Ogłoszenia parafialne (sekty pod wezwaniem Sexty)

OGŁOSZENIA PARAFIALNE (sekty pod wezwaniem Sexty):

Wstyd mi. Ale znów dużo się działo. Wyszłam za mąż, takie tam.

Kochani autostopowicze, przedstawiam ostatni rozdział Drogi.

INFO_NUMBER_2:

ZAPRASZAM NA NOWĄ WILCZĄ HISTORIĘ,
ZAPRASZAM NA TAGGED# MONSTERES

piątek, 19 grudnia 2014

PROLOG: Try to have fun in the meantime (cz. 1)




ODDZIAŁ DZIESIĄTY PRZEDSTAWIA: BLEACH SPECIAL no.69: Życie seksualne kadry dowódczej Gotei 13.

Zakupy, pierniczki i pierogi w roli głównej. Przy piosence Lany del Rey ‘Born to die’ święta w Seireitei, wersja oddział ósmy, z kawałkiem oddziału szóstego i śladowymi ilościami dywizji dziesiątej.

SŁOWO WSTĘPU: Wilczy:
Ya-ha! Pierdolmy daty i już dziś życzmy sobie Wesokurwaławych Świąt! Przedmowę piszę ja, bo Feniks została moich świątecznym niewolnikiem do wyrabiania ciasta na pierniki z wulgarnymi napisami i nie pozwolę jej tymi oblepionymi łapami dotykać mojego antycznego lapka! A nie, przecież musi wrzucić ten rozdział, bo jeszcze znowu dostanę zjebę. Hm. Dobra, jakoś to ogarniemy.

Ponieważ na Drodze wszystko jest pojebane, świąteczne posty będą dodane jako prolog, gdyż czasowo dzieją się przed pierwszym rozdziałem i były pisane przeze mnie i Feniksa dokładnie rok temu. I na tym miało się skończyć, a że Wilczy popłynął i pisał dalej, to teraz musicie czytać Drogę ;)

Nie przedłużając, let the christmas event begin!

PS.

Aha. Na Wasze zamówienie, dodałam specjalnie dla Was fragment z błękitnowłosym ekshibicjonistą.

Wesołych! ;)

          
Od czasu zwycięstwa w wojnie z Quincy, Dwór Czystych Dusz wciąż był pogrążony w powojennym chaosie. Na rzecz pozostawionych bez zwierzchników oddziałów tworzyły się coraz to nowsze grupy wsparcia psychologicznego, a co za tym idzie w niesamowicie szybkim tempie powiększały się długi, które narastały z każdą odbudową siedzib i koszar, uległych drastycznemu rozpadowi podczas wojny. Jednak nawet poważny debet nie przeszkodził w organizacji Gwiazdki i Sylwestra, gdyż „dzień święty święcić” trzeba, a każda okazja żeby się upodlić bimbrem z ósemki była dobra.
Już pod koniec listopada na placach treningowych można było usłyszeć melodię „Last Christmas”, a po andrzejkowym spotkaniu poruczników Momo Hinamori wróciła owinięta złoto–czerwoną girlandą zamiast codziennej wersji munduru, przypominając wszystkim, którzy mogli by zapomnieć, ze w tym roku święta również nadejdą. Tydzień później Rangiku z Hisagim zaczęli rozwieszać wszędzie jemioły, a Ikkaku i Yumichika krążyli po oddziałach w przebraniu Śmierci i Miłości, nosząc Yachiru na rękach i grożąc, że będą śpiewać, jeśli niedostaną godnego datku na rzecz świąt. Coraz więcej żołnierzy zarażało się świątecznym nastrojem i dlatego dowódcy zmuszeni byli wreszcie się zebrać, by sprawę omówić.
To miało być zwykłe spotkanie kapitanatu Gotei 13 przed świętami Bożego Narodzenia. Gwiazdka za pasem, więc i kapitanowie, i porucznicy Trzynastu Oddziałów Obronnych dali się ponieść świątecznej gorączce, w efekcie czego darli się właśnie na siebie wzajemnie, aż całe Seireitei drżało od ich wrzasków.  Nie dało się ukryć, że zebrania przestały przypominać te za czasów panowania Yamamoto Sotaichou Genryuusai’a. Może Shuunsui Kyouraku był teraz najsilniejszym Shinigami, ale temperamentów swoich podwładnych nie potrafił poskromić. I tak już można było mówić o postępie, bo początkowo wszystkie zebrania były jedną wielką imprezą, na której świętowano zakończenie wojny, oblewano nowo zajęte stanowiska i beztrosko cieszono się z zastałych na nowo czasów pokoju. Dopiero kiedy cierpliwość Nanao Ise się skończyła, a jej ukochana teczka z aktami zdzieliła każdą zapijaczoną głowę, można było rozpocząć jakiekolwiek pertraktacje o przyszłości.

Why?
Who, me?
Why?

Sprawą priorytetową było obsadzenie porzuconych bardziej lub mniej haniebnie stanowisk kapitańskich. Po awansie kapitana oddziału ósmego, miejsce ShuunShuuna zajęła Ikari Jaggerjack – sanseki, która w piciu sake biła swojego mistrza na głowę i podtrzymywała jego tradycję popołudniowego spożywania napojów aspirujących do miana alkoholowych. Kwestią sporną nadal pozostawał wybór porucznika, gdyż Ikari tak bardzo marzyła o „współpracy” z Rangiku Matsumoto, bo przecież „Toushirou ma dwie, to się może podzielić”, ale w trosce o wątroby pań, juubantai–fuukutaichou została na swoim miejscu, a oddział ósmy pozostał bez porucznika.
Kolejnym oddziałem bez vice kapitana została dziewiątka, gdyż Shuuhei Hisagi wywindował o jedno stanowisko w górę, ale jako wiecznie zabiegany dziennikarz, potrafił wykonywać obowiązki zarówno kapitana, jak i vice–kapitana, i zapewniał, że doskonale daje sobie radę. Więc na razie pozostawiono dywizję dziewiątą rządom właściciela Kazeshiniego.
Najwięcej problemów stanowiła dywizja trzecia. Od momentu opuszczenia i rzekomej zdrady ich kapitana, porucznik Izuru Kira został kimś na pograniczu boga, matki, a kapłana–pocieszyciela. Jako bohater ze Sztucznej Karakury Izuru miał niesamowite aspiracje do objęcia stanowiska kapitana, ale z uwieszonymi u jego hakamy oficerami, nie mógł opuścić własnej dywizji i opuszczać za bardzo jej nie chciał, a jego instynkty rodzicielskie przewyższały nawet te, którymi dysponowała Rangiku. Żołnierze oddziału trzeciego długo żyli w schizofrenii paranoidalnej pod skrzydłami Kiry Izuru, kiedy to w trakcie ostatniego starcia z Quincy przeżyli drugi w swoim po–życiu szok, bo okazało się, że wiadomość o bohaterskiej śmierci Ichimaru Gina była mocno przesadzona. Jego powrót odcisnął kolejne piętno na i tak już sfatygowanej kondycji psychicznej dywizji trzeciej. A Gin, jak to Gin, lisi uśmiech nie schodził mu z twarzy, a po zakończeniu wojny od razu wrócił do uzupełniania braków persymonek w organizmie.
Utopia trwała.
Jedyną dywizją, która została bez dowództwa, to sieroty aizenowskie. Momo Hinamori odsiedziała swoje w kwaterach oddziału czwartego pod czujnym okiem samej Unohany–taichiou i dość szybko wróciła do swoich obowiązków służbowych, choć cierpiąca na bezsenność krucha pani porucznik przypominała raczej Brunhildę, błąkającą się po barakach piątki, wypalając wzorki w ścianach swoim Tobiume.
Względnie chaos został opanowany, a święta, jak co roku, musiały się odbyć i to z pompą, bo przecież nastała idylla.

