkę, a ona jak zwykle będzie próbowała zbyć ją banalną, pseudo zabawną odpowiedzią. Jednak zamiast pytania, trafiła w nią jakaś rzecz, prawie wytracając z dłoni Ikari papierosa. Udało jej się ją złapać drugą ręką. Była to biała kurtka z wywiniętymi, czarnymi mankietami. Podniosła wzrok na postać, która stanęła obok niej i przygryzła policzek, a czyniła tak zawsze, patrząc na jakieś niepokojące zjawisko.

Here in the heckle, holding the shackle

Arrancar bez słowa wyciągnął papierosa spomiędzy jej palców i wsunął sobie do ust, zaciągając się głęboko. Odchylił głowę, patrząc w niebo i schował ręce w kieszenie czarnych dżinsów. Nie wiadomo, co Szósty wiedział o modzie – prawdopodobnie nic – ale mimo tego, że jego strój był co najmniej nieodpowiedni na zimowe warunki pogodowe (pod kurtką okazał się mieć zwykły czarny podkoszulek), nie wyglądało na to, by było mu zimno. Mimo tego Ikari próbowała mu oddać kurtkę.
– Weź się, Grimmjow. Przeżyję.
– Nie kozacz – zerknął na nią ze swojego prawie metra dziewięćdziesiąt, – tylko to wciągaj na grzbiet.
Kapitan westchnęła i z udawaną łaską zarzuciła na ramiona kurtkę. Rękawy, mimo że podwinięte, odsłaniały zaledwie jej nadgarstki.
Pachnie Espadą.
Od razu zrobiło jej się cieplej. A Jaegerjaquez okazał się dobrym kompanem, by wspólnym milczeniem skontemplować wigilijny wieczór.

We don't have a choice to stay
We'd rather die than do it your way

Minako już przy kolacji zauważyła, że Ikari coraz częściej rzuca spojrzenie na drzwi. Była pewna, że kapitan planuje gdzieś czmychnąć. Zamierzała tylko dopilnować, by nie uciekła za daleko. Od jakiegoś czasu Hagane zdawała się dziwnie niespokojna i lepiej było mieć ją na oku. Zwłaszcza jak sobie wypiła. Dlatego, gdy tylko zniknęła, vice kapitan dziesiątki zamierzała wyskoczyć za nią i dobrać się jej do dupy. Dowiedzieć się, o co chodzi. Ale jakie było jej zdziwienie, gdy w przedpokoju zderzyła się z Grimmjowem, który stał tam ze swoją nieśmiertelną arrancarską kurtką w garści.
– O, Grimm… Już wychodzisz? – zapytała, robiąc przejętą minkę, ale zdradziła ją nadzieja w głosie i Grimmjow nie dał się nabrać.

I was never welcome here

– Nie martw się, tylko na chwilkę… Przewietrzyć się. – Uśmiechnął się, a w jego uśmiechu jak zwykle czaiła się niewypowiedziana groźba.
– To tak jak ja. – Minako sięgnęła po swój czerwony płaszczyk, ale Szósty ją ubiegł, zawieszając go na karniszu, skąd już nie mogła go ściągnąć.
– Zostaw to mnie – mruknął, a jego oczy błysnęły.
Nim zdążyła go powstrzymać, zniknął za drzwiami.
– No co za dupek! – fuknęła i ze strachem rzuciła się do szyby, przez którą mogła obserwować to, co działo się przed domem.
Nie podobało jej się to. Jeszcze nie wiedziała, co do końca, ale na pewno jej się to nie podobało. Coś wisiało w powietrzu. Skrzywiła się, patrząc jak Espada podaje Ikari swoją kurtkę. Co to niby, kurwa, ma znaczyć, ten gest? Bo prędzej uwierzy, że Aizen otwiera w Karakurze zakład fryzjerski, niż w to, że Grimmjow się zrobił troskliwy. No, chyba, że ma w tym, menda, jakiś interes…
Kiedy ta myśl raz pojawiła się w jej głowie, już nie mogła jej wyrzucić. To była prawda, że Grimmjow zrobił się ostatnio… inny. A przez „inny” miała na myśli „nie tak wredny jak zwykle.” Co prawda nie zauważyła, żeby próbował być milszy dla niej i całej reszty świata, ale w stosunku do swojej siostry starał się powstrzymywać od zbędnych złośliwości. Oczywiście pakiet podstawowy pozostał bez zmian – oboje skakali sobie do gardeł, kiedy mogli, ale już dawno nie skończyło się to rozlewem krwi. Mimo tego nikt jej nie przekona, że Szósty odkrył w sobie pokłady bezinteresownej dobroci. Podejrzane też były jego częste wizyty w Świecie Żywych. Wpadał czasem na kilka chwil, rozglądał się, jakby kogoś szukał i znikał.