Feet don't fail me now
Take me to the finish line

Shuunsui Kyouraku podparł podbródek na dłoni i z coraz większym powątpiewaniem patrzył na fruwające po sali konferencyjnej papiery i ozdoby świąteczne. Korona na jego głowie przekrzywiła się lekko. Od godziny siedział po turecku na biurku i dzierżył w dłoni królewskie berło, które wręczyła mu parę dni temu Rangiku, powierzając mu rolę jednego z trzech króli w jasełkach.
„Jeśli zaraz tego nie powstrzymam, to Gotei znów będzie cierpieć na deficyt kapitanów…”
– Zamknąć się!!! – zagrzmiała Nanao Ise.
Wszyscy zastygli w bezruchu, patrząc, jak drobna pani porucznik poprawia nerwowym ruchem okulary i strzepuje niewidzialny pyłek z ramienia Kyouraku.
– Proszę mówić, soutaichou.
– No to… zbliżają się święta…
– To wiemy.
– I trzeba się zorganizować…
– Ja nie biorę w tej szopce udziału – mruknął Kenpachi Zaraki. Założył ręce na piersi i udawał, że nie słucha dalszych rozmów. Nie zauważył jednak zwisającej z jego najwyższego czubka włosów bombki zawieszonej rano przez Yachiru. Dziewczynka zarażała wszystkich w swoim oddziale świątecznym humorem, każąc żołnierzom zakładać opaski z rogami reniferów i dzwoneczkami. Nie przebiło to jednak wystroju baraków dywizji dziesiątej, które z zewnątrz obwieszone zostały milionami kolorowych lampek i z najdalszego zakątka Rukongai wyglądały jak majacząca na Wschodzie Gwiazda Betlejemska.

Oh my heart it breaks every step that I take
But I'm hoping at the gates
They'll tell me that you're mine

Co do Betlejem, to święta nie mogłyby się odbyć bez tradycyjnych jasełek, których organizacją miała zająć się Rangiku Matsumoto, mimo że swoją prezencją energiczna vicekapitan nadawała się jedynie do roli nierządnicy. Być może dalej zajmowała się werbowaniem do przedstawienia ludzi, bo wciąż nie dotarła jeszcze na zebranie, a że na polowanie na aktorów Rangiku zawsze brała butelkę lub nawet dwie sake, Wszechkapitan postanowił dobrać osobiście obsadę z tego, co przyszło na zebranie.
– No, widzę, że oddział dziesiąty jeszcze nie dotarł, ale zacznijmy… Zacznijmy od zakupów.
Na to hasło każdy zajął się czym innym. Zakupy były najmniej przyjemnym zajęciem przed świętami i każdy, kto dostał taki przydział, był obdarowywany ogólnodostępnym współczuciem z powodu wyprawy do świata żywych, gdzie trzeba było uczestniczyć w gigantycznych kolejkach oraz uniknąć utopienia się w christmasowym kiczu. Zwykle w hipermarketach lądowali młodzi, niesubordynowani porucznicy i w tym roku nie miało być inaczej.
Kuchiki Byakuya poruszył się ledwie zauważalnie.
– Proponuję kandydaturę mojego zastępcy. Doskonale zna świat żywych.
Renji nawet nie zdążył zamrugać. Gdy dotarło do niego, co mu grozi, rzucił wściekłe spojrzenie w stronę Hisagiego i Ikari, którzy dusili się ze śmiechu.
– A będę mógł zabrać kogoś ze sobą? – wydusił czerwonowłosy przez zaciśnięte zęby.
– O–oczywiście! – Nanao spojrzała szybko w akta, by sprawdzić protokół zadań świątecznych. – Tak, na świąteczne zakupy przydzielano dwoje Shinigamich.
– Ktoś chętny na zakupy? – zapytał znudzonym tonem Kyouraku. – Szczęśliwi wybrańcy mogą liczyć na dodatkową premię świąteczną…
– Nigdy nie było premii świątecznych za zakupy – zauważyła Nanao. – Ale co roku finansami na święta zarządzał oddział ósmy.
– No to się świetnie składa! – Renji skoczył na równe nogi. – Jaggerjack–taichou pójdzie ze mną!

Walking through the city streets
Is it by mistake or design?
I feel so alone on a Friday nights

Uśmiech zszedł z ust Ikari tak szybko, jak się pojawił. Wszyscy w Seireitei wiedzieli o niewypowiedzianej, małej wojence między niebieskowłosą panią kapitan, a Abarai’em Renji. A zaczęło się w sumie niewinnie, od komendy ich zanpaktou. Mianowicie wezwanie obojga były takie same i od czasu pojawienia się Ikari w Gotei, rywalizacja między tym dwojgiem stawała się zacięta bardziej niż na treningach w oddziale jedenastym.
– Ja nigdzie z nim nie pójdę – wyszeptała Ikari, mrużąc oczy i zaciskając dłonie w pięści.
– Jeszcze do tego wrócimy – zawyrokował Kyoraku, nie chcąc dokładać oliwy do ognia. Ale wyglądało na to, że już wybrano ludzi do czarnej roboty. Nie przypuszczał jednak, że ten wybór był jednym z najgorszych w historii.
        
REKLAMA: W czasie świąt pojawi Prolog cz.2 czy świąteczna perspektywa Wilczego i ta oto perspektywa czasowo będzie umieszczona w tym właśnie miejscu – kontynuować będzie zebranie kapitanatu i cd dalszy tego dnia, który my teraz porzucamy i przenosimy się na świąteczne zakupy i przygotowania, w których chcąc nie chcąc teraz wszyscy właśnie uczestniczymy. Kontynujmy więc:

Nikt się nie spodziewał, że wysłanie do świata żywych na niewinne zakupy tej jakże temperamentnej dwójki będzie zwiastunem świątecznej apokalipsy, jaka miała nadejść na Dwór Czystych Dusz. Zaczęli się kłócić już od bramy Senkaimonu. Ikari była nerwowa z urzędu, bo podróż do świata żywych łączył się ze spotkaniem z jej „ukochanym” braciszkiem, Arrancarem, który od czasu do czasu wpadał z odwiedzinami do Kurosakiego, u którego stacjonujący Shinigami mieli zapewniony nocleg.

Don't make me sad, don't make me cry
Sometimes love is not enough
And the road gets though
I don't know why

Renji ściskał w ręku długi zwój z listą zakupów. Na czerwono zaznaczone zostały produkty niezwykle ważne, takie jak pięćdziesiąt kilo mąki, czy sto trzydzieści paczek kolorowych lukrowych pisaków do ozdabiania pierniczków. Osobną listę z prezentami dla Shinigami Ikari schowała do kieszeni, gdyż Abarai ciągle czyhał, aby wpisać swoje nowe gogle za 1500 yenów, które wypatrzył w sklepie obok liceum Ichigo.
– Nie, Abarai, nie dostaniesz ich! Nie stać nas na nie!
– Ale, ale Ikari! Każdy mógł wpisać, co chciał! I w ogóle skąd wiesz, że nie mamy wystarczających funduszy!
– Tak się składa, że mój oddział zajmuje się księgowością w Seireitei, a nie mam jeszcze porucznika, na którego mogę zwalić robotę, więc sama zajmuję się rachunkami!
Korpus Kido starał się zachować powagę, bo przecież oni nie mogą nawet pisnąć bez rozkazu. Ale patrząc na tą kłócącą się dwójkę, nawet wiecznie niezadowolony Byakuya Kuchiki, wybuchnąłby śmiechem.
– Tak bez odprawy? – Ikari rozejrzała się dookoła. Nie zauważyła jednak ani jednej jednostki dowódczej. Zwykle wysłannicy do świata żywych zostawali odprawiani przez któregoś z kapitanów, nawet inni kapitanowie. Senkaimon właśnie się otwierał i wielki blask wylał się zza wielkich drzwi. Już mieli przekroczyć próg wymiaru, kiedy usłyszeli narastający coraz bardziej tupot stóp.
– Ikari! Ikariii! Cze…Czekajcie!
Burza pomarańczowych włosów biegła w ich stronę, a za nią podążał kapitan oddziału dziesiątego. Może Ikari się przewidziało, ale oboje zdawali się w biegu poprawiać swoje Shihakushō.
– Czemu wy nas odprawiacie? – zapytał zdziwiony Renji, kiedy Minako chwyciła go za rękę i zgięła się w pół próbując złapać oddech.
– Bo… bo…
– Bo dzisiaj jakoś tak wszyscy zaspali. – Hitsugaya zmrużył oczy i popatrzył na Ikari, jakby była to jej wina. W rzeczywistości miał rację, bo impreza w oddziale ósmym zakończyła się chyba około czwartej rano, a stężenie alkoholu w powietrzu było niemal namacalne. Każdy w Seireitei wiedział o nielegalnej produkcji bimbru w piwnicach ósemki, choć ten był w miarę bezpieczny i każdy wolał ten trunek, niż cokolwiek innego, co wyjdzie z dywizji jedenastej od kiedy zaczęła krążyć plotka, że w lewych papierosach z jedenastki przemielone zostały stare Zōri kapitana Kenpachiego, a niedoświadczonym na rynku Shinigami wmawiano, że stan niebytu po ich towarze trwa trzy dni. Oczywiście, trzy dni to się zostawało nieprzytomnym, bo kopało to bardziej niż szklanka Shintenu.

Keep making me laugh, let's go get high
The road is long, we carry on
Try to have fun in the meantime

Ikari i Renji także nie wyglądali najlepiej. Kapitan oddziału ósmego zawieszała się na dłuższe chwile i wyglądała na troszkę przeziębioną. Ale sama była sobie winna, tarzając się w śniegu w samej hakamie i staniku. Abarai natomiast związał bandanę na głowie mocniej niż zwykle, mając nadzieję, iż tępy ból szybciej przejdzie.
– A Rangiku–san wróciła?
– Tak, chyba tak…
– Jak to „chyba”?
– No, bo… bo…
– A co kapitan tu ma? – zapytał Renji, wyciągając szyję, by spojrzeć za szalik Toshiro. Na szyi kapitana widniała czerwona plama, wyglądająca jak…
– Malinka! – wydarła się Ikari, pokazując palcem ślad. – Białasek ma malinkę!
– Odwalcie się! – wrzasnął Toshiro. Zaczerwienił się lekko i naciągnął bardziej szalik. – To nie jest malinka! Tylko blizna po hollowie!
– Nie mieliście czasem już iść? – Minako wreszcie oddychała spokojnie. – Senkaimon się zaraz zamknie.
– Spieszy ci się gdzieś?
– Tobie się powinno spieszyć, bo ci Ikari zamknie drzwi szafy przed nosem, szmaciarzu.
– Jakiej szafy…?
– A gdzie zamierzasz spać u Ichigo?
  W łóżku…?
– Z Truskawą?! I co, może jeszcze szampan i bita śmietana do tego?!
– Aaa… to Ichigo jest gejem?
– Nie,  ale może ty.
– Dobra, dobra… – Toshiro stanął między Minako a Renjim i wskazał na Senkaimon. – Brama wam się zamyka.
Ikari i Abarai patrzyli na siebie przez parę sekund i w ostatnim momencie przekroczyli bramę.
– Pozdrówcie tatę! I dziewczynki! – krzyknęła jeszcze za nimi Minako machając na pożegnanie.
– Czy wy coś planujecie, Abarai–fukutaichou? – zapytała Ikari patrząc na porucznika szóstki mrużąc oczy.
– Nic nielegalnego, Jaggerjack–taichou.
– Nie podoba mi się wasz uśmiech.
– Aż tak źle?

Come and take a walk on the wild side

Gdy dotarli do Karakury, wybijała dziewiąta rano. Była niedziela, dzielnica sennie budziła się ze snu. Tylko w domu Kurosakich panowała wrzawa i rozgardiasz. Isshin Kurosaki już otworzył klinikę, a Yuzu przygotowywała śniadanie, wiedząc, że mogą spodziewać się gości. Gdy rozległ się dzwonek do drzwi, wrzasnęła w stronę schodów.
– Nii–san! Nii–san! Otwórz!
– No przecież idę! – Ichigo Kurosaki zbiegł na dół, zakładając koszulkę. Otworzył drzwi, a jego oczom ukazała się niesamowicie kontrastująca ze sobą dwójka Shinigamich.
– Renji! Ikari! Tak wcześnie? – przywitał ich i wpuścił do środka.
Zdjęli buty i przeszli przez hol.
– Kurwa, musicie się tak drzeć!? Jest dopiero dziewiąta! Kto tam się dobija do tych cholernych drzwi!
Grimmjow Jaegerjaquez zatrzymał się w połowie schodów. Spojrzał prosto w twarz taką samą, jak swoja własna. Te same, tylko jaśniejsze oczy patrzyły na niego i miały ten sam wyraz niechęci.
– Ikari.
– Grimmjow.