How could I never seen your face 'round here?

Czy miało to jakiś związek z kapitan ósemki? Ta też się ostatnio zmieniła. Jeszcze niedawno nie mogła przejść obok Grimmjowa, żeby nie splunąć mu pod nogi, a teraz zdawała coraz bardziej przyzwyczajać do jego obecności.
Czy ona też jakoś nie za często wybierała się na zakupy pod „ludzkie ciuszki”? A kiedy napomknęła coś o tym, że Grimm to w końcu jej jedyna rodzina i chyba wybierze się na święta do Hueco Mundo, Minako nie pozostało nic innego, jak zaprosić Espadę. W życiu nie pozwoliłaby, żeby przyjaciółka błąkała się po piaskach piekła w wigilię i to w towarzystwie jakiś arrancarskich niedojebów. Przy tym była pewna, że Grimmjow odrzuci jej zaproszenie, które poczyniła tylko z grzeczności. Ale on je przyjął. Z uśmiechem, oczywiście.
  Co ta gadzina planuje? Wątpiła w to, by dotarło do niego, o co chodzi z posiadaniem rodzeństwa – jeśli zależało mu na Ikari, to raczej nie dlatego, że łączyły ich więzy krwi. Skoro nie zmieniło to nic wtedy, gdy się dowiedział… Nie, coś wtedy się zmieniło. Zapamiętała wyraz jego twarzy. Szok i niedowierzanie. A potem po prostu próbował ją zabić z jeszcze większą zaciekłością, pomijając jedynie szereg innych rzeczy, które zamierzał wyrządzić jej przed śmiercią.

With our backs to the wall, the darkness will fall
We never quite thought we could lose it all

Minako prychnęła ze złości, a obraz tamtego dnia zawisł jej przed oczami. Leżąca w kałuży własnej krwi Ikari i Szósty Espada, gotujący się by zadać ostatni cios. W życiu nie kupi tej zmiany, jaka zdawała się w nim zachodzić. Bestia na zawsze pozostanie bestią, nawet jak uda się ją oswoić. W uszach dzwoniły jej słowa Arrancara, pełne gniewu, gróźb, ale i zwierzęcego magnetyzmu. Bóg jeden wie, co za myśli chodziły wtedy po głowie temu bydlakowi, ale jeśli ma jakiś nawrót bezecnych zamiarów… To tym razem nie będzie stała z boku i się temu biernie przyglądała. Nie tak jak wtedy…
Wtedy.

You close your eyes and the glory fades

8 komentarzy:

  1. Brr... powiało chłodem, nie tylko ze względu na aurę przed domem. Braterskie uczucia... wydają się troszeczkę podejrzane, ale może jednak wszystko będzie dobrze? Nigdy nic nie wiadomo, prawda? Zwłaszcza w takiej sytuacji!

    Grimmjow taki zdolny <3 Choinka taka piękna <3 Tesco tyle straciło ;(

    Czekam, czeka, czeeeekam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnym stylem piszesz z takim humorkiem :D
    I bardzo mnie zaciekawiło to
    "(...)Wtedy."
    Nie mogę się doczekać retrospekcji. Kocham je :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobra, obiecałam i jak widać się spięłam :D Zasadniczo to miałam w planie skomentowanie całości, ale w sumie teraz mi może na dniach jakiś wyjazd wypaść, więc pewnie znów bym zalegała z komentarzem, więc pomyślałam, że będę się pod tymi wcześniejszymi też wypowiadać.