Lost but now I am found
I can see but once I was blind
I was so confused as a little child
Tried to take what I could get
Scared that I couldn't find
All the answers honey

Nigdy nie było między nimi przyjaźni. Działali na siebie jak woda i ogień. Z tym, że jeden drugiego nie mógł nigdy zgasić.
Rodzeństwo stosunkowo niedawno dowiedziało się, że prawdopodobnie łącza ich więzy krwi. Grimmjow za życia narobił kłopotów i po śmierci wylądował w Hueco Mundo jako Adjuchas. Jak został Arrancarem, wszyscy wiedzieli. Ikari natomiast miała szczęście – dostała się do Soul Society, a mając wysoką energię duchową, szybko zdecydowała się zostać Shinigami. Mieszkała w Rdzy Tsuru, 64 okręgu wschodniego Rukongai, gdzie nabyła swoje przezwisko. Żyjąc w biedzie i niedostatku postanowiła odmienić swój los. Kiedy jej się to udało, przyjaciele nazwali ją „Hagane” to znaczy „stalowy”, jako że rdza nigdy jej nie dosięgła. Do Gotei 13 dostała się po ośmiu miesiącach od wstąpienia do akademii. Szybko wywindowała na oficera i pięła się po szczeblach kariery. Brata poznała w bardzo niesprzyjających okolicznościach, w których oboje próbowali nawzajem się pozabijać i od tamtej pory jakoś nie pałali do siebie miłością.
– What the fuck… – Dopiero kiedy Renji głośno zaklął, Ikari spostrzegła pewną nieprawidłowość w wyglądzie brata. Mianowicie, zamiast swojego standardowego kompletu hakama plus przykrótka kurteczka prezentująca walory jego klatki piersiowej, Grimmjow stał przed nimi w samych zaledwie slipach, które były czerwone jak strój Świętego, a nawet wykończone ozdobnym, białym futerkiem, a za nim, mimo że nie miał na sobie absolutnie niczego innego, znalazło się miejsce na Panterę, której ciężar ciągnął gatki Arrancara niebezpiecznie w dół.
– Co to kurwa jest…
– Moje oczy…
– Wut…
– Krw…
– Co to jest, striptiz dla ubogich???
– Fcuk…
– Ichigo! – Ikari złapała Zastępczego Shinigami za rękę i szarpnęła go, żeby chłopak się do niej nachylił. – Wyjaśnisz mi co mój cholerny brat robi u ciebie na chacie w samych gaciach, które zapierdolił jakiemuś Mikołajowi?!
– Eee… Poczuł magię świąt?
– Przestań mnie wkurwiać, Kurosaki!
Ikari zacisnęła dłoń w pięść i już chciała rąbnąć Ichigo, ale Grimmjow zeskoczył ze schodów i ją powstrzymał, prawie zgniatając jej piąstkę w swojej łapie.
– Słuchaj no – warknął, a Jaggerjack dopiero teraz, spostrzegła że jego włosy są w totalnym nieładzie. Niemal z identycznym chaosem zmagała się każdego ranka, zaraz po tym jak wstała z łóżka. – Nie obchodzi mnie, czy jesteś jakąś tam moją pieprzoną siostrą, czy nie. Każdej kobiecie, która insynuuje mi jakieś pojebane preferencje mogę w pięć minut wyperswadować, w jakim pierdolonym znajduje się błędzie…
Upiorny uśmiech Szóstego był teraz tak blisko niej, że kapitan zaczęła się bać, czy ten świr, jej niby-brat zaraz nie odgryzie jej nosa.
– A ty co, słownik pod choinkę dostałeś? Tyle mądrych słów naraz z twoich ust ostatnio słyszałam, jak się najebałeś i śpiewałeś hymn Hiszpanii…*
– A pięć minut to nie jest coś, czym warto się chwalić. – Renji dołączył do dissowania Espady, stając ramię w ramię z kapitan. Grimmjow prychnął i puścił rękę Ikari, wymijając dwójkę Shinigami bez słowa.
– W sumie dobrze się składa, że jesteście. – Ichigo próbował rozładować napięcie. – Chciałem was zaprosić na święta. To co? Wpadniecie? Renji? Ikari? – Kurosaki poczuł, jak ktoś wierci mu dziurę w głowie spojrzeniem i chociaż próbował to początkowo zignorować, stało się to zbyt irytujące. Powoli odwrócił się przez ramię i uśmiechnął niepewnie. – I ty, Grimmjow?
– Skoro tak bardzo mnie błagasz…
– Nie no, bo jak masz inne plany, to…
Jaegerjaquez, nie czekając, aż Kurosaki dokończy, zniknął w kuchni, po której z trzaskiem zaczął się rozbijać (przestraszona Yuzu wybiegła z niej z piskiem, krzycząc, że mają w domu zboczeńca), szukając prawdopodobnie kawy, jeśli tak można było zinterpretować jego gniewne ryki: „Kawy! Kurrrosaki, gdzie twoja zasrana rodzinka trzyma kawę?! KAWA!!!”
Ikari pokręciła z przerażeniem głową.
– No – ponagliła Zastępczego. – Co on tutaj robi?
Ichigo podrapał się po pomarańczowym łbie i wzruszył ramionami.
– Podobno ktoś pootwierał nielegalne Garganty w Hueco Mundo. Jedna z nich prowadziła do Karakury. Podobno całą noc patrolował okolice, ale nikogo nie znalazł. – Wyjaśniał Ichigo. – Przylazł do mnie o czwartej, wyrzucił mnie z mojego własnego łóżka, warcząc, ze musi się przespać i znaleźć tego sukinsyna – dodał oskarżycielskim tonem, patrząc z wyrzutem na Ikari.
Kapitan uniosła brwi.
– Co się tak na mnie gapisz?
– No, to twój brat. Może mogłabyś z nim porozmawiać, wytłumaczyć coś, że to nieprzyzwoicie nachodzić ludzi w środku nocy i w ogóle…
Głośny rechot Hagane na chwilę zagłuszył nawet porykiwania Szóstego. Ale kiedy ani Renji, ani Ichigo do niej nie dołączyli, zaczęła udawać, że się zakrztusiła, aż naprawdę zaniosła się kaszlem.
– Tak… Yhym… Dobrze… Zobaczę, co da się zrobić. – Ruszyła do kuchni niby dziarskim krokiem, ale przed samymi drzwiami zrobiła w tył zwrot. – Albo wiecie co? Może innym razem.
Abarai i Kurosaki nie pozwolili jej zwiać. Z ciężkim westchnieniem marketowych ochroniarzy wzięli ją pod ramiona i zaciągnęli przemocą do pomieszczenia, w którym tłukły się szklanki na zamianę z talerzami.
– Po prostu z nim pogadaj…
– To w końcu twoja rodzina…
– Jak nie posłucha ciebie, to kogo?
Wrzucili ją do kuchni i szybko zamknęli za nią drzwi, a potem prędko się o nie oparli, słusznie przewidując, że Ikari i tak spróbuje uciec. Kiedy kapitan po pięciu minutach walenia w nie pięściami zrozumiała, że w ten sposób nie wydostanie się z piekła, powoli się odwróciła, uśmiechając do Arrancara przyjaźnie.
– Słuchaj, Grimm… Sprawa jest… – Odważyła się podnieść na niego wzrok. Grimmjow stał przy lodówce, z której ściągnął słoik z ciasteczkami i teraz z piernikiem w mordzie przyglądał się Stalowej, jakby była jakimś w miarę intersującym okazem w zoo. Nawet rzucił jej jedno ciastko, które Ikari udało się złapać. – Wow, dzięki…
– Szfo szzfeeszf? – zapytał Szósty z ustami pełnymi ciastek, bo nagle zadecydował, że jeden piernik naraz to stanowczo za mało i władował sobie do pyska pełną garść pokruszonych słodkości.
Ale Ikari nagle brakło języka w gębie. Nie mogła oderwać wzroku od tych jego absurdalnych slipek. Odwróciła się z powrotem do drzwi i znowu zaczęła w nie ładować rękami.
– Błagam! Niech się chociaż ubierze!
Drzwi uchyliły się na ułamek sekundy i wleciały przez nie jakieś szmaty, które Jaegerjaquez pochwycił jedną ręką.
– Proszę! To szlafrok ojca! Prosto ze sznurka! – krzyknął zza drzwi Ichigo.
– Ęki. Ochę u iźdźi. – Ale kiedy Grimmjow się ubrał, okazało się, że nie był to żaden szlafrok, ale świeżo wyprane haori. Otworzyła z przerażeniem oczy, teraz opierając się o drzwi, wymacując za plecami klamkę i obserwując Arrancara, który jeszcze nie wiedział, co ma na sobie. Marszczył jeszcze mocniej brwi, zezując na siebie i krusząc na kapitańskie wdzianko.
– Ej, otwórzcie te drzwi. Ja nie żartuję.
Słysząc ten śmiertelnie poważny ton i niepokojącą ciszę, jaka zapadła w kuchni, Renji wreszcie wypuścił Ikari z kuchni, która wypadła z niej blada i przerażona.
– O mały włos. Zamknijcie te cholerne drzwi.
– Ale co się stało???
Jaggerjack nie zamierzała marnować czasu na tłumaczenie im, co zaraz nastąpi. Planowała jak najszybciej znaleźć się jak najdalej od kuchni. Odpaliła Shunpo i zwiała, tymczasem ciekawość pierwszym stopniem do piekła. Porucznik i Zastępczy wzruszyli ramionami i z powrotem przyłożyli uszy do szyby w drzwiach, która w chwilę potem zaczęła drgać od zwielokrotnionego falą dźwiękową ryku.
– CO TO, KURWA, MA BYĆ?! – Szyba nie wytrzymała i rozsypała się w drobny mak, odsłaniając Shinigami przed gniewem espady. –  DALEJ MACIE HALLOWEEN, POJEBY?! MYŚLICIE, ŻE TO TAKIE KURWESKO ŚMIESZNE PRZEBRAĆ ARRANCARA W WASZE ŚMIERDZĄCE ŁACHY ?!
Trzeba było zostawiać Grimmjowowi to, że nawet w kretyńskich majtkach i haori Isshina wyglądał groźne i – zwłaszcza maksymalnie wkurwiony – roztaczał wokół siebie śmiertelną aurę grozy, a nawet jakiejś dostojności. Abarai przełknął głośno ślinę. Ichigo jeszcze myślał, że da się jakoś załagodzić sytuację.
– Ale Grimm, całkiem ci w tym do twarzy…
Co działo się potem Ikari podziwiała siedząc na gałęzi pobliskiego drzewa i gubiąc się już w liczeniu rzeczy, które wylatywały oknami. Najpierw wyleciał toster. Za nim lodówka i chyba zlew. Nie widziała za dobrze z tej bezpiecznej odległości, ale kształt i fakt, że niemal natychmiast zwinęła go na swój wózek para złomiarzy przemawiał na korzyść jej teorii. Potem już standardowo. Z okien na piętrze wyleciał telewizor, laptop, za którym z rozpaczliwym „NIEEEEEeeeeeeeee…!” wyskoczył Ichigo, krzesło obrotowe, a nawet szafa, w której zwykle nocowali Shinigami lub Ichigo, kiedy w ich domu zatrzymywał się Szósty. Wolność otrzymała również muszla klozetowa z której właśnie korzystał Ishhin czytając poranną prasę, całoroczny zapas papieru toaletowego i pies… A nie, to chyba jednak nie był pies, chociaż tak wyglądał z daleka. Może jakaś kąpielowa, pompowana zabawka, z którą dzieciaki pluskają się w jeziorach? Przez ostatnie okno „wypadła” dorodna juka, tapczan, rower stacjonarny, Renji, kaloryfer i regał z książkami. Myślała, że na tym się skończy, ale po chwili ciszy z rozbitego okna wyfrunęły również wyłamane drzwi, które rąbnęły porucznika w łeb. Nie mogła się nie zaśmiać, obserwując jak bezwładnie ląduje twarzą w śniegu.
Wreszcie na dłuższy czas zapanował spokój. Jaggerjack odczekała jeszcze profilaktyczne pół godziny i zeskoczyła  z drzewa, żeby pozbierać z ziemi Abaraia i zabrać go na te przeklęte zakupy.