    No to tak: powiem wprost, że jestem leniwą kluchą i tylko rzuciłam okiem na dwa pierwsze tomy Bleacha, więc przez większość czasu towarzyszył mi wujek google, co bym się nie zagubiła. Jakoś tam sobie będę równolegle z Bleachem walczyć, ale póki co, to po prostu zignoruj wszelkie głupoty w jakimi ewentualnie wyskoczę przez brak jakiejś większej znajomości fandomu ;_;

    Dobra, więc tak - leżę i kwiczę ze śmiechu, czytając to :D Poważnie, ja i moje poczucie humoru trochę kulejemy, więc mnie osobiście nawet przez myśl by nie przeszło, że można w tak przegenialny sposób opisać ubieranie choinki :D Nie będę Ci tu wypisywała fragmentów, które rozbroiły mnie najbardziej, bo inni czytelnicy pod poprzednim rozdziałem już to zrobili, ale wiedz, że to było gold :D Zresztą, do mnie w ogóle wybitnie przemawia skaczące sobie do gardeł rodzeństwo, także tego, nie mogło mi się nie spodobać :D

    Tu z kolei trochę się pogubiłam, pewnie ze względu na nieznajomość fabuły oczywiście, niemniej jednak podobało mi się. Może więc więcej uwag jakichś tam odnośnie całości niż fabuły tego rozdziału: ogólnie, to szalenie mi się podoba, jak ściera się u Ciebie naprawdę ładny styl pisania z dość wulgarnym językiem. Wypada to naprawdę super, bo taki sposób wypowiedzi pasuje do bohaterów, tak mi się zdaje (oczywiście mówię tylko na podstawie jakichś tam moich prywatnych odczuć, a nie Bleacha, którego nieznajomość mnie w tej chwili okrutnie boli ;_;), a jednocześnie Ty piszesz naprawdę fajnie, czyta się piorunem i z przyjemnością :)

    No, na dziś tyle. Jakoś na dniach się pojawię znów, tym razem już na pewno ;_; Naprawdę przepraszam, że tyle musiałaś czekać na jakiś odzew z mojej strony, ale jak już się wzięłam, to teraz pójdzie z górki. No. Także tego. W każdym razie podoba mi się i z przyjemnością poczytam dalej.

    To na razie tyle :)

    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I że ja jeszcze zapytam: czy Ikari jest postacią kanoniczną?

      Usuń
    2. Kochana, tak się cieszę, że wreszcie mogę twoją opinię poznawac ! ^^ Mega! :* Wpadne pozniej do Cb na rozdział to pewno wiecej napisze bo wlasnie wychodzęeee :D

      A nie, Ikari to oc, Minako tez ;)

      :* :* :*

      Usuń
    3. Naczekałaś się, nie powiem :) Jutro będę czytać dalej, teraz to już pójdzie, jak zaczęłam :D
      Luzik, nie gonię, wpadnij, jak będziesz miała czas :D
      Okej, to super, dobrze wiedzieć, w takim razie na ich temat na pewno więcej będę mogła powiedzieć, skoro to OC :D To pozostaje się tylko zabrać za następne rozdziały :D

      Usuń
  4. Święta takie spokojne. Bohaterowie tacy nieświadomi... Ech. *ociera łezkę wzruszenia z kącika oka*
    Zacznę nietypowo, bo od słowa wstępu.
    Tak, mam z tego fun. Tak, wiem TERAZ o istnieniu bloga, a ty chyba zapomniałaś, co tu pobazgroliłaś huehue jak-ja-kocham-niszczyć-twoje-misterne-plany ;*
    Dobrze, już, Śnieżny nie ukazuje już swojej wyższości, już nie :P
    Nie powiedziałabym, że Ikari jest bezpieczniejszym JAEGGERJAQUEZ'EM (xD), ale Ichigo jest durnym bratem, więc skąd mógł wiedzieć, jest tylko Zastępczym, dla niego tajemnice Seireitei pozostaną tajemnicami. :D
    "- Minako, nie klnij przy stole!" Już zaczynają się autopsyjne teksty :D Ale zrobimy taką choinkę na święta, zrobimy... ? Prooooszę! :D
    "Jak zwykle trafi w dziesiątkę." Nie wiem czemu, ale zabrzmiało mi to dwuznacznie. Bardzo. Dwuznacznie. ;>
    ;*

    OdpowiedzUsuń