*

– Ja chyba tego Arrancara zatrudnię w Gotei – stwierdził Renji, odzyskując nieco animuszu, kiedy dwie godziny później szli w stronę hipermarketu.
– Hm?
– Bo ty taka małomówna przy swoim braciszku jesteś…
– Pałuj się, Abarai. Grimmjow jest… taki wielki!
– Co…?
Ikari stanęła jak wbita w ziemię i wyciągnęła rękę, wskazując przed siebie. Z zadartą głową spoglądała na halę z ogromnym napisem TESCO na przedzie.
– Nigdy nie byłaś w takim sklepie? – zdziwiony Renji minął niebieskowłosą i skierował się w stronę automatycznie otwieranych drzwi.

We don’t need nobody
cause we got each other
Or at least I pretend      

Pani kapitan nadal stałaby jak słup, ale podskoczyła i podbiegła, by schować się za plecami Renjiego, kiedy obok niej przeszedł facet pchający wagon wózków. Żelastwo robiło niesamowity hałas. Gdy tylko facet zaparkował wózki, Renji wyciągnął z kieszeni monetę i za jej pomocą odpiął jeden wózek i odwrócił się w stronę drzwi. Nie spostrzegł nawet, kiedy Ikari wpakowała się do wózka.
– Poruczniku, wieź mnie!
– Jak, tu, teraz?!
– Nie, pojutrze!
Zaskoczony Renji uniósł brwi, ale po chwili wzruszył ramionami i zaczął rozpinać koszulę.
– Co ty, kurwa, robisz?
– No, powiedziałaś „weź mnie”…
– WIEŹ, idioto!
Porucznik wydal z siebie jęk zawodu. Popchnął wózek przed sobą i wjechali do sklepu. Na widok tylu kolorów oczy Ikari rozbłysły, a kark prawie sobie skręciła, obracając głową na wszystkie strony, aby zobaczyć jak najwięcej.
Ludzie przyglądali im się z ciekawością, bo wyglądali co najmniej jak niepełnosprawna i jej opiekun. Kontrast ich włosów także wzbudzał zainteresowanie, ale tym razem bardziej negatywne.
– Co tam mamy pierwsze na liście?
– Eee… piętnaście zgrzewek Coli.
– Czego?
– Taki gazowany napój. Słodki, ale dobry.
Renji załadował do wózka za plecy Ikari dwuipółlitrowe butelki z czerwoną etykietą z Mikołajem.
– Jedziemy po tą mąkę.
Teraz Ikari zmuszona była opuścić wózek. Obok stu pięćdziesięciu kilogramów mąki znalazły się też kolorowe pisaki do pierniczków, kapusta kiszona i suszone grzyby.
– Starczy tego? – zapytała Jaggerjack przy kasie, jak wykładali towar na taśmę.
– Kirio–sama się wszystkim zajmie.
Kasjerka obdarzyła ich towar bardzo zdziwionym spojrzeniem.
– Karta ClubCard jest?
– Eeee, co?
– Kartę na punkty założyć? Bo z tego będzie chyba ze trzysta punktów.
– Nie… nie trzeba…
– Jak promocja, to ja zawsze! – Oczy Renjiego zaświeciły jak monety. – Będę mógł wygrać gogle?
Pani na kasie spojrzała pytająco na Ikari, która tylko pokręciła głową w geście odmowy, a kasjerka zaczęła nabijać na rachunek, który wyszedł na dobre pół metra.
Gdy wyjechali przed sklep, zaczęli się zastawiać czy nie podprowadzić sklepowego wózka, szybko otworzyć Senkaimon i bezpiecznie dowieźć zakupy do Seireitei, ale wtedy tuż przed nimi zaparkował biały van.
– Potrzebujecie podwózki? – Z okna przy siedzeniu kierowcy wychyliła się głowa w pasiastym kapeluszu.
– Urahara–san! A to… możesz podróżować tym autem przez Senkaimon?
– Senkaimon, Garganta, Dangai, pełen serwis! To jak? – Szeroki uśmiech szalonego naukowca wystarczył, aby szybko załadowali zakupy i siebie, po czym wyjechali z parkingu z piskiem opon.
– Eeeej! Zostawiłem pieniążka w wózku!

*Dwa dni później, Seireitei, 22 grudnia, noc.*

Ikari Jaggerjack stała przed całym swoim oddziałem podparta pod boki i z szerokim uśmiechem, rozciągniętym na promiennej twarzy.
– Do roboty, darmozjady!

I pretend I’m not hurt and go about the world like I’m having fun

Sala treningowa w koszarach dywizji ósmej została przerobiona na jedną wielką przestrzeń kuchenną. Od zachodniej części ciągnęły się długie stoły, gdzie żołnierze ustawiani byli z miskami i produktami do wyrobienia ciasta. Na środkowych stołach Shinigami mieli rozwałkowywać ciasto, a na tych od wschodu wycinali w rozwałkowanym cieście różne kształty typu choinki, serduszka i figury geometryczne. Dowódczyni ósemki biegała między stołami i sypała mąką na prawo i lewo.
– Dziś w Seireitei, dziś w Seireitei, wesoła nowina! Że idą święta, że idą święta i zdechnie Espada!
Gdy o godzinie trzeciej rano pierniczki nadal nie były w odpowiedniej ilości, Ikari siedziała już w kącie sali, szarpiąc swoje niebieskie kosmyki.
– Kurwa, kurwa, kurwa… Nie zdążymy, ja pierdole…
Wraz ze wschodem słońca, kiedy wykończeni żołnierze zasypiali na, obok i pod stołami, wielki piec skonstruowany przez dywizję dwunastą zapikał po raz ostatni. Hagane drżącymi rękoma sięgnęła po blachę partii pierniczków i ostrożnie, żeby tylko ich nie wysypać, szła w stronę stołu, by tam położyć blachę…
– Jak tam pierniczki?
JEB. Blacha spadła z łoskotem na podłogę, a pierniczki wystrzeliły w górę, obsypując porucznika Abarai’a deszczem ciasteczek.
Ikari Jaggerjack nie zareagowała od razu. Pozwoliła przestraszonym żołnierzom uciec w popłochu i przerażeniu przed gniewem ich kapitan. Wzięła parę głębokich oddechów, policzyła do dziesięciu.
– CZY TY KURWA TWOJA ZASRANA MAĆ MOŻESZ MNIE ŁASKAWIE NIE STRASZYĆ, ABARAI, TY GŁUPI CHUJU?!
– Przecież to była tylko jedna blacha…
– Ja ci kurwa dam, jedną blachę! Najlepsze, kurwa, pierniczki z podobiznami kapitanów, kurwa, wycinałam je, kurwa trzy bite godziny i poszły w pizdu!
Dopiero teraz otwarła oczy i spostrzegła, że są sami w sali, a Renji stoi przed nią ze spuszczoną głową. Trochę zrobiło jej się go żal, bo w końcu to ona się potknęła i wysypała ciastka na podłogę. Złapała za wałek i wcisnęła go w dłonie porucznika szóstki razem z miską wypełnioną masą piernikową.
– A to co?
– To? – Wskazała palcem na miskę. – Zapasowe ciasto na wypadek takich niespodzianek jak teraz. Wałkuj.
– Że ja…?
– No już, już. – Zagoniła go w stronę stołu. Sama usiadła obok i z nożem w ręku czekała, aż Abarai rozwałkuje ciasto.

My clothes still smell like you
And all the photographs say that you’re still young

Gdy wycinała już głowę Byakuyi, Renji zapytał niespodziewanie.
– Dlaczego zostałaś Shinigami?
Zatrzymała rękę nad krojeniem Kenseikanu. Nie mogła powiedzieć, że zaskoczyło ją to pytanie. Dawno już przestała oszukiwać siebie, że dołączyła do Gotei 13 tylko po to, aby wyrwać się z nędzy, brudu i marazmu, gdyż od zawsze w głębi umysłu tłukł jej się obraz kobaltowych oczu i szerokiego, cwaniackiego uśmiechu. A przecież wtedy go jeszcze nie znała. Nie wiedziała co to oznaczy. Te oczy śniły jej się po nocach, a paluch przeznaczenia zdawał się pchać ją w ich kierunku. Jedynym sposobem, by dać mu się ponieść i rozwiązać parę zagadek, było właśnie dołączenie do Trzynastu Oddziałów Obronnych.
– Żyłam we wschodnim 64. Nie powinno cię to dziwić, szczególnie ciebie.
– Jak będziesz kłamać, to nie dostaniesz prezentów pod choinkę.
Ikari spojrzała na porucznika. Usilnie próbował rozwałkowywać ciasto i jednocześnie się przy tym uśmiechać. W normalnych warunkach powiedziałaby, że wygląda jak idiota, ale jakoś tak… Ten widok przyprawiał ją o ciepło, gdzieś w okolicach serca. Zrobiło jej się momentalnie nieswojo, że Abarai tak potrafił ją przejrzeć, ale jednocześnie... Myślała, że nikt tego nie potrafi. Że jej maski są perfekcyjne.
– No… Powiedzmy, że miała swoje irracjonalne powody… Może kiedyś ci opowiem.
Zapadła cisza. Oboje pogrążyli się we własnych myślach. Nagle drobny pyłek mąki z powietrza wpadł Ikari do nosa i dziewczyna kichnęła potężnie. Zamachnęła się przy tym rękoma i całe ostatnie opakowanie mąki wysypało się na Renjiego.
– Moja mąka!
– Moje ciuchy! Na zdrowie.
– Dzięki. Ale co z moją mąką?!
– A co z moim ubraniem?

We get crazy every Friday night
Drop it like it’s hot in the pale moonlight

Ikari zaczęła się śmiać.
– Niezła próba, poruczniku, znowu. – Renji uśmiechał się jednoznacznie, wpatrując się w twarz kapitan, stojącej przed nim, która gapiła się w jego białe od mąki kosode. – No i? Czekasz na specjalne zaproszenie? –Zadarła głowę, aby spojrzeć w roześmiane brązowe oczy.
Lubiła wyzwania. I nienawidziła przegrywać tak bardzo, jak nie lubiła mieć kaca, czy wypełniać papierkowej roboty. I nienawidziła, jak ktoś grał z nią w grę, w której mimo wygrania tego, co chce, po części tak naprawdę przegrywa.
– Chyba tak. Bardzo nie chciałbym znowu dostać w twarz.
Przewróciła oczami.
– Myślę… Że powinieneś… Ściągnąć… To… kosode.
Szybkim ruchem odwiązała obi i zerwała kosode razem z shitagi odsłaniając umięśnioną i wytatuowaną klatkę piersiową Renjiego. Uśmiech z jego twarzy nie znikał, a Ikari zaczęła wodzić palcami po tatuażach.
– Pewnie chcesz wiedzieć, dokąd prowadzą.
– Jeśli czegoś chcę, to zawsze to dostaję.
Renji Abarai stwierdził, że nie ma na co czekać. Że dalsze gierki już do niczego innego go nie zaprowadzą. Pochylił się i ujmując twarz kapitan w swoje dłonie, pocałował ją zaborczo. Czekał na ten moment tak długo. Zaśmiał się w duchu, kiedy Ikari oddała pocałunek, przylegając do niego. Zatopił palce jednej dłoni w jej włosach, a drugą jeszcze bardziej ją do siebie przyciągnął, zamykając Hagane w żelaznym uścisku, aby mu już się nie wymknęła. Wiele czasu upłynęło, wiele poświęcił i miał teraz zamiar rozkoszować się tą chwilą.
– Ikari…
– Tak. – Założyła mu ręce na ramiona. – Tak, tak, tak.
Sięgnęła w górę, aby zerwać gumkę z włosów Renjiego, a jego czerwone włosy opadły powoli na twarz porucznika. Nie przerywając pocałunków  Renji wsunął dłoń za haori Ikari, które po chwili leżało na ziemi tak jak jej obi, kosode, shitagi i hakama. Wodził rękoma po jej ciele, przyprawiając ją o miłe dreszcze. Objął ją mocniej i podniósł, sadzając na stole.
Wałek spadł z głośnym trzaskiem na podłogę.
Ikari wyciągnęła się na stole przyciągając do siebie Renjiego.
– Wesołych świąt– wymruczała i tym razem ona całowała go zaborczo.

I sing the body electric

Palcami wskazującymi zrzuciła z niego hakamę. Czuła jego bliskość, ciepło, rozgrzewające ją. Chciała tego więcej, więcej niż mogła dostać przez ich codzienne igraszki i zaczepki. Zbyt długo grali w podchody. Może czasami Ikari irytowały docinki, ale po pewnym czasie zdała sobie sprawę, że tak naprawdę obecność porucznika szóstej dywizji nie jest denerwująca, ale potrzebna jej do życia.
Renji szybko uwolnił Ikari z koronkowej bielizny i nie przestając jej całować pozbył się swojej. Przylgnął do niej, a pani kapitan pomyślała, że to taki słodki ciężar. Stół zaskrzypiał, kiedy Abarai zaczął poruszać się płynnymi ruchami, doprowadzając Ikari do szaleństwa. Kiedy całował jej szyję, obojczyki i piersi, Ikari jęczała głośno, nie przejmując się czy i kto może ją usłyszeć. Drapała Renjego po plecach, zostawiając mu nowe, zaczerwienione dziary.

I’m on fire, baby I'm on fire

Pragnienie. Wyczekanie. Ogień. Czerwień. Chaber. Rozkosz.
– Renji… – westchnęła Ikari, kiedy porucznik zaczął poruszać się szybciej.
Stracili poczucie czasu. Tonęli w poczuciu spełnienia. Liczyli się tylko oni i oboje w tym samym czasie poczuli smak ekstazy, wzdychając głośno.
Spojrzeli sobie w oczy, dysząc ciężko.
Przez długą chwili leżeli, uspakajając rytm serc, aż Ikari zaczęła bawić się ich włosami, biorąc po kosmyku i zaplatając.
– Co ty robisz? – zapytał Renji nachylając się, aby ją pocałować.
– Warkoczyk. – Uśmiechnęła się jak mała dziewczynka. – To był mój prezent dla ciebie.
– Najlepszy, jaki dostałem.
– A ty co dla mnie masz?
– Jak to? A to morze rozkoszy, którym cię…
– Nie pochlebiaj sobie!
– Nie mów, że ci się nie podobało!
– A może udawałam?
– I nie zauważyłem? Cóż, nie pozostawiasz mi wyboru. Muszę to sprawdzić jeszcze raz.
– Ej! Ej, nie teraz! A jak ktoś tu wejdzie?!
– Jakoś przed chwilą ci to nie przeszkadzało.
– Nie, ej, Ren, zostaw! Nie, ja tak nie mogę… A zresztą… Mhmmm.

* Hymn Hiszpanii nie ma zatwierdzonych słów, jedynie melodię, więc Ikari zapewne zamierzała dopiec Espadzie, że niby tak „mądrze” nucił. ;)


 Phoenix: Wyrywając się z niewolniczej pracy na rzecz miljona pierniczków z napisem "Ya-ha!", chciałabym wam życzyć wesołych i śnieżnych świąt ! :*

8 komentarzy:

  1. Moja intuicja jak zwykle mnie nie zawiodła ^^ Wiedziałam kiedy sprawdzić czy coś nowego się pojawiło :D
    Były slipy Mikołaja >^.^< Swoją drogą rozpierduchę, którą zrobił chciałabym zobaczyć :D Biedny Renji wyleciał przez okno :P
    Ikari w TESCO rozwaliła system :D
    Przez te wasze pierniki zachciało mi się też je robić :D
    Czekam na Prolog cz.2 ^^
    Wesołych Świąt!!!! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wesołych Kazumi! Udanych wypieków i dobrej zabawy z .. pierniczkami ^^ ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wybacz za powyższe, ale wysłało mi z starego, starego konta, a ja automatycznie kliknąłem usuń... Tak się kończą zabawy w nocy. Ale miałem skopiowane, więc wysyłam. Nikt nic nie widział, wszystko jest dobrze, idziemy dalej...

    Nie ma to jak czytać coś takiego po północy. Ja to już nie wiem kto tutaj co napisał, ale uśmiałem się porządnie. ^^

    Wesołych Świąt życzę, a poza weną i toną zapisanych literek jeszcze smacznych pierników i barszczyku z uszkami, bo sam uwielbiam!

    Ach, i jeszcze... ja to chyba wiem, co by było, gdyby niebieski był w modzie. Ale to tak tylko moje pe es osobiste. ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, tez zazwyczaj kopiuje komentarz, bo blogspot taka wrredna bestia ^^
      Nie dziwię się, że nie wiesz, bo post faktycznie post mieszany, ale większosć (10str z 13) napisała Feniks, dlatego ona dodała cz 1 Prologu. Cieszę się, że udało nam się Cb rozbawić :)) Bardzo! ^^

      Usuń
  5. Ja tu u Ciebie znów mam zaległości... Wilczy, Ty mnie jeszcze choć trochę lubisz mimo tej mojej brzydkiej, nieforemnej wady?
    Ych, ale przede wszystkim, nim zacznę pisać komentarz, przybywam coby życzyć Ci bardzo udanych, wspaniałych i zimowych świąt! I Feniksowi tez! Czteropaków i łiski, njebieskich prezentów, biletu w dwie strony do Hueco Mundo i noclegu w królewskim apartamencie (w dwie strony bo musisz wrócić). I żeby koteł był dalej taki niedobry jak jest <6 ^^ Wiecznej weny i NIE kończącej się Drogi, mimo faktu, ze Rhan nie komentuje, bo jest głupia.
    Więcej Grimma, więcej Abaraia, więcej Hagane, WIĘCEJ URAHARY!!
    Przejdźmy do interesów.
    Kolęda Ikari bardzo prawdziwa i bardzo świąteczna, aż poczułam, tu, w tej podłej, deszczowej Szkocji w której śnieg nigdy nie pada, ze toż to naprawdę święta! Myślę, ze mogłaby robic w branży muzycznej, no bo co, jest twórcza, teksty pisałaby lepsze jak Cygan i Wiśniewski razem wzięci!
    Wgl na ten ewent to ja czekałam chwilę czasu i jak go zobaczyłam to po pierwsze była chyba północ a ja po pracy i mówię "Nie, nie wolno czytać tak o, na szybko, bo wtedy nie ma zabawy i nic nie zrozumiem", więc zjawiam się dopiero teraz, paczam, czytam... I umieram, ot co!
    Jestem niewypowiedzianie wdzięczna za ten piękny fragment z Renjim. Meble latające od Kurosakich to druga fejwryt scena, trzecia to GrimmIka w kuchni, ale bezapelacyjnie, pierwsze miejsce ma RenIka! <8 No... No... No nie mogę po prostu! Fantastyczne! Chcem wiencej!!
    I naprawdę, Grimm w czerwonych majtkach. No w czerwonych... No po prostu wspaniały! Wilczy, mrrr, jakże Ty nas, czytelników rozpieszczasz takimi scenami, człowiek czyta i ma przed oczami Espadę w gatkach... Njebieski koteł, tak, tak.
    No ale wycinanie głów kapitanów z ciasta, o taką twórczą i artystyczną duszę bym Ikari nie podejrzewała (nie mów jej tego). I ich rozmowa w tej kuchni, moment wyciszenia od "christmasowego kiczu", a to ciekawe, ze Ika juz wtedy miała w chabrowym łbie Grimmjowa, choc go nie widziała... O, Wilczy, znów kombinejszyn, co?! Fajnie jest poznać skrawek przeszłości Hagane, ale wydaje się to dziwne, ze motywacją do zostania Shinigami była właśnie Niebieska Szóstka. Co ta Chabrowa ma w tym swoim łebku? Hej, hej! A propos, co takiego nawywijał Grimm w poprzednim życiu? Powiedz, powiedz!
    Piękny event, rozdział - miód, czekam na część Drugą oraz na ciąg dalszy wydarzeń z czasów aktualnych, bo nie ukrywam, żre mnie ciekawość ło co tam chodzi?
    Ej, wgl dywagacja, co by zrobiła Ikari, gdyby Grimmjow zabił Renjiego?
    Co dadzą Ikari w prezencie? Bo bańkę do pędzenia bimbru już ma, zapas alkoholu tez odpada...?? Az mnie to zastanawia teraz.
    Zacznij oglądać Tytanów, Tytani som bardzo w porządku. I podeślij mnie tę mangę co o niej mówiłaś, jak to nie problem, ale po świętach, teraz lepiej zostań w tej szafie, jak karpia mordują i łączę się z Tobą w bólu, wiem, co przechodzisz... Nienawidzę ryb i dobra, ale zabijać to bym ich nie zabijała. I wgl... Nie.
    <6 :* Wesołych Świąąąąt Wilczyyy!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. O TAK RHAN TAKŻE PODZIELA MOJĄ MIŁOŚĆ DO TYTANÓW! <333
    TYTANOWE PIERNIKI TAK BARDZO <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobra dobra. Jako ze ty mi kuzwa komentujesz wszystko uznalam ze i ja poswiece troche czasu i od nowa przeczytam cala droge, TAK ZRO IE TO, i rozlwniez pozostawie wszedzie swoj slad.
    Poczatkowo, jak to czytalam, to odnioslam wrazenie ze zamiwrzasz stworzyc cos na zasadzie Renji i Ikari i stwierdzilam ze chuj czytam dalej. Grimm haha w czerwonych slipach. Jakos odkad to przeczytalam ciagle go z nimi utozsamiak a zacznijmy od tego ze czytnelam to jakis rok temu jak niendalej haha. Tu jest tyle perelek! Tesco! To nieskladne zdanie ze grimm jest wielki a tu mowa o tesco! Te wycinanie kenseikanu <3 ja to kocham po prostu!!! Ciesz sie cholernie ze to powstalo i ze przeczytalam! Te ukryte seksy Hitsulugayi hahah te konona na glowie Kyoraku, ta popijawa i moje ukochane - sklady bimbru nielegalnie pedzonego pod oddzialem osmym, te ciasteczka. Yay! Kocham! <3

    OdpowiedzUsuń